warto go przeczytać
23.01.2012 10.43 a.m.
- Proszę wstać! Wysoki sąd idzie…
- Ława przysięgłych ustaliła werdykt?
- Tak wysokie sądzie.
- Oskarżony proszę wstać. Proszę odczytać co przysięgli ustalili…
- Po zapoznaniu się z zebranych materiałem dowodowym, wysłuchaniu biegłych i członków rodziny pokrzywdzonej… uznajemy oskarżonego Andrzeja P. winnym niedopatrzenia swoich obowiązków oraz winnym umyślnego doprowadzenia do śmierci Anny Jurewicz. Rada przysięgłych pragnie jednak apelować o łagodny wymiar kary ze względu na okoliczności całego zajścia.
- Dziękuję. Sąd przychyla się do prośby ławy i skazuje Andrzeja P. na dożywotnie pozbawienie prawa wykonywania zawodu lekarza oraz na dziesięć lat, w zawieszeniu na osiem, pozbawienia wolności w zakładzie karnym o złagodzonym rygorze. Niech Bóg Ci wybaczy synu. Zamykam rozprawę.
- Proszę wstać…
10.06.2011 6.00 a.m.
- Cholera, Andrzej, proszę zmień pracę. Wykończy mnie ten budzik…
- Po ślubie kupię ci inny – nachylił się nad nią i pocałował w usta. Poszedł do łazienki, obmył twarz i założył zegarek. Prezent od niej na trzecią rocznicę znajomości.
- Ile chcesz skarbie kanapek? – jej głos niósł się z kuchni.
- Możesz teraz zrobić mi ze dwie, a drugie śniadanie kupię sobie w szpitalu.
- Jesteś pewien? Może ci moje kanapki nie smakują?
- Smakują najmocniej na świecie – przytulił się do niej od tyłu i pocałował w szyję – ale pani Helenka byłaby urażona, gdyby nie kupił u niej.
- Dobrze kochanie – pogładziła jego nagi tors i wtulił się pod brodę – mam nadzieję, że dziś obejdzie się bez nadgodzin.
- Wrócę najszybciej jak będę mógł – uśmiechnął się do niej. Spróbował kawy i dodał – jak zwykłe pyszna.
- Nie zapomnij swoje najwierniejszej z współpracownic – podała mu torbę lekarską i jeszcze raz na pożegnanie ucałowała – no uciekaj już, bo mi się spóźnisz.
- Może ty zmień pracę i zostań lekarzem? – puścił do niej oczko i zamknął drzwi, ale po chwili wrócił się jeszcze raz i namiętnie pocałował – Kocham cię najmocniej na świecie!
- Wiesz, ze takie wracanie przynosi pecha! – warknęła na niego
- papaaaaaa.
19.01.2012 13.54 p. m.
- Andrzej, jak mogłeś nam to zrobić?
- Rozmawialiśmy już o tym – miał łzy w oczach, a te odwiedziny wcale nie pomagały mu być silnym.
- Boże, a było tak dobrze.
- Nie przywołuj go, proszę cię, tylko nie to…
10.06.2011 11.53 a.m.
- I takie dniówki lubię. Same drobne złamania albo opryszczki.
- Andrzej do cholery, wiesz, że się nie zapesza.
- Stasiu, wyrosłem z czarnej magii – roześmiał się i poklepał po plecach swojego przyjaciela.
- Żebyś się nie zdziwił.
- Zuza jest coś nowego?
- Jakiś dzieciak wybił sobie palca. Czeka w izbie przyjęć.
- Stasiu moja kolej, ty napij się kawki.
- Znając życie, później będzie rozjechana aorta i potrzaskana czaszka – Stasiu, marudząc poszedł do bufetu. Oddziałowa Zuza, obdarzyła Andrzeja ciepłym uśmiechem i podała kartę pacjenta.
10.12.2011 13.55 p. m.
- Jak to się stało, że to właśnie pan przeprowadzał tą operację?
- Drugi Chirurg operował. Pacjent miał silny krwotok. Nie można było czekać, a specjalizowałem się w urazach neurologicznych. Ona była idealnym pacjentem dla mnie…
- Czy ktoś wiedział o pańskich zamiarach?
- Nikt.
- Na pewno?
- Na pewno!
- Czy żałuje pan tego co się stało na stole operacyjnym?
- Nie… Żałuję tego wszystkiego co… co zdarzyło się przed operacją.
10.06.2011 13.00 a.m.
- Cholera! Andrzej karambol był, dwoje już nam przywieźli w najcięższym stanie. Stasiek już operuje – Zuza wpadła do zabiegowego jak szalona.
- Dobrze. Dokończ ten opatrunek… - pobiegł długim korytarzem, a później schodami i znów korytarzem.
-Zajmij się nią… kręgosłup uszkodzony, lepszy w tym jesteś. Ten ma śledzionę do wycięcia i przebite płuco – Staszek kończył wiązać czepek i wszedł do sali operacyjnej.
- … - Andrzej stał w drugiej sali nad zmasakrowanym ciałem dziewczyny. Była przytomna i mimo potwornego bólu, który czuła całkiem świadoma.
- Dzień dobry panie doktorze – wyszeptała.
-Gdzie do cholery są pielęgniarki!
14.12.2011 13.55 p. m.
- Jak została zabita Anna Jurewicz?
- Sekcja zwłok wykazała poważny uraz kręgosłupa. Pacjentka zostałaby kaleką, prawdopodobnie podłączonym do respiratora. Kręgi szyjne były uszkodzone i istniało duże zagrożenie przerwania rdzenia nerwowego w tym odcinku. Z dokumentacji wynika, że pierwsze badania potwierdziły brak innych urazów. Były duże szanse na powodzenia zabiegu, pacjentka była młoda, dobrze rokowała. W raporcie przyczyną było niepowodzenie operacji i przerwanie rdzenia, ale sekcja wykazała, że po uśpieni pacjentce podano lekki obniżające ciśnienie, tym samym wstrzymując akcję serca. Jestem pewien, że personel, który asystował musiał wiedzieć co Andrzej P. robił.
- Oskarżony upierał się, że zrobił to sam. Sytuacja była awaryjna, więc operował bez asystenta, wykorzystał zamieszanie i podmienił strzykawki…
- Teoretycznie to możliwe, ale operowanie takiego przypadku bez asysty… Praktycznie nikt się tego nie podejmuje…
10.06.2011 14.00 p. m.
- Jesteś pewien? – Zuza płakała.
- Muszę to zrobić – Andrzej jeszcze raz przejrzał wyniki badań.
- Masz dopiero trzydzieści lat… To będzie koniec! Rozumiesz? Koniec twojej kariery i wyrzuty do końca życia…
- Muszę…
10.06.2011 13.09 p. m.
- Kochanie i jak ze mną?
- Aniu wszystko będzie dobrze – Andrzejowi drżał głos.
- Chyba nie – uśmiechnęła się do niego. Ten uśmiech będzie mu się śnił do końca życia.
- Zaraz będą wyniki badań. Zajmę się tobą. Musisz mi tylko pomóc – próbował, bardzo chciał by jego twarz wyglądała na spokojną.
- Andrzej… nie czuję nóg, ręce mi drętwieją.
- Spokojnie, to na pewno szok – próbował, bardzo chciał by jego kłamstwo brzmiało przekonywująco.
- Przepraszam cię – uśmiechnęła się – chyba pani Helenka będzie cię teraz żywić.
- Zobaczysz, że nawet nie zdążysz się obejrzeć, a będziesz znów w domu. Dieta dobrze mi zrobi…
- Andrzej – jej głos był coraz słabszy.
-Tak? – nachylił się nad nią i całował jej policzki, nos i czoło.
- Obiecaj mi, że nie pozwolisz mi zostać kaleką.
-Nie… nawet tak nie mów – wstał i miał ochotę uciec.
- Andrzejku… obiecaj mi – uśmiechnęła się słabo – wolę odejść…
- Aniu, nie mogę. Jesteś moim życiem! Nie pozwolę. Do cholery nie dam ci…
- Andrzejku… obiecaj – ścichła, tracąc przytomność.
10.06.2011 19.09 p. m.
- Uśmiechnęła się. Uśmiechnęła się do mnie nim zgasła. Mamo… - szkoda, że przez słuchawkę, matka nie mogła zobaczyć jego łez.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 5
Data dodania: 23.01.2012r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(35): 31 gości i 4 zarejestrowanych:
exother, pasieczny14, Mii, 77majka77