warto go przeczytać
Klęcząc na podłodze wozu, nie czułam się tak poniżona, jak podejrzewałam. Moje czoło niemal stykało się z zimnymi drewnianymi deskami pokrytymi lakierem. Pojazd musiał być nowy, bo wciąż czułam nieprzyjemny zapach nowości i świeżości. Cały świat przysłoniły mi włosy, które stworzyły ognistą kurtynę odgradzającą mnie od świata. Nie dawało to nawet złudnego poczucia bezpieczeństwa. W tym świecie nie było czegoś takiego. Nie rozmawiał ze mną po drodze. Nędzny, sprzedajny człowiek… Brzydziłam się takimi osobami. Było mi wstyd, że dzielę z nimi swoją rasę… Czułam jego rozgorączkowane spojrzenie na moim ciele. Pewnie mnie pragnął, tak jak Oni…
Podskakiwałam na wybojach drogi, ale nie śmiałam nawet jęknąć, gdy drzazgi wbijały się w moje kolana. Mimo całej nowości, niektóre rzeczy zawsze zostaną takie same… Pojazd się zatrzymał. Zamarłam w oczekiwaniu. Szarpnął mnie w górę i wypchnął na zewnątrz. Ból fizyczny był ostatnią rzeczą, na którą zwracałam uwagę. Rozejrzałam się zachłannie po okolicy. Mały dworek okolony drzewami wydawał się przytulny i spokojny. Wszędzie wokół był las. Wzbudziło to moją panikę. „W końcu, jeśli Ich dom znajduje się na takim uboczu, to co mogą tu robić?” Dreszcz nieśpiesznie powędrował w górę mojego kręgosłupa.
Szarpnął mnie z miejsca w stronę drzwi. Ściółka kaleczyła moje nagie stopy boleśnie - aż do kości. Nie miałam pojęcia, czym ją wyłożyli, ale miała być nieprzyjemna dla ludzi. Posłusznie kroczyłam za nim za spuszczoną głową.
Pierwsza zasada tego świata – nie patrz Im w oczy.
Szarpał za sznur, którym związane były moje dłonie jak oszalały. Sprawiało mu to chyba chorą satysfakcję. W końcu mógł się uważać za lepszego, mając nade mną przewagę. Miałam ochotę napluć mu w twarz, ale wiedziałam, czym to grozi. Nie będę ryzykować pozbawienia głowy dla takiego śmiecia. W progu od strony ogrodu pojawiła się postać. Ludzie mieli zakazane wchodzenie głównymi drzwiami. Kobieta patrzyła ze strachem na mężczyznę, który rozglądał się wokół podejrzliwie. Popchnął mnie przez framugę tak, że przewróciłam się w progu. Niezdarnie pozbierałam się z pomocą kobiety. Podtrzymała mnie.
- Doprowadź ją do ładu. Za godzinę ma się pokazać państwu – odszedł z szyderczym uśmiechem. Spojrzałam na nieznajomą. Uśmiechnęła się ciepło. Miała takie oczy jak moja babka. Jej włosy były poprzetykane siwizną. Nie wyglądała na kogoś w podeszłym wieku. Mogła mieć najwyżej czterdzieści lat, więc zdziwiła mnie ta anomalia. Jej spojrzenie powiedziało mi wszystko.
Druga zasada tego świata – nie mów bez pozwolenia, Oni słyszą.
Poprowadziła mnie przez ciemne korytarze do pokojów służby. W ciszy doprowadziła do porządku włosy i twarz. Pozwoliła mi się umyć i wyszła, zostawiając ubranie na wąskim, niskim łóżku. Czułam, jakby moje dłonie były oderwane od ciała. Robiłam kanciaste i nieskoordynowane ruchy. „Weź się w garść!” Od dzisiaj ten pokój stanie się moją przystanią, ostatnim zakątkiem człowieczeństwa. Nie był duży, mieściło się w nim tylko łóżko, mała szafa i stolik. Krzesła nie można było wliczać do stanu pokoju, bo nie nadawało się do użytku. Zastanawiałam się, do jakiej rodziny trafiłam. Nie znałam tego miejsca, nigdy tutaj nie byłam. Z moim świętej pamięci Panem bywałam w rezydencjach innych rodzin. Traktował mnie jak swoją córkę, której nigdy się nie doczekał. Chyba, że to jakaś letnia rezydencja. Rozejrzałam się bezradnie po białych, nagich ścianach. Westchnęłam i zabrałam się za ubieranie. Każdy ze służby dostaje jedną porządną kreację, gdy trafia do nowego domu. Służy mu do wszelkich oficjalnych spotkań lub wyjazdów, gdzie państwo chce mieć swoich niewolników przy sobie. Zdarza się to rzadko, bo w każdym domu mają osobną służbę, ale czasami ktoś nadaje specjalne względy człowiekowi jak mężczyzna, który mnie kupił. Zazwyczaj jednak nieszczęśnik ma okazję tylko raz założyć swoje odświętne ubranie. Tylko bardzo bogate rodziny decydują się na pośredników. Muszą mu bardzo ufać mężczyźnie, który mnie tu przywiózł.
Wciągnęłam długą sukienkę. Wydawała mi się bardzo droga - była obcisła i wygodna. Z reguły sukienki były sztywne i za luźne lub za krótkie. Zupełnie jakby sprawili sobie kłopot i uszyli ją na moją miarę. Odgoniłam od siebie niedorzeczne myśli i przejrzałam się w małym lustrze. Wyglądałam przyzwoicie w czarnej sukni. Podkreślała bladość i miedziany połysk włosów. Moi nowi właściciele będą zadowoleni.
Trzecia zasada tego świata – bądź ZAWSZE posłuszna.
Szłam powoli za kobietą, która mnie przywitała. Smutny spacer. Dzisiaj spotkam się z moim przeznaczeniem – życie lub śmierć. Patrzyłam pod nogi, nie śmiałam spojrzeć w górę. Czułam ich. Czułam jak delikatnie badali mój umysł. Byłam zaskoczona – Oni wdzierali się do myśli, nie badali ich… Mój umysł od najmłodszych lat był szkolony w zamykaniu się. Na nic ich wysiłki. Kobieta otwarła drzwi. To był inny świat – pełen chłodu mimo ciepłego światła. Posłała mi uśmiech pełen pocieszenia. Podniosłam wzrok…
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 27.09.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(39): 36 gości i 3 zarejestrowanych:
exother, Fał, pasieczny14