Porcelanowe Głowy

Rozdział I Jadąc przez puste wrzosowiska starałam się nie myśleć o dwóch rzeczach - o celu podróży i o tym skąd wyjechałam. Kiedy tylko moje myśli zaczynały dryfować uparcie w kierunku jednego lub drugiego, pod moimi natychmiast zbierały się piekące łzy. Wówczas prędko ocierałam je wierzchem dłoni nie pozwalając by chociaż kropla spłynęła po policzku ujawniając, co naprawdę czuję. Jakże wiele bym straciła... Cały trud, który włożyłam w udawanie, iż wyjazd do Anglii nie jest dla mnie żadnym problemem poszedłby na marne. Nie po to tyle się starałam, żeby teraz rozpłakać się jak dziecko, podczas gdy do końca drogi zostało nam zaledwie około trzydziestu kilometrów. Moja mama z uśmiechem wymalowanym na twarzy utkwiła wzrok w drodze i zaczęła nucić pod nosem „Stand by me”. Włosy w kolorze lnu spięła w wysoki kucyk i to sprawiło, że wyglądała jeszcze młodziej i jeszcze bardziej radośnie – niczym dziewczynka, która dostała nową Barbie. To właśnie dla tej radości, ja przyjęłam na twarz równie zadowoloną minę pod którą kryło się jednak wiaderko łez... a może nawet dwa? Obiecałam sobie, że późnym wieczorem, gdy tylko zatrzasnę za sobą drzwi mojego nowego pokoju, będę płakała całą noc i nie będę miała z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Nigdy wcześniej nie wyjeżdżałam poza granicę Polski. Przytulne Kraków, nasz stara kamienica na Floriańskiej i stosunkowo częste wizyty u babci, wystarczały mi w zupełności. Mieszkałyśmy z mamą same. Od czasu do czasu przez nasze życie i mieszkanie przewijał się jakiś facet, który wyznawał mamie miłość, a już kilka miesięcy później pakował swoje rzeczy i znikał na zawsze. Nie robiło to większego wrażenia już na żadnej z nas. Chyba nawet mama przywykła do takiego stanu rzeczy i od jakiegoś czasu nawet nie płakała. Gdy byłam młodsza, w takich trudnych chwilach kładłam się z nią na łóżku w jej sypialni i mocno przytulałam, a potem dreptałam do delikatesów na rogu, kupowałam dobrą wedlowską czekoladę i żelki Haribo. Na koniec obie zjadałyśmy to śmiejąc się do łez przy jakiejś dobrej komedii. Tak, to zdecydowanie było najlepsze lekarstwo w takich sytuacjach. Od jakiegoś czasu nie potrzebna już była ani czekolada, ani żelki, ani nawet żaden film. Mama wszystko znosiła z kamienną twarzą, a jej reakcja na kolejne rozstania była porównywalna ze stłuczeniem szklanki i bardziej przypominała zdziwienie i lekką irytację niż smutek. - Zapomniałeś o tym – powiedziała pewnego wieczoru do wysokiego bruneta, który zakładał buty w naszym przedpokoju i podała mu granatowy sweter, który dostał od niej na gwiazdkę. - Dzięki, Sylwia – odparł tamten i ze zmieszaną miną włożył go do walizki. - Przepraszam cię jeszcze raz... po prostu... czasem dwie osoby nie pasują do siebie, to wszystko. Mama rzuciła w jego stronę lekko znudzone, a zarazem rozbawione spojrzenie. - Zamknę za tobą drzwi. Jeszcze tylko krótkie „cześć, Lena” w moją stronę i po chwili stałyśmy w milczeniu w pustym przedpokoju. W powietrzu unosił się jeszcze zapach jego słodkich perfum, a w uszach brzmiał mi dźwięk przekręcanego w drzwiach zamku. - Palant... - rzuciłam. - Przykro mi, mamo. - Daj spokój, kochanie. I tak miałam mu powiedzieć, żeby się wynosił. Wtedy zaskoczyły mnie jej słowa. Zaskoczyło mnie także to, że nie położyła się w łóżku szlochając, tylko umówiła się z koleżanką na kawę. Zdecydowanie dziwne zachowanie biorąc pod uwagę dobrze mi znany scenariusz „Łóżko – czekolada – żelki – film”. Wtedy to przestałam drżeć na wieść o każdym jej nowym romansie, a zaczęłam traktować je z rezerwą wiedząc, że mama i tak da sobie radę. Jadąc przez puste wrzosowiska uświadomiłam sobie, że chyba nie do końca wierzę w to, co się dzieje. Opuszczałyśmy Kraków, aby wyjechać do Anglii i zamieszkać z Nathanielem, nowym chłopakiem mojej mamy. Brzmiało to tak nieprawdopodobnie, że aż uśmiechnęłam się sama do siebie jak gdyby byłby to dobry żart. Nie wierzyłam, że ona to robi. Zawsze miałam ją za racjonalną i odpowiedzialną osobę, a w tym momencie odnosiłam wrażenie, że mam do czynienia z głupią nastolatką albo chorą psychicznie kobietą. Jak zwykle jednak siedziałam cicho i nie zabierałam głosu. Być może to okrutne, ale miałam nadzieję, że za kilka miesięcy wrócimy do Polski, bo i ten związek się rozpadnie. Jednak tym razem musiałam wziąć w tym wszystkim czynny udział, podczas gdy wcześniej zawsze stałam w kącie i nie dawałam się wciągać w jej sprawy. To chyba bolało najbardziej. - Przypomnij mi, gdzie on mieszka?- zagadnęłam mamę, która natychmiast przestała nucić i uśmiechnęła się w moją stronę szczęśliwa, że mam ochotę na rozmowę. - Hrabstwo Carrington – odparła i zerknęła na GPS\'a. - Powinnyśmy tam być za jakieś dziesięć minut. - Serio? Przecież dookoła nic nie ma, żadnych domów, a nawet drzew. Czy on jest pustelnikiem? - zapytałam cierpko. - Nie wygląda na pustelnika – roześmiała się jakby nie dostrzegłszy mojego przytyku. - W pobliżu podobno jest małe miasteczko. Małe miasteczko, też mi coś, pomyślałam. Zadrżałam na myśl o nudzie, jaka musiała tam panować. Całe życie wychowywałam się w pięknym, pełnym możliwości Krakowie i miałam dostęp do wszelkiego rodzaju rozrywek. Nie uśmiechało mi się życie na wsi. Mało brakowało, a zaczęłabym modlić się, żeby Nate już na samo powitanie rzucił mamę. Nie musiałybyśmy się na nowo pakować, tylko zrobiłybyśmy w tył zwrot i cały ten koszmar by się skończył. Spojrzałam przez okno starając się wypatrzeć jakieś zabudowania i po chwili faktycznie dostrzegłam wyłaniające się zza wzgórza małe domki, gospodarstwa i kościelną wieżyczkę. - To nawet nie jest miasteczko, to jakaś wioska – powiedziałam. - Trochę więcej optymizmu, Lena – mama uśmiechnęła się do mnie i znowu utkwiła wzrok w drodze. Przypominała mi jedną z tych opisanych w bajkach. Kamienne domy porastał mech i bluszcz, ganki spowite były w gęstym winoroślu, a na oknach wiły się kolorowe kwiaty. Uliczki, co jest typowe dla takich miejsc, były brukowane. Chodnikami podążali uśmiechnięci ludzie i ten widok wydał mi się naprawdę zdumiewający, wręcz nienaturalny. Nigdy nie widziałam, żeby samotny przechodzień uśmiechał się pod nosem. Zwykle ulicami Krakowa podążali smutni, zamyśleni i poważni ludzie. Tutaj było inaczej. Uśmiechali się do siebie, mówili uprzejme „Hello” i szli dalej z rozpromienionymi twarzami, błyszczącymi oczami i ustami rozciągniętymi w uśmiechach. Poczułam sympatię do tego miejsca, poczułam jakąś wewnętrzną radość i nadzieję dzięki tym ludziom. Nie podejrzewałam już nic złego, ten obrazek uspokoił mnie na dobre.



Płeć: kobieta
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 05.08.2013r.

1     

Anima użytkownik 07 08 2013 (20:42:01)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Jak dla mnie, wykreowałaś naprawdę barwny i ciekawy obraz. Córka, która dba o uczucia swojej mamy, dba o nie do tego stopnia, że umie ukryć swoje uczucia, a do tego ma silny charakter. Mimo bólu rozstania z ukochanym miastem i otoczeniem potrafi się uśmiechnąć. Naprawdę, z całego serca podziwiam bohaterkę i pewnie będę za nią trzymać kciuki, ażeby udało się jej zaklimatyzować.
Autorko, bohaterka z takim uczuciem wypowiada się o Krakowie, że aż serce rośnie. Jako krakowianka, co prawda na razie jednopokoleniowa i tak zapewne zostanie, jestem uradowana. ;) Tylko jeden szczegół wydaje się naciągany. Bohaterka mieszkała w kamienicy na Floriańskiej. Po prostu wymieniłaś jedną z bardziej znanych krakowskich ulic, czy nie tak? Bardziej bym uwierzyła, gdyby mieszkała gdzieś na Salwatorze, Cichym Kąciku, Kazimierzu czy choćby Azorach. Ale to tylko moje odczucia.
Na pewno ogromny plus za wykreowanie dwóch skrajnych emocji. Na początku ból i skrywana rozpacz, pod koniec akcent optymizmu, ot, promyczek słońca, których ostatnio nam nie brak. ;)
Pojawiło się kilka błędów interpunkcyjnych, niemniej jednak praca jest napisana poprawnie i ciekawie. Nie mam zastrzeżeń, stawiam cztery plus z dużą szansą na więcej.
Pozdrawiam. ;)

huragan Użytkownik wpmt 07 08 2013 (22:22:08)
Tak, masz rację. Wymieniłam Floriańską, bo jako pierwsza przyszła mi do głowy. Nie mieszkam w Krakowie, ale kocham to miasto więc postanowiłam, żeby bohaterka pochodziła właśnie stamtąd :)

xErinx Użytkownik wpmt 05 08 2013 (20:12:34)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Dostrzegłam kilka błędów. Mimo tego, że to zupełnie nie mój styl, zainteresowałaś mnie swym tekstem i z ochotą przeczytam kolejną część.
Jest tu dużo prostoty. Wciągnęłaś mnie jednak, chęcią ujrzenia domu w, którym ma zamieszkać bohaterka wraz z mamą. Ciekawi mnie jak dalej pociągniesz tą historie.
Daje 4, gdyż mnie zaintrygowałaś ; )
Pozdrawiam.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(53): 53 gości i 0 zarejestrowanych: