Pseudonim: SzopPraczMorderca
O sobie: Bądź zawsze sobą. No chyba, że możesz być Szopem Praczem. Wtedy lepiej jest być Szopem Praczem.
Napisanych prac:
- proza: 7

Średnia ocen: 5.0
Użytkownik uzyskał: 50 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Przygody Szopa Pracza..." 24.04.2013
"Przygody Szopa Pracza..." 19.04.2013
"Przygody Szopa Pracza..." 21.04.2013
"Przygody Szopa Pracza..." 07.05.2013
"Przygody Szopa Pracza..." 23.09.2013

Inne prace tego autora:
"Przygody Szopa Pracza..." 23.09.2013
"Przygody Szopa Pracza..." 21.04.2013
"Przygody Szopa Pracza..." 19.04.2013
"Przygody Szopa Pracza Mordercy" 17.04.2013
"Przygody Szopa Pracza..." 07.05.2013


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Przygody Szopa Pracza Mordercy 7

Standardowo, nie polecam czytania bez znajomości poprzednich części. Wulgaryzm umieszczony celowo, proszę nie kasować :) Barbara Dolińska siedziała w fotelu na tarasie swojego mieszkania i patrzyła na miasto. Smolista ciecz w filiżance już dawno wystygła, a ona zaczynała odczuwać chłód mimo koca, który ją otulał. Było tak samo zimno, kiedy wracała z Kamilem w objęciach ze szpitala. Jeszcze wtedy mieszkali u jej rodziców, na wsi, w małym pokoju na poddaszu. Nie mieli wielocyfrowych kwot na kontach, apartamentu w centrum Krakowa ani drogich ubrań. Pierwsze śpioszki, które założyła synkowi, należały do jej bratanka, były sprane, ale pachniały dzieckiem, najwspanialszym zapachem świata. Piotr pracował wtedy po osiem godzin, a później leciał jak na skrzydłach do domu, by pobyć z synem, połaskotać jego małe stópki, wykąpać go. Nocą był przy niej, zasypiała w jego ciepłych objęciach, rano z kolei budził ją pocałunkiem. Czasami wydawało jej się, jakby to wszystko zdarzyło się w poprzednim życiu. Bo przecież niemożliwe, że dobrowolnie wypuściła to maleńkie dziecko z ramion, że tak szybko stało się dorosłym i, co najgorsze, obcym człowiekiem. Że Piotr pracuje po szesnaście godzin dziennie i że od kilku lat nie dzielą sypialni, bo w tym obowiązku prawdopodobnie wyręcza ją jego sekretarka. Że zamieniła brzydką, wypełnioną miłością klitkę na poddaszu na to przepiękne, puste i zimne mieszkanie. Dopóki żył Kamil, wierzyła, że jej małżeństwo z Piotrem daje synowi poczucie bezpieczeństwa. Teraz dopiero widziała, że był już na tyle duży, żeby doskonale wiedzieć, jak wyglądają stosunki między rodzicami. Może dlatego zaczął szukać czułości u tej chudej blondynki o rozbieganym spojrzeniu? Zastanawiała się, czy powiedzieć o niej policji, w końcu Kamil spędzał z nią każdą wolną chwilę. Z drugiej strony wierzyła, że zachowując ich związek w tajemnicy przed policją, oszczędza jej godzin spędzonych na przesłuchaniach. Chociaż tyle zrobi dla syna. Gdzieś między setnym a sto pierwszym pomysłem na to, jakim sposobem śledztwo może potoczyć się źle, do gabinetu Niedźwiedzkiego i Dębickiego weszła Beata. Już po jej minie wiedzieli, że coś dla nich ma. - Mamy odciski w bazie danych – rzuciła od razu bez niepotrzebnych wstępów – Stefan Garlik, notowany, przesłuchiwany odnośnie zniszczeń samochodów. Raz dostał zawiasy, później chyba działał ostrożniej. Przez kilka miesięcy był w ośrodku odwykowym, jakieś dwa lata temu. Kawaler, nic nie wiadomo o rodzinie, nie miał dzieci, a przynajmniej nie takie, na które płacił alimenty. Zmieniał kilka razy adres zameldowania, mogę wam podać ostatni, jeśli jesteście zainteresowani. Może sąsiedzi coś widzieli lub słyszeli. – Podsunęła Adamowi kartkę. - Zginęlibyśmy bez ciebie! – Wyszczerzył się i od razu sięgnął po kurtkę. Każda chwila była ważna, statystycznie szanse na rozwiązanie zagadki dotyczącej morderstwa gwałtownie spadały po upływie dwudziestu czterech godzin od śmierci ofiary. Zatem w najlepszym wypadku za kilkanaście godzin ślady mordercy powoli zaczną się zacierać i razem z nim zniknie możliwość odkrycia, co stało się tej nocy. Wsiadając do służbowego samochodu po stronie pasażera Darek przypomniał sobie, dlaczego zwykle to on prowadził w czasie pracy. Już z parkingu Adam ruszył z piskiem opon, zarzucając na zakręcie. Dębicki wcisnął się głębiej w siedzenie i starał się nie zerkać nerwowo na licznik. - Adaś, zwolnij trochę, bo nas koledzy z drogówki poczęstują mandatem – mruknął po chwili, kiedy prędkość miała już trzy cyfry. - No weź, może ty jeździsz Kobyłką z gromadą dzieci, ale ja lubię czasem jechać szybciej niż czterdzieści – burknął obrażony. Kobyłką pieszczotliwie nazywali samochód Darka, Chevroleta Orlando, który musiał pomieścić pięcioosobową rodzinę i spisywał się doskonale w tej roli. - Poczekaj, będziesz miał dzieci, zrezygnujesz ze sportowych fur. Zaczniesz jeździć kobyłkami, skończy się Camaro i inne cuda, wspomnisz moje słowa… - urwał, bo Adam demonstracyjnie włączył jedną ze swoich ulubionych piosenek i zaczął ją nucić pod nosem. - Nie słyszę, co mówisz! – Brunet przysunął dłoń do ucha, jakby chciał usłyszeć coś wyraźniej. Darek machnął ręką i parsknął śmiechem. Widać tego kretyna już nie da się naprawić. Byłoby ogromną przesadą stwierdzić, że blok, w którym ofiara wynajmowała mieszkanie, przypominał melinę. Była to istna ruina, która wyglądała, jakby w każdej chwili groziła zawaleniem. Odpadający ze ścian i sufitu tynk oraz całe stado kudłatych lokatorów z długimi ogonami były najmniejszymi problemami ludzi mieszkających tam. Chyba przez myśl obu mężczyzn przebiegła ta sama myśl: jakim cudem budynek nie został wyłączony z użytku? - Ja pierdolę… - mruknął Adam, gdy spod jego stóp z piskiem uciekł szczur. Stawiał już teraz kroki ostrożnie, zastanawiając się, czy lepiej patrzyć pod nogi czy może na sufit, w końcu w każdej chwili mógł dostać czymś w łeb. - Przypomnij mi, dlaczego dobrowolnie wstąpiłem do policji – rzucił Darek podobnie ponurym tonem. - Bo chciałeś cały dzień siedzieć za biurkiem, a wszystkie stanowiska na poczcie były zajęte? – Zapytał Niedźwiedzki przekornie i podszedł do drzwi, których numer był napisany na kartce, którą trzymał w dłoni. Dzwonka nie było i zastanawiał się, z jaką siłą może zapukać, żeby drzwi nie wypadły z futryn. Wszędzie czuć było mocz i gnijące jedzenie. - Panowie niech nie pukają, jego nie ma – usłyszeli za sobą skrzekliwy głos. W otwartych drzwiach po drugiej stronie klatki schodowej stała kobieta, niska, pomarszczona, owinięta w dziwne, kolorowe chusty. Na oko sto dwadzieścia lat, pomyślał Adam. - Wiemy, wynajmował to mieszkanie. Wie pani może, gdzie znajdziemy właściciela? – zapytał uprzejmie Darek. - Ja jestem właścicielką – kobieta chwyciła się pod boki i przyjrzała się uważnie. Widać analizowała coś w głowie, bo po chwili odsunęła się od drzwi i wymamrotała: - Chodźcie, mam ciastka i kawę. – Następnie zniknęła w ciemnym wnętrzu własnego lokum. Mężczyźni spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Starsze panie były zmorą policji. Mówiły za dużo, zabierały mnóstwo czasu, a zbyt często odbiegały od tematu. Bardzo często zdarzało się, że spędzali w domu staruszki kilka godzin, poznali historię całej jej rodziny do trzech pokoleń wstecz i co najmniej dwóch w przód, a na końcu okazywało się, że nie wie ona nic, co mogłoby pomóc im popchnąć dalej śledztwo. Niestety, odpuszczenie rozmowy z osobą, która wynajmowała ofierze mieszkanie, byłoby ogromnym zaniedbaniem, więc skinęli sobie głowami na znak porozumienia i weszli za nią. Do tej pory Adam był przekonany, że to jego matka jest największym znanym mu chomikiem i nie ma na świecie drugiej osoby, która znosiłaby do domu tyle niepotrzebnych gratów. Tymczasem została zdetronizowana przez niepozorną staruszkę. W jej mieszkaniu niemal nie było wolnej przestrzeni i nie było mowy, żeby wejść do środka i nie czuć się jak osoba cierpiąca na klaustrofobię. Wszędzie figurki, laleczki, dzbanuszki, miliard bibelotów, na których jedynie zbierał się kurz. Gdy w końcu Adam i Darek ścisnęli się obok siebie i usiedli niemal objęci na kanapie, na której oprócz nich leżało przynajmniej siedemnaście poduszeczek, kobieta postawiła na stoliku przed nimi kawę w filiżankach i ciastka. Adam rozejrzał się dokładniej. Wnętrze nie było malowane co najmniej kilkanaście lat, przez co jedyne skojarzenie, które przychodziło na myśl odnośnie koloru ścian to bury. Komisarz czuł, że nie ma czym oddychać i zastanawiał się, czy wynika to z duchoty panującej w pomieszczeniu, czy może z tego, że Darek uciskał jego bok i zabierał mu możliwość swobodnego wciągania powietrza. - Panowie nie wyglądają na kolegów Garlika – stwierdziła kobieta, przyglądając się im uważnie. Darek czuł się bardzo nieswojo pod świdrującym spojrzeniem staruszki. - Nazywam się Dariusz Dębicki, mój kolega to Adam Niedźwiedzki, jesteśmy komisarzami krakowskiej policji. Chcieliśmy zapytać o Stefana Garlika. - Nie pierwszy raz przychodzi po niego ktoś z policji, co kilka miesięcy trafiał do paki – powiedziała, a obaj policjanci odnieśli wrażenie, że mówi to z jakąś dziwną satysfakcją. Widać pełniła funkcję lokalnego monitoringu i wiedziała wszystko o wszystkich. - Coś złego przytrafiło się panu Garlikowi i chcielibyśmy wiedzieć, czy może miał jakiś wrogów? Może słyszała pani, że ktoś mu groził lub dobijał się do jego mieszkania? Może widywał się z kimś regularnie lub miał jakąś rodzinę? – zapytał ostrożnie Adam. Na tym etapie śledztwo było tajne i z doświadczenia wiedział, że im dłużej uda się ukryć przed ludźmi i mediami szczegóły, tym lepiej, dlatego pominął ten fragment historii, w którym Stefan Garlik umarł z rozharataną łepetyną na parkingu przed blokiem. - Dziwne by było, gdyby przytrafiło mu się coś dobrego. Pił na umór, awanturował się, różne typy do niego zaglądały. No i karany chyba był! Dziwak, nic dobrego od niego nie wyszło – zawyrokowała kobieta, załamując ręce. Jakoś dziwnie obaj mężczyźni mieli wrażenie, że wcale nie jest jej przykro. - Różne typy? Może ma pani na myśli kogoś konkretnego? - Nie, jak słyszałam ich na klatce, to od razu się chowałam w łazience, bo oni nawet przez judasza w drzwiach potrafią do środka zaglądać! A to nigdy nie wiadomo, co taki zbir zrobi, kiedy okno wybije czy rentę ukradnie… Tylko głosy słyszałam – stwierdziła przejęta. Policjanci nie wiedzieli, czy śmiać się, czy płakać. - A czy może był wśród nich młody chłopak? Siedemnaście lat mniej więcej, wysoki, chudy. Może odwiedził go kiedyś, może wychodzili gdzieś razem? – Adam chwytał się ostatniej deski ratunku. - Nie, drogi panie, nic nie widziałam, nic nie wiem. A teraz jedzcie ciasteczka…



Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 17    
Data dodania: 04.10.2013r.

1     

soban84 Użytkownik WPMT 14 10 2013 (17:30:57)

A tak z ciekawości, mogła byś szopie podać tytuł książki na temat edytorstwa z której się uczysz ? Albo najlepiej kilka bo sam jestem ciekawy jak to jest naprawdę.

SzopPraczMorderca Użytkownik wpmt 14 10 2013 (18:15:55)
Z samego edytorstwa najczęściej wykładowcy polecają "Typografię książki" Mitchell i Witman, "Poradnik redaktora" Trzaski (niestety, częściowo nieaktualny, trzeba wiedzieć, które rozdziały jest sens przeglądać), "Elementarz stylu w typografii", "Typografia typowej książki" Chwałowskiego, "Architektura książki" Tomaszewskiego i mnóstwo innych. Te książki zawierają dane teoretyczne, czyli głównie wszelkie wiadomości o typografii.
Z praktyką wygląda to trochę inaczej, bo wiadomo, że wystarczy nowa wersja programu do edycji tekstu i trzeba już robić sobie aktualizację i ogarniać wszystko na nowo :) Takie rzeczy robimy w pracowniach komputerowych, przedmiot nazywa się komputerowa edycja tekstu :)

soban84 Użytkownik WPMT 14 10 2013 (17:30:40)

A tak z ciekawości, mogła byś szopie podać tytuł książki na temat edytorstwa z której się uczysz ? Albo najlepiej kilka bo sam jestem ciekawy jak to jest naprawdę.

Vår Szef Prozy 09 10 2013 (12:49:03)

Użytkownik ocenił pracę na 4

witaj.

pójdę trochę pod prąd i wbrew zaleceniom autora i przeczytam tę część bez znajomości poprzednich. to dobry sprawdzian, bo można ocenić część jako odrębną całość, a nie niemal wyłącznie przez pryzmat poprzednich. inny czytelnik także może wyrywkowo trafić na ten rozdział przy czytaniu, chcąc sprawdzić, czy będzie mu się podobała fabuła. wielokrotnie spotkałam się z taką postawą, kiedy jestem w bibliotece czy księgarni. przejdę do właściwej oceny.

Było tak samo zimno, kiedy wracała z Kamilem w objęciach ze szpitala.

zgrzyta mi tu coś stylistycznie. poprawiłabym na "Było tak samo zimno, kiedy wracała w objęciach Kamila ze szpitala".

- Coś złego przytrafiło się panu Garlikowi i chcielibyśmy wiedzieć, czy może miał jakiś wrogów? Może słyszała pani, że ktoś mu groził lub dobijał się do jego mieszkania? Może widywał się z kimś regularnie lub miał jakąś rodzinę?

trzy zdania - trzy powtórzenia "może". w dialogu jest to dopuszczalne, ale brzmi okropnie przy odczytaniu. radziłabym zmienić.

zdarzyło się kilka zgubionych przecinków i wielkich liter. pozwoliłam sobie zmienić nieco układ graficzny tekstu, żeby nie zlewał się w jedną wielką masę. piszesz płynnym i poprawnym językiem. oprócz wymienionych przeze mnie wcześniej potknięć - nie mam innych zastrzeżeń. jedynie tytuł mnie nieco odepchnął od czytania. kilka razy zastanawiałam się, czy wziąć za ten tekst. nie ukrywam, że tytuł bardziej pasuje do opowiadania dla dzieci i młodzieży niż do kryminału.

sama fabuła mnie nie wciągnęła. czytuję sporo kryminałów - lepszych i gorszych. ten plasuje się dokładnie pośrodku. jest poprawnie, ale nic poza tym. zdarzały się dobre opisy, ale co do całości nie jestem na razie przekonana. podsumowując cztery z minusem za błędy. czwórka w nagrodę za dobry warsztat.

pozdrawiam i życzę inspiracji :)

SzopPraczMorderca Użytkownik wpmt 09 10 2013 (18:47:16)
Dzięki za ocenę i komentarz :) Co do Twojej opinii na temat samej fabuły mogę jedynie powiedzieć, że szanuję Twoje zdanie, bo oczywiście nie każdemu musi przypaść do gustu. Tak samo z tytułem - moim zdaniem pasuje idealnie i od początku, kiedy na wykładach "wycisnęłam" pierwszą część, były to właśnie "Przygody Szopa Pracza Mordercy".
Niestety, tu kwestie, z którymi mogę się zgodzić, kończą się. Studiuję edytorstwo i aż oczy mnie bolą, kiedy patrzę na całą masę pustych, niepotrzebnych enterów. Przejrzystość tego typu wskazana, żeby nie powiedzieć konieczna, jest w wierszach, nie w prozie. Właśnie między innymi tym charakteryzuje się ten gatunek i proszę o zmianę tego, bo z "fachowego" punktu widzenia jest to kompletnie i totalnie niewybaczalny grzech. Nie o taki wygląd mojego tekstu mi chodziło.
Odnośnie przecinków czy błędów oczywiście mogło się coś przydarzyć, staram się zawsze sprawdzić, ale zawsze może coś umknąć.
Pozdrawiam :)

Vår Szef Prozy 09 10 2013 (21:39:51)
entery usunięte. pozdrawiam.

Vår Szef Prozy 13 10 2013 (22:42:31)
droga studentko edytorstwa. od kiedy to w wierszach między wersami powinny się znajdować entery? albo mało wiesz na temat pisania wierszy albo uczą was kompletnych bzdur wyciągniętych z osiemnastowiecznych albo i starszych podręczników. jeśli zamiarem poety nie jest "wduszenie" entera między wersy - to edytor nie ma absolutnie prawa tego robić za twórcę. jest to wręcz niewybaczalne, jeśli pójdzie na taką samowolkę.

co do enterów - wzięłam kilka pierwszych książek, które miałam pod ręką i cóż znalazłam? odstępy między poszczególnymi akapitami. może nie wielkości enterów, ale są one widoczne z daleka. pokaż mi proszę cytaty z podręczników, z których korzystasz, gdzie napisane jest, że enterów tych nie można używać. może ja popełniłam w mojej edukacji jakiś niewybaczalny błąd i powinnam go sprostować.

paujina Użytkownik 13 10 2013 (23:19:39)
przecież Szop nie wspomniała słowem o enterach w wierszach, mówiła o przejrzystości. wiersz musi być przejrzysty, wynika to z jego definicji - jest bowiem przeciwieństwem prozy. na wiersz składa się prozodia (vide metrum, jak wolisz) i jej graficzna, że tak powiem, wizualizacja. czyli wers.

akapity, owszem, są jedną z podstawowych jednostek dzielenia tekstu. i, owszem, są ważne. tutaj ja, kolejna niewyedukowana studentka edytorstwa, wstawiłabym jeden akapit - po "chociaż tyle zrobi dla syna", czyli po pierwszej odrębnej całostce myślowej. bo generalnie akapity wstawia się dla wyodrębnienia segmentów, poszczególnych wątków czy też całostek myślowych, a nie po to, żeby tekst był bardziej przejrzysty. o przejrzystości tekstu decyduje głównie czcionka. i interlinie.

klikanie entera po każdej wypowiedzi postaci czy po każdym zdaniu w narracji jest niewybaczalnym błędem. i należy ten błąd wytknąć i sprostować, co też czynię.

paujina Użytkownik 13 10 2013 (23:30:53)
a, jeszcze jedno. w jaki sposób, droga Vår, wyodrębniłabyś wers, gdybyś nie miała do dyspozycji entera? pomińmy oczywiście wszelkie awangardowe wariacje i poezję wizualną. pytam całkowicie bez jadu, jestem po prostu ciekawa, taki już ze mnie dociekliwy człek.


Vår Szef Prozy 13 10 2013 (23:35:40)
nie chodzi o walenie enterem po każdym dialogu i zdaniu, ale po dłuższym akapicie lub dialogu. niestety portal ma ograniczenia w postaci braku interlinii, stąd moja prośba o stosowanie enterów w celu przejrzystości tekstu, bo bez tego robi się jeden wielki blok tekstu, którego czytanie boli po pewnym czasie.

wypowiedź Szopa zrozumiałam jako użycie wolnego wersu po każdym wersie wiersza, przykładowo tak:
Przykre wrażenia - niby że dziś z rana,

Przy świetnej uczcie, czarowna dziewica

Mówiła ze mną i kwiaty zroszone

Trzymała w ręku - i nagle, zmięszana,

Ucichła - śmiechem wykrzywiła lica,

I pokazała kości obnażone;

I znów mówiła: powoli, niedbale,

Jakby nic złego nie stało się wcale.


paujina Użytkownik 13 10 2013 (23:47:48)
no to się chyba nie zrozumiałyście :) wolne wersy nie są konieczne, załatwia to odpowiednia interlinia.

jak dla mnie teksty są przejrzyste, nawet bez całej masy dodatkowych enterów. osobiście, kiedy czytam, zaznaczam sobie "na niebiesko" poszczególne linijki. moje oczy są mi wdzięczne.

PS Szopie! Norwid! :D

SzopPraczMorderca Użytkownik wpmt 14 10 2013 (03:41:14)
Vår, Twoja wypowiedź stanowiła dla mnie nie lada zaskoczenie. Wydawało mi się, że osoba na stanowisku redaktora ma poziom nieco wyższy niż ten, w którym najeżdża się na kogoś i sugeruje mu, że uczy się kompletnych bzdur. Ciekawe.
Tak jak pisała paujina, gdzie zobaczyłaś moją wypowiedź, w której napisałam, że w wierszach trzeba walić entery? Pisałam o przejrzystości. Jeśli według Ciebie przejrzystość=enter, to sądzę, że Twoja ranga została Ci niesłusznie przyznana.
Mam wrażenie, że plujesz jadem, bo ośmieliłam się poprawić Wielce Szanowną Panią Redaktorkę Vår (jeśli pominęłam jakiś ważniejszy tytuł to racz wybaczyć mi niedopatrzenie). Poprawiłam Cię, bo zrobiłaś błąd - wyjaśniłam, co mi nie leży, poprawiłaś, więc uznałam, że sprawa jest zamknięta. Radzę na przyszłość nauczyć się kontrolować swoją frustrację, bo naskoczyłaś na mnie z buzią zupełnie bezpodstawnie. Jeśli nie rozumiesz jakiejś części mojej wypowiedzi lub ujęłam coś niejasno, chyba lepiej dopytać i dogadać się, niż rzucać się bez powodu.
PS. Gratuluję refleksu i budowania w sobie żalu/złości/oburzenia. Żeby wściekać się o to samo kilka dni później...

paujina: Co tam Norwid, według prof. M.B. to on od Budki Suflera ściągał :D

Vår Szef Prozy 14 10 2013 (12:51:15)
na portalu nie ma możliwości interlinii, pozostają entery.

rozczarowałaś mnie, droga autorko. jeśli masz wątpliwości, co do moich kompetencji - proszę się zwrócić do szefowej prozy. przez niemal trzy lata [z krótkimi przerwami], od kiedy jestem redaktorką, nikt nie podważył mojej wiedzy. tym bardziej nie pozwolę na to teraz, tym bardziej Tobie. nie chodzi o złość czy frustracje, ale o chronienie dobrego zdania. szczególnie w tym momencie, bo wydaje mi się, że na drabinie pisarskiej jestem mimo wszystko szczebel wyżej od Ciebie. mówię to bez zbędnej skromności czy pychy. obiektywne spostrzeżenie. w mojej wypowiedzi nie było kszty osobistej urazy, jedynie syntetycznie wytworzona. ludzie, którzy mnie znają, chociaż pobieżnie, wiedzą, że nie należę do osób, które, jak ujęłaś, "plują jadem" albo "wyskakują z buzią". poziomem, jaki pokazałaś - cóż, chyba czas spokornieć, nie sądzisz? wiadomość paujiny była napisana w zupełnie innym tonie niż Twoja i podejrzewam, że gdyby komentarz dotyczył jej pracy - odpisałaby tak samo. to świadczy o kulturze i dystansie człowieka.

gwoli wyjaśnienia - mój komentarz był próba, jak zareagujesz na krytykę, która nie jest głaskaniem po główce i wygłaszaniem peanów na cześć Twojej genialnej twórczości. stąd kilka dni przerwy. jak widać - sporo nauki w tej materii przed Tobą, droga studentko edytorstwa. bo jeśli to Cię uraziło, to życzę powodzenia w kontakcie z profesjonalnymi krytykami, którzy będą Ci wyrzucać od najgorszych i wytykać wszelkie możliwe potknięcia.

na przyszłość - gdy ktoś pyta, racz powściągnąć złośliwość i odpowiedz na poziomie, a nie podważaj wiedzę rozmówcy. to koszmarnie świadczy o charakterze i poćwicz stosunek do ostrej krytyki, jeśli masz zamiar parać się pisaniem. a kiedy ktoś pyta i masz okazję popisać się swoją wiedzą, racz ją wykorzystać, a nie odpowiadać w sposób, w jaki to zrobiłaś wyżej. żeby nie wyrósł z Ciebie edytor, który wie wszystko najlepiej, ale nikomu nie rzuci odpowiednią regułą czy cytatem, bo to poniżej jego poziomu. "ach, on nosi tyłek wyżej niż głowę" - w przenośni oczywiście. nie życzę Ci, żebyś to kiedykolwiek usłyszała, chociaż jesteś materiałem na taką osobę, patrząc na Twoje wypowiedzi w stosunku do mojej osoby. lepiej się stemperuj i nabierz dystansu póki czas. moja wypowiedź to były ćwiczenia, a się potknęłaś solidnie. strach myśleć, co by się stało, gdyby jakiś naprawdę poważany pisarz napisał coś podobnego, a Ty podważyłabyś jego autorytet. nieładnie.

jak mówiłam - sprawdzałam, jak zareagujesz. redakcja ma za zadanie wypracowywać nie tylko techniczne błędy, ale też uczyć stosunku do czytelnika. pozdrawiam.

Vår Szef Prozy 14 10 2013 (12:53:18)
*wypracować poprawność techniczną

SzopPraczMorderca Użytkownik wpmt 14 10 2013 (13:13:19)
Rozbawiłaś mnie, nie powiem :) zostaje mi chyba tylko podziękować!
Twoje zachowanie miało być sprawdzianem tego, jak zareaguję na krytykę? Przezabawne :D na krytykę odpowiedziałam grzecznie i kulturalnie, stwierdziłaś, że nie podoba Ci się fabuła, tytuł itd. Jak na to odpisałam, możesz sobie przypomnieć, patrząc wyżej. Pisałam wyraźnie, że oczywiście rozumiem, bo nie każdemu musi się podobać, kwestia gustu. Identycznie było z poprawionymi przez Ciebie błędami - bardzo możliwe, że były, więc okej, że je poprawiłaś. Ani przez chwilę nie miałam do Ciebie pretensji związanych z krytyką mojego tekstu, który możesz zobaczyć w całości.
Mnie w Internecie nie możesz zobaczyć w całości. Poprawiłam Twój błąd - błąd ewidentny, potwierdzony przez inną osobę, więc nie jest to moje subiektywne czepialstwo. I nie wspominałam o tym, to Ty przyszłaś z "rundą drugą". Przepraszam, ale śmiesz twierdzić, że tekst, że uczą mnie kompletnych bzdur, że nie wiem nic, etc. świadczy o Twoim poziomie i kulturze? To Ty pierwsza naskoczyłaś w złośliwym tonie. Nie poprawiłam Cię na gruncie prywatnym i nie wjechałam w Twoje życie. Ty to zrobiłaś. Dla mnie jest jasne, to ma rację. Więc zarówno Twój tekst o tym, że nie umiem przyjąć krytyki (którą, o ironio, przyjęłam bardzo grzecznie, a jakże), jak i o tym, że to ja mam niski poziom, bo wypowiedziałam się tak a nie inaczej w Twoim kierunku, jest bez sensu. Odpowiedziałam Ci tak, jak Ty napisałaś do mnie. Jeśli twierdzisz, że było to niegrzeczne i w złym tonie, określasz równocześnie, jaki był Twój komentarz.
Tak, zarzucam Ci niekompetencję, tutaj, na portalu. Bo ja chociaż mam na tyle klasy, żeby ocenić to, co w Internecie mogę zobaczyć, czyli Twoją pracę tu. A nie, czego się uczysz w swoim prywatnym, realnym życiu. To, jaka jesteś realnie, kompletnie mnie nie interesuje i nie zamierzam się do tego odnosić.
Jeśli sugerujesz, żebym zgłosiła to jako jakiś większy problem, to pewnie tak zrobię. Tymczasem kończę tutaj dyskusję, bo widzę, że rozmowa prowadzi donikąd, a ja swojego stanowiska nie zmienię. Co do nieumiejętności przyjmowania krytyki... Ponoć innym najłatwiej przypisać wady, które widzi się w lustrze :)
Bywaj, mam nadzieję, że spotkasz na swojej drodze ludzi, którzy będą się z Tobą zgadzali nawet wtedy, kiedy nie masz racji. Bo chyba właśnie na to czekasz :) Kulturalnie uprzedzam, że napisałam tutaj wszystko, co miałam Ci do powiedzenia. Nie trać swego cennego czasu na pisanie kolejnych komentarzy. W końcu jesteś lepszym twórcą niż ja, ja sobie mogę spędzać czas bezproduktywnie, Ty lepiej skup się na czymś pożytecznym i wspaniałym :)

Terila Redaktor 14 10 2013 (18:37:12)
Dziewczyny,
bardzo mi przykro, ale wydaje mi się, że obie powinnyście dostać naganę za swoje zachowanie. Wasza dyskusja pokazuje emocje, brak dystansu oraz pokory, co wzięło nad wami górę, i na tym się kończy.

W momencie, gdy wyszło na jaw niezrozumienie się Var z Szopem, to konflikt powinien zniknąć. Na tym etapie skończyła się wartościowa część waszej dyskusji. Resztę napędziłyście same, z własnej woli, inicjatywy, tylko żeby podogryzać, wyładować emocje, frustracje na temat wzajemnej kompetencji. Obie zachowałyście się prawie identycznie, dolewając ciągle oliwę do ognia. Po co?
Pytanie to zadaję na poważnie. Nie wydaje wam się, że przeniosłyście tę kłótnię na zbyt osobisty grunt? Co niby przeciętny użytkownik miałby wyciągnąć z waszej kłótni dla siebie?
Któraś ma większą wiedzę, któraś bogatsze doświadczenie, ale spotykacie się pod jedną pracą na portalu, po czym zachowujecie się jak nieznoszące się koleżanki, które się kłócą, zamiast współpracować, i jeszcze próbujecie mnie w to wciągnąć.
Var, jesteś dla mnie wartościowym redaktorem. Doceniam Twoją pracę oraz wkład dla portalu. Nie popieram natomiast sprawdzania umiejętności przyjmowania krytyki przez użytkowników. Jeżeli przymierzamy się do ostrej krytyki to ma być ona uzasadniona i konstruktywna, bez żadnego podjudzania, świadomego prowokowania i szargania nerwów użytkownika na poczet wzmocnionej psychiki. To jest zwyczajnie nie fair. I bardzo mi przykro, Var, ale moim zdaniem nie jesteśmy do tego odpowiednio wykwalifikowanymi osobami - ludzka psychika to dziura bez dna.
Szopie, szanuję Twoją wiedzę. Sama wybieram się na ten sam kierunek studiów. Uważam jednak, że masz mylne podejście względem redaktorów na tej stronie. Jak zapewne zauważyłaś, jest to portal literacki, przez który przewijają się setki osób odbywających swoją przygodę z pisaniem. Są to zazwyczaj bardzo młode osoby, które wiele rzeczy muszą uczyć się same. Zdobywają wiedzę oraz doświadczenie z pisaniem na własną rękę, bez takiego ułatwienia, jakim może być materiał na studiach czy wykładowca.
Do czego dążę? Każdy może popełniać błędy. Jesteśmy tylko ludźmi. Nawet redaktorzy, nawet studenci wciąż się uczą. By zostać redaktorem na portalu internetowym nie trzeba mieć licencjatu z edytorstwa. To nie jest wydawnictwo literackie. W tej kwestii chciałabym Cię upomnieć.

Obie mogłybyście się od siebie wiele nauczyć.
Chciałabym, żebyście się przeprosiły za wzajemne obrażanie, sarkazm i ironię. Nie ma w tym nic pouczającego. Same ludzkie słabości.
Dziewczyny, ogarnijcie się.

paujina Użytkownik 06 10 2013 (17:47:55)

Użytkownik ocenił pracę na 6

hej, to jest coraz lepsze!


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9702 | Proza: 2331 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68309 | Użytkownicy: 12452
Online(30): 30 gości i 0 zarejestrowanych: