Pseudonim: Polaris
Imię: Paulina
O sobie: pa pa power.
Napisanych prac:
- wiersze: 3
- proza: 3

Średnia ocen: 5.0
Użytkownik uzyskał: 19 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Wyspa" 29.12.2011
"Kraina Czarów" 30.12.2011
"Przejście - I etap..." 19.05.2012
"Histeria" 01.01.2012
"Straszek" 29.12.2011

Inne prace tego autora:
"Korzeń - II etap Wyzwania..." 10.06.2012
"Straszek" 29.12.2011
"Przejście - I etap..." 19.05.2012
"Kraina Czarów" 30.12.2011
"Histeria" 01.01.2012


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Przejście - I etap "Wyzwanie Prozatorskie"

Olaf pocierał klatkę piersiową przez materiał, próbując zapobiec swędzeniu. Bardzo dokuczliwemu swędzeniu, nie dającemu spać i powodującemu chęć płaczu. - Nie drap, musi się zagoić. - Słyszy tylko niecierpliwy głos i zostaje trzepnięty w rękę. Olaf oczywiście nie płacze. Z dumą zadziera głowę, zaciskając twardo dłonie w piąstki. Nie będzie drapał. Czuje, jak pod skórą coś się rusza, przemieszcza, całkiem zmieniając swoją materię. Ale ma nie drapać, więc nie drapie. W środku nocy, zamotany w pościeli, wierci się na łóżku. Z godziny na godzinę sytuacja pogarsza się. Wyobraża sobie, jak orszak paradny maszeruje po jego piersi, wygrywając na bębnach rytmiczną melodię. Widzi roztańczone, kolorowe tłumy ludzi, wirujące światełka. Słyszy ich krzyki, śmiechy przepełnione uczuciami. Gdzieś w okolicach serca coś drży delikatnie z emocji i rozlega się odległy, zwierzęcy ryk. Wibracje wywołane nagłym ruchem powietrza powodują lekkie, drażniące łaskotanie. Olaf siada zdenerwowany, nie myśląc o niezwykłości tego, co się dzieje. Krzyżuje nogi i unosi rąbek koszulki. W twarz uderza go gwałtowny powiew chłodnego powietrza. Odwraca głowę i zaciska powieki chroniąc je przed wiatrem. Po chwili otwiera oczy, powoli, powolutku, na próbę. Kiedy je otwiera, oślepia go blask, który rozświetla pogrążony w mroku pokój. Nie potrafi odnaleźć jego źródła. Z pewnością nie zza okna. Żadna latarnia nie świeci tak mocno. Gdzieś z sypialni. Zerka w dół, unosząc wyżej koszulkę. Zamiast wąskiej blizny poprzeplatanej szwami, widnieje szeroka, głęboka bruzda. Olaf wydaje z siebie zduszony okrzyk i bierze głęboki wdech. Rana wygląda jak rozgwieżdżone, ruchome niebo. Kolorowe konstelacje przesuwają się powoli, raz przybliżając, raz oddalając, odbijając swe światło na bladej twarzy chłopca. Gdzieś z daleka widać nawet zorzę polarną. Zaledwie dwu centymetrowa rana stała się bezdenną, niezbadaną przestrzenią. Olaf nachyla zdumiony głowę i nadstawia uszy. Przejmujący, płaczący wiatr, kołyszące się czubki drzew, deszcz, stłumiony odgłos stóp uderzających o ziemię. Prostuje się powoli, w jego szeroko otwartych, zielonych oczach kryje się zdumienie i zafascynowanie. W końcu sięga drżącą ręką ku szparze. Zbliża ją, wyciągając jeden palec, cały podenerwowany. Już, już prawie. Leciutko trąca jedną z gwiazd, będącą właśnie w samym centrum i czuje skurcz w żołądku. W tym momencie z tego jednego punktu promieniuje jasne, rażące światło. Olaf ma dziwne uczucie bycia zasysanym i czuje jak spada, i spada, i już nie jest swoim pokoju, już nie jest na tej planecie. Mija gwiazdy, asteroidy, ciała niebieskie tak dziwne i niesamowite, że nawet nie wie jakimi słowami je opisać. A potem zostaje już tylko ciemność. Pierwsze co czuje, to dziwny, nieznany mu zapach. Przesiąknięte deszczem igły sosnowe, obleczone rosą słodkie i świeże kwiaty, morską sól. Później słyszy. Jak wiatr śpiewa kołysankę i tuli do snu pogrążający się w ciemnościach las. Jak tajemnicze istoty, chrapliwymi, miękkimi głosami mruczą w jej takt, tworząc niezwykłą kompozycję. Olaf zbiera się z ziemi na klęczki i otwiera oczy. Otacza go szara mgła, delikatna jak puch. Niebieskie, stare i mądre drzewa, wznoszą się po samo sklepienie usiane gwiazdami. Z oddali widzi kolorowe, drobne światełka, poruszające się szybko w jego stronę. Chłopiec cofa się o dwa kroki, zaniepokojony. Przed jego oczami pojawia się osiem malutkich, okrągłych stworzonek. Każdy w innym kolorze, szyjkę otacza futerko, a pyszczki zwijają się na końcu jak małe trąbki. Trzepoczą swoimi przezroczystymi, wzorzystymi skrzydełkami i patrzą na niego w milczeniu, a Olaf patrzy na nie. Znienacka unoszą cienkie jak nitki ręce i zaczynają grać uroczystą melodię, jak nic obwieszczające przybycie kogoś ważnego. Kiedy muzyka się kończy, zapada całkowita cisza. Nawet wiatr przerwał swoją piosenkę. Najpierw Olaf czuje, jak ziemia drga mu pod stopami. Słyszy jak coś ciężkiego zbliża się w jego kierunku. Widzi wielkie, długie rogi wyłaniające się z mgły. Za nimi pojawiają się ciężkie, jasnobrązowe łapy, obleczone puszystym futrem, zostawiające głębokie ślady. W końcu stają przed nim stworzenia, przypominające bizony. Są jednak o wiele większe, a ich ciała pokrywają białe wzory. Dumnie wypinają piersi, a ich małe oczy pełne są zrozumienia i cierpliwości. Z szerokich, mokrych nosów wydobywają się kłęby gęstego, białego dymu. To właśnie one tworzą mgłę. - Kim jesteście? - pyta cichutko Olaf, chwytając nerwowo materiał koszulki między dwa palce. - My, jesteśmy Strażnikami Północnej Zorzy, Powiernikami Magii, wywodzimy się z pradawnej rasy Polarnych Bizonów. Pilnujemy bram naszego lasu – odpowiada niskim głosem jeden z nich, największy, wystąpiwszy dwa kroki przed szereg. Nachyla wielki łeb w stronę Olafa, wielkości całego jego ciała. Chłopiec trzęsie się, wyprostowany jak struna. - A ty kim jesteś i skąd przybywasz, Ludzki Wędrowcze? Jak zdołałeś się przedrzeć przez naszą wartę? - pyta spokojnym, srogim tonem, ale nie wrogim. W jego paciorkowatych oczach widać szczere zainteresowanie. - Jestem Olaf. Ja... - przerywa na chwilę i zagryza dolną wargę. W końcu kiwa głową i odpowiada, uznając że znalazł najtrafniejsze określenie. - Ja wskoczyłem. - Wskoczyłeś ? - Polarny Bizon gdyby mógł, na pewno uniósłby teraz brwi. - Tak – Olaf przytakuje i unosi koszulkę, odsłaniając swoją pierś. Wszystkie bizony wydają z siebie ciężkie okrzyki zdumienia. Jeden z nich, dosyć młody, chwieje się niebezpiecznie, jakby miał się przewrócić. Nagle zaczynają szeptać gorączkowo między sobą. Olaf niewiele z tego rozumie. Opuszcza ramiona wzdłuż ciała i czeka cierpliwie, przyglądając się Polarnym Bizonom. Chłopiec jest bardzo odizolowany, zamknięty w swoim świecie, nie... - Olaf słyszy gdzieś z oddali kobiecy głos. Rozgląda się na boki, zdziwiony, nie dostrzega jednak nikogo w gęstej mgle. Po kilku minutach znów sam Polarny Bizon, prawdopodobnie ich przywódca, odwraca łeb w jego stronę i chłopiec od razu zapomina o obcym głosie. - A więc przybyłeś, Gwiezdny Skoczku - mówi z szacunkiem, zduszonym głosem ze wzruszenia. Olaf tylko spogląda na niego szeroko otwartmi ze zdziwienia oczami. - Gwiezdy Skoczku? - duka zaszokowany. - Nie wiesz, kim jesteś? - dziwi się Polarny Bizon, wciąż jednak widocznie poruszony. Chłopiec kręci głową. - Jesteś Gwiezdnym Skoczkiem. Dzieckiem zrodzonym z gwiazd, Łowcą i Wyzwolicielem, masz w sobie ich magiczny pył, drogi chłopcze. Słyszeliśmy wiele o Tobie i o Twoich braciach, ale nigdy nie śmieliśmy nawet marzyć, że uda nam się poznać któregoś z was - przemówił, ściszając głos z każdym słowem, tak, że pod koniec Olaf musi zbliżyć się, żeby dosłyszeć. Polarnemu Bizonowi oczy zachodzą łzami. Z całych sił jednak powstrzymuje je od spłynięcia po futrzastych policzkach. - W końcu, po tylu latach, przybyłeś nas ocalić - kończy i w tym momencie jeden z jego towarzyszy nie wytrzymuje. Kuli się, chowając głowę i zalewa się łzami szczęścia. Kilku zerka na niego z pewnym rodzajem dezaprobaty, wszyscy jednak są równie przejęci. Olaf niemal słyszy ich szybkie bicie serc. - Ocalić przed czym? - pyta, całkiem zapominając wyjaśnić, że on tak naprawdę nie jest żadnym Gwiezdnym Skoczkiem, że jest tylko małym chłopcem, który znalazł się tu, owszem, w dziwny, niewyjaśniony sposób, ale całkiem przypadkiem. - Przed Bestią - odpowiada Bizon Polarny, a mówi to tak drżącym, przerażającym i ciężkim głosem, i towarzyszą mu tak zwłowieszcze szepty i pomruki, że Olaf na samą myśl ma gęsią skórkę. Przed oczyma przelatują mu imiona wszystkich złych bohaterów książek, żadne z nich jednak nie wzbudza w nim takiego strachu, jak to usłyszane w ustach Polarnego Bizona. - Bestią? - powtarza trzęsącym się głosem i bardzo chce ucieć stąd, daleko, schować się w bezpiecznym miejscu. Widzi jednak spojrzenie Polarnych Bizonów. Ich zaufanie, ich nadzieję, radość bijącą z oczu i serc, po spotkaniu jego. Gwiezdnego Skoczka. Prostuje się więc, nie okazując swego strachu. - Tak. Niszczy nasze Drzewa Mądrości, nie pozostawia po nich nawet jednej, malutkiej drzazgi. Kradnie naszym dzieciom sny. Czasem łapie braci Wiatru i chowa ich w swojej szkatułce. Nasz Las umiera - kończy głosem tak rozpaczliwie smutnym, że Olafowi kraja się serce. Patrzy z żalem na Polarne Bizony, wszystkie teraz zmarkotniałe i z opuszczonymi głowami. I w tym momencie uświadamia sobie, że jest Gwiezdnym Skoczkiem. A nawet jeśli nim nie jest, to się nim stanie. Kiwa głową i prostuje z dumą pierś, otwierając szeroko swoje zielone, błyszczące z determinacją oczy. - Zniszczę Bestię - mówi podniesionym głosem, bez cienia strachu czy zachwiania. Wszystkie Polarne Bizony zwracają się w jego stronę i zaczynają wydawać z siebie okrzyki radości. Latające kulki, zapowiadające wcześniej ich przybycie, zaczynają wygrywać powolną melodię. Polarne Bizony śpiewają w niesamowitym, mrukliwym języku, kołysząc się w takt muzyki. * - Gwiezdny Skoczku, niniejszym oświadczam, że jesteś gotów by wykonać swoją obietnicę i uwolnić nas od Bestii. Niech nasz podarunek będzie dowodem twojej odwagi i szlachetności, a także naszego oddania i szacunku wobec ciebie - to mówiąc, Thürdat, bo tak się nazywa przywódca Polarnych Bizonów, chyli łeb i trąca Olafa mokrym nosem w czoło. Narzuca mu na szyję sznurek z kryształowym kolcem i cofa się, patrząc na chłopca ze wzruszeniem. Ten kłania się z wdzięcznością i odwraca na pięcie. Patrzy przed siebie, w ciemną, przerażającą pustkę. Miejsce, gdzie zamieszkuje Bestia. Miejsce, którego każdy unika jak może. Miejsce, w którym nikt nigdy nie był, a tym bardziej taki mały chłopiec. Myślę, że możemy spróbować leczenia farma... - słyszy w swojej głowie ten sam kobiecy głos, kręci jednak natychmiast głową i zdanie urywa się w połowie. Ostatnio zdarzają mu się takie sytuacje coraz częściej. I, mimo że umie je już kontrolować, staje się to coraz trudniejsze. Czasem słyszy też inny, także kobiecy głos, który go nawołuje delikatnie, prosi, żeby wrócił. W takich chwilach tracił chwilowo kontakt z rzeczywistością. Zupełnie, jakby coś go chciało wyciągnąć z jego świata. Ale to nieważne, nieważne, w końcu musi wypełnić swoje zadanie. Bo obiecał, a obietnic się dotrzymuje. * Olaf stawia jeden krok. Drugi. Ostrożnie, powoli, noga za nogą, zbliża się do Pustki, gdzie mieszka Bestia. Bestia to bardzo osobliwy stwór. Nikt nie wie, jakie są jej motywy. Według większości jest po prostu zła. Olaf temu wcale nie zaprzecza, sam widział jakie szkody potrafi wyrządzić. słowo klucz: bruzda, płeć bohatera: mężczyzna Natalie Walker - Waking Dream



        Dedykacja: Wilsonowi i czarnej herbacie.

Płeć: kobieta
Ocena: 5.5
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 19.05.2012r.

1     

Dawied Użytkownik wpmt 20 05 2012 (23:04:19)

Świetne opowiadanie. Bardzo fajny styl, cholernie ciekawa historia i do tego wzruszająca, bo przecież chłopiec nie jest w magicznej krainie, leży pewnie w szpitalnym łóżko utraciwszy kontakt z rzeczywistością. Bardzo mi się podobało. Jestem pod wielkim wrażeniem.

Astralka Użytkownik wpmt 20 05 2012 (21:43:04)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Paulinko!

Zauroczyłaś mnie swoim opowiadaniem od pierwszego fragmentu, jaki napisałaś, kończącego się na zdaniu "Ale ma nie drapać, więc nie drapie.". Powiem Ci nawet, że jest to mój ulubiony fragment spośród wszystkich książek, które przeczytałam od początku tego roku. Podoba mi się w jak prostolinijny, ale i niebanalny sposób przedstawiłaś na samym początku postać Olafa - nie sposób go nie polubić! Przez ten słodki pryzmat czytałam kolejne partie Twojego opowiadania. Jestem zafascynowana subtelnością z jaką przeszłaś do fantastyki. W dodatku wszystkie zdania, które napisałaś, silnie wprowadzają czytelnika w świat wyobraźni. Pobudzasz ją. Widziałam nie tylko obrazy, przestrzeń, którą wykreowałaś, ale również potrafiłam wyobrazić sobie dźwięki i zapach powietrza. Na przykład tutaj "(...)przesiąknięte deszczem igły sosnowe, obleczone rosą słodkie i świeże kwiaty, morską sól" czułam, że przenikam do Twojego światka, a było to piękne uczucie. Moje odczucia były tak mocne, podczas czytania, że zupełnie nie przeszkadzały mi drobne potknięcia stylistyczne i językowe. W końcu tego można się na nauczyć, a takim stylem i uwrażliwieniem może pochwalić się niewiele osób.

Pozdrawiam Cię serdecznie!
Astralka

Astralka Użytkownik wpmt 20 05 2012 (22:47:12)
Postscriptum, zapomniałam zupełnie napisać, jak bardzo mnie ujęłaś w tym momencie: "myślę, że możemy spróbować leczenia farma... - słyszy w swojej głowie ten sam kobiecy głos," !

Anima użytkownik 20 05 2012 (13:20:10)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Szczerze powiedziawszy, nigdy nie byłam specjalną entuzjastką fantastyki, aż tu nagle spotkałam twoją pracę i tak sobie pomyślałam, że może jednak warto zmienić zdanie. Chociaż trochę i pod pewnymi względami.
Mamy bohatera, który w przedziwny sposób dostaje się do tajemniczej, uciśnionej przez Bestię krainy. Olaf zupełnie przypadkiem natrafia na Strażników Północnej Zorzy, Polarnych Bizonów. Tam dowiaduje się o swojej roli, swoim przeznaczeniu. Zgadza się je wypełnić, w głębi duszy wydaje mu się jednak, że wszystko nadal jest dziwnym przypadkiem, a on sam, ze swej szlachetności serca, zamierza po prostu pomóc. Nadmiernie wzruszający się Bizon daje mu podarunek, który śmiało nazwać można czymś w rodzaju przypieczętowania umowy. Tak przynajmniej odbieram to ja.
Nadchodzi czas walki z Bestią, nie wiadomo jednak, kto wyjdzie z niej zwycięsko.
Szalenie podobają mi się twoje opisy, niby z początku proste, potem rozwijające się jak pąki kwiatów. Bardzo pobudzają wyobraźnię, czytelnik momentalnie zjawia się w krainie wraz z Olafem.
Znalazłam kilka literówek, zapewne poczynionych z pośpiechu, który jest najzupełniej uzasadniony. Pisząc w transie zdarzają się takie niewielkie pomyłki. Jeden zgubiony przecinek, co jest wynikiem bardzo dobrym, jak na takie długie opowiadanie.
Piątka. ;)

P.S Widziałam w profilu, że masz siedemnaście lat. Jesteś rocznik 95? ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(63): 63 gości i 0 zarejestrowanych: