Pseudonim: Terila
Imię: Patrycja
Skąd: Wrocław
O sobie: "Wyryj to sobie w pamięci, chłopcze: świat wspiera się na czterech filarach... - [...] - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i na waleczności dzielnych."
Napisanych prac:
- nowości: 2
- wiersze: 12
- proza: 41

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 235 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Rozdział XVII..." 29.08.2012
"Rozdział XXV..." 27.04.2013
"Głównie Deszcz cz.7" 26.06.2013
"Rozdział IX "Będę..." 18.05.2012
"Rozdział X..." 21.05.2012

Inne prace tego autora:
"Głównie Deszcz cz.10" 08.04.2014
"Głównie Deszcz cz.6" 17.06.2013
"Rozdział II "Telefon"" 22.02.2012
"Rozdział XIV "Dzięki..." 30.07.2012
"Co by było gdyby cz.1" 19.05.2013


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Rozdział XV "A królestwu Jego nie będzie końca"

Drzwi skrzypnęły, gdy Diana delikatnie je pchnęła. Z głośno bijącym sercem przeszła przez próg, prowadząc za sobą Bernadetę. Korytarz chłonął mrokiem oraz wilgocią, która unosiła się w powietrzu jako jedyny intensywny zapach. U sklepienia wiły się spirale pajęczyn, które w innym przypadku mogłyby służyć za pejzaż sztuki, tym razem wprawiały jednak w lekką konsternację, ponieważ gdzieś musiał się czaić ten wielki pająk. Od głównego przedpokoju odchodziły trzy pary zamkniętych na zasuwę przejść. Dziewczyny minęły je, zatrzymując się w prostokątnym holu. Tuż przed nimi pięły się strome, drewniane schody. W kątach oraz przy ścianach poustawiano puste komody i dziurawe fotele, na ścianach wisiały przyszarzałe obrazy, jakby twarze uwiecznionych tam osób nie należało oglądać. Po prawej wydrążone zostało łukowate wejście. Diana domyśliła się, że prowadziło do kuchni. Wszystko pogrążone było w kurzu. Nienaturalna cisza, krążąca w powietrzu wywoływała poczucie skrępowania. - Co teraz? - zapytała szeptem Bernadeta. - Nie wiem, może się rozejrzyjmy? - Dobry pomysł. Ja wezmę górę, jeśli nie masz nic przeciwko. Diana chwyciła brunetkę za rękę, zanim ta zdążyła postawić pierwsze kroki na wysokich schodach. - Jakby coś się działo, krzycz. Bernadeta potulnie skinęła głową, czując przeszywające dreszcze. Klepnęła dłonią kieszeń kurtki na pół piersi. - Mam nóż. - Dobrze, nie zabij się nim przypadkiem. Obie obdarowały się widokiem śnieżnych zębów. Strach powrócił, gdy tylko obróciły się do siebie plecami. Diana miała wrażenie, że intensywność bicia serca rozniosła się na pozostałe części ciała. Ciśnienie pulsowało ze zdwojoną prędkością, głucho bucząc w uszach. Szeroko otwarte oczy pozwalały dziewczynie na dostrzeżenie najmniejszego, niepożądanego ruchu. Zatrzymała się przed drzwiami, które jako jedyne nie posiadały kłódki przy drewnianej zasuwie. Kropelki potu pojawiły się na jej czole. Przeżegnała się, zamykając oczy. Pchnęła drzwi. Ciemność i zgnilizna buchnęły z wejścia, otumaniając na ułamek sekundy zmysły. Diana dostrzegła stopnie prowadzące w dół. Była to piwnica. Dziewczyna obejrzała się za siebie, jakby upewniając czy przypadkiem w pobliżu nie było nikogo, kto powstrzymałby ją od zejścia w głąb tej czarnej otchłani. Ku rozczarowaniu, żadnej żywej duszy. Wyciągnęła broń, podnosząc ją na wysokość twarzy. Strzelania uczyła się tylko raz. Na specjalne polecenie nauczyciela od Przysposobienia Obronnego można było udać się do strzelnicy, po czym przy dostarczeniu tarczy pociskowej, uczeń uzyskiwał dodatkową ocenę. Diana pokusiła się na tę zachętę. Wprawdzie w kartonik nie trafiła ani razu, ale pierwsze kroki z pistoletem miała za sobą. Postanowiła uspokoić oddech. ''Co zrobiłby Gerald, gdyby znalazł się w takiej sytuacji?'', pomyślała. Odruchowo przypomniała sobie, jak mężczyzna bez wahania przebił żelaznym mieczem brzuch anielity. Dziewczyna przełknęła głośno ślinę. ''Nie cackałby się.'' W lewej dłoni trzymając spluwę, prawą macała ścianę, szukając włącznika światła. Błądzenie w ciemności mijało się z celem, a powrót po flarę również nie rozwiązywał problemu. Huk. Nagły ból w okolicach czoła zwalił Dianę z nóg, rzucając niedbale o schody. Broń wyskoczyła dziewczynie z ręki, z głuchym łoskotem spadając między szczeble. Diana zamarła. Ciszę przerywał tylko jej własny oddech. ''Co, do Diabła?!'' Milczała, mając nadzieję, że sprawca zamachu popełni błąd i dźwięk przemieszczania zdemaskuje jego miejsce pobytu. Nic takiego nie nastąpiło. Dziewczyna podniosła się powoli, wyciągając ręce nad głowę. Jeżeli uderzenia nie spowodował człowiek, musiało być to coś martwego. Diana nie myliła się. Wymacała przedmiot w kształcie stożka z wyciętym dnem oraz górą. Palcami przejechała po gruszkowatej warstwie szkła. Pociągnęła za zwisający sznurek, a pomieszczenie zalało żółte, oślepiające światło. Dziewczyna uderzyła w lampę. Jej oczom ukazało się wąskie pomieszczenie, choć z rozległą ilością korytarzy, podpierane niskimi ścianami. Wilgoć bijąca z ciemnych rogów piwnicy świadczyła o silnym zaniedbaniu domu przez gospodarzy. Diana zaczęła się zastanawiać czy ta posiadłość faktycznie służyła wczoraj za miejsce orgii młodego pokolenia. ''Nie mógł ich wpuścić do czegoś takiego, może to nie tutaj.'', pomyślała. Większa część podłóg zajęta była przez kwadratowe skrzynie z jasnego drewna. Na paru z nich walały się stosy wyblakłych kartek. ''Co to jest?'' Dziewczyna zbliżyła się do papierów. Zapisane były językiem, którego Diana nie potrafiła przetłumaczyć, ale z którym spotkała się już kiedyś. Dobrze wiedziała, że teksty napisano w hebrajskim. Charakterystyczne wzory, prowadzone od prawej do lewej zajmowały większość kartek. Dziewczyna przejechała palcami po papierach, rozkładając poszczególne rzędy. Na jednym manuskrypcie, część tekstu została podkreślona granatową linią. Diana rozejrzała się. Po prawej na dwóch samotnych skrzyniach widniał flakonik atramentu z wsadzonym piórem. Wszystko wydawało się świeże. Ktoś na bieżąco prowadził notatki. Dziewczyna zerknęła ponownie na zapiski. Rzucił się jej w oczy fragment tekstu, który nie został zapisany językiem hebrajskim. '' On to dla nas i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. Ukrzyżowany również za nas pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany. I zmartwychwstał trzeciego dnia, jak oznajmia Pismo. I wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca. I powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych, a królestwu Jego nie będzie końca.'' Manuskrypt dotyczył modlitwy ku czci Jezusa Chrystusa, pierwszego Mesjasza. ''… a królestwu Jego nie będzie końca.'', przeczytała w myślach dziewczyna. Na ciele Diany wystąpiła gęsia skórka. Rozszerzyła oczy, w zdumieniu upuszczając papier na ziemię. ''To nie tak. To wszystko nie tak!'' Zerwała się ku wyjściu, by jak najszybciej złapać Bernadetę. Musiały natychmiast opuścić chatę. Zatrzymała się w połowie schodów, przypominając sobie o upuszczonej broni. Zaklęła pod nosem. Zbiegła pod wewnętrzną stronę szczebli. Od razu wypatrzyła czarny plastik, odbijający się w żółtym świetle lampy. Chwyciła za pistolet, bez wahania kierując swój chód ku górze. Wyskoczyła na hol, gwałtownie hamując przed drugą parą schodów. Panujący w pomieszczeniu spokój doprowadzał ją do szału. Usłyszała za sobą nerwowe pociąganie za klamkę. Zacisnęła palec mocniej na spuście. Cokolwiek tam było, śmiało mogło liczyć na kulkę. Diana obróciła się i wtedy dostrzegła, że jedna para drzwi zamkniętych na zasuwę drgała, jakby ktoś po drugiej stronie zamierzał je wyważyć. Trzęsącymi dłońmi dziewczyna wyciągnęła broń przed siebie. - Bernadeta, błagam powiedz mi, że cię tam nie ma. - Bo nie ma – odparł zdziwiony głos. Diana obróciła się jeszcze raz, a przed jej oczami stanęła brunetka. Była tak samo przestraszona jak kasztanowłosa. - Przepraszam, już ją chowam – rzuciła gorączkowo Diana, kryjąc spluwę w kieszeni kurtki. Obejrzała się za siebie. - Widziałaś? Tam się coś ruszało. - Nie – zaprzeczyła Bernadeta. - Co, nie? Nie widziałaś? - Nie chowaj broni – wymówiła te słowa szeptem. Wtedy dziewczyna zrozumiałam, że powodem przerażenia brunetki nie był wcale wymierzony w nią pistolet. - Co się dzieje? - zapytała. Bernadeta wskazała głową na schody. - Nie jesteśmy same. Słyszałam głosy na górze w pokoju. Prawdopodobnie paru mężczyzn. Diana zamilkła, znacząco spoglądając na przyjaciółkę. - Chyba nie zamierzasz tam iść? - zapytała brunetka z wyczuwalnym niedowierzaniem w głosie. - Z pewnością nie mam zamiaru tu zostać. Kasztanowłosa przeciągle westchnęła, rozbiegany wzrok rzucając na podłogę. Stanęła przed dylematem. Doskonale zdawała sobie sprawę z potrzeby natychmiastowego opuszczenia tego miejsca. Jak długo ci u góry mogli ze sobą jeszcze rozmawiać? - Dobra, zrobimy tak. Idź do samochodu. Jeżeli nie wrócę za pięć minut, odpalaj silnik i uciekaj. - Nie ma mowy! - Ciszej – zganiła Bernadetę dziewczyna. - Naprawdę chcesz, żeby znaleźli nas szybciej niż tego oczekiwałyśmy? Zostawmy dla siebie chociaż element zaskoczenia. - Nigdzie się nie ruszam, jeżeli o to ci chodzi. Poza tym, co z naszym arsenałem? Jesteśmy uzbrojone po zęby. - To fakt, chociaż mimo wszystko to nic nie zmienia. Możesz posiadać cały plik różnorakich kluczy, ale jeśli nie wiesz, do którego zamka pasują, są równie bezużyteczne. Brunetka przełknęła wielką gulę w gardle, lekceważąc własne ego. Wyprostowała się, obracając napięcie w stronę schodów. - Dobrze, masz rację. Swoją drogą, daleko nam do powieściowych bohaterów – wyznała zawzięcie. - Dla mnie już jesteś bohaterem, Bernadeto. Diana wyminęła brunetkę, wyciągając ponownie z kieszeni ojcowski SIG-SAUER. Anastazemu służył wiernie przez parę lat, dlaczego i jej miałby nie okazać się pomocny? - Stworzenia, które spotykamy są podłe, inteligentne i mają nad nami zdecydowaną przewagę - powiedziała szeptem. - To znaczy, że nie zasługują na życie? - Nie to miałam na myśli. Poza tym i tak nawet nie trafię - skwitowała. Z każdym stopniem ciemność wewnątrz wąskiego korytarza pogłębiała się, a głosy nabierały na sile. Dziewczyny stanęły u szczytu schodów, który kończył się dębowymi drzwiami. U dołu wejścia biła jasna smuga światła, wydobywająca się z zamkniętego pokoju. Bezbrzeżny chaos dźwięków przerwał głośny rechot. Padł strzał i drwiący śmiech rozbrzmiał echem po ścianach chaty. Diana z Bernadetą drgnęły. - Gotowa do ucieczki? - wydukała brunetka. - Czekaj. Chwilowa cisza, przerywana donośnym pojękiwaniem. Ktoś płakał po drugiej stronie. - Do jasnej cholery, Tai! To jest zbyt łatwe! Proszę, zrób mi coś. Nie wiem, dam ci się drasnąć, wyrzucić przez okno, ale chociaż cokolwiek zrób! Kasztanowłosa zmarszczyła brwi. Skądś znała te imię. - Nie wiesz jak przezabawną minę miałeś przed chwilą. - Istoty inteligentne nie mają potrzeby krzywdzenia innych - odezwał się drugi, o wiele słabszy głos. - Robisz to tylko dla satysfakcji. Egoista, który nie potrafi zapanować nad własnymi pobudkami. - Czemu tak ostro, chłopcze? Do uszu Diany dobiegł dźwięk kroków. - Jest ich tylko dwóch? - zapytała szeptem. - Na to wychodzi. - I jeden z nich ma na imię Tai. - Tak, jeden z nich nazywa się Tai. Dziewczyna osłupiała. Odgłosy straciły na sile, brzmiąc jak oddalające się fragmenty chaotycznie skomponowanej piosenki. Obraz przed jej oczami zamazał się, wydłużając sam jego środek, jakby Diana została wessana przez potężny wir. - Ja znam tego człowieka - oznajmiła półprzytomna. Otoczenie uderzyło w dziewczynę gwałtownie. Świadomość wróciła na swoje miejsce. Krzyk bólu przeszył powietrze, świadcząc o tym, że chłopak długo już tam nie wytrzyma. - Przecież on go zabije - rzuciła Bernadeta zdławionym głosem, hamując błyszczące w oczach łzy. Diana walczyła ze sobą, tocząc spór pomiędzy wrodzonym tchórzostwem, a poczuciem winy za ludzką krzywdę. Przez głowę przebiegło jej tysiące słów, z których nie była w stanie nic zrozumieć. "To ostatnia chwila, żeby stąd uciec. " - Wchodzę tam, pilnuj tyły. Diana chwyciła za klamkę.



Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 05.08.2012r.

1     

Nowokaina Użytkownik wpmt 06 08 2012 (19:25:45)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Jej! Akcja nabiera tempa i zaczynam się obawiać, że niedługo wszystko się zakończy. Oby nie! :)

Strona techniczna. Jeśli mogę powiedzieć, jestem z Ciebie dumna. :) W kółko będę powtarzać, że na początku nie było za kolorowo, ale teraz jest wręcz bardzo dobrze. W jednym miejscu brakowało mi przecinka, ale teraz gdzieś mi się to zdanie zawieruszyło i nie jestem w stanie Ci go wskazać.

Co do treści, mogę się tylko powtórzyć - akcja. Umiesz budować napięcie i chwała Ci za to, ponieważ pokazujesz, że w przeciągu niewielkiego odstępu czasu można wzbić się naprawdę na wysoki poziom i nabyć większe umiejętności. Jesteś przykładem tego, że jeśli się czegoś chce, to można wszystko. ;)

Tylko piątka z plusem (jak dla mnie za krótko! :D)
Pozdrawiam

Terila Redaktor 06 08 2012 (19:44:37)
Nawet nie wiesz jak się cieszę, że wróciłaś! ;)

Co, do fabuły możesz być spokojna. Czeka Cię jeszcze połowa rozdziałów do ocenienia. :D Mam nadzieję, że będzie to dla Ciebie tylko czysta przyjemność. :D

Masz rację, absolutnie się z Tobą zgadzam - zrobiłam postępy - ale znaczną część tej dumy powinnaś odczuwać również z samej siebie. Jesteś pierwszą i jedyną osobą, która otworzyła mi na to wszystko oczy. Za co, jestem Ci ogromnie wdzięczna.
Chciałabym, żebyś wiedziała, że nie spoczywam na laurach i cały czas staram się pracować. Ogromnie boję się Twoich komentarzy, czekam tylko, aż mnie za coś zbesztasz. :D

Również pozdrawiam. :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12451
Online(5): 5 gości i 0 zarejestrowanych: