warto go przeczytać
Doktor Noel Magnus podniósł się z fotela, kiedy do jego biura weszła Claire Basso – nie zrobił tego nawet wtedy, kiedy spotykał się z jej rodzicami. Pomyślał, że to najpiękniejsza dziewczynka, jaką kiedykolwiek widział. Nie, właściwie nie byłą dziewczynką. Była miniaturową kobietą.
Kształtna. Wysoka jak na swój wiek i szczupła. Czyste spojrzenie, czarujący, niewinny uśmiech na twarzy. Długie, błyszczące włosy, proste, bez żadnych loczków czy fali. Miała prawie przejrzystą skórę.
Patrzyła z ufnością i zainteresowaniem. Miała niebieskoszare oczy. Pełne, karminowe, przepięknie uformowane usta. Skoordynowane, precyzyjne ruchy. Nie bała się, nie była nadąsana czy rozdrażniona.
Doktor Magnus uśmiechnął się szeroko.
- Proszę, usiądź tutaj, Claire – powiedział pośpiesznie, wskazując krzesło obok biurka.
- Dziękuję – odpowiedziała. Głos miała czysty, niski, spokojny.
- Czy jest ci wygodnie? – zapytał.
- O, tak.
Przechylił się do przodu, aby zlustrować jej wygląd. Miała na sobie długą, lnianą sukienkę z niebieskim brzegiem, przywiązaną w talii granatową szarfą. Na rękach nosiła bransoletki z muszelek. Na nogach sandałki z białej skóry, zapięte ponad kostkami. Trzymała małą, plastikową torebkę z mosiężnymi łańcuszkami.
- Podoba mi się twój ubiór, Claire – powiedział.
Spuściła wzrok, skubiąc szarfę, jak gdyby była zdziwiona.
- Och, wszystko stare rzeczy…
Westchnął i usadowił się wygodnie w swoim fotelu na kółkach. Sięgnął do otwartej szuflady biurka i włączył magnetofon.
- Claire – powiedział – wiem, że już kilka razy byłaś z wizytą u lekarza. Właściwie to doktor Ivan zaproponował mi, żebym się z Tobą spotkał. Lubisz doktora Ivana?
Uśmiechnęła się słodko.
- On jest taki zabawny. Za każdym razem daje mi lizaka.
- Tak?
- Nigdy mu o tym nie mówiłam, ale ja nie cierpię lizaków. Psują zęby. A więc, kiedy doktor daje mi lizaka, zabieram go do domu i częstuję go Rona. To mój braciszek. On uwielbia lizaki. Jest taki grubiutki.
Doktor Magnus wyprostował się na swoim fotelu.
- No cóż, teraz czuję się trochę lepiej, ponieważ nie mam lizaków w biurze.
- To dobrze, Jestem za stara na lizaki.
- Jestem lekarzem, Claire, specjalnym lekarzem.
- Wiem o tym. Jest pan psycholem.
- Gdzie nauczyłaś się tego słowa, Claire?
Rozejrzała się dookoła z ciekawością.
- Och, nie pamiętam… Wszystkie dzieci tak mówią. Psychol to taki lekarz, trochę stuknięty.
- Mam nadzieję, że nie myślisz, że jestem trochę stuknięty.
- Och, nie. To głupie. Mój Boże, nie może być pan stuknięty.
- Oczywiście, że nie. Ja rozmawiam z dziećmi, Claire. Tylko rozmawiam i jeżeli one mają jakieś problemy, próbujemy j rozwiązać.
- Ja nie mam żadnych problemów.
- Tak, ale ja mam problem i mam nadzieję, że będziesz w stanie mi pomóc. Wiesz, twoi rodzice czują, że coś cię trapi i prosili mnie, ażebym z tobą na ten temat porozmawiał.
Patrzyła na niego uważnie.
- Nic mnie nie trapi.
- Claire, kochasz swoich rodziców, prawda?
- Oczywiście.
- I wiesz, że oni ciebie kochają?
- Pewnie.
- I dlatego, że cię kochają, chcą, żebyś była szczęśliwa i wyrosła na piękną, zdrową, odpowiedzialną kobietę. Z pewnością wiesz, co oznacza słowo odpowiedzialna”?
- To znaczy – bez problemów.
- Cóż… nie tylko. To znaczy, że powinnaś umieć sobie radzić ze swoimi problemami. A twoi rodzice czują, że właśnie teraz masz jakiś problem. Czy wiesz, o co chodzi?
Zmarszczyła brwi, zamrugała oczami, przygryzła dolną wargę. Spuściła głowę, pilnie obserwując swoje stopy. Następnie podniosła głowę do góry, była już uśmiechnięta. Pomyślał, że mogłaby być znakomitą aktorką.
- Och, już wiem o co chodzi. Założę się, że wiem. Ciągle mi o tym mówią. Uważają że za bardzo kocham ludzi. Czy to nie jest głupie?
- Co przez to rozumiesz?
Nie odpowiedziała. Błądziła wzrokiem po ścianach, spojrzała na pudełko z zabawkami i grami, popatrzyła na sufit z ponaklejanymi gwizdkami. Doktor Magnus czekał cierpliwie przez pełną minutę, a potem spróbował jeszcze raz…
- No więc, Claire? Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
Teraz spojrzała na niego. Odchyliła głowę.
- Pan ma na imię Noel, nieprawdaż?
- Tak. To moje pierwsze imię.
- Noel – powtórzyła, chichocząc. – Śmiesznie.
- Zgadzam się z tobą! Ale większość moich przyjaciół nazywa mnie Nel.
- Czy mogę mówić do pana doktorze Nel?
- Oczywiście. Bardzo bym tego pragnął.
- Jeżeli pańscy przyjaciele nazywają pana Nel, a ja będę pana nazywać doktorze Nel, to wtedy zaprzyjaźnimy się, prawda?
- Chciałbym się z tobą zaprzyjaźnić, Claire.
- Ja również.
Zamilkli. Claire podniosła ręce i przegładziła swoje długie, miękkie i błyszczące włosy. Następnie potrząsnęła głową, pozwalając im swobodnie opaść na plecy. Gest był tak wdzięczny, słodki i niewinny, że trudno było go nazwać kokieteryjnym czy prowokacyjnym.
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie, Claire – powiedział łagodnie. – Co miałaś na myśli, kiedy mówiłaś, że twoi rodzice uważają, iż za bardzo kochasz ludzi?
- Och… no wie pan – odpowiedziała z wahaniem. – Że jestem zbyt miła.
- Czy jesteś miła dla wszystkich?
- Nie, nie dla wszystkich. Niektórzy ludzie są podli i złośliwi.
- Czy mogłabyś podać jakiś przykład – chodzi mi o ludzi, którzy są podli i złośliwi.
- Pani Meg ze szkółki niedzielnej – zawsze na nas krzyczy i nigdy się nie uśmiecha.
- Jeszcze ktoś?
- Panna Clinton z biblioteki. Wścieka się, kiedy rozmawiamy.
- A znasz jakichś mężczyzn, którzy są podli i złośliwi?
Spojrzała na niego z zainteresowaniem.
- Nieee – odpowiedziała, zamyślając się. – Chyba nie. Nie znam mężczyzn, którzy są podli i złośliwi. Tylko kobiety.
- A więc potrafisz być miła jedynie dla mężczyzn?
- Niektórych z nich lubię bardziej, a niektórych mniej, ale mimo wszystko…
- Czy całujesz mężczyzn, których lubisz?
- Cóż – powiedziała, spuszczając wzrok i uśmiechając się dyskretnie. – Niektórzy z nich są tacy zabawni i słodcy, że nie miałabym nic przeciwko całowaniu ich.
- Czy dotykasz mężczyzn, Claire? Głaszczesz ich?
- Czy ich pieszczę? Tak, to takie zabawne; robią się wtedy czerwoni na twarzy i chichoczą. Jak gdyby ich ktoś łaskotał.
- Czy uważasz, że mężczyźni lubią być łaskotani?
- O, tak.
- A ty – lubisz to robić?
- Ja kocham ludzi.
- Mężczyzn, Claire. Głównie kochasz mężczyzn.
- Tak, doktorze Nel – powiedziała z powagą. – To prawda.
Ocena: 0
Liczba komentarzy: 5
Data dodania: 01.11.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(35): 31 gości i 4 zarejestrowanych:
exother, pasieczny14, 77majka77, Mii