Pseudonim: Terila
Imię: Patrycja
Skąd: Wrocław
O sobie: "Wyryj to sobie w pamięci, chłopcze: świat wspiera się na czterech filarach... - [...] - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i na waleczności dzielnych."
Napisanych prac:
- nowości: 2
- wiersze: 12
- proza: 41

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 235 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Rozdział XVII..." 29.08.2012
"Rozdział XXV..." 27.04.2013
"Głównie Deszcz cz.7" 26.06.2013
"Rozdział IX "Będę..." 18.05.2012
"Rozdział X..." 21.05.2012

Inne prace tego autora:
"Rozdział XIX "Wypaleni..." 12.11.2012
"Rozdział XXII "Samotne..." 12.01.2013
"Niewolnica - I" 22.09.2011
"Rozdział IX "Będę..." 18.05.2012
"Głównie Deszcz cz.8" 04.07.2013


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Rozdział XX "Mordercy chodzą po wodzie"

Ludzie w mieście mknęli w popłochu, nadając swoim oddechom bajeczne kształty mglistej pary. Diana śledziła ich przygarbione sylwetki, sunące wzdłuż równie szarych chodników. Chłód, który objął w swe ramiona powietrze, uderzał o szyby taksówki. Krople słonego deszczu zaczęły dziurawić czarną przestrzeń, rozbłyskując światłem na ten jeden moment, w którym refleksy lampy odbijały się w ich mokrej powierzchni. Dziewczyna zadrżała, czując delikatnie owijającą melancholię. Ciężkie dzwony biernie wybrzmiały buczące w uszach dźwięki. Diana powiodła wzrokiem ku wysokiej konstrukcji kościoła, lustrując przyciemnione, witrażowe szyby. Spuściła wzrok. Nie sądziła, by kiedykolwiek te marmurowe postacie skrzydlatych istot nabrały prawdziwego znaczenia. Ożyły, nakładając własną wizję swojego bytu. Dziewczyna była zirytowana taktyką Gabriela. Gerald tak bardzo przestrzegał przed naiwnym zaufaniem pozorom. Pozorom, których tak naprawdę nie było. Archanioł działał w ukryciu. Zbyt rzadko pojawiał się w życiu Diany, by mogła podejrzeć go o jakikolwiek udział w jakimkolwiek spisku teologicznym. Słowa Geralda odnośnie zapłodnienia blakły, budząc nieśmiałe poczucie bezpieczeństwa. Czyżby archanioł się rozmyślił? Taksówka zatrzymała się, rzucając długie, jasne światła na przejście dla pieszych. Diana leniwie podniosła wzrok, wwiercając się nim w ciemność, po czym machinalnie zerknęła na zaparowaną szybę, poprzecinaną strużkami deszczowych kropel. Chwila dłużyła się niemiłosiernie, aż poczucie nabrało twardego, wyraźnego dotyku, włączając wewnętrzny alarm. Dziewczyna zmarszczyła brwi, ponownie zaglądając na jezdnię, a taksówkarz przeciągle westchnął. Przez pasy przechodziła zgarbiona staruszka. Z wyjątkiem ślimaczego tępa, seniorka nie posiadała żadnych charakterystycznych cech, z wyjątkiem... Kasztanowłosa przechyliła się, z pewnym wahaniem lustrując okrągłą sylwetkę kobiety oraz jej amarantową chustę przepasaną przez głowę. Kierowca mlasnął, szykując się do rzucenia jakiejś kąśliwej uwagi, gdy Diana nieoczekiwanie wcisnęła mu w dłoń banknot. – Dziękuję, rezygnuję z pana usług! – rzuciła na odchodnym, już mocując się z drzwiami. – Ale chwileczkę! - krzyknął za nią oszołomiony taksówkarz. Dziewczyna postawiła stopy na chodniku, a strumienie chłodnego deszczu rozgościły się na jej ciele. Staruszka przeszła przez ulicę, wychodząc Dianie na spotkanie, ale samochód jeszcze stał na swoim miejscu. Kierowca zatrąbił głośno, jednoznacznie dając pasażerce do zrozumienia, że to ostatnią szansa powrotu. Kobieta w amarantowej chuście minęła zastygłą w bezruchu dziewczynę, nie poświęcając młodej najmniejszej uwagi, jak ślepiec wpatrujący się w punkt, niewidoczny dla niczyich oczu. Właśnie wtedy dziewczyna podjęła decyzję, która zaważyła o losach drugiego w dziejach świata zwiastowania. Wiatr zawył, wtórując pośpiesznemu biciu dziewczęcego serca i rozbieganym po plecach dreszczom. Kasztanowłosa utkwiła stalowy wzrok w plecach leciwej kobiety. Nadszedł czas, by wyważyć drzwi, zza których dochodziły głośne nawoływania. Staruszka zawinęła w wąskie przejście między martwymi, wysokimi kamienicami. Diana wiernie podążała za nią, utrzymując dystans zaledwie metra. Nie kryła się ze swoją obecnością. Milczała, a hałas jej kroków głośno stukał o marmurowe ściany. Obie kobiety minęły labirynt dzielnicowych uliczek, wychodząc na drogę szerszą, targaną wiatrem, który przynosił ze sobą intensywny zapach wilgoci i czegoś jeszcze. Diana domyśliła się, że zbliżają się do portu. Chłód zadął od wody, a stał się odczuwalny bardziej, gdy oczom dziewczyny ukazał się rząd bujających się jachtów oraz mniejszych żaglówek. Diana wciągnęła w płuca rześkie powietrze, skręcając za wiedźmą we wschodnią część przystani. Po prawej ciągnęły się przyuliczne domy, rybie kramy i knajpy. Co jakiś czas okna ponurych budynków otwierały się bądź zamykały, tylko trzaskiem dając do zrozumienia, że w kamienicach tliło się jednak jakieś życie. Przed kobietami wyskoczyła sterta towarowych skrzyń, których zawartość wydzielała intensywną, rybią woń. Staruszka zatrzymała się, następując na rozrzucone między skrzyniami liny. Drewniane pudła rzucały cień na jej ledwo widoczną postać. Babina wpatrywała się w coś uporczywie, zadzierając wysoko brodę. Dziewczyna podeszła do wiedźmy, choć czuła, jak strach dyskretnie śledził jej kroki. Za skrzyniami droga urywała się, po lewej przechodząc w średniej długości molo. Zmącone wiatrem atramentowe jezioro przypominało oddychające, czekające w napięciu zwierzę, ale nie było tym, na czym staruszka zawiesiła natrętne spojrzenie. Prawą stronę drogi zdobiło zbocze, na którym wznosiła się wąska ulica, prowadząca do najbliższych osiedli mieszkaniowych. Zatrzymany w połowie drogi samochód miał pogaszone światła i zamknięte drzwi. Należał prawdopodobnie do jegomościa w bladej koszuli, który stał z boku. Właśnie odpalał fajkę, beznamiętnie rzucając wzrok na niespokojną taflę wody. Mężczyzna uśmiechnął się, po czym cisnął do wnętrza pojazdu zżeraną płomieniem zapałkę. Samochód stanął w ogniu, a właściciel wsadził rękę przez otwarte okno, zwalniając hamulec. Palące się auto zaczęło zjeżdżać, nabierając prędkości. To była chwila, gdy samochód przemknął obok skrzyń, niczym jaśniejąca pożogą torpeda i Diana dostrzegła w żarzącym się wnętrzu twarz komisarza Fortisa. Żelastwo z rażącym łoskotem wpadło w ciemną, ruchliwą otchłań, bulgocząc, jak człowiek, który chwyta ostatni wdech przed utonięciem. Dziewczyna poczuła chłód ściekający po policzku. Oczy zaszkliły się, upuszczając niezgrabnie łzę, później następną i jeszcze następną. Wszystkie wpadały do rozchylonych w niemym krzyku ust. Diana nieświadomie przeniosła wzrok na jegomościa, który w skupieniu pociągał fajkowy dym. Mężczyzna ściągnął kapelusz z owalnym rondem, ukazując przykryte cieniem nocy, zawzięte oblicze. Postąpił parę kroków, jakby zamierzał się upewnić czy ofiara nie zdołała wypłynąć, a widok ginącego w jeziorze samochodu wydawał się nieprzekonującym argumentem. W miarę zbliżania się, dziewczyna rejestrowała niewyraźnie naznaczone kontury sylwetki jegomościa. Wtedy też zrozumiała, że koszula, którą miał na sobie była postrzępiona i poplamiona ciemną, zaschniętą cieczą. A twarz mężczyzny... była twarzą Geralda. Wiedźma poruszyła się, wychodząc z ukrycia. Zgarbiony przybysz dostrzegł ją natychmiast, gwałtownie zastygając. Dopiero po chwili przyłożył fajkę do ust. – Zabiłeś człowieka – odezwała się staruszka. Gerald zawiesił na niej niespokojny wzrok. – Zabiłbym cały komisariat. Wiedźma przypatrywała się jak odpalał świeży tytoń, a przecież dopiero co wyjmował używkę z kieszeni. Jego nerwowe, męskie gesty prowadziła dynamiczność oraz precyzja, której stara kobieta nie widywała u ludzi. – Kiedy powiesz dziewczynie prawdę? Kąciki ust mężczyzny powędrowały do góry, a powietrze przeszyło pełne pogardy westchnięcie. Diana zaczęła się trząść. Fale dreszczy zaatakowały ją, odbierając zarumienioną barwę skóry. Dziewczyna pobladła, trzęsącymi się dłońmi opierając o jedną ze skrzyń. – Przekaż jej to. - Gerald wyciągnął dłoń w stronę starszej kobiety. Obrócił się, wkładając na głowę ciemny kapelusz. Dostojnym, choć powolnym krokiem ruszył na molo, strzepując brązowy płaszcz, który nie wiadomo kiedy pojawił się w jego rękach. Diana widziała, jak sylwetka Geralda ginęła w ciemności. Oddalała się, delikatnie unosząc na wodzie. Wiedźma obróciła się, spoglądając w martwą twarz dziewczyny. Kobieta stała przez chwilę, zawieszona w czasie, po czym spuściła wzrok, ruszając w stronę dygocącej z zimna Diany. Zanim wręczyła dziewczynie przesyłkę, ściągnęła swoją amarantową chustę i zarzuciła na jej ramiona. – Przyprowadziłam cię tu, byś w odpowiednim czasie zdążyła podjąć właściwą decyzję. Czasami światło bywa ciemnością, a nawet i Bogu nie wolno ufać. - Kobieta uśmiechnęła się nieznacznie. - To, co mam dla ciebie, w innych okolicznościach przyjęłabyś zupełnie inaczej. Niewłaściwie. Nie chciałam, żebyś w kłamstwie widziała prawdę. Daję ci szansę. Uczyniłam twój wybór bardziej świadomym. – Wybór? – Tak, którego jeszcze nie dokonałaś. - Staruszka wyciągnęła prawą dłoń. - Weź to. Dziewczyna odebrała małą, żółtą kopertę, czując ten sam ciężar, gdy po raz pierwszy sięgała po sztylet. – Otwórz – poleciła kobieta. Diana posłuchała, drąc podłużne otwarcie koperty. Drżącymi palcami wyjęła niewielką karteczkę. Bądź pod pomnikiem św. Marka. – Decyzja należy do ciebie.



Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 26.11.2012r.

1     

Nowokaina Użytkownik wpmt 03 12 2012 (15:19:08)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Nawet nie wiesz, jak bardzo polubiłam Twoją powieść. Twoje teksty są zupełnie inne od tych, które można spotkać na portalu i, co ważniejsze, skupiasz się na kilku warstwach swojej fabuły. Sprytnie łączysz je w całość i to się chwali.

Strona techniczna. Momentami zgrzytała mi stylistyka w początkowych fragmentach, ale jakbyś miała chwilę i "spotkała mnie na portalu", mogę zaproponować Tobie przekształcenie niektórych zdań. Nie są to duże błędy.

Treść. Nie lubię, kiedy rozdziały kończą się w najbardziej ekscytującym momencie, a tutaj tak właśnie się stało. Z tego względu liczę na to, że dość szybko opublikujesz nową część, ponieważ nie lubię być trzymana w niepewności. :)
Wracając do głównego wątku, naszła mnie mała myśl. Diana jest bohaterem dynamicznym, ponieważ przeszła ogromną przemianę od strachliwej dziewuchy, jaką była. A była nią bardzo, bardzo dawno temu, jak dobrze pamiętam Twoje pierwsze rozdziały.

Cieszę się z Twoich postępów. Oby tak dalej.
Piątka z plusem.
Pozdrawiam

Terila Redaktor 04 12 2012 (04:44:14)
Bardzo dziękuję Ci, Marybeth. :)

Co do zmiany jaka zachodzi w charakterze Diany masz zupełną rację. Cieszę się, że to zauważyłaś, cieszę się, że to widać. :)

Też nie lubię, gdy akcja urywa się w najbardziej ekscytującym momencie, dlatego teraz już wiem, że ten rozdział rozplanuję inaczej. Bywa irytujące, gdy sprzed nosa zabierają Ci lody, na które się napaliłeś. :D

Właśnie ostatnio, wbrew pozorom, nie jestem w formie. Przyznaję się, że czuję pewną chaotyczność, gdy tworzę. Byłam świadoma, że wrzucając ten rozdział obarczę Cię paroma krzywo nakreślonymi zdaniami. :) Przepraszam. :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68308 | Użytkownicy: 12452
Online(30): 30 gości i 0 zarejestrowanych: