warto go przeczytać
Pseudonim: EmptyCage
Przekroczyłam spróchniały, pamiętający lepsze czasy próg. Znalazłam się w długim, prostym korytarzu, który wieńczył się spiralnymi, równie pokrętnymi jak moje życie schodami.
Na ścianach znajdowały się stare, wypłowiałe fotografie, a na podłodze wił się niczym wąż chodnik stylizowany na lata 40. Walizkę postawiłam przy schodach. Zaczęłam piąć się po schodach cichutko, powoli. Skradałam się niczym złodziej. Cały czas miałam wrażenie obserwowanej przez jakąś groźną zwierzynę. Byłam na celowniku łowcy. Sarna sama podeszła do myśliwego, niby niemożliwe, a jednak. Weszłam do mojego niegdysiejszego pokoju. Od samego progu poczułam zapach kurzu i straconych chwil. Nie był już on taki jak kiedyś, nie był już mój, teraz rządziła w nim pustka, Nicość była niemal słyszalna, rozdzierała uszy. Baldachim nad łóżkiem rozdarty, jakby jakiś sęp rozdzierał go własnymi pazurami, doszczętnie, powoli, rok po roku. Na ścianie wisiały nasze zdjęcia. Ja wtulona w niego w dzień balu maturalnego, wyjazd nad morze z jego rodzicami. Jedna ramka była porysowana, a szkło roztrzaskane. Kiedy to zauważyłam poczułam jakby odłamki tego szkła przebijały mnie, moje tętnice. Wyjęłam fotografię z pióropusza pobitego szkła i włożyłam do kieszeni swetra. Teraz byłam gotowa na konfrontację z nim. Pełna goryczy, lecz świadoma swojej winy zeszłam na dół. Czekał już na mnie w salonie. Była to jedyna część domu, która wyglądała jak dawniej, nie dotknięta minionym czasem. Ale mój właściciel już na mnie czekał. Jego sylwetka rysowała się niezdarnie oparta o parapet. Odwrócił się do mnie, lekko uśmiechając. Mimo minionych lat wyglądał nadal tak samo. Brązowe włosy nieco dłuższe niż zapamiętałam opływały jego idealne rysy. Bladość skóry zdecydowanie odcinała się w półmroku, który panował w salonie. Jego brązowe oczy przeszywały mnie doszczętnie.
Bez słowa powitania położyłam na starym, spróchniałym stoliku fotografię, którą znalazłam w swoim pokoju. Podszedł bliżej wziął ją do ręki. Wykonał nic nie znaczący ruch ręki, jakby odganiał natrętne wspomnienia. Pytałam go kilka razy, czemu to zrobił. Nie odezwał się do mnie ani słowem. Sytuacja zaczęła stawać się dziwną, nienaturalną. W pewnej chwili drzwi otworzyły się z hukiem. Cały dom zatrząsł się od nadmiaru uderzenia. W progu nonszalancko stanął Mrok. Zmierzył mnie spojrzeniem i zacisnął swoje szpony na moim nadgarstku. Jego dotyk bolał. Czułam, jakby wypalał mi wewnętrzne, niewidoczne dziury. Sprawiało mu to niesamowitą przyjemność.
Ocena: 4.333
Liczba komentarzy: 5
Data dodania: 23.01.2012r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(35): 29 gości i 6 zarejestrowanych:
exother, pasieczny14, 77majka77, Mii, Pawlak, dezerter89