Pseudonim: ana13
Imię: Anastazja - Ana
Skąd: Daleka od was :)
O sobie: Abstrakcyjna dziewczyna z workiem marzeń, z których spełniają się tylko nieliczne i nie te najważniejsze. Kocha książki, filmy i mimo naśmiewania się z niej robi swoje, choć czasem jej ciężko. Chwilami nie ma ochoty na nic, zamyka się w pokoju i wali piłką w ścianę, żeby się uspokoić...
Napisanych prac:
- wiersze: 26
- proza: 15
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 3.4
Użytkownik uzyskał: 161 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Za mało czasu..." 28.03.2009
"Niespełnione marzenia" 19.02.2009
"Polne dróżki, cz.5" 09.03.2009
"Polne drózki, cz. 7" 09.04.2009
"Serca złączone w kościele" 03.02.2009

Inne prace tego autora:
"Polne dróżki, cz.6" 22.03.2009
"Polne dróżki, cz.5" 09.03.2009
"Ciało z plastiku" 16.02.2009
"Za mało czasu..." 28.03.2009
"Polne dróżki, cz.3" 14.02.2009


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Polne dróżki, cz.1

Wróbel ćwierkał wesoło. Drzewa kołysane były poprzez lekkie podmuchy wiatru. Gałęzie tych drzew trącały okna pokoiku na strychu. Trawa rosnąca na polach wydzielała łagodny zapach, idący wraz z wiatrem. Był to rok 1939, czerwiec. Z dołu domu rozległo się wołanie i dziewczyna leżąca na drewnianym łóżku na stryszku, musiała wstać. Jej brązowe włosy spłynęły od razu do kolan. Zaś czarne oczy spozierały radośnie. Wydawały się zimne i stalowe, ale były inne, takie dobre jak ich właścicielka. Dziewczyna ubrana już była w sukienkę koloru niebieskiego i zbiegła szybko w sandałkach ze starej dętki. Przywitała mamę i zjadła w szybkim tempie śniadanie. Potem wzięła na plecy skórzaną torbę i wyszła przed dom. Tata zaproponował, że ją podwiezie, więc zgodziła się ochoczo. Po chwili stała na dziedzińcu szkolnym. Szkoła graniczyła z końcem wsi, a początkiem małego miasteczka. Zaraz podeszła do niej koleżanka Agnieszka. - Hej Marie! Dowiedziałam się, że na wakacje wyjeżdżam do Francji. Co według ciebie zwiedzić? Przecież tam mieszkałaś! - To było dawno, ale powiem ci. Koniecznie wieże Eiffla, katedrę Notre Dame i Świętą Kaplicę. Spytasz przewodnika to ci powie. - Dziękuję ci. Słyszę już dzwonek, musimy iść. Pierwsza była matematyka. Uczył francuz, pan Michał Szczygieł. Często robił wesołe miny, przez co lekcje były weselsze. - Dziś test, mademoiselle. Piszcie. Rozdał kartki i usiadł za biurkiem. Była to pensja panny Barabados i pani Kluśniewskiej. Potem był język francuski z panną Lou. Marie jak zwykle zaszczebiotała w tym języku, bo była narodowości francuskiej, ale parę lat temu przeprowadziła się w te strony. Za Francją nie tęskniła, bo jej tata był polakiem i opowiadał o lasach. Potem nadeszła godzina języka polskiego. Przerabiano wiersze Mickiewicza. Pani Ulcia , ukochana polonistka osiemnastolatków, powiedziała: - Ten poeta pięknie oddaje swą miłość do Litwy. Do tamtejszych borów i ludu. Tu głos zabrała Marie: - Kochał też Marylę Wereszczakównę. Potrafił nas wzruszyć. No i pisał poprawne gramatycznie wiersze. - Tak, tak, moi drodzy. A trzeba jeszcze wiedzieć... Tu Marie już nie słuchała. Zobaczyła Bernarda i jego kolegów ze szkoły dla chłopców w pobliskim mieście. Oczekiwali na swoje dziewczęta. Często przychodzili po szkolne piękności, czyli Ewelinę Brańską, Karolinę Domańską i Misię Krakowską. Nieraz Bernard rzekł coś miłego albo i dokuczył, ale nie zawracała sobie nim głowy. Lekcja się skończyła i dzwonek zabrzmiał wesoło. Razem z Agnieszką ruszyły polną dróżką ku domu. Usłyszały krzyk i dogonił je Bernard. - Witaj Marie, cześć Agnieszko. Pójdę z wami, dobrze? Zgodziły się, ale Agnieszka dodała: - Ale ja zaraz tu mam dom. Idźcie razem dalej. I poszli wedle życzenia. Doszli do starej leszczyny skąd trzeba było zejść jeszcze z górki i był już dom Marie. - Marie... Jutro koniec roku szkolnego. Czy będziesz miała wolne popołudnie? Spotkajmy się tutaj, dobrze? O piętnastej. - Dobrze. Odszedł pośpiesznie. Powietrze rozwiewało słodką woń kwiatów i ta chwila stała się dla dziewczyny romantyczna. Zwykle Bernard zachowywał się inaczej. Zakochany był ponoć w Joannie Migdałowej z klasy niżej. Traktował ją jak przyjaciółkę, pytając o jakąś dziewczynę. I ona nie czyniła ku niemu jakiś specjalnych starań, ale teraz... Gdy tak odchodził, dziwnie się poczuła. Jego krótkie czarne włosy ślicznie wyglądały w słońcu. A niebieskie oczy patrzyły z takim oddaniem. Niewiele myśląc dziewczyna postanowiła iść do domu, ruszyła polną ścieżką.



        Dedykacja: Mojej przyjaciółce, Sarze,pierwowzorowi Marie. Kochana Saro , nie zmieniaj się. Bądz dalej mądra i uczynna. Zawsze skora mi pomóc i nie przejmuj się plastikami z naszej klasy. Poradzimy sobie...Jakoś, ale uda się !

Płeć: nieznana
Ocena: 2.8
Liczba komentarzy: 5    
Data dodania: 28.01.2009r.

1     

Kurczak_Alojzy Użytkownik wpmt 16 07 2013 (22:25:08)

Użytkownik ocenił pracę na 2

Akcja toczy się za szybko, wieje nudą na pół kilometra. Od razu widać, że pisząc to opowiadanie, próbujesz zwalczyć jakieś kompleksy. No cóż, mi się nie podobało, ale próbuj dalej:)

Dawied Użytkownik wpmt 18 02 2009 (13:06:39)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Sam klimat opowiadania jest bardzo fajny, troszkę chyba przypomina mi Zielone wzgórze ;) Natomiast samo wykonanie przeciętne. Za szybko gnasz z akcją pozostawiając postacie bez jakieś konkretnej charakterystyki, osobowości. Jeżeli ktoś mieszkał we Francji to wątpię, by zachwalał wyłącznie wieżę. Paryż to przede wszystkim małe bistra, uliczni muzykanci. Co do oczu, które wydawały się zimnymi, a były dobre to bezsensu to jest. Jeżeli się takie wydają, to nie można nadać im prawdziwości jakiś innych ukrytych cech w ten sposób, bo co znaczy dobre oczy? Zakończenie też takie jakieś bez polotu. Pomysł dobry, ale trzeba było go zdecydowanie doszlifować.

ana13 Użytkownik 29 01 2009 (16:08:15)

Droga kano, ma polskie imie i nazwisko, bo owszem jest francuzem , ale ma też troche polskich korzeni. A takie poplątane to wymyśliłam.

kana Użytkownik WPMT 28 01 2009 (19:03:41)

Ładne, lekko się czyta. Mam jeszcze parę zastrzeżeń, te zdanie mi się nie wplata "Była to pensja panny Barabados i pani Kluśniewskiej." Co ma do tego pensja w środku opowiadania? Następnie, napisałaś, że francuz uczył języka francuskiego, dobrze, tylko dlaczego on ma polskie imię i nazwisko? Z resztą trochę nie jasna jest ta scena jak Marie mówi o Mickiewiczu, a później się oddala. Mogłaś to bardziej opisać, bo dla czytelnika jest to ciut niezrozumiałe. Chętnie przeczytam następną część. Mam jednak jeszcze jedną uwagę, gdy stawiasz znaki interpunkcyjne to tuż po literce, nie rób przerw.

PookyFan Użytkownik 28 01 2009 (18:27:20)

Hm, chyba próbowałaś napisać o zbyt wielu rzeczach naraz w zbyt krótkim opowiadaniu. Do tego te błędy... opowiadanie nieszczególne - nie jakieś strasznie nudne, ale po prostu o niczym konkretnym, nie porywa, nie czyta się z ochotą. Popracuj nad treścią swoich opowiadań na przyszłość. I pisz dłuższe części. I nie rób tylu błędów. Opowiadanie na naciągane trzy.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68308 | Użytkownicy: 12452
Online(50): 50 gości i 0 zarejestrowanych: