Pseudonim: Idan
Imię: Dominika
Skąd: Warszawa
O sobie: Próbuję na nowo nauczyć się pisać, a więc myśleć, a więc patrzeć.
Napisanych prac:
- wiersze: 38
- proza: 13

Średnia ocen: 4.8
Użytkownik uzyskał: 193 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Marionetka" 27.04.2010
"Hikikomori" 15.06.2011
"Powiedzmy, że chcę coś..." 06.07.2009
"Kolor" 27.08.2010
"Melancholia" 18.09.2010

Inne prace tego autora:
"Hikikomori" 15.06.2011
"Beton" 11.06.2015
"Mrok" 31.12.2011
"Powiedzmy, że chcę coś..." 06.07.2009
"Zabawa słowami cz.2" 22.05.2009


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Powiedzmy, że chcę coś zmienić - cz.1

Powiedzmy, że chcę coś zmienić. Po tych piętnastu latach, które upłynęły mi zaledwie jak kwadrans – mówię: ZMIANY. Zacznę od poszukania ludzi, którzy są podobni do mnie. I przekonania ich, że ja jestem podobna do nich. Brzmi jak wyznania popaprańca, ale to nieważne. 1 28 kwiecień Ławka była niemiłosiernie porysowana. Pokolenia uczniów wyżłobiły na niej głębokie kaniony wypełnione niebieskim tuszem długopisów. Niecenzuralne słowa wstydliwie tłoczyły się w rogach blatu. Słońce maznęło złotem jęczące drewno na metalowych nóżkach i z zachwytem przypatrywało się swemu dziełu przez okna klasy. Siedziałam w tej ławce już dwa lata, jednak nie byłam autorką żadnej z wszechobecnych na niej nacięć. Miałam opinię grzecznej dziewczynki, która odnosi się z szacunkiem nawet do przedmiotów. I słusznie – jeżeli ktoś zniszczył jakiś szkolny sprzęt, to podejrzenia kierowały się na wszystkich, oprócz mnie. Po mojej lewej stronie posadzono Jagodę. Mówię "posadzono", gdyż nie była to jej osobista decyzja. Jagoda po prostu należała do tych osób, które nie umieją siedzieć cicho, więc wychowawczyni kazała jej usiąść obok mnie. Nie jestem najlepszym towarzystwem do rozmowy, więc odtąd obie tylko spoglądałyśmy na siebie spode łba, a monotonne wywody nauczyciela urozmaicałyśmy pytaniami o pożyczenie ołówka. Siedziałam właśnie z wystudiowanym wyrazem twarzy, który zapobiega wywoływaniu do tablicy (mieszanka obojętności i rezolutnego spojrzenia w stronę nauczyciela), gdy w mojej głowie zakiełkował szalony, nieoszlifowany jeszcze pomysł. Był tak absurdalny, że sama się przestraszyłam, aczkolwiek postanowiłam wprowadzić go w życie. Po lekcjach ruszyłam za Jagodą i świtą jej koleżanek, z którymi zawsze wracała do domu. Trzymałam się dobrych parę metrów za nimi, więc nie mogłam usłyszeć o czym rozmawiają, ale kiedy odeszły, zauważyłam że moja znajoma jest wyraźnie nie w humorze. Miałam już zrezygnować z planu, który sobie obmyśliłam, ale zaparłam się w sobie i podeszłam do mojej ofiary. - Wracasz ze mną do domu? Popatrzyła się na mnie co najmniej dziwnie. Dziewczyna, która praktycznie nie odzywała się do niej dwa lata ni stąd, ni zowąd pyta się, czy pójdą na spacer? - No w sumie mogę. Kaśka z Ulką mają dodatkowe zajęcia. Cała spięta i zdenerwowana poszłam z nią do szatni. Jagoda była wymagająca, a ja jeszcze nie wiedziałam, o czym z nią rozmawiać. Gdy wyszłyśmy ze szkoły na zalane słońcem miasto, dokładnie przypatrzyłam się mojej towarzyszce. Ubrana w czarny płaszczyk szła z opuszczoną głową. Jasne włosy opadły jej na twarz. Ręce trzymała w kieszeniach, lecz pomimo tej pozy, nie była zgarbiona. Wyglądała niemal romantycznie, i niemal ją polubiłam. - Mogłybyśmy po tych dwóch latach lepiej się poznać. Ja cię w ogóle nie znam, a przecież siedzimy obok siebie już tak długo – zaproponowałam. - Możemy, czemu nie? - To w ramach wzajemnego poznawania się, może przyjdziesz dziś do mnie, albo ja do ciebie? Wyraźnie się speszyła i spojrzała na mnie nieodgadnionym wzrokiem. - Okej. To... może u ciebie? – spytała niepewnie. - Dobra. O której przyjdziesz? - Za godzinę. Szłyśmy dalej w milczeniu. Wiatr lekko mierzwił włosy Jagodzie. Ulicą śmiało pędziły samochody unosząc za sobą woń spalin. Gdzieś w górze ćwierkały ptaki. Kim była ta dziewczyna? Stoi obok mnie, czekamy sobie na zielone światło, a jednak wiem o niej tyle, co nic. Jak to możliwe, że przez tak długi czas nie zamieniłyśmy prawie ani słowa? Powinnam już dawno wpaść na ten "szalony" pomysł porozmawiania z nią. Ciekawe tylko, dlaczego była taka zakłopotana, gdy poprosiłam o spotkanie? Boi się szczerej rozmowy? Boi się mnie poznać? Ja też się boję, ale to ode mnie wyszła inicjatywa. Mam wrażenie, że ona nie zagadałaby do mnie do końca życia. (...), a ja nie mam pojęcia, co o niej sądzić. Najpierw tyle czasu się nie odzywa, a teraz jakby jej się przypomniało. Boję się. Sama nie wiem czego.W końcu chyba mnie nie pogryzie! W każdym razie, zgodziłam się na spotkanie i trochę tego żałuję. "Jagódka, osobowość klasowa, ta dusza towarzystwa, nie chce się z kimś spotkać, bo się boi?" – jadowicie szepcze mi Coś do ucha. No i niestety, muszę się z tym Czymś zgodzić. Co ma być, to będzie, nikt o tym spotkaniu nie wie. Jeżeli się ośmieszę, jutro w szkole mogę udawać, że nadal ze sobą nie gadamy. Po prostu. Doszłam do domu i nagle obleciał mnie strach. Po co ją zaprosiłam? Tak bardzo się od siebie różnimy. Ona cały czas chichocze z tymi dziewczynami, a ja siedzę cicho. Ona jest towarzyska, ja – wręcz przeciwnie. Ona wie, jak się dobrze ubrać, ja nie mam pojęcia. Była piętnasta dwanaście, znajdowałam się w kuchni domu numer 27 przy ulicy Wojska Polskiego i w ciągu niecałej godziny musiałam zjeść obiad, ukrzątnąć pokój, odrobić lekcje i przygotować się psychicznie. To ostatnie szczególnie. Rodzice wciąż byli w pracy, co tylko ułatwiało mi sprawę. W rekordowym tempie połknęłam odgrzanego kotleta i posprzątałam w pokoju. Przebrałam się w coś równie beznadziejnego, jak ubranie, które miałam w szkole i – już gotowa na przybycie wroga – zaczęłam mozolić się nad matematyką. Wolałabym, żeby jednak nie przyszła. (...), ale wolałabym jednak nie iść. Czy ja naprawdę sama jej to zaproponowałam? (...) Dlaczego ja się zgodziłam?! Dzwonek jak nóż przeciął ciszę. Na sztywnych nogach pokonałam dłużącą się trasę do drzwi. W progu stała Jagoda, w tym samym czarnym płaszczyku i jeszcze bardziej potarganych włosach. Godzinę, którą ja pracowicie wypełniłam różnymi nieprzyjemnymi zajęciami, ona spędziła krążąc po parku, ale o tym dowiedziałam się dużo później. Minę miała nietęgą i nieufną. Uśmiechnęłam się i zaprosiłam ją do środka. Kiedy usiadłyśmy w moim pokoju (ja na krześle, ona na łóżku) zapanowała nieprzyjemna cisza. Wszystkie grzecznościowe tematy właściwe na początku wizyty już się wyczerpały, więc siedziałam teraz bezradnie w duchu przeklinając siebie i swoje spontaniczne pomysły. - Jak widać, poznanie się nawzajem nie jest takie proste – powiedziałam z godnym podziwu spokojem. - No – była to bardzo wieloznaczna odpowiedź i nie do końca byłam z niej zadowolona. - Co robimy? - Nie wiem – kolejne słowa, które niezbyt pomagały w podjęciu rozmowy. W szkole jest przecież taka towarzyska! Co w nią wstapiło? - Nikomu nie powiesz, że u ciebie byłam, prawda? - Oczywiście, że nie, ale nie musisz się mnie wstydzić. Po prostu pogadajmy. Chciałabym cię lepiej poznać, nie mam żadnych przyjaciół – wypaliłam. - Ja też nie. - Jak to? A Kaśka, Ulka, Sylwia? - Takie z nich przyjaciółki... - to zdanie najwyraźniej miało zakończyć się jakimś niepochlebnym porównaniem, ale Jagoda, z tylko sobie wiadomych powodów, przerwała. - No to sprawa jest prosta. Dwie dziewczyny bez przyjaciół siedzą sobie w jednym pokoju, każda pełna skrupółów. Jeżeli obie się ośmielą, może z tego coś wyniknąć. - Ja nie jestem pełna skrupółów! - Okej. Jedna dziewczyna pełna skrupółów plus druga dziewczyna, która skrupółów nie ma. Roześmiała się – o to mi chodziło. Byłam bardzo śmiała, jak na osobę z moim charakterem - i opłaciło się. Niestety uśmiech zszedł jej z twarzy tak szybko, jak się pojawił. Spojrzała na mnie niespotykanie zdecydowanym, wręcz naglącym wzrokiem. Potem jakby zrezygnowała z tego, co miała powiedzieć, i zapytała o moje zainteresowania - temat, w którym mogłam się wygadać. Skorzystałam z okazji i rozpoczęłam wywód na temat fotografii. Wyraźnie na to czekała, rozluźniła się i chłonęła moje słowa. Jej odpowiedzi były teraz płynniejsze i bardziej rozbudowane. Wkrótce sama zaczęła opowiadać o swojej pasji – rysowaniu. - W sumie to nie rysuję jakiś pejzaży, martwych natur czy ludzi. Wolę bazgroły, pełne głębokich kolorów. Czasem są jaskrawe, czasem pastelowe. Najczęściej z czarnymi konturami, aby podkreślić kontrasty. - A w przyszłości też chciałabyś się tym zajmować? – zapytałam. - Raczej tak. Bardzo to lubię. Na takich, i podobnych rozmowach zszedło nam praktycznie całe popołudnie. O osiemnastej okazało się, że Jagoda musi już wracać do domu, co przyjęłam ze swego rodzaju ubolewaniem. Pożegnałyśmy się patrząc na siebie uważnie. Uśmiechnęłam się do niej, ona do mnie też. Zapięła ostatni guzik płaszcza, zawiązała chustę pod szyją, i zbiegła po schodach. Bez słowa. Nie miałam jej tego za złe. Chwilę później do domu wpadli rodzice i pod groźbą szlabanu kazali mi natychmiast usiąść do lekcji. Usiadłam. Z uśmiechem.



Płeć: kobieta
Ocena: 5.5
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 06.07.2009r.

1     

KN19 Użytkownik 04 01 2010 (20:56:16)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Ciężko tą pracę ocenić jako banalną na samym początku bo wtedy wszystko jest banalne, niedojrzale, niedokończone. Wciągająca fabuła napisana w prosty, docierający do odbiorcy i poprawny sposób. Oby tak dalej, czekam na kolejne części.

Lilka Użytkownik 05 08 2009 (21:28:49)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Powtórzę się po lawendzie: super! Jedna z lepszych prac, jakie widziałam na portalu. Styl świetny, pierwszy akapit mnie rozwalił. Błędów nie widziałam. Dobrze zarysowujesz postaci, i choć nie mają jeszcze zbyt konkretnego charakteru, trudno się dziwić, tuż to dopiero pierwsza część :] zapowiada się dobrze, naprawdę. Piszesz tak, że naprawdę ciekawi. Długość również w porządku, robiłabym Ci zapewne wyrzuty, ze krótko, ale cóż, mam już mało czasu i jestem zmęczona ;] ale wykrzesałam siły, by ocenić tą pracę, i bardzo jestem zadowolona.Opisy dobre, dialogi i wydarzenia do uwierzenia. A żeby Ci nie było zbyt różowo, to zapowiadam nad Tobą widmo oceny po dodaniu kolejnej części do szóstki czegoś mi zabrakło. może potem okaże się, czego. na razie pięć ze sporym plusem.

lawenda Użytkownik wpmt 07 07 2009 (13:25:38)

Użytkownik ocenił pracę na 6

O! NIE! " zszedło nam praktycznie całe popołudnie" ZESZŁO! Ale tylko jeden błąd. Mój przedmówca coś jednak przeoczył ;) Co do treści- fakt, banalne, aczykolwiek przyjemnie się czyta. Zachwycam się za to Twoim językiem! Brzmi bardzo estetycznie. Porównania i przenośnie- bomba! Kompozycja też super!

PookyFan Użytkownik 06 07 2009 (18:22:17)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Teraz znacznie lepiej. Dość banalna, ale - nie wiedzieć czemu - wciągająca fabuła, sprawnie napisane, z obietnicą ciągu dalszego. Językowo, fleksyjnie, ortograficznie etc. bez zarzutów. Piąteczka.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(55): 55 gości i 0 zarejestrowanych: