warto go przeczytać
Pseudonim: wariatka aki
Przepychałam się w tłumie. Kilka kobiet w mini odepchnęły mnie, żeby lepiej się przyjrzeć bluzie na wystawie. Zielona z czerwonym napisem po angielsku. Nie chciało mi się tłumaczyć. Dla kogo? Ktoś mnie minął, może on? Wciąż patrzyłam się na jego czarne, długie włosy, ściągnięte w luźny, lekko przekrzywiony kucyk. Miał na sobie skórzaną, specjalnie przetartą kurtkę. Na placach zawieszony pokrowiec od gitary, oczywiście czarny. Białym markerem narysowane były gwiazdki, pentagramy, postacie z anime. W jego ruchu było coś hipnotycznego, wręcz urzekającego. Nieświadoma tego, co robię, poszłam za nim. Znałam go chociaż? Byłam pewna, że to on? Potknęłam się o wystający kawałek chodnika. Zniknął za zakrętem, pobiegłam. Patrzyłam pod nogi, żeby się nie przewrócić. Nagle boleśnie się z kimś zderzyłam. Podniosłam nieśmiało oczy i szybko je opuściłam. Stał przede mną i świdrował mnie wzrokiem. Te oczy miał takie same, jak sprzed kilku lat. Miałam się cieszyć czy płakać? Najlepiej było przeprosić, uciekać i mieć nadzieję, że nie rozpoznał. Ale chyba jednak rozpoznał, bo cały czas się tak na mnie smutno patrzył. Miałam coś powiedzieć? Poczułam jego palce na mym podbródku, uniósł moją głowę do góry.
- Wiesz, że masz wyjątkowe oczy?
To samo chciałabym powiedzieć o tobie, wiesz?
- Czy mógłbym... - nie dokończył zdania, zadzwonił telefon. On miał taki piękny głos. Przez chwilę się jeszcze na mnie patrzył, jakby nie słysząc komórki, ale wreszcie z niechęcią odebrał. Skóra delikatnie mrowiła w niedawnym miejscu jego dotyku. Opuściłam głowę, żeby nie zobaczył, jak się oblewam rumieńcem. Nie mogłam się powstrzymać, spojrzałam na niego. Patrzył się w chodnik, odpowiadając komuś zdawkowe "Tak" i "Nie". Miał doskonale zarysowaną szczękę, na niej pierwsze oznaki zarostu. Teraz zauważyłam, że trzymał kurczowo pod pachą teczkę. Niedbale na mnie spojrzał i dostrzegłam na jego ustach cień uśmiechu. To było takie piękne, że nie potrafiłam oderwać od niego wzroku. Wreszcie skończył rozmawiać.
- Ja muszę już iść - wyjąkałam zawstydzona.
- Poczekaj chwilę. - mruknął i złapał mnie za rękaw. Na moment mocniej zacisnął palce i zaraz puścił - Jak się nazywasz?
- Jak się nazywam? - powtórzyłam zaskoczona, że zadaje mi jakiekolwiek pytanie. Nie pamiętał mnie - Mów na mnie Shi.
- Shi? - tym razem on się zdziwił - Shi?
- To po japońsku poezja - powiedziałam odruchowo. Przez chwilę jakby smakował to słowo.
- A więc Shi, mogę cię namalować?
Zamarłam. Czy to coś znaczyło? Krew odpłynęła mi z twarzy, serce zaczęło bić ze zdwojoną prędkością.
- Ja... Gdzie? Kiedy? - zapytałam głupio.
Uśmiechnął się.
Ocena: 4.5
Liczba komentarzy: 4
Data dodania: 28.10.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(38): 35 gości i 3 zarejestrowanych:
exother, Fał, pasieczny14