Pseudonim: Zuanshie
Imię: Sandra
Skąd: Tam, gdzie dzikie kaczki umierają
O sobie: Po prostu jestem. Taka zwyczajna, przewidywalna, nudna do obłędu.
Napisanych prac:
- wiersze: 23
- proza: 20

Średnia ocen: 4.6
Użytkownik uzyskał: 149 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Wybór ma znaczenie" 22.08.2010
"Przypadek Claire B. cz. 2" 27.08.2009
"Mydlane przestworza - prolog" 04.11.2009
"Mydlane przestworza cz.4" 01.05.2010
"Głód cz.1" 21.06.2010

Inne prace tego autora:
"Przypadek Claire B. - prolog" 20.08.2009
"Ono" 23.08.2010
"... i będę kochać aż do..." 20.01.2011
"Tatusiu, w pokoju jest potwór" 24.08.2010
"Mydlane przestworza cz. 1" 23.12.2009


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Przypadek Claire B. cz. 2

Mąż i żona wymienili spojrzenia. Kobieta wyraźnie zdenerwowała się; mężczyzna spokojnie zapalił następnego papierosa i uważnie zaczął się przyglądać żarzącej końcówce. Zapadła cisza wypełniała cały pokój. Doktor czekał cierpliwie, klocowate ręce spiął swobodnie na wydatnym brzuchu. Jego cygaro zgasło; niedopałek leżał na krawędzi biurka. Spoglądał w milczeniu na Bassów. - Uff, Teresa - przemówił wreszcie Gireh Basso, patrząc w sufit - ty mu powiedz. Zaczęła mówić z pośpiechem: - Doktorze, nasza Claire jest śliczną, małą dziewczynką. Kiedy pan ją spotka, na pewno pomyśli pan, że jest piękna i bardzo inteligentna i - i że jest bardzo zrównoważona jak na swój wiek. - Inteligentna jak diabli - wycedził Gireh. - Jest bardzo lubiana przez swoich przyjaciół, zarówno chłopców jak i dziewczynki. Nauczyciele ją ubóstwiają. A jej bracia kochają do szaleństwa. Przerwała. Ponownie zapadła cisza. Doktor Magnus przeczekał chwilę. - I...? - No cóż, od około trzech lat, odkąd ukończyła sześć lat, stała się - Gir, czy to trwa od trzech lat? - Może trochę dłużej. Może od chwili, kiedy ukończyła pięć lat. - Doktorze, ona stała się niezwykle czuła w stosunku do ludzi. Tylko by przytulała się, obejmowała, całowała. Po prostu rzuca się na ludzi. W sposób bardzo bezpośredni dotyka ich i głaszcze. Czasami robi to wulgarne wrażenie. - I...? - No... to właśnie o to chodzi, doktorze. - Rozumiem. Magnus przybliżył się do biurka, ciężki, zgarbiony i silny. Mówił do nich obojga, ale przypatrywał się Girehowi Basso. - Opisaliście mi tutaj bardzo kochaną, dobrze ułożoną, przyjacielską dziewczynkę. Czy chcecie, abym odniósł takie właśnie wrażenie? - Tresa, na miłość boską - wybuchnął Gireh - powiedz mu! - Doktorze, to jest... - jej głos załamał się. - Chryste! - zawołał z furią jej mąż. - Doktorze, nie nazwałbym tego czułością. No cóż, ona zachowuje się tak w stosunku do swoich rówieśników czy braci. Ona zachowuje się tak w stosunku do mnie i każdego starszego mężczyzny, którego zaprosimy do domu. Trzyma go wtedy za ręce, całuje i pieści. Na początku wydawało się to sympatyczne. Teraz stawia nas w niezręcznej sytuacji. Klei się do każdego mężczyzny jak mokre prześcieradło. Chce siedzieć na kolanach. Wierci się miedzy nogami kolegów. Widział pan kiedyś młode psy, które przednimi łapami obejmują kogoś za kolano, a później ocierają się o jego nogę, wykonują ruchy w dół i do góry? Ona zachowuje się tak samo. - Gir! - Teresa, to prawda i ty o tym wiesz. Po kiego diabła płacić za kurację, jeżeli nie mamy zamiaru powiedzieć całej prawdy? Doktorze, Claire jest piękną, inteligentną dziewczynką. To prawda. Ale zachowuje się jak maniaczka seksualna. Wiem, co mówię. Dotyka mężczyzn między nogami - jeżeli pan wie, co mam na myśli. Wpełza na ich kolana, głaszcze ich po udach, chce ich całować. Starszych mężczyzn. Zawsze starszych mężczyzn. Czasami, przysięgam na Boga, zachowuje się jak mała dziwka. Dotyka ich, chichocze, naprawdę stara się ich podniecić. Kiedy jest ze mną, zachowuje się podobnie, choć staram się ją powstrzymywać. Nie odpycham jej, pan rozumie, ale próbuję jej uzmysłowić, że postępuje niewłaściwie. Na nic się to zdaje, ponieważ za każdym razem kiedy odwiedza nas jakiś przyjaciel, wszystko zaczyna się od nowa. Wystarczy, żeby miał więcej niż osiemnaście lat. Robi to tak często, że wiedzą o tym wszyscy nasi znajomi. Najpierw z tego żartowaliśmy, ale teraz nie jest nam wcale do śmiechu. Pozwoli pan, opowiem co się wydarzyło, kiedy... - Gir! Proszę, nie. - Tak, muszę o tym opowiedzieć. Zaprosiliśmy mnóstwo ludzi na garden party w dniu naszego święta. Przyjęcie trwało jeden dzień. To, co wydarzyło się wieczorem, przeszło moje najśmielsze wyobrażenia. Poszedłem do kuchni, aby przynieść więcej lodu. Oparty plecami o umywalkę stał mój dobry przyjaciel. Z drinkiem w jednej ręce, z papierosem w drugiej. Claire stała między jego nogami i masowała go w odpowiednim miejscu. On miał na sobie spodnie, a ona głaskała jego, mhym, penisa przez materiał. Obiema rączkami. Posłuchaj pan, on był kompletnie pijany, muszę to przyznać, a do tego mogę przysiąc, że nie stało się to z jego winy. Nawet nie jestem pewien, czy wiedział, co się działo. Ale Claire wiedziała. Och, tak! To nie on ją uwiódł; to ona uwiodła jego. A kiedy wszedłem do kuchni, odwróciła się, obdarzyła mnie rozkosznym uśmiechem i powiedziała: - Cześć, tatusiu! Jak gdyby to, co robiła było najnaturalniejszą rzeczą pod słońcem. Wiem na pewno, że nie zdawała sobie z tego sprawy. Wywlokłem ją z kuchni, uderzyłem i posłałem do góry, do jej sypialni. Może nie powinienem był tego robić, ale byłem bardzo wzburzony i nie potrafiłem myśleć logicznie. Wykopałem przyjaciela z domu. Wiem, wiem na pewno, że nie była to jego wina. To nie był jego pomysł; to był jej pomysł. To ona go zaatakowała. Oto jaka jest. - Rozumiem - pokiwał głową Magnus. Usiadł wygodnie na swoim obrotowym krześle. Powoli, z rozmysłem ponownie zapalił niedopałek swojego cygara. Grube ręce położył na blat biurka, dłońmi na stół. Skierował przenikliwe spojrzenie na Teresę Basso. - Proszę pani, czy to, co powiedział pani mąż jest zgodne z prawdą? Podniosła głowę i przeczesała szczupłymi palcami włosy. - No cóż, hm, nie wiedziałam tej szczególnej sceny, ale wierzę, że tak było. Tak, w takie właśnie sposób postępuje z mężczyznami. To takie niesmaczne. Odrażające. Całuje ich, pieści i dotyka. To straszne, co się dzieje w naszym domu, doktorze. Ale najbardziej przeraża mnie myśl, że jakiś facet mógłby ją wykorzystać, kiedy nie będzie nas w pobliżu... Po prostu nie wiem... Nagle zaczęła szlochać, zgarbiła się, gryząc palce. Trzęsły się jej ramiona. Gireh Basso spojrzał na nią z ironią. - Proszę się opanować - upomniał ją Magnus. - My nie przesadzamy, doktorze - powiedział Basso głucho. - Ona tak postępuje. Próbowaliśmy z nią rozmawiać, wyjaśniać, że wprawia ludzi w zakłopotanie. Próbowaliśmy ją bić, zamykaliśmy w pokoju bez kolacji. Próbowaliśmy wszelkich możliwych sposobów. Ale ona wydaje się nie zdawać sobie sprawy, że to, co robi jest złe. I dalej robi to samo. A jest naprawdę pięknym dzieckiem. Wielu naszych przyjaciół chciało się z nią, mhym, zaprzyjaźnić - dopóki nie zdali sobie sprawy z tego, do czego to może doprowadzić. Teraz niektórzy z nich nie chcą do nas przychodzić. To dla nich zbyt kłopotliwe. Doktorze, czy mogę zadać panu jedno pytanie? - Proszę. - Czy spotkał się pan kiedykolwiek z takim przypadkiem? Czy miał pan do czynienia z taką dziewczynką jak Claire? - Proszę pana, przypadek Claire nie jest jedyny w swoim rodzaju, mogę pana zapewnić. Istnieje literatura na ten temat. Oczywiście, zajmowałem się podobną sprawą w przeszłości. - W wyleczył ją pan? - zapytała Teresa Basso, podnosząc zapłakane oczy. - Proszę mi wybaczyć, ale nie wolno mi rozmawiać o czymś, co stanowi tajemnicę zawodową. Na temat Claire również nie rozmawiałbym z nikim postronnym. - Ale potrafi ją pan wyleczyć? - Proszę nie mówić o swojej córce tak, jak gdyby cierpiała na jakąś straszną chorobę. Ja nie leczę się swoich pacjentów; ja ich poddaję psychoterapeutycznej kuracji i próbuję sprawić, ażeby ich zachowanie przestało odbiegać od ogólnie przyjętych norm. Dla ich dobra oraz dla dobra społeczeństwa. Jeżeli chcecie, żebym zagwarantował powodzenie kuracji, to jestem zmuszony odmówić. Nie, nie mogę tego zrobić; żaden lekarz czy psychiatra nie mógł by tego zrobić. Jedynie mogę powiedzieć, że zachowanie waszej córki nie jest aż tak bardzo dziwaczne i karygodne oraz, że istnieje nadzieja na zmianę. - A więc przyjmuje ją pan na swoją pacjentkę, doktorze? - zapytała Teresa Basso z nadzieją w głosie. - Wkrótce się wszystko okaże, proszę pani, wkrótce się wszystko okaże. - Co teraz powinniśmy zrobić? - Myślę, że powinienem porozmawiać z Claire.



Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 27.08.2009r.

1     

Black Sun Użytkownik 29 08 2009 (18:33:38)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Popieram poprzedników :) super. Przyjemnie, lekko, długo i od rzeczy ;)

agataztrzeciegoswiata Użytkownik wpmt 28 08 2009 (23:16:06)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Każdą część "Przypadku[..]" czytam z niemałym zaciekawieniem. Bardzo podoba mi się twój styl. Jest taki obrazowy- dzięki temu łatwiej jest mi wczuć się w tą sytuację. Nie mogę doczekać się dalszej części ;)

Dawied Użytkownik wpmt 27 08 2009 (21:27:33)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Stylowo bardzo mi się podoba, dobrze zarysowane postacie, świetny pomysł, nie czytałem o tym jeszcze. W sumie nie mam za bardzo się do czego doczepić. Jeszcze raz pochwalę styl, jest taki hm... profesjonalny? Nie wiem. Oby tak dalej i czekam na więcej


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(62): 62 gości i 0 zarejestrowanych: