Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: LadyZuo
Imię: Katarzyna
Skąd: Wolica
O sobie: Niektórzy nie potrzebują nocy-ciemność promieniuje z nich.
Napisanych prac:
- wiersze: 1
- proza: 1

Średnia ocen: 3.5
Użytkownik uzyskał: 3 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Nierealne?" 18.03.2009
"Sensem życia są marzenia?" 18.03.2009

Inne prace tego autora:
"Nierealne?" 18.03.2009
"Sensem życia są marzenia?" 18.03.2009

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Sensem życia są marzenia?


Z dołu dobiegły krzyki kucharki, wołającej na śniadanie. No nie, ja żyję. Zawsze kładłam się spać z nadzieją, że się już nigdy nie obudzę. I tak każdego ranka, od dziesięciu lat, budzę się i klnę Boga, że mnie jeszcze do siebie nie zabrał.
Zwlokłam się z łóżka i poczłapałam do łazienki. Jak zwykle pięcioosobowa kolejka. Wzruszyłam ramionami i wróciłam z powrotem do pokoju. Było tu tak pusto i cicho. Jak ja kochałam to dźwięczną ciszę, znajdującą się wtenczas wokół mnie. Mogłabym tak stać i napawać się jej słodkim zapachem. Jednak trzeba było w końcu ubrać się i zejść na śniadanie. Jeśli w ogóle można było to nazwać śniadaniem. Włożyłam więc byle jakie spodnie, białą bluzkę i trochę za dużą bluzę oraz zniszczone trampki. Przeczesałam ręką rzadkie, ohydne strąki o ciemnej barwie i zlazłam na dół.
Mieszkałam tu, w bidulu, od dawna. Jedyne co pamiętam z poprzedniego życia to smród alkoholu i liczne obrażenia na ciele. No, a potem ryk syreny policyjnej, wrzaski i obraz oddalającego się domu. Teraz, gdy mam osiemnaście lat, zrozumiałam, że takie życie nie ma sensu. Po co jestem potrzebna na tym okropnym, nużącym świecie?
Spojrzałam w lusterko, znajdujące się na holu. Skrzywiłam się na swoje odbicie. Zresztą nie po raz pierwszy w życiu. Gdyby moi rodzice teraz żyli lub byli przy mnie… dziwiłam się, z połączenia jakich brzydactw, mogło wyjść takie szkaradztwo, jak ja. Mówi się trudno, i idzie się dalej…
Na plastikowych drzwiach jadalni, obok niedawno zrobionego przeze mnie graffiti, widniała jakaś kartka. Rzuciłam okiem bez większego zainteresowania. Dziś spotkanie z psychologiem. Jadalnia, godzina 10:00”. Fajnie”- mruknęłam do siebie, a przed oczami stanął mi obraz kobiety, która mówi do nas, jakbyśmy byli jeszcze małymi dziećmi. A sporo jest tu nastolatków.
Weszłam do jadalni, zatrzaskując za sobą drzwi. Nikt nie zwrócił na to uwagi. Podeszłam do okienka po swoją śniadaniową porcję. Kleik. Co za ohyda! Nawet bez siadania do stołu, odniosłam papkę do zwrotu naczyń” i wróciłam do okienka po herbatę. To mi wystarczyło.
O dziesiątej znów byłam w tym miejscu. Poszłam do najdalszego kąta, starając nie zwracać na siebie uwagi. Burknęłam tylko jakieś niewyraźne dzień dobry”.
-Witajcie dzieci – zaczęła słodkim głosem pani psycholog. – Nazywam się Emily Bring i poprowadzę dzisiejsze spotkanie. No, ja się przedstawiłam, a teraz wy. Zacznijmy od tej dziewczynki w różowym sweterku. Jak masz na imię, skarbie?
-Jenny.
-Śliczne imię! – klasnęła w dłonie pani Emily Bring. I tak pytała każdego. Nie wiem, jaki to miało cel, przecież nie zapamięta imion trzydziestu jeden dzieci.
-Dobrze, przejdźmy do zajęć. Dziś chciałabym z wami omówić sprawę dotyczącą waszych marzeń. Powiedzcie mi, jakie są wasze marzenia.
Większość zgromadzonych powiedziała, że chciałaby mieć rodziców lub mieszkać nadal z nimi. Młodsi wypowiadali się na temat spraw materialnych, niektórzy wzruszali ramionami i nie wypowiadali się.
-No, a ty? – zwróciła się do mnie Emily.
-Chcę umrzeć – odpowiedziałam krótko.
-Nie rozumiem, kochanie…
-Po prostu chcę zniknąć z tego świata, chcę żeby mnie tu nie było. Chcę umrzeć… - mruknęłam niewzruszona.
-Dlaczego?
-Zastanawiała się pani kiedyś nad sensem istnienia? – zapytałam unosząc w górę brwi.
-Nie.
-No właśnie. Ja natomiast tak, wiele razy. Jestem człowiekiem z ambicją, interesującym się wieloma rzeczami i chcącym w życiu zajść gdzieś daleko. Tu, jako szara, nieważna osoba, zatopiona w monotonnej i okrutnej rzeczywistości, nie mogę się wybić…
-Nie masz racji – zaczęła pani psycholog mrużąc oczy.
-Dlaczego nie? – uniosłam brwi jeszcze wyżej. – Dlaczego nie, skoro tu jestem jak uwięziony w klatce ptak? Pani na pewno ma rodziców, których stać było na pani wykształcenie, a ja? Pozostawiona w jakiejś dziurze, w biednej dzielnicy, położonej daleko od jakiegokolwiek miejsca wybitnej społeczności – nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale wstałam i zaczęłam mówić trochę głośnej. Nie zwracałam także uwagi na spojrzenia, którymi mierzyli mnie inni członkowie spotkania.
-Każdy może zaistnieć…
-To tylko bzdurne stereotypy – prychnęłam i wróciłam na swoje miejsce.
Emily była zdruzgotana moją nagłą wypowiedzią. Zastanawiałam się chwilę, co ona teraz zrobi. Może przesadziłam? Przecież ona chce nam pomóc. Ale czy ta pomoc jest szczera, czy tylko wykonuje swoją pracę?
Spotkanie dobiegło końca szybciej, niż mi się wydawało. Nie słuchałam jednak tego, co mówiła pani Bring. Myślałam tylko o tym, czy miało sens ośmieszenie się przed całą grupą.
Po skończonych zajęciach, Bring podeszła do mnie.
-Zaciekawiło mnie to, co powiedziałaś –zaczęła. – Jestem gotowa ci pomóc – dodała bardziej pewnie.
-W czym? – charakterystycznie uniosłam brwi.
-No, żeby zaistnieć. Uważam, że masz dużo odwagi, barwny język i mnóstwo potencjału oraz najważniejsze - ambicje. Tylko… mało chęci…
- Jestem realistką, nie marzycielką. Nie czekam na to, co przyniesie mi los i uważam, że do wszystkiego można dojść ciężką pracą. Mało chęci? Ja raczej nie mam celu, a nie chęci. Jaki z pani psycholog? – zadrwiłam.
- Nie jestem dobrym psychologiem. Jaki dobry psycholog zgodziłby się przyjechać do takiej dziury?
- Każdy psycholog jest dobry na swój indywidualny sposób, a także na sposób, jaki odbierają go ludzie. Może być na przykład bardzo dobry psycholog, ale jego refleksje na temat rozwiązania problemu mogą być niewypowiedziane, ukryte. Rzadko kto ma tyle odwagi, co pani… Żeby tu przyjeżdżać – prychnęłam i pokręciłam głową.
- Może i ty byłabyś dobrym psychologiem…
- Cóż – przerwałam jej. – Rozumiem troski i problemy ludzi, poprzez własne doświadczenie.
- Ile masz lat?
- Osiemnaście, kończę liceum.
- Poszłaś wcześniej do szkoły? – tym razem to pani Bring uniosła ciemne brwi.
- Jestem bardzo inteligentnym dzieckiem – uśmiechnęłam się cynicznie. – A więc, jak może mi pani pomóc? – spytałam bez większego zainteresowania i nadziei, że pomysł czarnowłosej trzydziestolatki coś pomoże na bezkresnej drodze mojego życia.

***

- A więc to jest pokój Jim’a? – zapytałam, gdy dojechaliśmy na miejsce.
- Tak. Jeśli mu pomożesz, uleczysz lub nawet pocieszysz to obiecuję, że załatwię ci miejsce i stypendium na studiach, tylko proszę, zrób coś – Emily była przejęta, a ja wzruszyłam bezwiednie ramionami i weszłam do pokoju, trzaskając, jak to w moim zwyczaju, drzwiami.
Przed sobą ujrzałam niesamowity obraz. Figurki superbohaterów, na których nie było ani grama kurzu poukładane były na wysokim regale po prawej stronie. Koło niego stało biurko, z dosuniętym krzesłem, jednak takie przeraźliwie puste. Po lewej stało duże łóżko, na którym leżał chłopak, wpatrzony w sufit. Doprawdy, nie wiedziałam, co on tam takiego ciekawego widzi. Na wprost było okno, dokładnie przysłonięte ciemnymi zasłonami. Bez dłuższego wahania usiadłam na skraju łóżka. I chwilkę przyglądałam się chłopakowi, czekając na jakieś jego słowo.
- Kim jesteś? –zapytał wreszcie bardzo cichym, smutnym głosem.
- Jestem T… Wybacz, nie lubię wypowiadać swojego imienia. Jest denne. A jak ty masz na imię?
- Nieważne.
- Faktycznie, nie jest mi to do szczęścia potrzebne – mruknęłam tak, żeby w moim głosie nie było słychać ani nutki ciekawości.
- Po co tu przyszłaś? Żeby mnie pocieszyć? Jeśli tak, to daruj sobie, nie możesz mi pomóc.
- Skąd taka pewność? – uniosłam brwi, choć wiedziałam, że tego nie zobaczy.
- Bo nikt nie może mi pomóc. To moja sprawa – mruknął.
- A skąd wiesz, że chcę ci pomóc?
- A nie chcesz? – zapytał blond włosy trzynastolatek, podnosząc się.
- Nie mogę przyjść sobie, ot tak, w odwiedziny? – parsknęłam śmiechem.
- Możesz – zamrugał powiekami, a w jego oczach dojrzałam bezwzględną nutkę radości. – Nikt dawno nie przyszedł do mnie w odwiedziny.
Uśmiechnęłam się lekko.
- To może chodźmy na dwór. Porozmawiamy sobie…
- Nie! – krzyknął nagle. – Nie mogę iść… Mam zbyt wiele problemów, a czyste powietrze jeszcze bardziej mnie przytłacza…
- No, a na lody? Twoja mama by nas zawiozła.
- Moja mama mną i moimi problemami się nie interesuje… Zawsze sam chodzę na lody… Sam wszystko robię… Nikt się mną nie przejmuje. Widzisz jakie mam okropne życie? Chyba nikt nie ma gorzej ode mnie. Do tego w szkole się ze mnie nabijają…
- Jim, nie tylko ty masz życie do niczego. Wierz mi, że inni mają gorzej…
- Na przykład dlaczego?
- Na przykład niektórzy nie mają matki…
-Fajnie im – mruknął. To było ponad moje siły. Jak można nie doceniać tego, co ma się najpiękniejszego? Rodzinę, dom, dobrą szkołę?
- Nie przesadzaj, Jimmy. A jakby jej zabrakło? Co byś wtedy bez niej zrobił?
- Skakałbym z radości.
- Zachowujesz się jak okropny egoista, Jim.
- Mam jeszcze jeden problem! Ty o nim nie wiesz! Nikt nie może mi pomóc… Cały świat jest do niczego!
- A może tylko ty tak uważasz, a stosunek społeczeństwa do ciebie jest okropny tylko przez twój egoizm, zbytnie przywiązanie do matki i głupie kaprysy? – zadrwiłam.
Jim podniósł się błyskawicznie i wyglądał tak, jakby chciał mnie uderzyć. Jego twarz zrobiła się najpierw blada, potem zielonkawa, a na końcu czerwona z niepohamowanej złości. Zacisnął obie pięści i siedział tak, denerwując się coraz bardziej na widok mojego cynicznego uśmieszku. Wiedziałam, jak zareaguje i byłam zadowolona z efektu. Jednak stało się coś, czego nie przewidziałam. Jim wybiegł z pokoju, a potem usłyszałam zgrzyt otwieranych drzwi frontowych. Wpadłam w panikę, jednak zdołałam się opanować. Nie zwracając uwagi na przerażoną minę Emily, wybiegłam z domu, aby rozpocząć desperackie poszukiwania.
Wyszłam na ulicę i przepytałam kilku przechodniów. Jednak nikt go nie widział. Przeszukałam całą okolicę. Późnym wieczorem poszłam na komisariat policji. Łudziłam się, że go tam znajdę, albo przynajmniej zgłoszę zaginięcie na prośbę zrozpaczonej Emily.
I teraz znów chciałam umrzeć. A spełnienie marzeń było tak blisko. Na nowo odkryłam, że do niczego się nie nadaję, a świat jest tylko po to, aby człowiek snuł marzenia o raju, żeby doświadczył cierpień i docenił niesamowitą wartość niebieskiego królestwa. Tak bardzo chciałam się tam znaleźć.
Byłam zbyt drastyczna wobec Jima, zupełnie jakbym zapomniała, że ma on tylko trzynaście lat. Byłam tak pochłonięta swoim celem. Zapomniałam tak naprawdę, że chcę mu po prostu pomóc. I to powinien być mój cel.
- Dzień dobry – mruknęłam niedbale. –Zaginął Jim Bring…
-Nie zaginął – uśmiechnął się policjant. –Został zatrzymany. Był bowiem poszukiwany już od kilku dni.
-Za co? – na mojej twarzy malowało się widoczne zdziwienie.
- Mogę panią do niego wpuścić, jeżeli jest pani osobą bliską.
- Można tak powiedzieć.
Wychowanki mówiły mi, że kiedyś tu się znajdę. Ale nie przypuszczały, że jako osoba odwiedzająca. Jim siedział w pierwszej celi. Gdy weszłam, nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi, siedział tylko z twarzą ukrytą w dłoniach.
- Jim… -zaczęłam.
- Miałaś rację… We wszystkim. Jestem głupim egoistą. I przez mój egoizm… - słyszałam jak lekko pochlipuje.
- Zrobiłeś coś strasznego tak? – zapytałam spokojnym tonem, siadając koło niego. Kiwnął głową. - Myślałeś, że to tylko ty masz najgorzej… Wierz mi, że ludzie mają gorsze problemy, Jimmy. Ja też robiłam rzeczy, za które się wstydzę, nie zawsze próbowałam je naprawić. Ty przynajmniej miałeś dla kogo…
Jim prychnął.
- Dla matki? Jesteś śmieszna… - syknął i spojrzał na mnie.
- Powiesz mi, co zrobiłeś?
- Pobiłem kogoś.
- Żyje? – zaśmiałam się.
- Nie zabiłem, pobiłem! – warknął. – Naśmiewał się ze mnie i z mojej matki…
- A jednak jakaś miłość do niej u ciebie istnieje…
- Nie… to raczej… ja chciałem się wyżyć… Ale zrozumiałem, że nie było warto. Nie jestem już syneczkiem mamusi. Doszedłem do wniosku, że ona pracuje tak ciężko dla mnie. I przez to nie ma czasu…
Uśmiechnęłam się lekko.
- Doceniłem jej miłość dopiero teraz… Cholera, dlaczego człowiek zawsze musi coś odkryć po dostaniu nauczki?!
- Uczymy się na błędach. Czasem robimy z miłości straszne rzeczy. Każdy ma prawo zbłądzić. Teraz wiesz, że postąpiłeś źle i to się liczy, Jim.
- Myślałaś kiedyś o studiowaniu psychologii?
Uśmiechnęłam się tylko.



        Dedykacja: Dedykacja dla wszystkich mieszkających w Domach Dziecka.

Ocena: 3
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 18.03.2009r.

1     

aubrey 20 03 2009 (15:45:10)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Ciekawa tematyka, która nawet mi się spodobała. Robisz masę powtórzeń i wciąż dostrzegam przez cały tekst te same zwroty czy wyrażenia. Kiedy to dialogi były dobre pod koniec stał się zbyt nienaturalne. Sama historia miała potencjał, ale coś mi tu nie gra. Opowieść dziewczyny nie przytłacza, jest jak najbardziej poprawna. Jednak zachowanie chłopaka pozostawia wiele do życzenia. To prawda, że ludzie rodzą się egoistami i nimi również umierają, lecz Ty jego postępowanie zmieniłaś w dziwny, co najmniej zastanawiający sposób. Otóż człowiek, który twierdzi, że jest pępkiem świata, pod wpływem jednego zdarzenia staje się inny. Nie wiem czy pobicie kogoś może mieć wpływ aż tak duży, żeby wywrócić jego dotychczasowy system wartości. Mogłaś rozbić opowiadanie na więcej części, pozwolić czytelnikowi samemu dojść do tego, że przemiany Jimmiego(nie wiem czy dobrze odmieniam) są skutkiem rozmów i rozmyślań, a nie tylko konkretnego faktu. Na drugi raz zastanów się nad większą historią, bo masz potencjał. A co do zakończenia. Jest zbyt oczywiste, nie zachwyca, takie zwykłe. Ode mnie na dzień dzisiejszy trzy z plusem.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(34): 30 gości i 4 zarejestrowanych: exother, Mii, Pawlak, dezerter89

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl