Pseudonim: zingela
Imię: Aśka
O sobie: Staroświecka jak przecinek. Wredna i wybredna, z brzytwą zamiast języka. Specjalistka od wzruszeń z głową... w chmurach. Nie lubię błędów językowych. (zingela.wjo.pl)
Napisanych prac:
- wiersze: 5
- proza: 3
- publicystyka: 3

Średnia ocen: 3.8
Użytkownik uzyskał: 70 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Ptak z niebem w oczach" 16.08.2013
"W serce" 01.09.2013
"Papieros" 16.05.2014
"Wady posiadania skrzydeł" 10.10.2013
"Za głośno" 27.07.2013

Inne prace tego autora:
"Minitraktat o rozsyłaniu..." 25.07.2013
"Tęcza" 02.08.2013
"W serce" 01.09.2013
"Wady posiadania skrzydeł" 10.10.2013
"Nocą" 20.08.2013


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Ptak z niebem w oczach

- Wi­tam, wi­tam. Mnie też miło widzieć. Na­pijesz się cze­goś? Ka­wy? Co ty mówisz? W ta­kim ra­zie her­ba­ta, dob­rze, sam wy­piję. Ciekaw jes­tem, co cię do mnie spro­wadza. Be­zin­te­resow­nie, jas­ne, ale powód zaw­sze się znaj­dzie. Cza­sem nieuświado­miony na­wet. Co? Skąd wiesz? Ach tak, ciągle za­pomi­nam. Co mam ci opo­wie­dzieć… Szczerze i nie bez­pośred­nio? Jak ob­cej? Dob­rze, to zaczy­nam.. Przyszła do kan­ce­larii. Sa­ma. Pier­wszy raz zo­baczyłem ją niedaw­no. Bar­dzo niedaw­no. Przed trzy­nas­to­ma mi­nuta­mi. Tak, czy­li wte­dy, kiedy weszła. Przed czter­nasto­ma. Czas mi­jał, a ja co­raz bar­dziej chciałem ją zmienić. Jak to jak – nor­malnie. Od stóp do głów, od ucha do ob­ca­sa, od smętnego uśmie­chu, który os­trożnie za­wie­szała na twarzy, do naz­wiska. Co tak pat­rzysz? Szczerze chciałaś. Po­wiem ci, cieka­we spoj­rze­nie miała. Nie przed siebie pat­rzyła, ale w głąb. Tak… w głąb duszy. Wpat­ry­wała się. Przeświet­lała jak rentgenowskie słońce. Rozświet­lała. Nie, roz­ma­wiała nor­malnie. Coś ty, dob­rze się roz­ma­wiało. No tak, uśmiech, ale bar­dzo nieśmiały. A wiesz, pięknie się uśmie­chała, pięknie. Da­lej? Co mogło być da­lej. Oka­zało się, że ślub przyszła dog­rać. No ślub, ślub. Prze­cież ja bym się z nią nie ożenił, gdy­bym chciał na­wet. Przyszedł ten jej amant. Spóźniony, ale co to znaczy dziś się spóźniać? Spóźnienie od pun­ktual­ności większą cnotą się stało. Ona – Ju­lia Ptaszyńska – od ra­zu uśmie­chnęła się. A po­wiem ci, że naz­wisko do niej pa­sowało. Niebo w oczach miała, skrzydła chy­ba gdzieś pod su­kienką, mąż będzie szu­kać. I znaj­dzie pew­nie. Pier­wsze, co pomyślałem, gdy ją tyl­ko dos­trzegłem, to że jak ptak wygląda. I jak te­go chłopa­ka zo­baczyła… Źle, widzisz, mówiłem. Nie uśmie­chnęła się. No nie, nie uśmie­chnęła, po­ważnie. W słońce twarz za­mieniła. Że bar­dzo go kochać mu­si, poz­nałem. A on? Na naz­wisko Słowi­kow­ski miał. Ma naz­wisko. Ma. Nie wie­działem, ja­kiego pta­ka mi dziew­czy­na przy­pomi­na, to masz – sa­mo się roz­wiązało. A później? At­mosfe­ra się luźna zro­biła, to tam­ten po­wie­dział, że ślu­bu nie chciał, bo się dwa ra­zy nie wchodzi do tej sa­mej rze­ki. Nie wiem, o co mu chodziło. Mrugnął tyl­ko po­rozu­miewaw­czo, po­wie­dział, że Ju­leczka nalegała, dziew­czy­na się spłoszyła, przyg­ryzła wargę. Za­raz mi się żal jej zro­biło, ileż ona mu­siała poświęcić, żeby te­go tu przyp­ro­wadzić. Bied­ne dziec­ko. Wszys­tko załat­wi­li, ślub piękny był, sam się wzruszyłem. Co? A skąd mam wie­dzieć? Ja ich nie znałem prze­cież, tyl­ko in­te­resy wte­dy nas połączyły. Miesiąc później mały słowik do mnie przy­leciał. Pros­to z podróży poślub­nej. Tym ra­zem w trum­nie. Nie wiem, co dziew­czy­nie się stało. Mąż przyszedł pog­rzeb załat­wić, py­tał, czy od­pra­wiłbym. Nie mnie py­tał, tyl­ko księdza Woj­tka. Ten za­pisał nazwisko na kar­tce, przed­sta­wił mi sprawę – że proszą, żebym ja mszę spra­wował. I wiesz co – nie mogłem naz­wiska sko­jarzyć. Za nic. Przed uroczys­tością mąż przyszedł. Smut­ny. Po do­kumen­ty. Te­raz do mnie. Jak go zo­baczyłem, od ra­zu mi się wszys­tko poukładało. Łzę z po­liczka dyskret­nie otarłem, do tych pa­pierów zaj­rzałem. Tak, Sto­likow­ską ze Słowi­kow­ską trud­no sko­jarzyć. A i do dziew­czy­ny tam­tej sto­lik nie pa­sował wca­le. Długo­pis wziąłem i to naz­wisko przep­ra­wiłem. Przy­naj­mniej naz­wisko zmienić mi się w niej udało. Mąż mówił, że do Az­ji po­jecha­li. Tam Ju­leczka zacho­rowała. Co na co? Skąd ja wiem na co? Prze­cież nie wy­padało py­tać. Sam mi po­wie­dział. Ale niedużo. I znów za­gad­ka­mi. - Ja od początku mówiłem o tej rze­ce. Żeby nie wchodzić dwa ra­zy do tej sa­mej. I rozpłakał się. No co mam nie mówić, kochał dziew­czynę. Że no­we życie zaczy­na, pos­ta­nowił. I że dzięki niej lep­szym człowiekiem się stał. I sta­je. Cze­kaj, która to godzi­na? Och, no to chodźmy, chodźmy, chrzci­ny za­raz mam. Co się dzi­wisz, ta­ka ko­lej rzeczy. Jed­ni się rodzą, drudzy umierają… Trze­ci? A trze­ci na­wet jak w gro­bie są, to żyć nie przes­tają. Tak, tak... Sama, Ju­leczko, wiesz.



Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 16.08.2013r.

1     

huragan Użytkownik wpmt 17 08 2013 (17:54:06)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Cóż... bardzo oryginalny tekst, bardzo realistyczny i przekonywujący. Nie wiem czy sama odważyłabym się na stworzenie czegoś takiego, bo jest to niewątpliwie trudne, ale Tobie się udało, więc gratuluję :)
Mój ojciec jest organistą tak więc mam dużo do czynienia z księżmi, ten twój jest bardzo realny, sympatyczny i powiedziałabym... typowy.
Historia piękna, choć smutna, ale takie są najlepsze.
Nic dodać, nic ująć - pięć.

Anima użytkownik 16 08 2013 (21:12:36)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Muszę przyznać, że wpadłaś na nietypowy pomysł. Przedstawić historię z perspektywy księdza.
Księdza oddanego swojej pracy i umiejącego wnikliwie patrzeć, trafnie oceniać i pięknie opowiadać.
Przemycasz masę takich trochę typowych dla księży sformułowań, opinii, ale nie uważam tego za coś negatywnego, wręcz przeciwnie. Wprowadza bardziej w klimat.
Wydaje się, że to tylko taka prosta historia, jednak warto się wczytać. Odkrywamy, że warto mieć w sobie nadzieję, radość, warto kierować się tą radością czy miłością w życiu. I nie wiem dlaczego, ale postać Julii bardzo mi się kojarzy z piosenką Sary Bareillas - Brave. Może właśnie ta radość, która bije z dziewczyny i muzyki jest cechą wspólną. Szkoda tylko, że czytelnik musi widzieć, jak szybko kończy się to życiowe szczęście. Jak szybko uciekamy, uciekamy wcale nie chcąc uciekać, stajemy na progu nieba.
Postawiłaś na specyficzny sposób wypowiadania myśli przez główną postać. Praca nabrała przez to ciekawego wyrazu, co muszę pochwalić. ;) Spodobało mi się. Nie znalazłam błędów, uważam, że praca jest poprawna. Piątka.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(50): 50 gości i 0 zarejestrowanych: