Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt

Purpurowa, cz. II

Tajemnica - każdy ma swoją. Często zastanawiał się, czy kiedykolwiek pozna drugą osobę na tyle, że otwarcie, być może poprzez łzy, będzie mógł powierzyć jej swój sekret i będzie on u niej bezpieczny. Stąpali lekko po trawniku, a liście plątały się wokół stóp. Powietrze pachniało żywicą, a słońce łaskawie głaskało swym światłem gałęzie drzew. Było tak spokojnie, tak... prawdziwie popołudniowo. Purpurowa milczała, a wraz z nią nieruchomo włożona w jego dłoń jej dłoń. Było tak spokojnie...
Gdy był mały, nie rozumiał czemu mama podnosi głos o kilka oktaw wyżej, czemu nabiera przy tacie nerwowych ruchów, czemu nie umie odnaleźć się w swojej kochanej kuchni, czemu zapomina o swojej sofie w salonie. Każdy miał swoją historię, która w nim czeka. Czasami ukrywana bardzo ostrożnie, dokładnie i pilnowana uważnie. Czasami sama, na przekór posiadacza, chce ujrzeć światło dzienne. I ta przekora boli, albo przynosi ulgę. I nie rozumiał, skąd u taty gwałtowność. W którym momencie jego dłonie znajdują się na szyi mamy. Kiedy łagodne spojrzenie grzmi. Bał się, przeraźliwie chciał zniknąć. O jeden raz za dużo. I wtedy, po wyjściu z trzaskiem drzwi ojca, podbiegł do zapłakanej mamy. Chciał ją przytulić, chciał obdarzyć pocałunkiem skronie, tak, jak ona nigdy nie zrobiła, w sposób, o którym dowiedział się, gdy Franka odbierała z przedszkola mama. Jego dłoni nigdy nikt nie trzymał w ten bezpieczny sposób, jego włosów nikt nigdy nie mierzwił. Jego policzek nigdy nie został pogłaskany. Chciał to zmienić. Czuł impuls, o którym tyle razy opowiadał Purpurowej, a ona wtedy rozszerzała, nie dowierzając oczy, a on w nich tonął. Chciał wyszeptać 'mamo', chciał by go kochała, tak, jak on ją kocha mimo wszystko. Tak jak chce ją kochać. Prawdziwie. Ale ona umiała odpowiedzieć niedostępnością. „Jesteś niechciany, ja nie mogę... ty... nikt ciebie nie kocha... odejdziesz... a nikt nie zechce cię szukać”. Nie wiedział tak naprawdę, czym jest miłość, nie wiedział jak na nią odpowiedzieć, nigdy jej przecież nie doświadczył, ale czuł, że chce kochać i być kochanym. Uczonym miłości. Wtedy poczuł się opuszczony, zdradzony, rozczarowany przez Boga. Tyle razy prosił Go o obecność. O przyjaźń, a On postanowił go zawieść. Dlatego odszedł do śmiechu, który rozbrzmiewał nocą, gdy bezsenność z nim igrała. Tak bardzo wierzył, że ten śmiech potrafi go ukoić. Tak bardzo chciał...
A obok miał źródło, którego nie potrafił zabarwić sobą. A tak pragnął. Czym jest chcenie? Czym są możliwości? Nie wiedział, ale wiedział kim jest ona. Purpurowa. Obok.

***

Sny

Tak, one zawsze odgrywały istotną rolę w jej życiu. Pamięta, że gdy była małą dziewczynką, często po zamknięciu powiek pojawiały się w jej głowie dziwne, zdeformowane obrazy. Czasami bardzo jaskrawe, innym razem... mgliste, prawie mleczne. Nie bała się tego równoległego 'życia', w którym była tylko widzem. Brakowało jej tej wygodnej pasywności w życiu rzeczywistym, dlatego lubiła te sny. Lubiła to nieuchwytne szczęście, do którego lgnęła, lecz wyciągniętymi dłońmi dotykała jedynie swoich pogmatwanych myśli.
Ostatni sen był zupełnie inny. Freud pisał, że sen to rodzaj maniakalnej psychozy. Tak czuła, dosłownie tak. To było dzień po ostatnim 'byciu' z Mamą. Zasnęła bardzo późno, zapatrzona w taniec cieni na ścianie, wsłuchana w rytm szumiących konar. To pragnienie snu walczyło z gorącym bólem pleców. Przypominało o fakcie, o którym nie chciała pamiętać. Tak bardzo chciała zasnąć i nie myśleć. Tak szybko tego zaczęła żałować.
Zamknięte powieki odebrały resztki świadomości i popadła w ciemność. Spadała długo i bezgłośnie. Obrazy migały jej przed oczami bardzo intensywnie. Narzucały się sobą. Czuła, że tym razem nie będzie jedynie obserwatorem. Upadła bardzo boleśnie na gładkie panele. W pomieszczeniu panował półmrok. Podniosła powoli wzrok i odrzuciła włosy. Pokój wyglądał jak komnata w zamku gotyckim - chłodno i nieprzyjemnie, jedynie panele nadawały pozorów normalności. Pośrodku stała kołyska, duża i drewniana. Wolnym krokiem podeszła do łóżeczka. Widok był straszny - dwa tłuste bliźniaki syjamskie złączone ze sobą bokami wiły się niecierpliwie. Przerażenie rozszerzyło jej oczy, otworzyło usta, zbliżyło do nich dłonie, powstrzymujące krzyk. Nie mogła odwrócić twarzy i uciec. Nagle dziecko, leżące z lewej strony, lekko się przekręciło i chwyciło za szyję swojego brata. Uścisk był mocny, ale malec się nie bronił. Jego pulchna twarz przybierała siną barwę. Nagle spojrzała na atakującego chłopczyka - ten także się dusił... Z jego zamglonych oczu ciekły łzy i biła taka determinacja, i pewność czynności. Tak bardzo chciała odejść, zapomnieć, ale nie potrafiła. Nagle zastygła. Duszone dziecko spojrzało jej prosto w oczy z ogromnym żalem. Poczuła... bezradność?
"Mamo?"...skąd dobiegał ten głosik? Głos... szept? Zawód? "Czemu?"... "Nie wiem" odpowiedziała odruchowo i przyjrzała się dziecku, które kręciło ostatkiem sił głową, wyrażając dezaprobatę. \"Boże... nie..." poczuła, że mdleje, podtrzymywana przez maleńką dłoń...
- Purpurowa...?
Obróciła się szybko i spojrzała na chłopca. Czemu patrzył na nią takim przestraszonym wzrokiem? Czyżby to wszystko przeżywała nieświadomie przy nim? Więc był świadkiem jej słabości? On nie mógł wiedzieć, nie mógł. Od kiedy zaczęła mieć przed nim tajemnice? Jak mogła tak go zdradzać... Nie zadawał żadnych pytań, ale powoli musiał domyśleć się wszystkiego. Czy ją zostawi? Czy nie powinna zrobić tego pierwsza? Była taka samotna. I ten sen. "Czemu?"... naprawdę nie wiedziała, ale czuła, że czasami bywa po prostu 'za późno'... a On trwał przy niej.

***

W poszukiwaniu utraconego uśmiechu

Było wtedy tak przeraźliwie zimno w środku. Czuł jak serce staje się dla niego coraz bardziej obce. Nie ufał sobie. Tak bardzo się bał, tak łatwo dał siebie dominować. Cierpiał. Kolejna samotna noc, bez bajki na dobranoc, bez uśmiechu, bez kojącej dłoni na czole. Zamiast tego krzyk, powtarzalne co dnia gesty, wyrzuty, utrudnianie życia. Wszystko na siłę. Brakowało nieznanego uczucia. Leżąc w łóżku, zakrył się ochronnie kołdrą, tylko tyle dawała mu noc. Ciepło w raniącym braku zainteresowania. W bez-potrzebie. Żyć bez Tego było trudniej, nie umiał dojrzeć do samotności. Nie chciał.
I wtedy usłyszał echo radosnego śmiechu. Rozbrzmiewał on wokół i budził noc ze snu. Chłopczyk poczuł, jak jego serce drży. Żyły zapulsowały. Po raz pierwszy od dawna, kąciki mimowolnie uniosły się w uśmiechu. Bez namysłu odrzucił kołdrę i postawił stopy na chłodnej posadzce. Małe, spocone dłonie zacisnął na krawędzi łóżka. Wahał się przez moment i po chwili szybko wybiegł z domu w mrok. Nogi same go niosły, tak jakby one też czekały na tą radość. Dobiegł do placu zabaw. Odruchowo przetarł oczy. W świetle latarni tańczyła dziewczynka. Miała czerwony płaszczyk i długie, kasztanowe loki. Ozdobione długimi rzęsami powieki były przymknięte, a ona krążyła w rytm swojego dźwięcznego śmiechu. Tak bardzo chciał do niej dołączyć, tak bardzo był zafascynowany jej zachowaniem, każdym ruchem, że nie zauważył, że to księżyc świecił dla dziewczynki, a w kącikach zamkniętych oczu błyszczały łzy. Jego pragnienie zamknęło go na prawdę. Ona go wzruszała. Koiła. Czekał na nią tyle dni. W pewnym momencie usłyszał cichy płacz. Rozejrzał się dookoła i spostrzegł, że dziwna istota zatrzymała się i patrzy na niego uważnie. To on płakał i szloch coraz bardziej się uzewnętrzniał. Oczyszczał z najstarszych, najgorszych wspomnień. Wybielał je. Ocierając łzy, nie dostrzegł, że zbliżająca się dziewczynka też ukradkiem wycierała rękawem policzki. Podeszła do niego na tyle blisko, że czuł jej oddech na swoim nosie. Zajrzała mu z ciekawością w oczy i uśmiechnęła się spojrzeniem. Nie potrafił odwrócić głowy.
- Nie warto płakać... - szepnęła mu w twarz.
- Wiem. Jak masz na imię?
- To zależy. A kim chcesz, bym dla ciebie była?
Roześmiała się i podskakując, oddaliła od niego. Patrzył jak zaczarowany, jak ona kręci się i odchyla głowę. Nie mógł zauważyć jej łez, nie mógł dojrzeć zaróżowionych policzków. Skupił się na sobie, odniósł ją do siebie. Tak bardzo chciał zamknąć ją w uścisku i nie wypuszczać. Była jego pierwszym szczęściem. Musiała zostać. Trwać. I on dla niej.
- Purpurowa, muszę już iść. - krzyknął, a ona zatrzymała się i przyjrzała mu uważnie.
- Nadałeś mi imię, takie ciepłe w swej szorstkości. Dziękuję. Czy będziesz umiał na mnie czekać?
Kiwnął głową i odszedł, by wrócić już niedługo. Dziewczynka odprowadziła go wzrokiem w ciemność. Podeszła do latarni, kucnęła i opierając czoło o kolana cichutko załkała. Inaczej niż zwykle. Z ulgą.



        Dedykacja: Tomakowi

Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 28.07.2010r.

1     

Elmirka 28 07 2010 (16:15:54)

Użytkownik ocenił pracę na 4

"Nogi same go niosły, tak jakby one też czekały na tą radość."
Tę radość, to biernik.

A tekst... Kilka razy złapałam się na tym, że odpływałam myślami gdzie indziej. Niezbyt zajmująco piszesz. Mało akcji, dużo uczuć. Nie mówię, że to źle, ale nie należy przesadzać z opisami emocji. Przez to mam wrażenie, że bohaterowie są trochę niestabilni.

Po przeczytaniu nie bardzo wiem, co chciałaś przekazać. W tekście wyczuwalny jest lekki patos, Twój styl pisania mnie zmęczył. Dialogi wydają mi się nienaturalne, ale może to tylko ja, więc się nie przejmuj ;)

Na koniec dodam, że motyw z nadaniem imienia nieznanej (?) dziewczynie bardzo mi się spodobał.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(36): 31 gości i 5 zarejestrowanych: exother, pasieczny14, 77majka77, Mii, Pawlak

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl