Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Joanna Janina
Imię: Janina
O sobie: docere, movere, delectare...
Napisanych prac:
- wiersze: 47
- proza: 3

Średnia ocen: 3.4
Użytkownik uzyskał: 154 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Pomyśl" 06.12.2009
"Przy stole" 08.08.2011
"Gdy wszystko wydaje się..." 09.09.2011
"Droga w przyszłość z tobą" 27.06.2010
"[Dwa] słowa, które..." 10.08.2010

Inne prace tego autora:
"Gdy wszystko wydaje się..." 09.09.2011
"Koniec" 10.08.2010
"Wrota cienia" 04.09.2010
"Wspominając" 10.01.2011
"Graviora manet" 11.07.2011

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Sam nie uwolnisz się z ciemności

Nad głuchym cmentarzyskiem zapada zmrok. Cisza wciska się w każdą szczelinę pomiędzy wieczorem a nocą. Wydawać by się mogło, że po tym miejscu, o tak późnej porze, wędrować mogą tylko zabłąkane dusze zmarłych. Otóż nie. Właśnie teraz głośnym szeptem daje o sobie znać wiatr, co dzień odwiedzający te strony.
Obok największego grobowca rośnie kilkudziesięcioletni świerk, dający w upalne dni upragniony cień tym, którzy tęsknią za bliskimi. Pomimo tego, że słońce już zaszło, drzewo nie kończy swego wieczornego tańca z przybyszem – wiatrem. Gałęzie będą kołysać się w rytm podmuchów, aż do pierwszego porannego promienia.
Na pozór ten cmentarz jest najzwyklejszy. Każdego dnia albo odwiedzają go żywi, albo szukają na tym osiedlu mieszkania ci, którzy odeszli do wieczności. Jednak tą zwyczajną monotonność przerywa ławeczka ustawiona tuż obok bramy obrośniętej długim powojem. Każdego wieczoru właśnie w to miejsce już od pięciu miesięcy przychodzi zadumany człowiek, wcale nie umarły.
Udaje się tutaj porozmawiać z samym sobą, poszukuje sensu życia. Ale czy można go znaleźć tu, gdzie wszystko ma swój ziemski koniec? Ten młody człowiek o rysach delikatnych, obliczu spokojnym na co dzień, tutaj tylko znajduje wytchnienie i szuka odpowiedzi na zagadkę życia. Każdego dnia w tym miejscu, sam nie wiedząc po co, oddaje się głębokiemu rozmyślaniu.
Teraz właśnie pochylony siedzi na starej ławeczce a myśli krążą nad głową zamgloną przez problemy jak nieznośne komary letnią porą.
„Po co żyć? Czy to jest takie ważne? Przecież i tak zbliżamy się do nieuchronnego końca. Ktoś mi kiedyś powiedział, że rodzimy się po to, żeby umrzeć. Wtedy kłóciłem się z nim, lecz teraz dostrzegam w tym sens. Więc po co żyć? Po co wciąż bać się każdego kroku?
Pochowałem na tym cmentarzu matkę, a dwa lata później ojca. Włóczę się tutaj tak samotny już od pięciu miesięcy, nie wiedząc co z sobą zrobić. Gdy tata żył sąsiedzi rozmawiali ze mną, a nawet czasami chwalili. On był wspaniałym człowiekiem. Jeśli tylko ktoś poprosił o pomoc, nie ważne czy wróg, czy przyjaciel, mój ojciec bez wahania jej udzielał, w miarę swych możliwości.
Jacy ludzie są podli! On nie patrzył na zysk, nie czekał zapłaty. Sąsiedzi wiedzieli o tym i wykorzystywali każdą sposobną chwilę, żeby chociaż trochę skorzystać na tej życzliwości. O jakże byli mili i jakie piękne słowa rzucali wprost pod nogi tacie. Mnie też to nie ominęło.
Tak było aż do tego smutnego wieczoru, gdy podczas naprawy ciężkiej maszyny ojciec został przygnieciony jej metalową częścią. Pobiegłem po sąsiadów. Oni nawet się tym nie przejęli. Wtedy straciłem zaufanie do ludzi. Jedynym pocieszeniem, które usłyszałem tego dnia miało być chyba w mniemaniu tych wyzyskiwaczy tylko udzielenie rady, ażeby zadzwonić po pogotowie. Ale przecież oni nie mieli sprzętu, żeby wyciągnąć ojca spod ciężkiej maszyny. Byłem zrozpaczony. Dlaczego ludzie są tacy?
Przyjechała karetka. Nie było rady. Ktoś rozsądny zadzwonił po strażaków. Dzielni bohaterowie wydobyli ojca, ale było już za późno. Wiem, że gdyby wtedy sąsiedzi pomogli, on żyłby nadal. Dlaczego?! Dlaczego na świecie jest tyle zła?
Na Ziemi kilka miliardów ludzi, a ja sam jak palec. Nie mam przyjaciół, a najbliższa rodzina daleko stąd. Czuję się tak opuszczony, jak gdybym już nie żył. Ale przecież o zmarłych ludzie nawet czasem pamiętają, przychodzą na te nieme groby. Czy ja nie zasługuję na to? Co złego uczyniłem, że świat odwraca się ode mnie plecami?
Mam już dość udawania, że wszystko jest w porządku. I tak uważają mnie za nawiedzonego, bo szwendam się po cmentarzu. Mam dopiero 20 lat. Nie chcę być żywym trupem w oczach innych.
Po co więc żyć? Czym tak naprawdę jest życie? Marnym złudzeniem, pogonią za zyskiem?
Kilka lat temu mój stary profesor powiedział, że życie i fizyka nie różnią się o wiele w teorii, bo każde z tych pojęć rządzi się swoimi prawami. W praktyce jednak wspólne jest im tylko prawo grawitacji. Jak rzecz rzucona w górę musi kiedyś spaść, tak człowiek w życiu ma uniesienia i chwile radości, ale zawsze spada potem w dół, czasem nawet na samo dno. Wtedy śmialiśmy się z profesora. Teraz dostrzegłem, że miał rację.
I znowu gadam do siebie. Zrobiło się późno. Czas powrócić do tego pustego domu. Ale po co tam wracać? Po co żyć, gdy nie ma dla kogo?”
- Dla siebie – rzekł jakiś głos za jego plecami.
Mężczyzna odwrócił się z przestrachem. Czyżby to była zabłąkana dusza kołysząca się o tej porze na wietrze grającym w tej sośnie rosnącej nieopodal?
- Kim jesteś zjawo? Po co mnie napominasz? – zapytał dwudziestolatek.
- Nie jestem zjawą – odpowiedziała nieznajoma.
- Więc kim? Przecież ludzie nie przychodzą na to miejsce tak późno.
- Nieprawda. Pan tu przychodzi.
- To tylko ja. Mną nikt się nie przejmuje. Czasami siedzę tutaj do rana. Nie znam pani. Pani jest stąd?
- Wprowadziłam się kilka dni temu to tego domu nieopodal cmentarza.
- Do tego opuszczonego o którym mówią, że tam straszy?
- Tak – odparła ze śmiechem – szczerze mówiąc, jeszcze ani razu nie słyszałam żadnych duchów, to tylko bajki.
- Ale po co ktoś miałby wymyślać takie historie?
- Nie wiem, tacy już są ludzie. A pan dlaczego siedzi tutaj sam w tych ciemnościach?
- Pani także sądzi, że jestem idiotą?
- Nie, tylko zagubionym młodym człowiekiem. Przepraszam bardzo, ale podsłuchałam pańskiego monologu i zainteresowałam się pytaniami postawionymi przez pana.
- Tak? Myślę, że nie ma się co zastanawiać nad moim losem.
- Ale dlaczego? Potrzebuje pan kogoś, kto pomoże zrozumieć to wszystko, co jest tak skomplikowane i pokazać sens życia.
- Pani nic nie rozumie. Nie mam przyjaciół, jestem sam. Niby jak mam znaleźć kogoś, kto mi wszystko wyjaśni?
- Zobaczy pan. Trzeba tylko wierzyć, a ktoś się znajdzie i pomoże.
- Ja już straciłem wiarę we wszystko. Po co mi pani zawraca głowę takimi sprawami. To nie pomoże w niczym.
- Właśnie, że nie ma pan racji. O problemach trzeba rozmawiać, nie można ich skrywać w sobie, bo wtedy depresja tylko czeka. Niech pan to przemyśli. Żegnam.
Kobieta zaczęła znikać powoli za cmentarną bramą, a młody człowiek zamyślił się głęboko. Po krótkiej chwili zerwał się z pośpiechem i pobiegł w stronę znikającej postaci.
- Niech pani zaczeka! Nie zapytałem nawet jak ma pani na imię.
- Elżbieta, a pan?
Mężczyzna podszedł na odległość nie większą może niż dwa metry.
- Jestem Piotr. Miło mi panią poznać. Dziękuję za rozmowę. Nie powinienem tak się zachowywać.
- Rozumiem pana. Sama kiedyś przez coś takiego przechodziłam, ale znalazłam ludzi życzliwych i uwierzyłam. Gdyby pan chciał porozmawiać, to zapraszam w każdej chwili do mnie.
- Dziękuję bardzo, ale raczej nie skorzystam. To moje problemy i nie chcę nimi obarczać innych.
- No to trudno. Ale gdyby pan zmienił zdanie, to propozycja wciąż aktualna. Do zobaczenia.
- Niech pani jeszcze nie odchodzi. Odprowadzę panią. A tak po prawdzie to mam jedno pytanie.
- Nie boję się ciemności, ale jak pana coś nurtuje to bardzo proszę.
- Niech pani nie uzna tego za natrętność z mojej strony, ale...
- Słucham...
- Dlaczego pani chodzi w nocy po cmentarzu?
- Dlaczego? Bo tak lubię. W takich miejscach jest najciszej i można przemyśleć wiele spraw, które nurtują człowieka. No dobrze, powiem panu prawdę. Zauważyłam, że już kolejny raz wlecze się pan taki przygnębiony na to miejsce. Chciałam sprawdzić, o co w tym wszystkim chodzi. Na co dzień rzadko pana widzę wśród ludzi. Przepraszam, że się wtrącam w pana sprawy, ale tylko chciałam pomóc.
- Nie gniewam się, ale nie potrzebuję pomocy. To tutaj, prawda?
- Tak. Dziękuję za towarzystwo.
- Mieszka pani sama?
- Jeśli naprawdę nie ma tu żadnych duchów, to tak.
- Ma pani poczucie humoru.
- Wiem.
Ten drewniany dom znajdował się jakby w magicznym gaju. Dookoła rosły drzewa, a podwórko nie było jeszcze uprzątnięte. Domek był parterowy, z jednymi wejściowymi drzwiami i czterema oknami, których drewniane okiennice prosiły się o odmalowanie. Na zewnątrz świeciło się jaskrawe światło, które pozwalało ujrzeć każdy szczegół tej niecodziennej budowli. Dach pokrywała beżowa dachówka, a białe drewniane ściany bardzo odbiegały kolorem od pokrycia. Piotr przyjrzał się uważnie. Dom wcale nie wyglądał na nawiedzony. Wręcz przeciwnie. Wydawał się być bardzo przytulny, chociaż wymagał remontu.
- Ma pani zamiar odremontować ten dom?
- Tak. Tylko jak na razie nie znalazłam jeszcze nikogo, kto by się tego podjął. Trzeba pomalować okiennice, uprzątnąć te drzewa z podwórza, zmienić pokrycie na dachu i odmalować cały dom, tak na zewnątrz jak i w środku. Sama sobie z tym nie poradzę.
- Oczywiście, że nie. Takie zajęcie to nie dla kobiet. Gdyby pani chciała, to ja mogę pomóc.
- Byłby pan na tyle uprzejmy? Nie chcę zabierać pańskiego wolnego czasu.
- Wolnego czasu? Przecież pani widzi jakie myśli mnie nachodzą, gdy nie mam zajęcia. Akurat szef namówił mnie na tygodniowy urlop, bo w biurze zamieszanie spowodowane ustawianiem nowego sprzętu i mebli. Pracownicy nie mieliby nawet gdzie usiąść, więc zostało ich tylko kilku dla załatwienia co ważniejszych spraw firmy. Stąd mam dużo wolnego czasu. Mogę przyjść nawet jutro z rana. Nie będę pani przeszkadzał. Wezmę się za te drzewa zagracające podwórze. Zobaczy pani jak będzie pięknie.
- Dziękuję panu. Jestem bardzo wdzięczna za to poświęcenie, ale chyba nie powinnam pana o to prosić.
- Mimo wszystko przyjdę jutro rano. Dobranoc.
- Dziękuję i dobranoc.
Elżbieta weszła do domu i zapaliła światło w pokoju po lewej. Piotr chwilę przyglądał się drzewom rosnącym wokół. Były tam klony, brzozy, a nawet dwa małe dęby. Najwięcej miejsca zajmowały cienkie o średnicy sięgającej może do pięciu centymetrów drzewka. Młody człowiek pomyślał chwilę i doszedł do wniosku, że najlepiej będzie najpierw wziąć się za te ostatnie.
Nagle ogarnęło go osłupienie.
„Co ta kobieta sobie pomyśli. Stoję tutaj już dłuższą chwilę. Czas wracać, bo przede mną pracowity dzień. Może dzięki pracy zapomnę o problemach i samotności. Tak, samotności. Samotności? A czyż dzisiejszego wieczoru byłem samotny? Przecież ona przyszła i nie pozwoliła mi na to. Chyba jednak naprawdę chce mi pomóc. A jednak są jeszcze tacy ludzie. Z przyjemnością jej pomogę przy tym remoncie. Ona jest inna niż ci sąsiedzi, którzy wyzyskiwali ojca”
Potem przemknęła mu przez głowę myśl, która dopiero teraz postanowiła się ukazać.
„Dlaczego ona jest samotna? Taka piękna kobieta nie powinna być sama. A jaka dobroć przemawia przez nią. Jej ciemnobrązowe włosy tak ślicznie kontrastują z jej jasnoniebieskimi oczyma. A ten uśmiech, który nie schodzi z twarzy. Ona jest szczęśliwa pomimo samotności. Jak to możliwe? Czyżby już do tego przywykła? Cieszyć się życiem nawet wtedy, gdy jest się samym? Czy to możliwe? A jednak. Ale ona mówiła, że o problemach należy rozmawiać. Chyba nie miała na myśli tego mojego dzisiejszego monologu. To brzmiało tak jakby chciała powiedzieć, że w samotności też można znaleźć pokrewną duszę. A może ona jest tą duszą...”
Pełen nowych sił do życia wracał polną drogą do swojego pustego domu. Wiatr wiał coraz mocniej, a drzewa obok pobliskiego wąwozu uginały się pod jego podmuchami. Po chwili młodzieniec ujrzał błysk i usłyszał uderzenie pioruna. To był początek burzy. Ruszył szybciej i zamyślił się na chwilę.
„Po co ja się tak śpieszę? Wszyscy się gdzieś śpieszą i przez to nie ma zgody, tylko same kłótnie. Istny wyścig szczurów. Choćby i nawet dogoniła mnie ta burza, to co? Zmoczy mnie troszkę, a w domu przecież się wysuszę. W domu... Nie chcę tam wracać. Na jego widok przychodzą mi na myśl tylko złe wspomnienia. Czuję do niego większy wstręt niż ludzie do tamtego nawiedzonego. Dlaczego ta kobieta wybrała właśnie takie miejsce na mieszkanie? Przecież musiała od samego początku wiedzieć o tych pogłoskach.
Ona wróciła z zadowoleniem do swojego domu. Chyba muszę zrobić tak samo. Przecież u mnie nie straszy. Miała rację. Czuję się o wiele lepiej. Czasem trzeba porozmawiać z kimś o problemach. Ale czy to wystarczy na długo? Gdy pomyślę, że jutro znowu przejdę obok tych obojętnych ludzi...”
Na horyzoncie ukazał się murowany jednopiętrowy dom z balkonem, z którego zwieszały się długie liście doniczkowych kwiatów. Budynek wyglądał na zadbany. Ściany miały jasnopomarańczowy odcień, a blaszany dach był jasnoróżowy. W tym mroku przy świetle kolejnych błyskawic dostrzec można było kolejne niewielkie okna i brązowe drzwi od ganku.
„ Co by powiedziała, gdyby zobaczyła mój dom? Jest o wiele piękniejszy od jej drewnianego mieszkanka. Dlaczego ja go tak nienawidzę? Chyba nie mam powodu nie lubić tego domu. Pani Elżbieta zadowoliła się czymś o wiele biedniejszym. Czyżby rzeczy materialne wpływały na człowieka negatywnie? Jakby się nad tym głębiej zastanowić, to tak. Czym więcej posiadamy tym bardziej pragniemy czegoś nowego. To gubi ludzi. Mój dom nie jest jakiś najgorszy, ale nie potrafię się nim cieszyć. Może to przez te wspomnienia, otoczenie...”
Piotr wyjął z kieszeni klucz i włożył do zamka. Po chwili drzwi otworzyły się i młodzieniec znikł we wnętrzu tej pustej budowli.
Nad cmentarzyskiem rozszalała się burza. Gruby deszcz stukał o marmurowe pomniki wybijając smutny rytm. Wiatr przesuwał krople na odpowiednie miejsca, jak palce, które naciskają właściwe struny gitary. Wśród miejsca z pozoru cichego i mrocznego rozpoczął się koncert na nieskończenie dużą ilość instrumentów. Krople deszczu spadając na coraz to inny z nagrobków, na różne ich płyty, wystukiwał za każdym razem dźwięk oryginalny. Melodia płynęła po cmentarzu. Wydawać by się mogło, że temu deszczowi ktoś pomaga. Jakby zabłąkane dusze grały melodię pieśni o samotności i niespełnieniu.
Dom Elżbiety także nawiedził burzowy deszczyk. Drzewa uginały się jakby oddawały ukłony tej starej budowli ukrytej wśród gąszczu. Chmury zakryły gwieździste niebo i otoczyły ciemnością to odludne zacisze. W małym okienku zapalone światło informowało o tym, że ktoś nad czymś rozmyśla w tą burzową noc lub chce przeczekać, aż minie najgorsze. Przecież najmniejszy piorun mógł zagrozić biednemu domkowi. Drzewa na około tylko czekały, ażeby spaść na budowlę.
Za długim wąwozem murowany budynek stał nieporuszony. Burza szalała wokół niego, a on odpierał wszelkie ataki. Cisza we wnętrzu zapełniała pustkę wokół. Ciemność ogarniała dom tak szczelnie, że z odległości kilkudziesięciu metrów trudno było go dostrzec. Wokół wirowały tylko dwa dźwięki przeplatające się i współgrające. Huk pioruna i stuk deszczu o szybę. Scenografia jak z mrocznego filmu, kazała wierzyć, że we wnętrzu mieszka człowiek, od którego lepiej trzymać się z daleka. Czyżby świat odwrócił się od niego tylko dlatego, że on nie chciał go zrozumieć? Poddał się. Czy nie za szybko?
Twardy sen objął mocno Piotra jakby kleszczami. Nie słyszał burzy... spał.



        Dedykacja: Zagubionemu na życiowej drodze...

Ocena: 3
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 16.07.2010r.

1     

Kamil M. Jaszczak 16 07 2010 (20:40:00)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Nie jest źle! A nawet jest całkiem dobrze. Przecinki nie rażą, szyk i styl czasami kuluje (najbardziej rażące błędy pozwoliłem sobie poprawić), ale ogólnie - powtórzę, to raz jeszcze - nie jest źle! Cała historia kręci się wokół Piotra i jest hmm... niezwykle tajemnicza, ponieważ Piotr, samotny, daje się nam poznać jako człowiek z jednej strony niepewny, łatwy do przekonania, z drugiej bardzo zraniony przez społeczeństwo. Niebezpieczne połączenie. Elżbieta natomiast, wyda mi się być owym duchem... nie wiem, tak zazwyczaj kończą się podobne historie. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej, ponieważ całość mnie zaciekawiła. Dobrze się czytało, a przede wszystkim nie musiałem co chwilę zatrzymywać się, aby coś poprawiać. A to spory plus. Jednak, jak już wspomniałem, mimo tego, że historia jest ciekawa, to jest również bardzo schematyczna w moim osobistym przekonaniu i bardzo będziesz musiała się napracować, żeby to zmienić. Do trzech razy sztuka: nie jest źle! Ach, przypomniało mi się, tam miałaś takie zdanie (lub brzmiące mniej więcej tak): Ciekawe co ona by powiedziała... - z treści opowiadania jasno wynika, że chodziło o Elżbietę dlatego wyraz "ona" był zbędny. Pozwoliłem sobie go usunąć.
Mocna trójka;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(34): 29 gości i 5 zarejestrowanych: exother, 77majka77, Mii, Pawlak, dezerter89

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl