warto go przeczytać
Było tam wszystko, czego pragnęłam, co kochałam lub podziwiałam. Wszystko, co kiedykolwiek widziałam na oczy. Wszyscy, których kiedykolwiek poznałam.
Mój mały, kochany, puchaty kot, książki, rodzina, ta dalsza i ta bliższa, znajomi, przyjaciele... A wszyscy uśmiechnięci, radośni. Zapraszali mnie gestami do siebie, śmiali się. Nawet przedmioty zdawały się być tego dnia szczególnie \"wesołe\". Niektórzy tańczyli, inni śpiewali... Udało mi się rozróżnić kilka słów, co pozwoliło mi określić rodzaj pieśni. Kołysanki. Te znane powszechnie oraz te, które, jako mała dziewczynka, napisałam ja. Kilka kolęd, również mojego autorstwa. Jedna pani, którą widziałam tylko raz w życiu, recytowała wiersz miłosny, który chciałam podarować na walentynki mojemu przedszkolnemu \"narzeczonemu\". A ja byłam bardzo, bardzo szczęśliwa. Weszłam między tych ludzi, między te rzeczy, czując się tak, jakbym wchodziła we własne wspomnienia, coś zapomnianego, a teraz na nowo odkrytego. Pokochałam to miejsce, nie ważne, ile czasu miałam tu spędzić, bo chciałam go spędzić właśnie tu. Zaczęłam skakać, robić fikołki i salta. Prawie się popłakałam z radości, lecz powstrzymałam łzy, bo obawiałam się, że to wszystko zniknie, gdy tylko zamknę oczy.
- Musisz już wracać - powiedział ze smutkiem mój pies. Inni zaczęli mu przytakiwać. Czyli chcieli się mnie pozbyć?
- To nie trwa wiecznie. Musisz odejść - dodała jedna ze szmacianych lalek, które zbierałam w dzieciństwie. Nawet pamiętałam jej imię - Mola. Miałam trzy lata, nie potrafiłam wymyślić nic innego, a tym bardziej napisać, a później żal było mi zmieniać imię ulubienicy, więc została Mola.
- Będziemy tęsknić...
- Ale wrócisz do nas...
- Zaczekamy...
- Zapomnisz o tym, ale wrócisz...
- Zapomnisz...
- Wrócisz... - głosy zaczęły się oddalać. Teraz nie powstrzymywałam już łez. Ciekły strumieniami. Zacisnęłam mocno powieki. A gdy je uchyliłam, ujrzałam swój pokój. Było ciemno, za oknem padał deszcz. Daleko, daleko na wschodzie słońce powolutku zaczęło wychylać się zza wzgórz, lecz jego blask wciąż był zbyt nikły, by oświetlić coś więcej niż odległe szczyty.
A ja uśmiechnęłam się do niego delikatnie, stawiając wyzwanie nowemu dniu.
Ocena: 4.5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 14.12.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(34): 29 gości i 5 zarejestrowanych:
exother, 77majka77, Mii, Pawlak, dezerter89