Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: ana13
Imię: Anastazja - Ana
Skąd: Daleka od was :)
O sobie: Abstrakcyjna dziewczyna z workiem marzeń, z których spełniają się tylko nieliczne i nie te najważniejsze. Kocha książki, filmy i mimo naśmiewania się z niej robi swoje, choć czasem jej ciężko. Chwilami nie ma ochoty na nic, zamyka się w pokoju i wali piłką w ścianę, żeby się uspokoić...
Napisanych prac:
- wiersze: 26
- artykuły: 2
- proza: 15

Średnia ocen: 3.6
Użytkownik uzyskał: 157 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Niespełnione marzenia" 19.02.2009
"Za mało czasu..." 28.03.2009
"Polne dróżki, cz.5" 09.03.2009
"Polne drózki, cz. 7" 09.04.2009
"Serca złączone w kościele" 03.02.2009

Inne prace tego autora:
"Polne dróżki, cz.4" 18.02.2009
"Za mało czasu..." 28.03.2009
"Ciało z plastiku" 16.02.2009
"Polne dróżki, cz.2" 06.02.2009
"Imagina - Przenikacz dusz. " 22.03.2009

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Polne drózki, cz. 7

Świeciło słońce. Oślepiało swym blaskiem każdego kto stawał w jego promieniach. Dlatego ludzie nie stawali. Było zbyt gorąco. Zresztą jak to w lecie. Marie przeszukiwała gorączkowo szafę. Wraz z ojcem i Tamarą, wybierali się na dwa dni do Krakowa. Była godzina szósta trzydzieści. Wyjeżdżali za godzinę. Miała wielki dylemat. Chciała się ubrać stosownie do pogody, ale jednocześnie elegancko, aby w Krakowie nie uznano ją za kompletną dzikuskę. W końcu wybrała długą, zwiewną suknię w czerwonym kolorze. Włożyła słomkowy kapelusz i uśmiechnęła się do swojego odbicia w lusterku. Chwyciła torebkę i weszła do pokoju Tamary. I ona starała się wyglądać elegancko. Ubrała swą najlepszą suknię. Wyglądała tak pięknie, że Marie zabrakło tchu.
- Tamaro! Śliczna suknia.
- Tak, dostałam ją od mamy. - powiedziała smutno.
- Tęsknisz za nimi, prawda?
- Tak, bardzo. Masz szczęście. Możesz być ze swoimi. Moi rodzice mogą być teraz tylko we Francji. - powiedziała z rosyjskim akcentem.
Do pokoju zajrzał ojciec Marie, uśmiechnięty jak zawsze.
- Gotowe?
Kiedy przytaknęły, powiedział, aby szły już do wozu, ponieważ pojadą wcześniej.
- A tak w ogóle to wyglądacie ślicznie w tych sukienkach. Oj, będą się za wami chłopcy oglądać!
Wybuchnęły zgodnie śmiechem i podążyły do pojazdu. Wkrótce minęli ukochane pola i lasy i wjeżdżali w coraz to nowsze miasta, pełne domów. Widywali różnych mieszkańców. Niektórzy ubrani biedniej, nieśli jakieś torby. Inni, bogatsi, spacerowali wolno z rodziną przez park. Różne były twarze. Jeden wyglądał jak oprych i nie wzbudził zaufania kuzynek, drugi miał twarz bez wyrazu, a jeden był przystojny, a jednocześnie zdenerwowany. To on zainteresował dziewczęta. Jednak trzeba było jechać. W Krakowie znaleźli się dopiero po dwunastej. Mijały ich wytworne auta w kolorze czarnym, dorożki oraz różne wozy podobne do nich. Podjechali pod hotel i zapłacili w recepcji za pokoje. Tata Marie wziął walizki i zaniósł do pokoi. Kiedy wyszedł, dziewczęta zaczęły wyglądać z okna.
- Jak myślisz, jak nam tu będzie?
- Może dobrze. Kto to wie.
- No tak. Różnie bywa. Niestety.
- Marzę teraz, żeby wrócić do Rosji. Może nie byłoby mi tam dobrze, ale znałam kogoś, kto...kogo kochałam...i kto kochał mnie. Los musiał nas rozdzielić!
- Och, Tamaro! - Marie przytuliła ją mocno. - Kiedyś się spotkacie! Miną złe czasy i nastaną nowe. Będzie dobrze.
- Tak, może masz rację. Już sama nie wiem. Poznałam smak bólu. Teraz skupię się na studiach i wszystko będzie dobrze.
- Dziewczęta, idziemy na uczelnię! - do pokoju wszedł wystrojony ojciec.
Wyszły pośpiesznie z pokoju, chcąc dogonić zaaferowanego Francuza. Wsiedli w wóz i wkrótce stali pod Uniwersytetem Jagiellońskim.
- O Boże. To wygląda tak...tak przerażająco. Tamaro, pomocy. Będziesz musiała mnie wnieść, bo zemdleję na miejscu.
- Spokojnie. Chodź. Powoli. O tak. I widzisz? Od razu lepiej.
Weszli do gmachu. W pokoiku, na pierwszym piętrze, odbywały się zapisy.
- Wejdźcie. Ja muszę chwilę odpocząć. - powiedziała Marie do taty i Tamary.
Ledwo znaleźli się w środku, do Francuzki podszedł wysoki blond włosy chłopak.
- Cześć, jestem Sebastian.
- Marie. - podała mu rękę.
- Oo. Nie jesteś polką?
- Nie, nie. Francuzką.
- Emigrowałaś?
- Wiele lat temu. A ty pewnie polak?
- Pomyłka. Jestem pół Polakiem po ojcu, po matce Hiszpan. Dotychczas mieszkałem w USA.
- To czemu je opuściłeś?
- Z powodu ojca. Uważa, że będzie wojna i chciał tu być, aby wspierać albo zaciągnąć się do wojska. - powiedział szeptem, omiatając wzorkiem mury uczelni. Zupełnie jakby one miały uszy!
- Rozumiem. Ale myślę, że wojny nie będzie.
- Ja też. Oby nie było. Idziesz?
- Tak, tak. - uśmiechnęła się.
Po krótkim napisaniu o sobie, złożeniu dokumentów, dowiedziała się, że musi przejść do salki, gdzie napisze krótki test. Po wypełnieniu go, stanęła w korytarzu, czekając na Tamarę. Rozglądała się ciekawie, zainteresowana, gdzie spędzi następne parę lat. Teraz miała ochotę zobaczyć Bernarda. Jego głos zadźwięczał jej w uszach, całkiem jakby go słyszała. Wkrótce wyszli z gmachu i zaczęli zwiedzać krakowskie zabytki. Szybko znaleźli się w jakiejś kawiarence na rynku i słuchając zespołu jazzowego, zajadali lodami. Nagle podszedł do nich pewien chłopak. Marie szybko go rozpoznała. Sebastian. Okazało się, że maluje obrazy turystom, bo idzie mu to całkiem nieźle.
- Witaj ponownie Marie. Ech, ta muzyka i pogoda, zbliżają sztuce.
- Tak. Na jaki kierunek idziesz?
- Na psychologię.
- Ja też! A już myślałam, że na inny. Miło będzie mieć kogoś znajomego.
- Kim jest twoja koleżanka?
- To moja ku...koleżanka. Franciszka. - skłamała, nie mrugnąwszy okiem. Wszystko to robiła ze względu na Tamarę.
- Ładna. Namaluję ją z daleka, dobrze?
- Tak, jasne.
I rzeczywiście. Namalował. Wybrał delikatne barwy i w barwach słońca obrazek wyszedł niepowtarzalnie. Wkrótce wrócili do hotelu.
- Tamaro, zobacz. Mój kolega namalował Ciebie.
Twarz kuzynki rozjaśniła się widząc dzieło sztuki.
- Świetne!
Do drzwi ktoś zapukał. Okazało się, że to recepcjonistka.
- Przepraszam, że przeszkadzam. Która z panienek, to panna Marie?
Wskazana dziewczyna ruszyła na dół. Okazało się, że jest do niej telefon.
- Halo?
- Cześć, Marie. Tu Bernard. Jak tam test?
- Doskonale! W ogóle miła uczelnia. Będzie dobrze! A ty? Jak twój test?
- Pisałem go dwa dni temu. Będę jutro w Krakowie. Spotkamy się na rynku, dobrze?
- Tak.
- Kocham Cię, nie zapominaj o tym.
- Ja też, nawet nie wiesz jak, Bernardzie.
- Nie wiem, za to mam świadomość, jak ja.
- Dobranoc, kochany.
- Tak. Śpij słodko, Marie.
I rzeczywiście, tej nocy spała niezapomnianie dobrze.



Ocena: 4.333
Liczba komentarzy: 5    
Data dodania: 09.04.2009r.

1     

Black Lady 12 04 2009 (16:09:29)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Mnie również niespecjalnie spodobały się dialogi, no i te wcześniej wspomniane przez Dawieda pojedyncze zdania. Wierzę jednak, że nad tym popracujesz. ;) Tak poza tym to jest całkiem nieźle.

Kamil M. Jaszczak 09 04 2009 (20:40:02)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Ja nie znam ani Krakowa, ani też wspomnianego Uniwersytetu dlatego jedyne do czego mogę się przyczepić to dialogi. Rzeczywiście wypadają średnio, to jak jakby rozmawiały ze sobą dwie osoby i nad każdym zdaniem myślały z 560 razy. Ogólnie ciekawie, i ode mnie 5.

Dawied 09 04 2009 (18:59:21)

Szkoda, bo pisząc o Krakowie i nie nadając mu takiego swoistego czaru tego rynku (nie licząc tych tłumów) staje się taki nijaki. Ty jesteś autorem :) Ja tylko chciałem zwrócić uwagę na to co mnie raziło jako czytelnika.

ana13 09 04 2009 (18:41:29)

Tak się składa, że mieszkam w Krakowie. Tyle, że nie chciałam opisywać Krakowa. Głównie skupiłam się na uczuciach bohaterów. Zapewniam cię, że Jagiellonkę zwiedziłam, bo sama zamierzam tam studiować za parę lat.

Dawied 09 04 2009 (18:25:54)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Cały trzymasz taki fajny klimat, mimo tego, że wydarzenia nie są super wzniosłe to jednak interesują. Znów doczepiłbym się do tych zdań pojedynczych na początku. Dialogi nie zawsze się trzymają, ale też nie są wymyślnie sztucznie. Chyba nie byłaś na Uniwersytecie o którym piszesz ;) Po za tym sam Kraków też nie specjalnie opisałaś. Czepiam się, bo tak się składa, że studiuję na Jagiellonce i troszkę nie bardzo kojarzę wydział, który mógłby przerażać :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(38): 35 gości i 3 zarejestrowanych: exother, Fał, pasieczny14

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl