warto go przeczytać
Rozdział 5:
Nieostemplowane oraz nie podpisane przesyłki trafiały do redakcji bardzo często, dlatego też na większość z nich po prostu nie zwracano uwagi. Jeżeli ktoś nie miał zamiaru podawać swojego imienia i nazwiska lub adresu zamieszkania, nikt nie miał o to do nikogo pretensji. W sporej części takie "niespodzianki", jak zwykli nazywać je pracownicy stacji telewizyjnych czy biur redakcyjnych, zawierały zwykłe donosy. Pisano w nich rozmaite rzeczy, poczynając od niepoprawnego zachowania sąsiadów po zawiadomienia o morderstwach, gwałtach i wszystkim tym, co mogłoby zainteresować opinię publiczną. Dla początkujących dziennikarzy "niespodzianki", stawały się łakomymi kąskami, których przeglądaniem zajmowali się całe popołudnia. Jak Bóg da, trafi im się news wszech czasów, który zaniesie ich na szczyty, a następnie prosto drogą po Pulitzera. Tak, wielu miało takie marzenie, lecz z czasem musieli się go wyzbyć. Nikt nie doszukiwał się drugiego irlandzkiego cudu.
Mariet spoglądała niepewnie w kierunku redaktora naczelnego, a później na kopertę. Swymi szczupłymi palcami złapała wierzch przyklejonego kawałka papieru i uniosła. Klei puszczał powoli, jego nitki wyciągały się w powiewie rześkiego powietrza. Jan Zamoyski wyrażał zaciekawienie, obserwował. Mariet otworzyła już kopertę i sięgnęła po znajdującą się w niej białą kartkę. Z początku nie zrozumiała zupełnie nic z tego co przeczytała. Zrobiła więc to raz jeszcze… przez jej głowę przelatywała treść wiadomości.
35 42 34 24 15 25 44 42 15 41 45 24 15 32 35 34 32 34 13 54
Pozdrawiam serdecznie, Edward Wolski.
Rozdział 6:
Siedząc wygodnie w fotelu, oparty o wełnianą poduszkę, Rod spoglądał przez okno, na którym wciąż jeszcze błyszczały krople wieczornego deszczu.
Wiejący monotonnie wiatr próbował krzyczeć. Targał źdźbłami trawy, przewracając przydrożne kosze na śmieci, które upadały bezwładnie z głuchym łoskotem na betonowe drogi.
Nikt jednak nie dosłyszał beztroskiego zawodzenia wiatru.
Od momentu kiedy skończyło padać minęło już wiele czasu. Niebo jednak wciąż pozostawało w barwie dżdżystego szafiru, szerzącego się na niby-wypłowiałej kartce, starego artysty. Zaś mieszkańcy miasta zaszyli się bezpiecznie w swoich domach z nadzieją upatrując wypogodzenia.
Takie dni były tutaj, w Nowym Jorku, codziennością. Nikogo więc nie dziwiło to, że ulice świeciły pustkami, na drzwiach sklepów widniały karteczki z napisem: "Zamknięte". Wszyscy chcieli mieć bliskich przy sobie. I choć nie przyznawali się do tego otwarcie, to wewnętrznie czuli jakiś dziwny, przejmujący strach.
Rod jednak nigdy nie myślał o tym w ten sposób. Dla niego to, co działo się w mieście, położonym na wschodnim wybrzeżu USA, było wręcz fascynujące. Burze igrające z cierpliwością mieszkańców, ciągłe życie w szarości, we mgle.
Spoglądał teraz jak krople deszczu spływają po szybie, każda osobno, a jednocześnie wszystkie razem. Choć nie mógł posądzić ich o niekonsekwencje lub brak schematyczności, to czuł, że akurat dzisiaj ściekają inaczej. Nie nabrzmiewają delikatnie naciskając na szybę, ale uciekają przed wzrokiem.
Długą chwilę zajęło mu jeszcze wpatrywanie się w ulotne krople. Próbował w nich odnaleźć siebie. Odszukać jakikolwiek pierwiastek swojej duszy. Nie chciał bowiem wraz z upływem czasu stać się pozbawioną kolorów postacią, zwykłym przeciętniakiem i mężczyzną o nieokreślonym charakterze. Jego ambicja nie pozwalała mu na to. Robił jednak wszystko by tak się stało.
W pewnym momencie ze stolika odezwał się domowy telefon Roda. Mężczyzna wstał i sięgnął go.
- Rod Noise, słucham – rzucił obojętnie.
- Cześć Rod. Mam do ciebie pewną sprawę, zainteresowany?
- Jan? – zapytał niezadowolony z barwy głosu, którą usłyszał w słuchawce.
- Tak, ale teraz darujmy sobie uprzejmości, słuchaj - redaktor naczelny przedstawił rozmówcy historię z wiadomością oraz jej treść. Wszystko stało się jasne, zadaniem Roda było odszyfrowanie wiadomości… a co najzabawniejsze szyfr, którym zapisano wiadomość rozpoznał od razu.
- Jak długo ci to zajmie? – zapytał naczelny.
- Oddzwonię do ciebie za chwilę, teraz spadaj – uciął i rozłączył się. Spoglądał na kawałek papieru, gdzie zanotował przedstawione przez Zamoyskiego liczby. W głowie kłębiły mu się rozmaite myśli.
- Kto by się spodziewał, że pójdą na taką łatwiznę.
Rozdział 7:
Padający deszcz ściekał po jego długich, ciemnych i kręconych włosach na kościstą twarz i wąskie ramiona. Ubrany w kaszmirową kurtkę i popielate dżinsy, przemierzał ścieżkę wiodącą przez środek Hay Parku. Każda ze stóp topiła się raz za razem w zimnej wodzie zbierającej się na dnie wyżłobionych w ziemi dziur. I wcale mu to nie przeszkadzało, starał się nie zwracać uwagi na odmarzające palce stóp, po prostu zmierzał do celu. Spadające z nieba krople deszczu oczyszczały go, wymywały wszystkie brudy z jego ciała, na które zostało narażone.
Wszędzie mokro. Jak to dobrze, że wybrał właśnie to miejsce i że to właśnie tutaj wszystko się skończy. Nikt więcej nie będzie wątpić w istnienie Boga, a świat pożegna ateistów, muzułmanów, innowierców… Wszyscy w końcu będą musieli poddać się chrześcijańskiej woli, bo to ona jest prawdą, o czym on wiedział od dawna. Teraz będzie mógł to udowodnić. Nie sam, ale ze znaczącym udziałem. Marzył o tym od bardzo dawna, jego dusza wprost pałała żądzą pokazania światu, jak wielki, dobry, wszechmocny a co najważniejsze jak bardzo sprawiedliwy jest Bóg. Jego Bóg.
Kiedy przed jego oczami jakby z pod ziemi wyrósł szeroki cień o marnych kształtach, zatrzymał się. W oddali jaśniał głęboki blask. Z początku ów cień wydawała się być zwykłym omamem na tle majestatu, halucynacją, która jednak z upływem czasu stawała się bardziej wyrazista i coraz większa, a przy tym głośniejsza. Biegła? Dlaczego tak szybko, czyżby niesiona rękami Pana? Ta twarz…
Nim zdążył się zorientować, że nie jest to cień człowieka lecz samochód, poczuł ogromny ból w klatce piersiowej, jego ciało zostało wyrzucone w powietrze, a samochód zaczął zwalniać. Światła zgasły i zaległa chwilowa cisza.
Tracił świadomość, podczas gdy niewyobrażalny ból trawił jego ciało, lecz nie od razu. Najpierw był szok, później przyszło ukojenie.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 15.06.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(34): 28 gości i 6 zarejestrowanych:
exother, pasieczny14, 77majka77, Mii, Pawlak, dezerter89