warto go przeczytać
Pseudonim: Anonymous
Młoda dziewczyna, włosy krótko przystrzyżone, błękitne oczy i smutny wyraz twarzy. Siedziała samotnie na parapecie, patrzyła w okno i czekała. A po policzku spływała jej łza. Czekała na Księcia, który przyjdzie, utuli, przy którym zapomni o swoich problemach. On był. Tylko niedostępny dla niej. Ona mogła tylko o nim marzyć, mogła być tylko jego przyjaciółką. Wiedziała, że nigdy nie będzie mogła go pocałować, poczuć smak jego ust. Czuła jego zapach, gdy byli blisko siebie. Ale była między nimi bariera. Mogli być tylko przyjaciółmi. Godziny na gg, tysiące rozmów i sms-ów, rozmowy o problemach, wzlotach i upadkach. Nie musiało jej to długo zająć, by zrozumieć, że go kocha. Choć był starszy, mądrzejszy, choć różnił się od niej, ona czuła że kocha go z każdym dniem coraz mocniej. Każde jego spojrzenie, każdy gest przyprawiał ją o dreszcze... Nigdy nie powiedziała mu o tym. Bała się, że może to być koniec ich przyjaźni. Że on będzie czuł się winny i zakończy wszystko. Nie chciała tego. Chciała się z nim przyjaźnić i rozmawiać. Była gotowa poświęcić te uczucie dla dobra przyjaźni, bo ta przyjaźń to najlepsze co miała w życiu. Nie miała rodzeństwa, rodzice wiecznie zabiegani, w poszukiwaniu "lepszego jutra". Nigdy nie mieli zbytnio dla niej czasu. Nie widzieli jej problemów. Ich oko nie dostrzegało tego, co widział ON. On wiedział, kiedy miała zły humor, kiedy była zadowolona i nie musiał jej widzieć, żeby to stwierdzić. Wiedział o niej wszystko. Znał ją lepiej niż ona sama siebie. Powierzała mu najskrytsze tajemnice. Mówił na nią pieszczotliwie, i choć czasami nie miał jednak dla niej czasu, potrafił jej wysłuchać gdy tylko znajdzie chwilę. Umiał doradzić, i choć czasami on śmiał się z jej "problemów" ona czuła, że jest dla niego ważna. Wszystko było jak w bajce... Czuła, że jest najszczęśliwszą osobą na świecie. Dla niego uczyła się. Chciała dla niego być najmądrzejsza, chciała coś osiągnąć. Miała zbyt wielkie ambicje, co czasami nie podobało się jemu. Za wszelką cenę starała się być najlepsza. On twierdził, że to nie dobre, po trupach dochodzić do celu. I dla niego chciała się zmienić. Pracowała nad sobą. Nad charakterem. Z natury była wybuchowa, gwałtowna, narwana. Wiele razy powiedziała coś, czego potem długo żałowała. A potem przepraszała.
Nienawidził tego. Chciał, żeby pomyślała, zanim coś powie, żeby nie oceniała ludzi pochopnie. I zmieniała się. Powoli, cierpliwie, a cierpliwość nigdy nie była jej najmocniejszą stroną. W końcu stała się dorosła. Przekroczyła magiczną bramę 18 lat. Miała dowód osobisty, głowę pełną marzeń. I maturę. Dzięki jego pomocy, jej determinacji i wiary we własne możliwości, zdała maturę na 5. Wybrała wymarzony kierunek studiów. Wszystko się układało jak w brazylijskiej telenoweli. Wszystko po jej myśli. Nawet z rodzicami zżyła się, a ich kontakty poprawiły się. Dzięki niemu. To wszystko jemu zawdzięcza.
Minęło kilka lat. Skończyła magisterkę, zamierzała robić doktorat. Była dorosła, zrównoważona, szukała chłopaka. Przyjaźń była dla niej ciągle ważna. Trwała już 10 lat. A oni ciągle byli dla siebie najważniejsi. Rozmawiali, czasami się widywali. On mieszkał daleko on niej. Bo tak się złożyło.
Ona, złapała doła. Ojciec ciężko zachorował. Zostało mu niewiele czasu. Raka wykryto zbyt późno. Zadzwoniła. Odebrał. Godzinę rozmawiali. Niewiele myśląc, stwierdził, że musi być przy niej. Wsiadł w samochód i gnał jak szalony. Padał deszcz. Była burza. Był już bardzo blisko jej miasta. Słuchał ich ulubionej piosenki. Leciała w radio. Nagle piorun trafił w drzewo, które opadło prosto na jego samochód. Zginął na miejscu. Dowiedziała się o tym od jego rodziców. Nie potrafiła tego zrozumieć. Jak jej przyjaciel mógł zginąć? JAK? Jej ukochany przyjaciel, który zawsze miał dla niej czas, nagle – umarł. I to w jaki sposób? Chciał przyjechać do niej i ją pocieszyć. Miała myśli samobójcze. Poszła do kościoła. Znalazła tam znajomego księdza, jego kolegę. Długo rozmawiali.
Dzień jego pogrzebu był słoneczny i bezchmurny. Tłumy ludzi na cmentarzu, by go pożegnać. I ona. W czarnej, skromnej sukience, którą kupiła razem z nim w centrum handlowym. Płakała. Przed oczami miała tyle wspólnych chwil. Jak zabrał ją na kręgle, jak marzyli wspólnie nad brzegiem Wisły. Jak opowiadała mu na gg, że się boli ją brzuszek, gdy miała jeszcze 15 lat. Jak opowiada mu przez telefon o chorobie ojca. Była załamana, chciała umrzeć. To przez nią zginął. Gdyby mu powiedziała że go kocha. Wtedy skończyłby to wszystko i mimo, że nie przeżyłaby tylu pięknych chwil, on by żył. Na jego grobie było mnóstwo kwiatów.
W rocznicę jego śmierci poszła na cmentarz. Grób był zadbany, leżały na nim świeże kwiaty. I ona położyła białą różę. Ktoś złapał ją za ramię. To była jego matka. Powiedziała, że to znaleziono w jej mieszkaniu. To był jego pamiętnik. Jego matka powiedziała, że ona powinna go przeczytać. Tylko ona.
Wzięła go. Wróciła do domu. I czytała. dowiedziała się z niego, że była jego cudem, jego największym skarbem, że wszystko co dobre, zawdzięczał jej.
Młoda dziewczyna, Włosy krótko przystrzyżone, błękitne oczy i smutny wyraz twarzy. Siedziała samotnie na parapecie, patrzyła w okno i czekała. A po policzku spływała jej łza.
Ocena: 0
Liczba komentarzy: 0
Data dodania: 22.11.2008r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(35): 31 gości i 4 zarejestrowanych:
exother, pasieczny14, 77majka77, Mii