Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: DamaKier
Imię: Kasia
O sobie: "Gdy zobaczysz, że tak biegnę rzuć mi przez okno słonecznik, złoty jak serce."
Napisanych prac:
- proza: 13

Średnia ocen: 4.9
Użytkownik uzyskał: 30 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Jeszcze tylko jedna" 21.11.2011
"Doskonałość" 21.03.2012
"Zostać bohaterką romansu" 11.01.2011
"Scenarzystka" 28.12.2010
"Małgorzata" 23.11.2010

Inne prace tego autora:
"Doskonałość" 21.03.2012
"Calineczka" 31.07.2011
"Małgorzata" 23.11.2010
"Zostać bohaterką romansu" 11.01.2011
"Fontanna - I etap..." 19.05.2012

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Scenarzystka

Nie przedstawił się, i jakoś jej to nawet nie zdziwiło. Bardziej dziwiła się jego strojem, elegancki, czarny frak to nie jest dobry strój na trzydziestostopniowy upał. Uśmiechał się tak miło, w dłoniach trzymając cylinder. Nabrała powietrza do płuc i wypuściwszy je powiedziała:
- Nie. Nie ma mowy. Nie wierzę.
Nadal się uśmiechał, bardzo uprzejmie.
- Niech się Pani zastanowi. I mi zaufa. Mówię całkiem poważnie.
Po blacie kawiarnianego stolika przesunął w jej stronę gruby zeszyt. Spojrzała na okładkę, było na niej jej zdjęcie.
- Przepraszam, ale ja mam uwierzyć, że w tym zeszycie mogę sobie napisać cały scenariusz życia i on zostanie zrealizowany, tak?
On nadal się uśmiechał, był przystojny, w jego oczach odnalazła pewność.
- Oczywiście, proszę uwierzyć, bo to jest prawda. Proszę tylko pomyśleć. Może pani zapisać tutaj wszystko – przez chwilkę umilkł. – To pani scenariusz, a my go zrealizujemy.
- My, czyli kto?
Uśmiechał się, ale milczał.
- Kimże pan jest? – spytała w końcu z gniewem. – Wysłannikiem piekieł?
Przez chwilkę spojrzał na nią z uznaniem.
- Coś w tym stylu. I proszę pomyśleć co ja pani oferuję. Może pani sobie zaplanować wszystko, wspaniałe podróże, dużo pieniędzy.
- Nie zależy mi na tym – przerwała szybko.
- Ludziom najczęściej zależy właśnie na tym, ale ma pani rację, pani nie. My dobrze wiemy, co pani chodzi po głowie, dlatego tak ciekawi jesteśmy jak będzie wyglądał wykreowany przez panią świat. Niech pani pomyśli! Będzie mogła pani wszystko. Może pani się uzdrowić i urodzić mężowi dzieci. Zawsze chcieliście mieć dzieci, prawda? Wystarczy napisać. Ma pani troszkę talentu i wiemy, że stworzy pani całkiem niezłą opowieść. Co więcej, jeżeli będzie pani chciała, może pani nawet zmienić przeszłość. Pamięta pani tą rozmowę z ojcem? Zawsze warto wymazać kilka słów z jego pamięci…
Zerwała się z krzesełka i spojrzała na niego z gniewem.
- Skąd pan tyle o mnie wie?
- Wiem – odpowiedział prosto. – Proszę usiąść i spojrzeć na mnie. Ja nie jestem człowiekiem.
Spotkała jego oczy, były zimne, szare. Uprzejmy uśmiech ich nie obejmował. W nienagannie wyprasowanym fraku czuł się swobodnie. Posłusznie usiadła. Nie wierzę w to, pomyślała.
- Wierzy pani – odpowiedział spokojnie. - Zostawiam pani zeszyt. Niech tylko pani zacznie pisać. Do zobaczenia.


Jego jeszcze nie było kiedy wróciła do mieszkania, z zeszytem w torbie. Stwierdziła, że lepiej nikomu nie mówić o dziwnym spotkaniu w kawiarni. Sama w mieszkaniu czuła się jakoś nieswojo, ale zajęła się gotowaniem obiadu. Dopiero późnym wieczorem wyciągnęła z torby gruby zeszyt ze swoim zdjęciem na okładce.
To, co mówił ten mężczyzna było niebywałe. Musiała mu uwierzyć, proces wierzenia dział się jakby poza jej wolą. Tak dobrze ją znał, wszystko o niej wiedział. No, to ma możliwość zaplanowania sobie życia. I pełnego szczęścia.
To kusi, to kusi niewypowiedzianie. Ile rzeczy mogłaby zmienić w swoim życiu, ile marzeń pospełniać.
Marzyła o macierzyństwie. Nie mieli z mężem dzieci mimo wielu lat starań i leczenia. Zazdrościła wszystkim kobietom, które z brzuszkami chodziły po ulicach, zaglądała do każdego wózka. Mogła tyle miłości dać temu nienarodzonemu dziecku, przecież ono na pewno by tego chciało. Miała taki żal do Siły Wyższej, że ją tego pozbawia. Dzielenie się miłością, stworzenie czegoś z miłości. A teraz jest taka możliwość. Wpisać sobie do scenariusza troje dzieci, tak po prostu, jedną linijką zapisaną drobnymi literkami. Wymazać lata cierpienia, bolesnych badań i terapii. Tak po prostu.
I mogłaby tym dzieciom zapewnić wszystko. Całe szczęście, dobrobyt, miłość. W jej głowie już układał się ten scenariusz, całe radosne sceny. Oto ona, mąż i dzieci lepiący pierogi przed świętami. Oto ta sama rodzina na Capri. Mogłaby zapewnić im wykształcenie na najlepszych uczelniach. Ba, mogłaby wybrać im cechy, zrobić ich wspaniałymi ludźmi. Wybrać ludzi, z którymi ułożą sobie szczęśliwe życie.
No i jej mąż. Napisać mu lepszą pracę, więcej odpoczynku. Odegnać od niego widmo zawału z przepracowania. Mogłaby napisać im związek w ciągłej harmonii, w ciągłym szczęściu. Bez nudy.
Tylu ludzi nie musiałaby przepraszać, tylu nie musiałoby odejść – wymazałaby z przeszłości kłótnie i niedopowiedzenia. Nie byłoby tej rozmowy sprzed lat między nią a ojcem, nie byłoby między nimi tego ciągłego napięcia, mogłaby go ozdrowić, sprawić, że jej rodzice będą w zdrowi i sile żyli bardzo, bardzo długo. Mogła zrobić tak wiele rzeczy! Poczuła się Bogiem, poczuła, że pierwszy raz nad czymś w zupełności panuje.
Odszukała w torbie pióro. Otworzyła zeszyt i przyłożyła do pierwszej kartki stalówkę. Przez chwilkę nie miała pojęcia jak zacząć i zastanowiła się jeszcze raz. Spojrzała na kalendarz, był ostatni dzień maja. Zaczęła pisać.


Był tak samo przystojny jak wtedy, wiele, wiele lat temu. Ciągle się uśmiechał i miała wrażenie, że ma na sobie ten sam frak. Poznała go.
- A to pan. Witam.
- Witam, witam. Dziś mija ostatnia kartka. 98 lat, ładny wiek sobie pani napisała. I jak, podobało się pani życie?
- Nie – skrzywiła się. – Było bardzo nudne.
Roześmiał się. Siedział obok jej łóżka na krześle, nie dziwiła jej jego obecność w domu.
- Jak to? – zapytał w końcu. – Dlaczego?
- Zapomniałam, że życie pisze najlepsze scenariusze. Miałam, mieliśmy wszystko. Zapomniałam tylko, że czas płynie, że wszystko wokół się zmienia. My ugrzęźliśmy w stagnacji. Ciągle było to samo. Wtedy, te siedemdziesiąt lat temu, wie pan… Wtedy marzyłam tylko o stabilizacji. I żeby wszystko nam się wiodło. W końcu przestaliśmy to doceniać, bo mieliśmy wszystko, co najlepsze i nie było do czego porównać. Kiedy to pisałam nie wiedziałam jeszcze, że w życiu powinny przytrafiać się takie rzeczy, których wyobraźnia nawet najlepszego pisarza czy scenarzysty nie będzie mogła stworzyć. Nie miałam niespodzianki, wszystko wiedziałam już wcześniej.
- Teraz też jej pani nie będzie miała. Za chwilkę przyjdzie rodzina, prawnuki zasiądą na kołdrze, córka przytrzyma za rękę, a pani odejdzie. Iście romantyczne zakończenie!



        Dedykacja: Dla Kasi, bo przypomniała mi \"Mistrza i Małgorzatę\".

Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 28.12.2010r.

1     

Ironiczna 29 12 2010 (22:36:42)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Bardzo, bardzo mi się podobało! Przygotuj się, bo będę teraz układać peany pochwalne na twoją cześć! Temat jest tak świeży, tak... prawie, że nierealny.
Ale miło pomarzyć, wczuć się w sytuację bohaterki, która stoi przed wspaniałą szansą. Szansą lepszego życia. Oto może mieć dzieci, nie tak bardzo przepracowanego męża, szczęście, może trochę pieniędzy, ale przede wszystkim - rodzinę. Stabilizacja jest dla niej najważniejsza.
Ale mając dziewięćdziesiąt osiem lat umiera, umiera mając świadomość, że jej życie było wypełnione przewidywalnością, że nie było żadnej niespodzianki od czasu dziwnego spotkania i otrzymania zeszytu. Opowiadanie z początku wydaje się być pisane lekko, radośnie. Ale końcówka pokazuje, że takie rozwiązania, taka szansa, nie zawsze daje człowiekowi szczęście. Natura ludzka jest bardzo pokrętna. Myślę, że nie umiemy jednak żyć bez odrobiny niewiadomego. Potrzebujemy ciągłych bodźców.
Gdyby nie parę błędów interpunkcyjnych, byłaby szóstka. Skoro tak, jest piątka z plusem i mój szacunek. ;)
Z ciekawości zerknęłam sobie na twój profil i zobaczyłam, że jesteś próbnym redaktorem w wierszach i opowiadaniach.
A więc witam serdecznie koleżankę. Masz dobry styl, mam wrażenie, że tu zostaniesz... ;) Pozdrawiam serdecznie.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(33): 28 gości i 5 zarejestrowanych: exother, 77majka77, Mii, Pawlak, dezerter89

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl