Pseudonim: Terila
Imię: Patrycja
Skąd: Wrocław
O sobie: "Wyryj to sobie w pamięci, chłopcze: świat wspiera się na czterech filarach... - [...] - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i na waleczności dzielnych."
Napisanych prac:
- nowości: 2
- wiersze: 12
- proza: 41

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 235 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Rozdział XVII..." 29.08.2012
"Rozdział XXV..." 27.04.2013
"Głównie Deszcz cz.7" 26.06.2013
"Rozdział IX "Będę..." 18.05.2012
"Rozdział X..." 21.05.2012

Inne prace tego autora:
"Rozdział XXI..." 03.12.2012
"Głównie Deszcz cz.1" 12.10.2012
"Co by było gdyby cz.1" 19.05.2013
"Rozdział XXIII "..." 13.04.2013
"Głównie Deszcz cz.10" 08.04.2014


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Rozdział XIII "Świadomość"

Stara kobieta przebudziła się na łóżku. Kłęby szwendających się warstw kurzu oraz kociej sierści wdarły się w jej nozdrza, wywołując nagły atak kaszlu. Rybi swąd unosił się w powietrzu. Źródłem smrodu był kiepskiej kondycji, drewniany kredens, którego półki wypełniały słoiki z uklejami. Martwe białka ich oczu świdrowały przestrzeń niewielkiego pokoiku. Ściany osłonięte były bordowymi kotarami złudnie przypominającymi te, które dwa tygodnie temu zostały skradzione z miejscowego teatru. Oprócz tego, lewy róg lepianki zajmował okrągły stolik z przysuniętymi dwoma krzesłami. Babina podniosła się, kierując w stronę zasłony z cynobrowych korali. Zeszła po schodach, wchodząc do większej izby, choć wcale nie bardziej okazałej. Pomieszczenie te było puste, nie licząc walącej się po podłodze słomy oraz gliny. Jak można mieszkać w takim miejscu? Kobieta opuściła chatę. Promienie świtającego słońca przywitały ją na progu. Głuchą ciszę ospałej wioski przerwało głośne chrumkanie. Obudzone świnie nie próżnowały, ryły rzędy posadzonej fasoli. Starucha zerwała się, by je przegonić, ale zamarła w pół kroku. Oczy zaszły jej mgłą, wywalając białka na wierzch. Kobieta chwyciła się za gardło, upadając kolanami na błotnistą powierzchnię. Zwierzęta zaczęły rżeć. Nie widziała nic. Światło oślepiało ją, wypełniając każdą możliwą lukę w obrazie. W centrum blasku odbiła się twarz. Wiedźma ze strachem otworzyła szeroko oczy. Zakasłała, po czym na chwiejących się nogach podniosła swoje obolałe ciało. Z trudem rejestrowała otoczenie. Świadomość wracała powolnymi krokami. Znała ten stan. Dokładnie wiedziała, gdzie powinna się z tym udać. Skierowała swój chód w stronę majaczącej w oddali rezydencji. Oddech miała świszczący, a dłonie nadal jej drżały. Gdy stanęła przed drzwiami frontowymi, one same się otworzyły. Na spotkanie wyszła jej smukła blondynka. Tekla zmierzyła gościa zimnym wzrokiem. - Czego tu szukasz? - zwróciła się do staruchy. Babina wzięła dwa głębokie wdechy. - Nie przyszłam do ciebie, złotko – rzuciła ochrypłym od kaszlu głosem. - W środku jest ktoś, kto czeka na moją wiadomość. - Wiadomość? Zawołać Geralda? Staruszka pokręciła przecząco głową. - Nie Geralda. Tekla otworzyła szerzej oczy. - Gdy będzie wracać, niech do mnie przyjdzie. Sama – oznajmiła szpetna kobieta, kładąc szczególny nacisk na ostatnie słowo. Jasnowłosa przytaknęła, zamykając za wiedźmą drzwi. Głucho jęknęła, przylegając do nich plecami. Ciemność korytarza przykryła jej oczy. ''Gerald nie będzie zadowolony.”, pomyślała. Diana poprawiła się w fotelu. Kosmyki kasztanowych włosów opadły na jej klatkę piersiową. Podparła dłonią brodę, czując ogarniające zmęczenie. Nie miała zielonego pojęcia, która mogła być godzina. W kominku głośno trzaskał ogień. - Jezus zmarł na krzyżu... śmiercią męczeńską. - Z woli Boga - dodał Gerald. Oboje tępo wpatrywali się w podłogę. - Gabriel pewnie jest wściekły. Jak on musi się czuć? - zapytała. - Jak on musi nienawidzić Stwórcy? Popatrzyli na siebie chytrze, jakby zdenerwowanie archanioła leżało w ich interesie. Dwójka pokerzystów mierząca się w zdolnościach manipulacyjnych. - To jest zbyt proste! - stwierdziła dziewczyna. - Tak ludzkie uczucia miałyby targać aniołem? - Poprawka, archaniołem. - Uśmiechnął się Gerald. - Doprawdy dziwne, że takie byty posiadają zdolność odczuwania miłości. - Chwila moment, Gabrielem nie może kierować miłość. - A jest inaczej? - Mężczyzna wstał. - Wprawdzie ograniczona, ponieważ kończy się na nim samym, ale owszem. Anioły to istoty dobre. Nie potrafią wytwarzać zapalnika zła. - W takim razie dobro naturalnie przekształciło się w zło? - Dokładniej, nasz archanioł czyni zło w wyniku nieprawidłowego rozumienia dobra. To nie Bóg - wyjaśnił, błądząc bez celu po pokoju. - To znaczy? - Jego punkt widzenia jest zawężony. - Bóg patrzy szerzej? - Bezgranicznie. Diana wyprostowała się, krzyżując nogi na siedzeniu. - Wychodzi na to, że Gabriel planuje zwiastować swoje dziecko, by być... po prostu szczęśliwym. Między dwojgiem zapadła krępująca cisza. Przez moment patrzyli na siebie, czując jak ostatnie zdanie ciężko zawisło w powietrzu. - Co w tym złego? - zapytała po chwili dziewczyna. Miała wrażenie, że umknął im jakiś istotny element. - Jeszcze nie wiem - przyznał ze zrezygnowaniem mężczyzna. Wielkość, a zarazem maleńkość. Posadzeni na sosnowym wypoczynku w małym, mrocznym pokoju próbowali objąć umysłem sprawy rozciągające się na szerokość nieobliczalną. Niepewni tego czy byli na dobrym tropie, czy odpowiedź sama nasunie się im na usta. Tekla weszła do pokoju, omiatając wzrokiem pogrążonych w zadumie towarzyszy. - Gerald? Mężczyzna podniósł powieki, rzucając kobiecie pytające spojrzenie. - Wiedźma chce się widzieć z dziewczyną. - Cel wizyty? - Wiadomość. Gospodarz uśmiechnął się szeroko, muskając palcami podbródek. - No, dobrze. Skoro to takie istotne - powiedział. Tekla zerwała się gwałtownie, nad wyraz pobudliwym ruchem zbliżając się do mężczyzny. - Takie istotne?! - podniosła głos. - Przecież to zwykła oszustka, naciągaczka i intrygantka! Wizje? Wizje?! Że niby wizje dręczą jej łysą głowę, co dzień owijaną amarantową chustą?! Gerald przyglądał się towarzyszce z rozbawieniem. - Ależ moja droga, stara kobieta to stara kobieta. Nic nie poradzisz. Ja też się starzeję, niedługo będę wyglądać jak ona, seplenić jak ona i wykorzystywać wszystko dookoła siebie z przeświadczeniem, że to właśnie mi się należy. Blondynka nagle zamilkła, a twarz jej nabrała czerwonego koloru. Diana z szeroko otwartymi oczami przyglądała się Tekli, jakby z nosa kobiety ulatywały gęste kłęby pary. Czajnik wciąż wrzał. - Dobrze – rzuciła obrażonym tonem. - Bardzo dobrze. Rób, co chcesz. - Wyszła z pokoju. Gerald zerknął na Dianę, podnosząc jedną brew do góry. - Te kobiety – szepnął, uśmiechając się nonszalancko. Dziewczyna roześmiała się. - Komu jak komu, ale tobie całkowicie brakuje z nimi obycia. Jedne porywasz, innym skręcasz kark, a wszystkie pozostałe wyprowadzasz z równowagi. - Fakt, to nie jest moja najmocniejsza strona, ale umiem dobrze parzyć herbatę. - Mężczyzna założył na głowę kapelusz, zakrywając w jego cieniu blask ożywionych oczu. - Chodź, czeka cię nieprzyjemna wizyta w cuchnącym miejscu. Nie będę cię oszukiwał, wiedźmy to dziwne... stworzenia. Są bardzo wybredne, nie zawsze mówią jasno. Diana przełknęła gulę w gardle. Ruszyła za Geraldem, który zniknął w ciemności korytarza. Szybko minęli przedpokój, stając przed drzwiami frontowymi. Pan domu pociągnął za klamkę, otwierając je na oścież. Starsza kobieta już na nich czekała. Mężczyzna dostrzegł jej otyłą sylwetkę wyróżniającą się na tle zakurzonej wioski. Babinka skinęła dłonią w geście przywoławczym. Gerald szturchnął delikatnie dziewczynę w plecy, popychając ją do przodu. Chciał dodać jej otuchy. Diana skierowała się w stronę staruchy. Rozejrzała się po pogrążonych we śnie chatkach oraz szwendającym w zagrodach ospałym bydle. Leciwa kobieta obróciła się do niej plecami. Ociężałym krokiem pomaszerowała ku rzędowi domków, które jako jedyne w osadzie posiadały piętro. Diana z bijącym sercem obserwowała wiedźmę, która postękując, zniknęła w drzwiach małej chatki. Wezwana przekroczyła próg, czując jak smród zaatakował jej nozdrza. "Może to nie był najlepszy pomysł.", pomyślała. Do środka poprzez dziury w ścianach wpadały wąskie snopy światła, jedyne źródło tego pięknego zjawiska. Kobieta zaczęła wspinać się po schodach, prowadząc za sobą dziewczynę. Trzęsącą się ręką, babina przesunęła dziurawą kotarę. Diana przekroczyła próg. - Usiądź - rozkazała wiedźma, wskazując kulawe krzesło. Dziewczyna posłusznie zajęła miejsce, omalże nie wpadając na stolik. Zobaczyła wpatrzone w nią martwe ślepia pozamykanych w słoikach ryb. Ze wszystkich swoich sił starała się nie patrzeć na wystrój chaty jak i na staruszkę. Nerwowo przenosiła wzrok to na ławę, to na własne ręce. Leciwa kobieta uśmiechnęła się szeroko, odsłaniając widok ciemnych, niepełnych zębów. - Wystarczy, że będziesz mnie słuchała. Doskonale wiem jak wyglądam. Diana spłonęła rumieńcem. Fala wstydu zmroziła jej ciało. - Przepraszam, panią. - Nie przepraszaj za takie bzdety - skwitowała wiedźma, wykładając ręce na stolik. Przymknęła oczy. Dziewczyna odważyła się spojrzeć na staruchę. Była skupiona. "Ja też powinnam.", skarciła się w duchu. Raptem zrobiło się chłodno. Nie wiadomo skąd przeciągły powiew śmignął przez pokój, wprawiając kotary w ruch. W pomieszczeniu Diana nie dostrzegła żadnych okien. Płomień świecy zamigotał, a stara kobieta zabrała głos. - Marmurową świątynię w górach nazywano Messis Fidei*. Mieszkający tam mnisi prowadzili odosobnione życie. Po zapasy jadła wysyłano do miasta miejscowych chłopców, którzy za tę drobną przysługę zarabiali parę szylingów austriackich. Dość marny zarobek. Główna część budowli z kamiennymi kolumnami zajmowała sam środek wzgórza. Na przedzie, zahaczając o spad góry rozpościerał się szeroki dziedziniec. Po prawej stronie, między dzikimi ostępami i naturalnie rozrzuconymi drzewami pięły się marmurowe schody. Mrok przykrył to miejsce jak matka otula dziecko. Niebezpiecznie było wybierać się do świątyni o tej porze. Droga nie posiadała najmniejszego oświetlenia, a stromość zbocza nie ułatwiała wspinaczki. Chmury odsłoniły sierp jaśniejący na niebie. Jego blask padł prosto na twarz jasnowłosego młodzieńca. Mężczyzna ów podniósł się. Ruszył w stronę kamiennej bramy, zostawiając za sobą ławkę z widokiem na wiśniowy ogród. Farciarz. Gnida, nieważne. - Babina łypnęła na dziewczynę okiem, po czym szybko je zamknęła. - Oparł się o jedną z kolumn, które solidnie utrzymywały fasadę przejścia. Z ciemności wyłonił się niski cień. Sylwetka przeszła przez dziedziniec, zatrzymując się przy wejściu do świątyni. Malutka rączka chwyciła za ciężką klamkę, cień rozejrzał się na boki. Spuścił głowę, z kolei przeszedł przez próg. Mężczyzna otworzył szerzej oczy ze zdumienia. Nie tego się spodziewał. Wiedział, że w pobliżu nie było nikogo, kto mógłby stać się świadkiem zaplanowanych zdarzeń. Nawet jeśli, jasnowłosy szybko by go usunął. Budowla pogrążona była we śnie. - Kobieta przerwała, zanosząc się kaszlem. Odkrztusiła zlepy śliny. Gorączkowym gestem chwyciła za ponczo, wycierając umorusaną brodę. Wzięła głęboki wdech. - Młodzieniec ruszył za ofiarą. Cicho zamknął za sobą drzwi, pozwalając, by ciemność ogarnęła go ze wszystkich stron. Nie potrzebował światła. W prawym korytarzu usłyszał delikatne stąpanie. Bez zastanowienia udał się w tamtym kierunku. Drobny cień wyprowadził go na marmurowy balkon, którego barierka w pewnym momencie urywała się, ustępując miejsca schodom. Wiodły do osadzonej poniżej studni. Chłopiec obrócił się w stronę mężczyzny. Światło księżyca odbijało się od jego ogolonej głowy. Na ramieniu przepasaną miał czerwoną szatę, która ciasno owijała go wokół talii. - Czy to ty jesteś Rafaelem? - zapytał młody mnich. Anielita uśmiechnął się szeroko, zaczesując włosy palcami do tyłu. Naprawdę, nie przypuszczał, że pójdzie tak łatwo. - Witaj, Tai - pozdrowił. Chłopiec drgnął na dźwięk swojego imienia. Wyraźnie chciał coś powiedzieć, ale słowa umknęły mu w tej samej chwili, w której otworzył usta. - Wpuściłeś mnie, chłopcze. Czegoś chciałeś – upomniał się jasnowłosy. Mnich odzyskał opanowanie. - Czy to ty jesteś Rafaelem? Anioł zaśmiał się. - Tom ci ja! Rafael we własnej osobie! - Zbliżył się do chłopca. - Swoją drogą, ciekawość to nie najpiękniejsza z cnót. - Nie ciekawość, panie. Świadomość. - Ta świadomość wiele cię będzie kosztować – skwitował markotnie blondyn, podnosząc jedną brew. - Przejdziesz do sedna sprawy? Tai zawahał się, jakby przez chwilę zapomniał po, co w ogóle wpuścił do świątyni tego oszusta. - Z całym szacunkiem panie, ale ty nie możesz być aniołem. - Doprawdy, a to dlaczego? - Anioły to byty duchowe. Nie mogą przybierać ludzkiej postaci. Musiałbyś stać się człowiekiem – wyjaśnił, a ton jego głosu nabrał lekkiej pewności siebie. Rafael zbliżył się do mnicha, twardo kładąc dłoń na jego ramieniu. - Czy mój dotyk jest wystarczająco wyraźny? - zapytał z drwiną. - Chłopcze pozwól mi coś wytłumaczyć. Plotki, które ostatnimi czasy paraliżują waszą osadę są prawdą. Stoję przed tobą, a ty nadal we mnie nie wierzysz. - Anioł pokręcił głową z dezaprobatą. Tai spuścił wzrok. - Zabierzesz mnie? Jasnowłosy ze szczerym podziwem spojrzał na dziecko. Cieszył się, że w tym przypadku obejdzie się bez większych problemów. - Jak wszystkich poprzednich. Starucha przerwała. Zapadła cisza. Diana przyglądała się wiedźmie w skupieniu, zapominając o męczących ją uprzednio uprzedzeniach. Niespokojnie poruszyła się w fotelu. Babina zbyt długo milczała. - Co się stało z mnichem? - zapytała. Leciwa kobieta otworzyła szeroko oczy, rzucając wzrok na siedzącą przed nią dziewczynę. - Ciekawość to nie najpiękniejsza z cnót - powiedziała ironicznym tonem. - Przepraszam. Sądziłam, że historia ma koniec – speszyła się Diana. - Dopiero go uplecie. Dziewczyna zmarszczyła brwi, za chwilę rozszerzając oczy do rozmiarów pięciozłotówek. - Chce pani powiedzieć, że to się jeszcze nie wydarzyło? - Chcę powiedzieć, że Gerald na ciebie czeka. *Messis Fidei - Żniwo wiary Przepraszam, że tak długo. Miałam kryzys. :P



Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 25.07.2012r.

1     

Nowokaina Użytkownik wpmt 25 07 2012 (09:05:12)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Ależ nie musisz za nic przepraszać. Ważne, że nie porzuciłaś pisania. ;)

Strona techniczna. Naprawdę jestem z Ciebie dumna. Pamiętam Twoje pierwsze części, sporo było tych błędów, a teraz jest prawie bezbłędnie. Słowo "nad wyraz" piszemy osobno, a na początku zdania "Chmury odsłoniły (...)" zabrakło znaku oznaczającego tekst pisany kursywą, ale to poprawiłam. Zdarzyło się parę przecinków wstawionych w złe miejsca, ale to nie było nic wielkiego.

Treść. Wydaje mi się, że im dalej brniesz w całą historię i im więcej stwarzasz wątków, tym bardziej staje się ona ciekawsza i porywająca. A wszystko to zależy od Twojego stylu pisania, ponieważ dla niektórych, łączenie wielu motywów może być uciążliwe. Tobie jak najbardziej się to udaje i zastanawiam się, co jeszcze włączysz do swojej historii.
Nie będę przedstawiać tego, co mi się spodobało, ponieważ jest to mnóstwo rzeczy. Mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się szybciej. :)

Piątka.
Pozdrawiam

Terila Redaktor 25 07 2012 (14:00:14)
Z przerażeniem czekałam na Twoją ocenę, ponieważ czuję, że błądzę, styl mi się zmienia. Wersji tego rozdziału powstało chyba setki, zanim udało mi się wybrać tę jedną.
Ostatnio miewam wrażenie, że wszystko, co napiszę jest źle. :)

Dziękuję za opinię. :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68308 | Użytkownicy: 12452
Online(35): 35 gości i 0 zarejestrowanych: