warto go przeczytać
Utopiłam się w jego szarych oczach, wnikając w czeluści jego duszy. Całowałam go w jego idealnie skrojone usta, pragnąc go coraz bardziej. Zawsze to ja chciałam więcej i więcej. Dlatego specjalnie na tę okazję ubrałam buty na wysokim obcasie w kolorze seksownej czerwieni i rdzawoczerwoną sukienkę na cieniutkich ramiączkach, kończącą się parę centymetrów poniżej tyłka. Szarpnęłam go za koszulę przy okazji, rozpinając mu dwa guziczki. On w odpowiedzi podciągnął mi sukienkę ponad biodra. Rozpoczął się taniec, który (jakby się wydawało) bardzo dobrze znałam. Jednak z nim było inaczej. Nie czułam takiej samej bezsensownej żądzy, ale głęboką fascynację, jakbym chciała poznać i zapamiętać każdy milimetr jego ciała. Jakbym chciała, żeby rano nie zniknął wraz z nadejściem promyków słońca. Urwałam w momencie, kiedy nasze nagie ciała doszły do momentu kulminacyjnego.
- Coś się stało?- spytał.
Ale zapytał w taki sposób jakbym dla niego coś znaczyła. Z… czułością? Nie, musiałam sobie to wyobrazić.
- Nie, wszystko jest ok.
Spojrzał na mnie. Na moją twarz. Dotknął kciukiem mojej wargi i zamyślił się.
- Dlaczego taka ładna dziewczyna jest dziwką?
Zdumiało mnie jego pytanie. Owszem, większość facetów mówiła, że jestem chodzącym seksem, ale nie w taki sposób jak on.
- Muszę jakoś zarabiać i żyć.
- To nie jest odpowiedź - odparł.
- A jaka powinna być poprawna?
Jego oczy się zaśmiały, a na usta wtargnął figlarny uśmieszek.
- Nie mówię, że odpowiedz jest błędna. Ale że to w ogóle nie jest odpowiedz.
- To, jaka ona ma być?
- Oj Roza, Roza. Powiedz prawdę.
Powiedziałam.
Przyglądał mi się dłuższą chwilę z zastanowieniem.
- Zarabiać można w… bardziej normalny sposób.
- Co przez to masz na myśli?- zapytałam zaciekawiona, sięgając po papierosa i zapalniczkę.
- Można pracować, jako sprzedawca w warzywniaku albo kelnerka.
- Moje zajęcie jest bardziej… ekscytujące - zachichotałam.
- Nie powinnaś palić - spojrzał na papierosa, którego trzymałam w palcach.
- Dlaczego?
- To cię wyniszcza. Stajesz się mniej piękna.
- Och. Czyżby?
Teraz zniknęła między nami żądza seksu. Wyglądaliśmy jakbyśmy przyszli pogadać, a nie kochać się.
Wyjął mi fajkę z dłoni, zgasił i rzucił na blat stołu.
- Jesteś piękną kobietą, która się wyniszcza na wiele sposobów. Mogłabyś mieć normalną pracę, męża i dwójkę dzieci.
- I być kurą domową- wtrąciłam.
- Ja daje ci tylko lepsze rozwiązanie na życie.
Oparł się o poduszki i w dalszym stopniu lustrował mnie spojrzeniem.
- Lepsze czasem oznacza nudne.
- A ty w dalszym ciągu to samo. Czy nigdy nie myślałaś o tym by mieć mężczyznę na stałe?
Och i to bardzo często, pomyślałam.
Czułam się dziwnie. Szymek miał być moim klientem, a stał się kolesiem od rozmów przy herbatce.
- Nigdy- skłamałam.
- To spróbuj - rzucił.
Spojrzałam mu w te jego szare oczy i już zrozumiałam. Spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Zahipnotyzowana tą myślą obserwowałam go przez dłuższy moment, sprawdzając czy nie robi sobie żartów. Nie robił.
- Ale jak?
- Nauczę cię.
- I myślisz, że od tak rzucę to życie?
- A czy to w ogóle można nazwać życiem?
Milczałam, a on uznał, iż pomału się poddaję.
- I co myślisz, że od razu będziemy tak razem. Ty i ja, jako małżeństwo? I jeszcze dzieci? Normalna praca?
- Boisz się tego - to było raczej stwierdzenie niż pytanie.
- Może.
Przytulił mnie do siebie. Kołysał mnie w swoich ramionach przez dłuższy czas, bez słowa aż w którymś momencie zasnęłam.
Obudziło mnie poranne słońce. Natychmiast podniosłam się i ujrzałam Szymka, siedzącego na krześle. Patrzył na mnie. Czule i … z miłością.
- Więc dasz mi szansę? - zapytał nagle.
Przypomniałam sobie naszą wczorajszą rozmowę. Jego oczy, pocałunki i ciepły dotyk. Gnałam do tego, chciałam porzucić życie ulicznej prostytutki. Ale z drugiej strony byłam przywiązana do swojej nic nie wartej egzystencji. Kiedy jednak spojrzałam mu ponownie w oczy... zrozumiałam.
- Dam ci szansę.
Spojrzał na mnie ze szczerą, nieskrywaną radością. Wstał i podszedł do mnie.
- Ko…
- Nie- przerwałam mu. - Na to jeszcze za wcześnie.
Uśmiechnął się ze zrozumieniem.
- Śpij dalej.
- Ale nigdzie nie pójdziesz?
- Teraz już nie.
Położył się koło mnie, a ja przytuliłam się do niego, chłonąc jego zapach i ciepło ciała.
- Będę już tu na zawsze - szepnął mi do ucha akurat w tym momencie, kiedy zasnęłam.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 24.11.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(34): 30 gości i 4 zarejestrowanych:
exother, pasieczny14, 77majka77, Mii