warto go przeczytać
Pseudonim: czarodziejka_marzeń
"Niektóre sny są bardziej prawdziwe niż to, co ludzie zwą rzeczywistością."
Marion Zimmer Bradley "Kapłanka Avalonu"
Rozdział I
Obudziłam się w nocy zlana potem. Kolejny raz męczył mnie ten sam sen. Mrok, pisk opon i krzyk małego dziecka niosący echo. Po serii owych koszmarów w końcu doszłam do wniosku, iż tym dzieckiem jestem ja. Nie mam do końca pewności, bo na dworze panowała ciemność, ale w błysku samochodowych świateł ujrzałam pyzatą buzię okalaną przez ciemne loczki. Wiele razy pytałam mamy, czy w dziecięcych latach mojego życia nie przytrafił mi się jakiś wypadek, lecz ta zaprzeczała. Ja jednak byłam pewna, że musiało coś się stać. Zastanawiałam się też, czy przypadkiem nie zostałam adoptowana albo czy nie jestem jakimś podrzutkiem zostawionym na progu domu, ale może to tylko moja chora wyobraźnia. Jednak zupełnie nie pasuję do swoich. Moje czarne jak noc oczy i ciemne włosy zupełnie nie przypominają maminych blond włosów, błękitnych oczu i rumianych policzków. Do taty też nie jestem za bardzo podobna, nawet do brata, Jake’a.
Wskazówki zegara pokazywały godzinę trzecią. Wstałam z łóżka, rozsunęłam zasłony i otworzyłam na oścież okno. Do pokoju wpadło chłodne powietrze. Odpaliłam laptopa i włączyłam przeglądarkę internetową. W wyszukiwarce wpisałam hasło: powtarzające się sny. Wyświetliło się kilka stron, wybrałam jedną. Przeczytałam, iż sny powtarzające poruszają istotny problem dla śniącego. Podświadomość przekazuje coś nam, lecz my nie możemy do końca tego odebrać i wtedy próbuje po raz kolejny.
- Tak! – pomyślałam. - To by wyjaśniało moje podejrzenia...
Rozległo się pukanie do drzwi. Powoli otworzyłam oczy i podniosłam głowę z klawiatury komputera.
- Och! – wydobyłam głuchy okrzyk. – Musiałam przysnąć!
- Spałaś tak całą noc? Biedactwo... Co robiłaś do późna? – rozczulała się nade mną zatroskana mama. – Uszykowałam ci śniadanie.
- Nie, mamuś – wymamrotałam – nie mogłam spać, zresztą to nie nowość... Usiadłam
na chwilę do laptopa...
Wzięłam kanapkę z szynką i zaczęłam jeść, jednak zdawała się ona stawać mi w gardle. Próbowałam uwolnić się od myślenia o koszmarze, ale nie udawało mi się to.
- Jutro wyjazd do taty, może się trochę odstresuję – myślałam sobie.
Napisałam smsa do Carlosa, mojego chłopaka. Umówiliśmy się w lodziarni na Golden Street. To miało być nasze pożegnalne spotkanie przed moim wyjazdem do Californi.
Założyłam ulubioną sukienkę w kolorze fuksji i czarne szpilki. Na usta nałożyłam lśniący błyszczyk, a rzęsy delikatnie pociągnęłam mascarą. Spojrzałam w lustro wiszące na ścianie, a ku moim oczom ukazała się piękna, szesnastoletnia dziewczyna. Zazwyczaj nie przywiązywałam wielkiej wagi do wyglądu, ale lubiłam czasem się wystroić.
Po niedzielnym obiedzie z moim bratem i mamą ruszyłam na spotkanie. Carlos czekał już na mnie przy stoliku. Posłałam mu jeden z moich najpiękniejszych uśmiechów i dosiadłam się do niego. Zamówiłam sobie wielkiego loda z czterema gałkami w różnych smakach. Czekolada, pistacja, straciatella oraz malina – najlepsze na świecie. Jadłam i śmiałam się niczym mała dziewczynka. Kiedy skończyłam, mój chłopak wyciągnął serwetkę z pojemnika i wytarł mi nią ubrudzone deserem usta. Następnie złożył na nich pocałunek i wyjął coś błyszczącego ze swojej skórzanej kurtki. Przedmiotem okazał się łańcuszek z zawieszonym sercem. Ujął moją dłoń i zacisnął na naszyjniku. Zobaczyłam zawiasy z boku zawieszki i otworzyłam. W środku znajdowało się zdjęcie Carlosa. Nie mogłam powstrzymać łez wzruszenia.
- Ty i ja na zawsze – wyszeptał – nie zapomnij o mnie przez wakacje u taty.
- Nie zapomnę – obiecałam.
Nazajutrz mama odwiozła mnie na lotnisko. Przejęta ciągnęłam walizkę w błękitne kwiaty, a na szyi dyndał mi łańcuszek od Carlosa. Nigdy nie lubiłam latać samolotem. Nie mieściło mi się w głowie, jak taka ciężka maszyna może wzbić się w powietrze.
- No, baw się dobrze, kochanie –powiedziała. – Pozdrów tatę!
Dałam jej buziaka w policzek i poszłam się odprawić.
Po kilkugodzinnym locie, dotarłam w końcu na miejsce. Tata i Liz, jego nowa żona oraz bliźniaczki, Britney i Bettany, czekały już na mnie uradowane. Podbiegłam do ojca i rzuciłam się mu na szyję, a potem przywitałam się z resztą.
Moje stosunki z jego nową rodziną mogą wydawać się dziwne. Kiedy tata nas opuścił, owszem, byłam zrozpaczona, ale wkrótce pogodziłam się z losem. Zrozumiałam, że nie zawsze w rodzinie się układa i pewne sprawy lepiej zakończyć. Tak więc spróbowałam pokochać jego nową rodzinę. I wyszło mi to na dobre. Wszyscy byliśmy ze sobą bardzo zżyci.
Zajęłam, jak zwykle, pokój gościnny i rozpakowałam bagaże. Moja ręka zahaczyła o medalion. Poobracałam go w dłoni i uśmiechnęłam się w duchu.
- Będę tęsknić, Carl.
Przez następny tydzień sen mnie nie męczył. Nareszcie poczułam pełną swobodę życia. Chodziłam na plażę z moimi tutejszymi przyjaciółmi i umawiałam się w centrum handlowym. Miewałam jednak wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.
- Twoja wyobraźnia działa, Jenn – wmawiałam sobie.
Pewnego wieczoru wybrałam się z Charlotte i Melody na imprezę. Było ok, ale pomińmy całe to wyjście. Kiedy wracałam późną nocą prze oświetlony księżycowym blaskiem park, aby dotrzeć na przystanek autobusowy, usłyszałam szelest w krzakach i zobaczyłam przesuwające się ciało.
- Ach! – przestraszona wrzasnęłam, kurczowo uczepiając się idącej obok mnie Charlotte.
- Co jest? – zapytała.
- Tam... w tych krzakach... – wydyszałam – ktoś był!
- Wydawało ci się... Po co ktoś miałby tam siedzieć?
- Może – odburknęłam i uznałam, że nie ma sensu się w tym pogłębiać.
Sny nie powtarzały się od momentu, kiedy zrozumiałam ich tajemnicę. Cieszyłam się z tego, ale czułam, że w moim życiu dzieje się coś dziwnego i nie opuści mnie to przeczucie, dopóki nie rozwiążę i tej zagadki. Jednak wcale nie miałam ochoty tego robić. Pragnęłam zamknąć się w domu, wskoczyć do łóżka i w ogóle stamtąd nie wychodzić.
W poniedziałek pojechałam z Melody do największego centrum handlowego w mieście. Tata specjalnie na tę okazję dał mi całe sto dolarów, a więc mogłam zaszaleć. Na początek kupiłyśmy bilety do kina na jakąś denną komedię romantyczną, bo od jakiegoś czasu przestałam lubić horrory. Może dlatego, że moje życie powoli się w niego zamienia. Film był tak nudny, że zamiast oglądać, rzucałyśmy się popcornem i piszczałyśmy do czasu, aż nas nie wyrzucono z sali. Po owym incydencie chodziłyśmy po sklepach w poszukiwaniu nowych ciuchów. Kupiłam sobie wspaniałą, granatową sukienkę, doskonale ukazującą moje długie nogi, koszulkę z zabawnym napisem oraz wymarzone, kosztowne trampki. Na koniec wypiłyśmy gorącą czekoladę z dużą ilością bitej śmietany. Pycha! Siedziałam w ciszy wpatrzona w obraz na ścianie, kiedy Melody zapytała:
- Hej, co ostatnio jesteś taka spięta i zamyślona?!
Rozważałam, czy powiedzieć jej o tych wszystkich snach, w końcu powiedziała:
- Naprawdę? Ech, może faktycznie... Bo wiesz, ostatnio w moim życiu dzieją się dziwne rzeczy, trochę się tym zadręczam...
Wyjaśniłam jej wszystko po kolei, a ta zrobiła wielkie oczy i odezwała się po chwili namysłu:
- Hmm... To rzeczywiście dziwna sytuacja, ale jestem pewna, że wkrótce wszystko się wyjaśni. A tymczasem poczuj, że są wakacje i zapomnij o całej sprawie – mrugnęła porozumiewawczo.
Lipiec dobiegał końca. W przeddzień mojego powrotu do Chicago, tata zaprosił nas wszystkich na lody. Siedząc w kawiarni od razu przypomniałam sobie o Carlosie. Poczułam tęsknotę w sercu. Tak dawno się nie widzieliśmy! Zaraz potem doszłam do wniosku, że to zaledwie miesiąc. Niektórzy nie widzą się latami i żyją.
- Znowu wariujesz – skarciłam się w myślach.
- Córciu, jakie chcesz lody? – z mojego wewnętrznego monologu wyrwał mnie głos ojca.
- Te co zawsze – rzekłam z uśmiechem.
Kilka stolików dalej, zobaczyłam dziewczynę niewiele starszą ode mnie. Pochylała się nad gazetą. Po chwili uniosła głowę i nasze spojrzenia spotkały się. Nagle w mojej głowie zobaczyłam migawki snu, ale tym razem oczami dziecka.
- Och! – z mojego gardła wydobył się zduszony okrzyk
Nie wiem dlaczego, ale te sny tak na mnie działały, że zawsze budziłam się wstrząśnięta.
- Coś się stało? – zapytała troskliwie Liz.
- Nie, wszystko ok – odpowiedziałam bezgłośnie. – Coś mi się... wydawało.
Spostrzegłam, że dziewczyna, która najwyraźniej wywołała moją wizję, ulotniła się.
Nazajutrz żegnałam już się z wszystkimi. Melody i Charlotte zrobiły dla mnie wspaniały album ze wspólnymi zdjęciami, żebym o nich nie zapomniała. Nienawidziłam pożegnań. Zawsze tak źle je znosiłam. Od razu łzy ciekły mi po policzkach.
- Do zobaczenia za rok – wydukałam. – Albo wcześniej, jak zgodzicie się mnie przyjąć.
- Oczywiście, Jenn, przyjeżdżaj, kiedy tylko pragniesz – odpowiedziała Liz i przyciągnęła mnie do siebie.
Przytuliłam się do ojca. Zostawiłam mu mokre ślady od płaczu na jego nowej koszuli. Potem uścisnęłam każdą z bliźniaczek i pomachałam wszystkim po raz ostatni.
Ocena: 3.5
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 27.06.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(34): 29 gości i 5 zarejestrowanych:
exother, 77majka77, Mii, Pawlak, dezerter89