Pseudonim: unnecessary
Imię: Roksana
Skąd: Nysa
Napisanych prac:
- wiersze: 8
- proza: 1

Średnia ocen: 3.6
Użytkownik uzyskał: 102 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Interrogacja" 04.02.2014
"***(żyję)" 02.07.2013
"Labirynt" 24.05.2013
"Łącznik" 27.06.2013
"Eskalacja uczuć" 03.07.2013

Inne prace tego autora:
"Labirynt" 24.05.2013
"Pornografia uczuć" 06.07.2015
"***(żyję)" 02.07.2013
"Interrogacja" 04.02.2014
"*** (Wielki świat)" 29.05.2013


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Pornografia uczuć

Z fragmentów przeszłości wyłania się obraz. Nie chcę na to patrzeć. Kurwa, to tak boli. Mam w głowie żarzące się pobojowisko. Niemalże wyobrażam sobie zapach spalenizny. Korzenie bólu rozchodzą się coraz rozleglej po moim ciel,e zabierając tlen z płuc. "Odejdź", jęczę, lecz to zjawisko przybiera na sile. "Odejdź, zostaw mnie." Ten pieprzony marazm dnia dopada mnie o poranku, zaraz po przebudzeniu. Afektacja wschodu słońca mnie przeraża. Trzymam w dłoni kubek z gorącą kawą, lecz, zanim upiję choćby łyk, ciecz jest już zimna. Opieram czoło o zimną szybę i modlę się o wytchnienie. Mógłbym błysnąć erudycją na temat cierpienia, którego wyuczam się co dzień. Jest wypisane Braille’em na mojej skórze. Dotknij, poczuj to, co ja. Weryzm tamtych chwil przychodzi nagle, bez ostrzeżenia. Nie mogę wyrwać się tej wizji, która wciąga mnie, nie pytając o zdanie. Wiedz, że to nie tak miało wyglądać… Obrazy wylewają się z mojego umysłu. Chcę zerwać się od ucieczki, lecz stopy nie odrywają się od podłoża. Moje ciało wymawia posłuszeństwo mózgowi. Oklaski rozległy się w sali. Moje ręce były skamieniałe, w dłoni wciąż trzymałem kryształowy kieliszek z szampanem. Informacje docierały do umysłu okrężną drogą, ze znacznym opóźnieniem. Wziąłem głęboki oddech. Nic nie czułem. Naprawdę nic nie czułem, a przecież w tej chwili powinienem czuć radość, cieszyć się z nimi. - Gratulacje. – Powiedziałem sztywno podchodząc do Toma i Maude. Uśmiechnięci uściskali mnie i zajęli się kolejnymi gośćmi, którzy składali im życzenia. Wychodząc przed budynek wziąłem od kelnera dwa kieliszki alkoholowego płynu i wypiłem haustem jeden po drugim. To wszystko jest kiepską farsą, pomyślałem kostycznie. Nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Rzuciłem kieliszek i obserwowałem jak szkło z cichym trzaskiem rozbija się na drobne kawałeczki. Zupełnie jak ja. Czułem się rozbity, bez żadnej wartości. Miałem w ustach gorzki smak porażki. Nie widziałem przed sobą żadnych perspektyw ani nowych możliwości. Jakiś etap w moim życiu właśnie się zakończył się, zanim na dobrą sprawę się rozpoczął. Złudzenia dobiegły końca. - Bill? – Do moich uszu dobiegł cichy głos Maude. - Jak tam świeżo upieczona narzeczona? – Zapytałem ze sztucznym entuzjazmem. Opanowałem do perfekcji sztukę ukrywania własnych uczuć. Zaśmiała się perliście. Ten dźwięk bolał, wypalał mi dziury w sercu. - Świetnie. – Dotknęła mojego ramienia. – Ale chciałam porozmawiać o tobie. - Wszystko jest w porządku. – Zapewniłem ją szybko. Nie wyglądała na przekonaną, ale dodałem do wyznania sztuczny uśmiech i nie zadawała więcej pytań. A moje serce płonęło. To, co robiłem było mentalnym samobójstwem, ale musiałem to zrobić. Musiałem oswoić się z lękiem i samotnością. To właśnie była moja przyszłość. Spuściłem głowę i mocno zacisnąłem powieki, kiedy wchodziła do budynku, zostawiając mnie samego. Chciałem płakać, wołać do nieba o pomstę, bluźnić bogu, że skazał mnie na niespełnioną miłość, którą musiałem ukrywać, by nie ranić bliskich. Zawinąłem się w kłębek. Chciałem to wyrzucić z pamięci, zapomnieć, że te wydarzenia miały miejsce. Mimo, że wydarzyło się to tak dawno temu wciąż miałem pretensje do wszystkich, że tego nie zauważyli. Choć ukrywałem uczucia, które mnie niszczyły, potrzebowałem pomocnej dłoni. Nikt jej nie wyciągnął, nikt nie zauważył tego, co się ze mną działo. Drżałem wyzuty. To wszystko mnie przerastało. Ekwiwalent myśli niszczył szczątki zdrowego rozsądku, którego i tak nigdy nie miałem za dużo. Nie roztropność była moim drugim imieniem a głupota. Rodzi się w moim serce poczucie głębokie poczucie niesprawiedliwości i rośnie z każdą chwilą. Nienawidziłem swojej naiwności, tej infantylnej wiary w dobroć świata. Zostaw, nie męcz już dłużej… Wypity alkohol zaczynał szumieć w moich żyłach. Czułem się nieco lepiej, ale i tak jedyne, czego w tamtej chwili chciałem, było odcięcie się od tego. Powstrzymywało mnie od tego tylko braterskie poczucie obowiązku, które mówiło mi, że powinienem być z Tomem na jego przyjęciu zaręczynowym. - Bill. – Obok mnie pojawił się Tom. – Odwieziesz Maude do domu? Źle się czuje, a ja musze tu jeszcze zostać. - Jasne. – Mruknąłem, walcząc ze zmęczeniem. – Odwiozę ją. To była mroźna, zimowa noc. Lodowate powietrze otrzeźwiło mnie trochę i poczułem się dużo spokojniej i pewniej. Maude wsiadła do samochodu, a ja jeszcze chwilę stałem na zewnątrz, dopalając papierosa. Żarząca się rurka dawała mi nikotynowego kopa, działała jak zastrzyk uspakajający. Ruszyłem bez słowa, sprawnie prowadząc samochód. Przynajmniej na tyle, na ile pozwalał mi na to alkohol we krwi. - Bill, mógłbyś sobie w końcu znaleźć jakąś dziewczynę. – Powiedziała leniwie Maude. Zacisnąłem usta. Nie lubiłem, kiedy ktoś mówił mi jak żyć. Tym bardziej, jeśli była to osoba, z którą chciałbym to życie spędzić. Nie odezwałem się ani słowem, bo i co miałem jej powiedzieć? Że już znalazłem? Przecież to było śmieszne! Kochałem swoją najlepszą przyjaciółkę, którą była narzeczoną mojego brata! - Nie martw się o mnie. – Uspokoiłem ją po dłuższej chwili, kiedy już byłem pewien, że mój głos nie zadrży, nie zdradzi mnie. - Wiesz, ja po prostu nie chcę, żebyś był sam. Teraz, kiedy ja jestem z Tomem zostałeś… trochę sam. - Nie czuję się samotny. – Kłamstwo gładko wyszło z moich ust, paląc moje wnętrzności. Niezręczna cisza ciężyła. Kurczowo zaciskałem dłonie na kierownicy i modliłem się, żeby dalej nie ciągnęła tej rozmowy. Nie miałem na to siły. To trwało już zbyt długo i wykańczało mnie psychicznie. Coraz ciężej mi się oddychało i zacząłem wątpić, że kiedykolwiek przestanę ją kochać. Wydawało mi się to nierealne, tak samo jak i to, że tak mocno odczuwałem każdą emocję, która była związana z nią. - Bill. – Odezwała się ponownie po chwili. – Jesteś moim najlepszym przyjacielem. Tak bardzo nie chciałem tego słuchać. Wprost nie potrafiłem zrozumieć jak ona może mówić o przyjaźni, kiedy ja tak żywie i mocno ją kochałem. Chciałem wrzasnąć, żeby przestała, bo dłużej już tego nie zniosę, ale milczałem. Po prostu milczałem. - Nie chcę cię ranić, ale pewne rzeczy tracą teraz dla mnie na znaczeniu. Wiesz, Tom uważa, że ostatnio trochę przygasłeś i nie jesteś sobą, więc zdecydował, że powiemy ci później, ale nie wiem, po co z tym czekać. Tak naprawdę te zaręczyny są tak szybko, Bill, bo spodziewamy się z Tomem dziecka. Z jednej sekundzie grunt zaczął mi się palić po stopami i zaczęło mi brakować tlenu. Spazmatycznie wciągnąłem powietrze do płuc, ale i tak czułem się jakby ktoś mnie właśnie znokautował. Bezwiednie nacisnąłem pedał gazu. Samochód w ciągu kilku sekund znacząco nabrał prędkości, ale nie zauważałem tego. Dla mnie życie straciło jakąkolwiek wartość i byłem już pewien, że nic się nigdy nie zmieni. Wszelkie moje marzenia i plany nie miały przeszłości. Ja nie miałem przeszłości. - Bill, uważaj. – Głos Maude dobiegał jakby zza ściany. Skręciłem gwałtownie w prawo i oślepiły mnie reflektory jadącego z naprzeciw samochodu. Był blisko, a moje zaskoczenie i krótka chwila zawahania nie dała szans. Huk zderzenia oszałamiał, a siła, z jaką pasy bezpieczeństwa zatrzymały moje ciało, odebrała mi w jednej sekundzie całe powietrze z płuc. Głowa boleśnie uderzyła o szybę, która pękła z trzaskiem i straciłem świadomość. Za oknem sucha szarość. Zbliża się noc. Czuję jak moje najmroczniejsze demony czają się, by wyjść z ukrycia. Zacisnąłem zęby, by nie czuć zbyt mocno. Mroczne wspomnienia atakują z każdej strony i naprawdę nie wiem już jak mam się ich pozbyć. Każdy oddech sprawia ból, każda myśl wwierca się w umysł. Umieram wewnętrznie i błagam o oddech, bo choć chciałbym umrzeć, panicznie się tego boję. Boję się, że musiałbym stanąć z nią twarzą w twarz – i niemiałbym nic na usprawiedliwienie, i nie potrafiłbym wykrztusić z siebie słowa ‘przepraszam’. Nie chcę tak żyć, choć wiem, że muszę. Wszystko mi ucieka spod palców i nie wiem jak poradzić sobie z otaczającą mnie rzeczywistością. Zastanawiam się, czy powinienem próbować sobie nią radzić. Bez niego już nic nigdy nie będzie takie samo. Szpitalna biel przytłaczała mnie. Drżałem i nie wiedziałem, co mam ze sobą począć. To czekanie mnie zabijało, a niepewność jej losu sprawiała, że jeszcze bardziej się obwiniałem. Zerknąłem na Toma, który z nerwów przechadzał się tam i z powrotem. Nie patrzył na mnie, zachowywał się jakby w ogóle mnie tu nie było. Bolało mnie to i nienawidziłem się za to, że to ja doprowadziłem do tego stanu. Nie miałem do niego o to pretensji. Rozumiałem go. Po raz pierwszy od wielu miesięcy rozumiałem go. Zanim ktokolwiek wyszedł z bloku operacyjnego czułem jakby minęła wieczność. Ale mina lekarza nie wróżyła nic dobrego. A ja chyba nawet wiedziałem co… - Przykro mi, ale nie udało nam się jej uratować. Te słowa brzmiały jak wyrok na moje życie. Oszołomiony Tom spojrzał na mnie i widziałem w tym spojrzeniu, że to mnie obwinia. Wyczuwałem jego rozpacz i ból i ja sam czułem dokładnie to samo. Mój bliźniak ruszył przed siebie i poszedł schodami w górę. Nie wiedziałem dokąd idzie, ale nie interesowało mnie to. Interesowały mnie tylko i wyłącznie moje uczucia. Mój ból. Moja rozpacz. Siedziałem na posadzce, ręce drżały mi tak bardzo, że nie potrafiłem wyciągnąć papierosa z paczki. - Przepraszam. – Zaczepiła mnie pielęgniarka. – Tu nie wolno palić. Kiwnąłem głową i wszedłem do łazienki. Pierwszy łyk nikotynowego powietrze było niczym ułaskawienie, lecz wraz z wydaleniem zbędnego dwutlenku węgla z płuc znów poczułem jak wszystko mnie przygniata. Czułem na swojej piersi przeogromny ciężar. I nagle uderzyło we mnie uczucie, które, miałem nadzieję, nigdy nie nadejdzie. A jednak… Wypadłem z pomieszczenia, ówcześnie wrzucając niedopałek do toalety i wybiegłem ze szpitala. Pierwszą moją myślą było: „To nie prawda, to się nie mogło wydarzyć”, ale kiedy zobaczyłem ludzi wzywających pomocy byłem pewien. Skoczył. Zabierz ten niepokój z mojej głowy i tysiąc myśli wylęknionych jak umierająca dusza. Chcę się leczyć na głowę, nigdy więcej nie być smutny. *** Ta miniatura jest częścią opowiadania, które można znaleźć pod adresem pornografia-uczuc.blogspot.com



Płeć: kobieta
Ocena: 3.5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 06.07.2015r.

1     

moriaty h.ayne Redaktor próbny 17 07 2015 (00:06:20)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Witaj.

Pozwól, że zacznę od strony technicznej.

Korzenie bólu rozchodzą się coraz rozleglej po moim ciele[,] zabierając tlen z płuc.


"Odejdź", jęczę, lecz to zjawisko przybiera na sile. "Odejdź, zostaw mnie."

Lepiej wziąć to w cudzysłów.

Jakiś etap w moim życiu właśnie się zakończył się[,] zanim na dobrą sprawę się rozpoczął.


Zawinąłem się w kłębek

według mnie lepiej brzmiałoby "zwinąłem się w kłębek", ale może to tylko kwestia gustu(chyba, że to pomyłka?)

Mimo, że wydarzyło się to tak dawno temu wciąż miałem pretensje do wszystkich, że tego nie zauważyli.


nie rozdzielamy spójników złożonych

Choć ukrywałem uczucia, które mnie niszczyły[,] potrzebowałem pomocnej dłoni.


Rodzi się w moim serce poczucie głębokie poczucie niesprawiedliwości i rośnie z każdą chwilą.


sercu

Niezręczna cisza ciężyła.


ciążyła

Zauważyłam, że masz dość duży problem z wstawianiem przecinków przed imiesłowami. W ogóle ich nie stawiasz. Wyłapałam też kilka literówek. Tyle ze strony technicznej.

Należy Ci się pochwała. Piszesz lekko, czytelknik od razu wczuwa się w sytuację głównego bohatera, tekst jest przesycony emocjami. Bardzo spodobał mi się sposób w jaki odsłaniasz klejne wydarzenia, że główny bohater przypomina sobie te wydarzenia.
Tekst bardzo dramatyczny, ale bardzo się cieszę, że nie stracił swojego potencjału. Sprawnie to rozwinęłaś i, mimo że to fragment, dostałam duży zastrzyk emocji. Bardzo mi się to podobało i z pewnością wejdę na stronę, gdzie jest tego więcej. Jestem ciekawa, czy dalej będziesz wstawiać kolejne fragmenty, czy poprzestaniesz na tym.

Szczerze jakoś za bardzo nie gustuję w takich tekstach, ale powiem Ci, że ten jest naprawdę dobry. Dodatkowy plus za to, że nie czuć w tym ręki autora, postacie jakby żyją swoim życiem.

Gdyby nie te nieszczęsne imiesłowy, ocena byłaby wyższa.
Ode mnie na teraz 4 z dużym plusem.

Pozdrawiam,
moriaty h.ayne



civilizacja Redaktor 16 07 2015 (23:56:55)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Trochę rozczarowałeś. Banalna historia, banalny pomysł, ale oczywiście nie z takich można stworzyć wręcz magiczne opowiadania. U ciebie nie było najlepiej. Co rzuca się w oczy to bardzo wyszukane słownictwo, używane zbyt pretensjonalnie, zbyt na siłę starałeś się to wszystko tam zmieścić. Zupełnie jakby pojedyncze słowa miały zmienić przekaz i rangę całego tekstu. Tak nie było i nie będzie.
Postaraj się bardziej.

Nie powala.
Ode mnie trzy

Pozdrawiam,
civilizacja


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(40): 40 gości i 0 zarejestrowanych: