Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: nietoperz4
Imię: Asia
Skąd: coś koło prawego ucha słuchacza
O sobie: Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości.
Napisanych prac:
- wiersze: 13
- proza: 17

Średnia ocen: 4.1
Użytkownik uzyskał: 114 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Morderstwo - dziś, wczoraj..." 21.06.2010
"Po drodze" 20.03.2011
"Smutek będzie zawsze" 20.12.2010
"Wszystko kiedyś mija" 05.11.2010
"Czy ty jesteś Ania?" 16.10.2010

Inne prace tego autora:
"W objęciach Morfeusza" 23.01.2011
"Za zakrętem narkotykowej..." 19.11.2010
"Zbrodnia doskonała" 26.12.2010
"Smutek będzie zawsze" 20.12.2010
"Morderstwo - dziś, wczoraj..." 26.06.2010

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Poza zasięgiem cz.1

Bo chociaż życie jest krótkie i często przynosi nam łzy, radość, ból i tęsknotę to zawsze chcemy wierzyć, że jutro będzie lepiej…

Zakładając na swoją wątłą szyję, długi wysadzany czerwonymi jak ogień rubinami, naszyjnik, spojrzałam w lustro oceniając swój wygląd. Twarz była delikatnie wypudrowana, a oczy doskonale podkreślone czarną kredką i zmysłowo podkręcone, długie, czarne rzęsy. Usta pomalowane na mocną czerwień kusiły i zarazem raziły już z daleka, jakby chciały powiedzieć: „No halo?! Skusisz się wreszcie czy nie?”. Sięgające pasa włosy były lekko natapirowane i podpięte w górę, w taki sposób, by niektóre pasma delikatnie opadały na moje plecy. Czerwona sukienka z bufiastymi ramionami, sięgająca do kolan sugerowała moją naturę ‘małej-niegrzecznej-dziewczynki’. Czarne buty na wysokim obcasie podkreślały moje długie i smukłe nogi, zakańczając tym samym, ukazanie mojego piękna.
Uniosłam dumnie głowę i okręciłam się parę razy na lewej pięcie.
W tym samym momencie rozległ się dzwonek u drzwi. Wpuściłam do środka Lucasa, pozwalając, aby jego wygłodniały wzrok osiadł na mnie i penetrował od stóp do głowy.
- Pięknie wyglądasz, Elizabeth.
- Dziękuję.
Mrugnęłam do niego porozumiewawczo. Pochylił się nade mną, patrząc mi prosto w oczy. Poczułam zapach jabłek, cynamonu i czegoś jeszcze… A chwilę potem nasze usta się zetknęły w przyjacielskim pocałunku, który w następnej sekundzie zamienił się w groźny i drapieżny.
Nagle oprzytomniałam i odsunęłam go od siebie na tyle, by nasze usta oderwały się od siebie.
Spojrzałam w jego czarne jak noc oczy i ujrzałam pożądanie. A chwilę potem przeraziłam się, bo wyglądał tak jakby próbował sobie wyobrazić mnie nago. To było podniecające i jednocześnie straszne.
Odchrząknęłam, próbując przywrócić jak najbardziej normalną atmosferę.
- Czy nie powinniśmy już iść?
- Mogą zaczekać, a nawet, jeśli chcesz to możemy zostać tutaj i spędzić ten wieczór sami. Razem.- Powiedział, akcentując słowo ‘razem’.
- Wolałabym się nie spóźnić na imprezę własnego brata.
- On zrozumie.
- Owszem, ale to i tak nie wypada.
- Oj, no kotuś- upierał się, drażniąc mnie moim przezwiskiem.- Tyle rzeczy możemy zrobić wspólnie…- wymruczał, pożądliwie spoglądając na moje piersi.
- Powiedziałam, nie.
Chyba chciał coś jeszcze dodać, ale w tym samym momencie do mieszkania wkroczył Seth. W jednej ręce trzymał bukiet kwiatów. Natychmiast odsunęłam się od Lucasa, ale i tak zauważyłam dziwny błysk podejrzenia w oczach Setha.
- Czekaliśmy na ciebie. Gdzie byłeś?
Podniósł do góry bukiet kwiatów, a następnie podszedł do mnie i ucałował w oba policzki, po czym wręczył mi kwiaty.
- Po, co kupiłeś mi róże?
- Pomyślałem, że będziesz chciała wprowadzić, choć odrobinę przyrody do tego mieszkania.
- Tak… Dzięki, w każdym bądź razie.
Tym razem odchrząknął Lucas, jakby przypominając nam o swojej skromnej osobie.
- Nie chciałbym przerywać, ale mamy iść do twojego brata, nieprawdaż?
- Zgadza się. Tylko nie wiem czy odpowiednio się ubrałam… Czy to niezbyt szykowny strój?
- Mnie odpowiada- mruknął zamyślony Seth.
Spojrzałam na ich ubiór. Oboje założyli spodnie od garniturów i białe koszule, z dwoma odpiętymi guzikami u szyi. Żadnych krawatów czy muszek i duże, nieźle podkreślające ich budowę marynarki.
- Nadal uważam, że zbyt mocno się postarałam z tym ubiorem- odparłam, po czym w następnej sekundzie łańcuszek, czerwona suknia i czarne szpilki zamieniły się w zwiewną, niebieską sukienkę i czarne pantofelki. A włosy opadły gęstymi falami na moje plecy. - Teraz już jest chyba o wiele lepiej.
Widząc ich miny, uśmiechnęłam się.
- Nie martwcie się chłopcy. Na następną, bardziej elegancką imprezę będę miała tę seksowną czerwoną kieckę. A teraz może wreszcie zejdziemy na dół i pojedziemy do Tima?
- Niech już ci będzie - mruknął Lucas.
Wzięłam ich obu pod ramię, schodząc po schodach. Przed domem stała zaparkowana długa, czarna limuzyna.
- Czy to nie za szykowne? Jedziemy na rozdanie Oscarów, czy jak?
- Och przestań w końcu marudzić- powiedział pieszczotliwym tonem Seth, szczypiąc mnie w policzek.
Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy.

Wielkie neony miejskich sklepów raziły po oczach i urzekały swoimi kolorami. Nazwy, choć od dawien dawna już mi znane to nadal cieszyły oko.
Chłopaki siedzieli z przodu, a ja z tyłu, rozkładając zgrabnie nogi na siedzeniu. Oparłam czoło o szybę i patrzyłam jak mój oddech pozostawia ślad na szybie w postaci pary. Kreśląc palcem po szybie, nie zauważyłam, kiedy nagle jakiś samochód zajechał nam drogę. W jednej sekundzie zdarzyły się trzy rzeczy. Po pierwsze poczułam jak lecę do przodu (oczywiście nie zapięłam pasów). Po drugie usłyszałam krzyk Setha i odgłos wgniatanego metalu. Poczułam ból w klatce piersiowej i w głowie. Po brodzie zaczęła mi cieknąć strużka krwi. Próbowałam dojrzeć, co się stało z Lucasem i Sethem, ale niestety głowa odmawiała mi posłuszeństwa. Przez krótką chwilę nic nie słyszałam ani nie czułam, a zaraz potem uderzył mnie w twarz silny powiew wiatru i usłyszałam syrenę- znak, że nadjeżdża najprawdopodobniej karetka. Ktoś chwycił mnie za ramiona i delikatnie wyniósł z samochodu. Ostatnie, co zobaczyłam to twarz mężczyzny, a co najdziwniejsze Lucasa! Jak on mógł się nie poturbować? A potem zemdlałam odpływając w ciemność.

Obudziłam się w szpitalu, przypięta do kroplówki. Usłyszałam cichy pomruk jakiejś maszyny, tuż nad uchem.
Obok mojego łóżka siedział Lucas, pogrążony w myślach i najwidoczniej nawet nie zauważył, że właśnie się obudziłam.
- Lucas… Co się stało? I co z Sethem? A ty jak się czujesz?
- Seth leży na innym oddziale. Jest z nim nawet w porządku. Ja jak widać jestem w całości; mam jedynie złamaną rękę- pomachał mi sporym kawałkiem gipsu na ręce przed twarzą. - A jak z tobą?
- Nie wiem… Chyba jest w porządku.
Próbowałam usiąść, ale zatrzymał mnie skinieniem dłoni.
- Powinnaś teraz leżeć i odpoczywać.
- Ale jak to się stało, że masz tylko złamaną rękę?
- A co powinienem leżeć cały zagipsowany na oddziale intensywnej terapii?- odparł.
- Nie, ale… To trochę dziwne.
- Mam zdrowe i wytrzymałe ciało.
- Ta odpowiedź mnie nie satysfakcjonuje.
- Maruda- powiedział, całując mnie w czoło.
- Powiedz prawdę.
- O czym?
- Dlaczego wyszedłeś z tak ciężkiego wypadku prawie bez szwanku?
- Przecież wiesz…
- Co: wiem?
Jego oczy spojrzały na mnie i wtedy nagle sobie przypomniałam. Nasze pierwsze spotkanie. Francja około połowy osiemnastego wieku. Wysoki mężczyzna w długim fraku.
- Właśnie to - uśmiechnął się przebiegle i puścił do mnie oczko.
- Przepraszam… Chyba dostałam chwilowej utraty pamięci…
- Dobrze, że sobie przypomniałaś.
- Ale czy my…?
- Nie wiem, Elizabeth.
Wstał, pocałował mnie w czoło i wyszedł z sali, zostawiając mnie samą.

Próbowałam pomału odtworzyć wszystkie wspomnienia.
Urodziłam się w około piętnastym wieku. Mieszkałam w średnio zamożnej rodzinie, ale uczciwej i szanowanej. W wieku szesnastu lat zachorowałam na ciężką chorobę. W momencie swoich ostatnich chwil na tym świecie, odwiedził mnie pewien mężczyzna. Miał na oko trzydzieści parę lat, czarne włosy i delikatne zmarszczki wokół ciemnych oczu. Przedstawił się jako syn Azazela i zaproponował mi pewien układ. Pozwolił mi żyć dalej, już na zawsze pod warunkiem, że nigdy nie wrócę do swego domu rodzinnego. Zgodziłam się niemal natychmiast… Nie wiem czy to z powodu strachu przed śmiercią czy wyobrażaniem sobie wiecznej egzystencji, ale podpisałam pakt. Chwilę później na jego miejscu pojawiła się demonica o imieniu Grace. Wyjaśniła mi zasady rządzące piekłem i zezwoliła mi bym prowadziła własny tryb życia. Po niedługim czasie odkryłam, że potrafię zmieniać także swoje wcielenie. Przez pewien okres czasu nazywałam się Anna i byłam wysoką blondynką z włosami sięgającymi ramion. Potem byłam Marią- niską szatynką z czarnymi jak węgiel oczami i Georginia- dziewczyna z ognisto rudymi włosami. Wtedy to właśnie poznałam Lucasa. Był inkubem i przez długi okres czasu pracowaliśmy razem. Potem nasze drogi nieco się rozeszły, a ja zmieniłam swoją postać z Georginy na Elizabeth. I oto teraz jestem- Elizabeth. Setha o ile dobrze pamiętam poznałam około sto lat temu. Seth był jak ja- wolnym diablikiem. Mógł robić, co tylko mu się żywnie podoba i od czasu do czasu wykonywać brudną robotę za innych.
Wróciłam myślami do teraźniejszych czasów, dziwiąc się, że w ogóle jestem w szpitalu. Jako diablica szybko wyleczałam się ze swoich ran.
Oparłam głowę o miękką poduszkę i pozwoliłam, aby moje powieki opadły.

Poczułam mocne szturchnięcie w ramię i otwarłam gwałtownie oczy. Nade mną pochylał się Seth. Kazał mi wstać i przeobrazić się. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że nic mnie nie boli i natychmiast zmieniłam się w wysoką dziewczynę z granatowymi włosami sięgającymi połowy pleców. Rozejrzałam się po sali i ujrzałam również przemienionego Lucasa. Nakazał mi on gestem ręki wyjść za nimi na korytarz szpitalny.
Nie pytałam o co chodzi, bo już stwierdziłam, że prawdopodobnie mamy uciec stąd. Serce biło mi bardzo szybko i głośno. Bałam się, że cały szpital słyszy jego uderzenia. Ale po przejściu pierwszego piętra i zjechaniu windą na dół, na nikogo się nie natknęliśmy. Zjechaliśmy do podziemnych garaży.
Kiedy chciałam już ruszyć na przód, Seth zatrzymał mnie ręką i rozejrzał się podejrzliwie. Widocznie nic nie zauważył, bo odsunął dłoń i pozwolił nam wyjść z windy.
Wskazał ręką na czerwony terenowy samochód i syknął mi prosto do ucha: „Biegnij”.
Nie wiem dlaczego dał taki rozkaz, ale szybko złapałam również Lucasa za łokieć i pociągnęłam go w stronę wskazanego auta. Zajrzałam przez ramię w stronę Setha. Stał otoczony przez małe diabły. Dawno ich nie widziałam, ale i tak uznałam, że nadal wyglądają strasznie i ohydnie. Nagle przypomniałam sobie, że przecież nie mamy kluczyków do samochodu, więc jak niby mielibyśmy otworzyć drzwiczki? Szarpnęłam za pierwszą i drugą rączkę, ale z paniką stwierdziłam, że się nie otwierały. Spojrzałam w stronę Lucasa i dojrzałam na jego twarzy strach. Zapewne nigdy nie widział diabłów w całej swej okazałości. Podbiegłam do niego i zasłoniłam go swoim ciałem w tym samym czasie gdy jakiś diablik biegł długimi susami w naszą stronę. Automatycznie zmieniłam strój na jak najbardziej wygodny i w tym samym momencie zamachnęłam się na niego ręką, która trafiła go w bok tułowia. Wiedziałam, że nie zabije go to, ale na moment unieruchomi. Wykorzystałam, więc sytuację i dźgnęłam go nożem w okolice serca, a potem jeszcze podcięłam mu gardło. Krew trysnęła z ran, a stworzenie delikatnie zapaliło się by po chwili, została z niego garstka popiołu.
Wstałam i spojrzałam na Lucasa.
- Gdyby coś takiego podbiegło do ciebie masz go zabić albo przynajmniej jakoś przytrzymać. Najlepiej tym - podałam mu drugi nóż, który wziął w drżące ręce. - I Lucas przestań się w końcu bać! Jesteś stworzeniem z piekła tak jak to, więc… - i w tym momencie przerwał mi okrzyk bólu Setha.
Instynktownie pobiegłam w jego stronę z wysoko uniesionym nożem. Zamachnęłam się nad diabłem i wbiłam mu go w tył pleców, a potem podcięłam mu gardło i szybko zepchnęłam z Setha. On spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się słabo. Chciałam mu coś powiedzieć, ale poczułam jak jakieś cielsko spada na moje plecy i już po chwili leżałam na ziemi unieruchomiona. Szarpałam się z nim, kiedy nagle zamachnął się łapą zakończoną ostrymi jak brzytwa pazurami. Poczułam ból w lewym ramieniu i krzyknęłam. Poprawiłam nóż w prawej ręce i wbiłam mu go w tylną łapę. Stworzenie zawarczało i natychmiast próbowało wgryźć mi się w szyję, ale w tym samym momencie ujrzałam twarz Lucasa, przepełnioną napędzającą go adrenaliną. Chłopak wbił mu nóż gdzieś w okolice kręgosłupa. Diablik zeskoczył ze mnie, więc wykorzystałam okazję i poderżnęłam mu gardło. Po chwili stworzenie zajęło się ogniem. Rozejrzałam się dookoła i ujrzałam Setha, walczącego z dwiema bestiami.
Skinieniem głowy podziękowałam Lucasowi za ratunek i podbiegłam do Setha. Rana zadana przez zabitego wcześniej diabła, pulsowała ostrym bólem, który napędzał mnie do walki. Rzuciłam się na diablika po lewej stronie i wbiłam mu nóż w serce i diablik po chwili stał się garstką popiołu. Kiedy chciałam się rzucić na drugiego, on również już był pewnego rodzaju martwy.
Opuściłam nóż na ziemię i podeszłam do Setha. Spojrzałam na jego twarz. Na prawym policzku ciągnęło się niezbyt mocne zadrapnie. Rękawy na obu ramionach były podarte i z ran ciekła krew. Jedna z jego nóg też była w strzępach.
- Wiesz, że mogę cię uratować…
- Nie rób tego dla mnie. Wyliże się z tego.
Spojrzałam za ramię na Lucasa, który jako jedyny z nas był cały.
- Dojdziesz do samochodu?
Pokiwał twierdząco głową.
Szedł wolno, ciągnąc za sobą nogę, ale nie zachwiał się ani razu podczas stawianie kroku, co uznałam za dobry znak.
Ramię bolało, ale było zagłuszone przez strach o ‘życie’ Setha. Lucas szedł za nami z opuszczoną głową. Wiedziałam, że ten atak był celowy. Tylko z jakiego powodu?
Seth wyjął z kieszeni kluczyki do auta i wtedy spojrzałam na niego groźnie.
- To już kluczyków nie mogłeś mi dać?
Uśmiechnął się szeroko i otworzył mi drzwi, wpuszczając do środka. Wewnątrz pachniało sosnowym odświeżaczem powietrza, od którego natychmiast zaczęłam się dusić.
- Można chociaż otworzyć okno? - zapytałam Setha, kiedy ten odpalał samochód.
- Oczywiście.
Kiedy świeży powiew wiatru wpadł do środka, rozwiewając mi włosy, poczułam że jest mi o wiele lepiej.
- Mogłabyś zmienić chociaż swoje ubranie…? - zapytał Lucas, patrząc na mnie z delikatnym obrzydzeniem.
Spojrzałam na bluzkę i szorty upaprane w zaschniętej krwi diablika i od razu zgodziłam się na to. Po chwili miałam na sobie luźną bluzkę na ramiączkach i krótkie spodenki oraz parę trampek.
- Dokąd jedziemy?
- Zabrać swoje rzeczy- odparł Seth.
- Wyprowadzamy się?
- Tak i dlatego prosiłem was o zmianę wyglądu.
Zawsze mnie ciekawiło, dlaczego Seth tak jak ja, nie mógł zmieniać swojego wyglądu. Twierdził, że nie chciał tego podczas zawarcia układu, co mnie trochę zdziwiło, ale nic nie powiedziałam.
Kiedy podjechaliśmy pod mój dom, upierałam się, żeby oni pojechali do swojego mieszkania pozbierać swoje rzeczy. Nie zgodzili się, twierdząc, że mamy się trzymać razem.
Weszłam do mieszkania i ogarnął mnie spory szok. Wyglądało tak, jakby ktoś wszedł tutaj i porozwalał specjalnie wszystko, co stało mu na drodze. Chciałam już zacząć swoją tyradę na temat zniszczonego mieszkania, ale Seth zamknął mi usta ręką.
- Zabierz, co najpotrzebniejsze i wynosimy się stąd.
Tak też postąpiłam. Zabrałam laptop razem ze wszystkimi kablami oraz pudełku z płytami CD i DVD. Potem wzięłam z łazienki trzy ręczniki i kosmetyczkę. A z pokoju wzięłam teczkę, parę ubrań i karton z dna szafy. Wychodząc ze swojego mieszkania jeszcze raz spojrzałam na swoje zdewastowane lokum, do którego najprawdopodobniej już nigdy nie wrócę.
Chłopaki bez słowa wrzucili moje rzeczy do bagażnika i pojechaliśmy w kierunku domu Lucasa.
Jego mieszkanie znajdowało się w jednym z tych starodawnych kamieniczek, które w większości były uznawane za zabytki. Weszliśmy na czwarte piętro bez słowa i tak jak było z moim domem, tak i jego lokum było w strzępach. Bez słowa zabrał wszystkie swoje najcenniejsze rzeczy i wyszedł, nawet nie zamykając drzwi. Skierowaliśmy się do domu Setha, nadal w trwające ciszy, która już pomału mnie wkurzała.
- O co chodzi? Dlaczego te diabliki na nas napadły i dlaczego nasze mieszkania wyglądają jak po przejściu huraganu?
Nikt mi nie powiedział ani na mnie nie spojrzał.
- Seth. - naciskałam, żądając odpowiedzi.
- Nie wiem. Skoro czegoś od nas chcą, to na pewno nie są to przelewki. Ale musisz zrozumieć El, że ja już mam dość pomaganiu piekłu w jakichś ich popieprzonych sprawach. - zamilkł, widocznie wzburzony.
Położyłam twarz na chłodnej szybie i już po chwili zasnęłam, nie wiem czy to z bólu czy ze zmęczenia.



Ocena: 3
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 12.02.2011r.

1     

Sofie 13 02 2011 (17:28:02)

Użytkownik ocenił pracę na 3

No i mój komentarz poszedł się... no. Od nowa znowu wszystko. Fajnie się zaczęło, gdyby nie jakieś zgrzyty gramatyczne z początku i to "halo", które wywołało na mojej twarzy pobłażliwy uśmiech, niczym taki, jakim dzieli się z głupiutkim dzieckiem. Czerwona sukienka? A dlaczego nie czarna i zmysłowa? Ja nie doczytałam z początku, że jest czerwona, toteż miałam przed oczami piękną kobietę w czarnej, krótkiej sukience z bufkami... Zawód na całej linii, nie powiem. To potem tylko spotęgowało moje wrażenie, że z myślącej kobiety chcesz zrobić nie tyle obiekt pożądania, co łatwy obiekt. To mi się nie spodobało. Ale to może mój gust. Im dalej, tym więcej sceptycyzmu nabierałam. Ten wypadek był tak naciągany, że mi ręce opadły. Pomysłów brakło? Krzyczący (a nie klnący w takiej sytuacji) facet mnie rozwalił. Jak dotarło do mnie, że opowiadanie jest o demonach, to się załamałam. Bo sama jestem w trakcie pisania takowego i to mnie jakoś uderzyło. No ale w każdym razie, wydaje mi się, że skupiłaś się na malutkich szczegółach- zmianie sukienki, kolorze samochodu- a nie wpadło Ci do głowy, że wypadki samochodowe nie są najciekawszymi motywami. I jakieś dziwne uciekanie; dlaczego uciekają? Wiesz, jeżeli chciałaś zostawić sobie jakąś pewnego rodzaju tajemniczość, to po prostu Ci to nie wyszło. Bo sprawiłaś, że zrobiło się zagmatwanie, ale do tego stopnia, że jakoś nie chcę mi się tego drążyć. Ja nie mówię już o beznadziejności samej akcji, braku jakichśtam kluczyków (do diabła, ona przecież jest diablicą, nie potrafi sobie drzwi otworzyć?) i jakichś diablików z którymi trzy demony sobie nie radzą. Ręce mi opadły.

A właśnie- można kogoś zatrzymać skinieniem dłoni?

Sofie 13 02 2011 (16:45:29)

Moje, moje! ;p


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(38): 35 gości i 3 zarejestrowanych: exother, Fał, pasieczny14

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl