Pseudonim: civilizacja
Imię: Kamil
O sobie: And now my watch begins
Napisanych prac:
- proza: 33
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 4.9
Użytkownik uzyskał: 102 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Bezsenność" 27.01.2013
"Portal cz. VI" 13.07.2013
"Portal cz. VII" 29.07.2013
"Portal cz. VIII" 01.08.2013
"Portal cz. IX" 08.08.2013

Inne prace tego autora:
"Portal cz. V" 26.06.2013
"Spotkanie po latach" 12.07.2013
"Pierwszy stopień" 23.05.2013
"Medalion cz. II" 27.08.2013
"Feniks cz. I" 29.07.2014


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Portal cz. XI

ROZDZIAŁ XI …KONIEC… PORTAL by David Gonyar” ─ To była piękna historia, synu. Kiedy naskrobał ostatnie słowa, a miarowy stukot maszyny do pisania ustał na dobre, w pokoju rozległy się ciche oklaski. Lekarz w białym kitlu przysunął się do niego i zerknął przez ramię w ostatnią stronicę tekstu. ─ A więc znalazłeś jednak dla niej tytuł? ─ powiedział beztrosko. ─ Jest dobra? ─ Nie wiem. ─ Myślę, że będzie wspaniała. Poczuł się bardzo dziwnie. Był zdezorientowany, jakby obudził się po koszmarnie długiej nocy. Lekarz usiadł na kanapie i przyglądał mu się po ojcowsku. Rozejrzał się po pokoju, nie bardzo wiedząc, gdzie właściwie się znajduje. Zamrugał gwałtownie powiekami. ─ Przepraszam… Gdzie ja właściwie jestem? ─ Jesteś dokładnie w tym samym miejscu, w którym przebywasz od siedmiu lat. ─ Co…? Ja nie… ─ Tak, Davie. Rozejrzyj się. Nie poznajesz tego miejsca? ─ zapytał. ─ Nie. Westchnął ciężko. David miał wrażenie, że mimo wszystko spodziewał się tej odpowiedzi. ─ Davie, nie pamiętasz jak się nazywam? Pokręcił głową. ─ David, jesteś w Mental Health Institute w Północnej Wirginii. Spędziłeś tutaj siedem lat. I prawdopodobnie nie masz o tym pojęcia. David wybuchnął śmiechem, ale szybko powrócił do powagi. ─ Pan się myli ─ powiedział. ─ Ja… ja zostałem ranny w wypadku, w Woodland-Normanstone Terrece Park. Ja… jechałem tam z kongresmenem. Boże, on chyba nie żyje. Zakrył usta dłońmi, ale lekarz pokiwał głową. ─ Ja podróżowałem w Portalu, jeszcze tydzień temu. Nie mogłem tutaj być tydzień temu, prawda? Byłem u siebie, na podwórku! ─ Nie. ─ Jael może to potwierdzić. ─ Twoja dziewczyna mieszka w Kolorado. Przeniosła się stąd pięć lat temu i nie widziała cię od czterech. ─ Nie, to nieprawda. Jael mieszka w Dade, ona rzuciła mnie po prostu… ─ Nie. ─ Kilka dni temu byłem w Białym Domu! To na pewno da się potwierdzić. Tam były kamery! ─ Nie. ─ Przestań kiwać głową! Nie przypominał sobie, żeby wstawał, ale w tamtej chwili był już na nogach. Poczuł się bardzo dziwnie. Znowu zakręciło mu się w głowie. ─ Siadaj ─ powiedział lekarz, ale nie wyglądał na zdenerwowanego. Zrobiłby to sam, gdyby nie poprosił. Czuł się bardzo słabo. ─ Musisz mnie wysłuchać, Davidzie. Musisz mnie wysłuchać nawet jeśli to, co ci powiem, będzie zbyt bolesne do przyjęcia. Albo zbyt trudne do zrozumienia. ─ Davie, trafiłeś tutaj siedem lat temu po tym, kiedy odeszła od ciebie dziewczyna. To nie było bezpośrednim powodem twojej choroby, ale mogło wpłynąć na poziom jej zaawansowania. Jael zgłosiła się do nas, abyśmy zajęli się tobą i twoim zdrowiem psychicznym. Ledwo docierało do niego, co mówił. Wciąż widział jak przez mgłę. ─ Cierpisz na bardzo dziwną przypadłość, Davie. Nie jest to do końca schizofrenia, ale nie jest także i katatonia. Myślę, że stwierdzenie: „żyjesz w swoim świecie”, pasowałoby do ciebie najlepiej. Davie, ty żyjesz jako książkowy bohater, co więcej, bohater, którego ty kreujesz i którego losem sterujesz za pomocą słów. Rozumiesz to, Davie? Wszystko, co przeżyłeś, cały ten Portal i te brednie w Białym Domu, to jedynie kartki twojej najnowszej powieści! ─ Nie wierzę ci ─ powiedział. Robiło mu się niedobrze. ─ Nie wierzysz? ─ zapytał kpiąco. ─ Nie musisz. Widzisz ten regał? ─ Wskazał na biblioteczkę niedaleko niego. ─ Podejdź i zobacz to sam. Chociaż czuł się bardzo głupio, nie omieszkał skorzystać z tej rzadkiej okazji. Spojrzał na regały. Nie dostrzegał niczego ciekawego. Była tam sterta różnego rodzaju naukowych pism i medycznych ksiąg, z których prawdopodobnie nie zrozumiałby ani jednego słowa. Już miał odwrócić się i wyzwać doktora od kretynów, kiedy spojrzał na górną półkę, gdzie zalegała beletrystyka. Od lewej do prawej strony leżała sterta ładnie oprawionych książek. Ale nie to zdziwiło go najbardziej. Wszystkie co do jednej były opatrzone jego nazwiskiem. ─ Śmiało – powiedział lekarz. ─ Są twoje, przejrzyj je. Otwierał jedną po drugiej i czytał z zapałem. Wszystkie początki były takie same. Laska rzuca faceta. Facet nazywa się mną. ─ Nie… to niemożliwe. To jakaś prowokacja. Wygląda pan jak doktor Mauer. Wiem o tym, widziałem go. HEJ ─ wydarł się w sufit. ─ Przestań. Skończ to! ─ Portal cię nie usłyszy. To nie jest symulacja. Podszedł bliżej. ─ Davie, to nie fikcja. Jesteś psychicznie chory, rozumiesz? ─ Nie, nie, to nieprawda. ─ Przestań to w kółko powtarzać! ─ krzyknął, szarpiąc go za ramiona. ─ Popatrz na moje nazwisko, do cholery! Plakietka wydała się zbyt niewyraźna, aby mógł z niej cokolwiek odczytać. Zamrugał kilkakrotnie i przeliterował w myślach. ─ John Portal ─ powiedział cicho. Lekarz ledwie go usłyszał. ─ Właśnie. Nazywam się John Portal i jestem twoim psychiatrą, Davie. ─ Ale pan jest przecież Mauerem, jest pan podobny… to kolejna prowokacja Portalu… ─ Oczywiście, że wyglądam jak on! ─ krzyknął, puszczając jego ramiona. ─ Nie rozumiesz tego? Ja jestem prawdziwym pierwowzorem Mauera, kapujesz? To ja jestem Mauerem! Tym realnym Mauerem! Ty jesteś bardzo chory, Davidzie. Wszystkie te książki, które napisałeś… Spójrz na tytuły. Wszystkie pochodzą od nazwisk poznanych przez ciebie ludzi. Kończysz jedną książkę, przez krótką chwilę znów jesteś wszystkiego świadomy, a w następnej poznajesz faceta o nazwisku Robert Bank i piszesz powieść sensacyjną, gdzie banda gnojków rabuje oddziały ING. Tak to działa, Davie! Spojrzał na tytuły. Nie kłamał. Znów zrobiło mu się słabo i zwymiotował na jego fartuch. Zemdlał. ─ A więc to prawda? Jestem chory? ─ Sączył gorzką herbatę. John nie nosił już fartucha. ─ Tak, Davie, przykro mi. Wszystko co przeżyłeś, całe twoje wyimaginowane życie, było czystą fikcją, którą stworzyłeś ty sam i opisałeś w swoich książkach. ─ Portal również? ─ Portal przede wszystkim. ─ Wskazał ręką na maszynopis. ─ Portal oznacza, że twoja choroba pogarsza się. ─ Dlaczego? ─ To jest pierwsza książka, w której stworzyłeś wielopoziomowość akcji. Nadążasz? Tworzysz książki w książkach, następne poziomy tych samych historii. ─ Co to oznacza? Wziął głęboki oddech. ─ Niedługo zagubisz się w nich sam. Będziesz siedział przy maszynie i pisał non-stop, podłączony do kroplówki, tak samo jak działo się to wcześniej. Będziesz wodził po literkach i zagłębiał się coraz bardziej i bardziej, aż w końcu zatracisz zupełnie kontakt ze światem i wtedy… wtedy… ─ Wtedy umrę ─ dokończył za niego, czując suchość w gardle. ─ Tak, Davie, wtedy umrzesz ─ potwierdził, a w jego oczach widać było dojmujący żal. Zaległa cisza. ─ A co z lekami? Może jest jeszcze jakaś szansa? Pokręcił głową. ─ Nie działały. Próbowaliśmy wszystkiego. Leki dla schizofreników i wszystkie podobne zawiodły. Eksperymentalne terapie również. Jedynie pisanie. Pisanie zawsze utrzymywało cię przy życiu. Może nie doświadczałeś go tak jak my, ale przynajmniej, no wiesz, funkcjonowałeś. Teraz jednak widzę, że to tylko kolejny szczebel autodestrukcji. David zagłębił się w czarnych myślach. Właśnie zrozumiał, po tym jak przeczytał fragmenty wszystkich książek i kartę pacjenta, że to, co mówił John Portal miało sens. Nawet jeśli bał się w to uwierzyć, a w głębi duszy wciąż dawał wiarę, że znajduje się w tym nieszczęsnym Portalu. Tak, to miało sens. To było możliwe. Portal był zbyt fantastyczny, żeby stanowił normalny świat. Musiał to przyznać, nawet będąc pod tak bolesną diagnozą. ─ Ile mi pozostało czasu? ─ O co pytasz konkretnie? Zatroskane spojrzenie padło na Davida, gdy wydukał: ─ Ile mi pozostało jeszcze tej świadomości? ─ Niewiele. Może kiedy przyjdzie pielęgniarka lub ktokolwiek inny. A jeśli nie – sam ich wymyślisz. Tak zrobiłeś, kiedy zamknęliśmy cię w izolatce. ─ W izolatce? ─ Zgadza się. Twoja trzecia książka. ─ Wskazał na porozrzucane powieści. Zerknął na okładkę. „Ślad”. ─ Facet się nazywał George Pattern. Sam go wymyśliłeś. Podobno dostarczył ci lekarstw ─ powiedział smętnie. David pogrążył się w smutku, który ściskał jego serce. Wszelkie emocje z jego twarzy odpłynęły, ustępując nagłym przypływom depresji. Nie mógł uwierzyć, że tutaj się znalazł. Było już ciemno, kiedy John oznajmił: ─ Na dziś już wystarczy. Musisz wracać do swojej sali. Stał w oknie. Kapcie szurały o parapet, a chłodne powietrze muskało jego nagie ciało. Chciał skoczyć, pragnął tego z całych sił. Był psychicznie chory, więc takie rozwiązanie wchodziło w grę. Powieści, które napisał, na pewno przewidywałyby takie rozwiązanie dla kogoś mentalnie chorego. Tak, to był właściwy koniec powieści. Koniec prawdopodobny i autentyczny. Stary profesor mówił to na każdych zajęciach kursu pisarskiego, na którego zapisał się podczas studiów. „Rozwiązania w powieściach dzielą się na dwie grupy: autentyczne, ale mało prawdopodobne oraz w pełni prawdopodobne i w pełni autentyczne. Nie wolno wam stosować tego pierwszego. Czytelnik zawsze wie, kiedy jest oszukiwany”. Kurs co prawda okazał się stratą czasu, ale to zdanie utkwiło mu w pamięci na długie lata i miał pewność, że podczas pisania tych wszystkich książek, o których istnieniu dowiedział się niecałe trzy godziny temu, również o tym nie zapomniał. Tak, musiał trzymać się nurtu historii. Jego historii. Skok był zimny i orzeźwiający, a do tego cholernie prawdopodobny. I autentyczny. Portal był fikcją, ale upadek z czwartego piętra i skręcenie karku było w stu procentach prawdziwe. Dokładnie tak. Autentyczność biła z tego pomysłu na wiele, wiele mil. ─ Witaj ─ rozległ się cichy głos. ─ Nazywam się Gordon Chase i przyniosłem ci twoje nowe lekarstwo…. HEJ! Co ty wyprawiasz?! ─ Moment, moment ─ powiedział David, schodząc z parapetu. Jak mógł sądzić, że skończy ze sobą, kiedy przed oczami rysowała mu się taka piękna historia? ─ Powiedziałeś, że jak się nazywasz? ─ Gordon Chase ─ powiedział niepewnie. ─ Jest pan pewien, że dobrze się pan czuje? ─ Nigdy nie czułem się lepiej. Kiedy wyszedł, stara maszyna do pisania wykonała siedem głośnych stuknięć. Następnie jeszcze kilka, których nie przeliczył. „POŚCIG By David Gonyar Przeczytał to krótkie zdanie z lubością. Tak, tak, tak. Bo kto powiedział, że idealnym zakończeniem nie może być także początek? *** KONIEC ***



        Dedykacja: Dla nielicznych, którzy wytrwali do końca.

Płeć: mężczyzna
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 13.08.2013r.

1     

Terila Redaktor 16 08 2013 (18:16:28)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witaj,
po części epilog zdaje się być tym, do czego dążyłeś od samego początku. Obrót spraw, który przyjąłeś po części nabiera przewidywalności, ale też konsekwencji. Całe opowiadanie jest teraz zwartą, zamkniętą konstrukcją.
Wciąż trzymasz w napięciu, a ostatnia scena, ze zrezygnowaniem przez Davida ze skoku z okna, nabrała uroczego wydźwięku, nadała pracy osobisty smaczek, charakter i puentę. Nie tylko opisałeś przypadłość swojego bohatera, ale i pokazałeś, jak ona działa.

Czytelnik nie chce rozstawać się z Davidem. Ma się wrażenie, że dopiero się go poznaje - mówię o tym prawdziwym Davidzie, chorym, siedzącym w szpitalu psychiatrycznym. Po tylu oszustwach jego umysłu chciałoby się zobaczyć go z perspektywy bezpieczniejszej, nie będąc wciągniętym w gry chorej psychiki.
To dobrze. To oznacza, że chciałoby się tu wrócić.

Nie wyłapałam żadnych błędów natury technicznej. Jest krótko, konkretnie, ale wciąż w Twoim stylu.
Pozdrawiam, i dziękuję za dedykację, gdyż uważam, że dotrwałam do końca. ;)
Ode mnie 5+ ( to za tę subtelną przewidywalność )


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(40): 40 gości i 0 zarejestrowanych: