Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Ironiczna
Imię: Anna Łucja
O sobie: "„Praca polegająca na dobieraniu słów jest podobna do samotności. Szukanie słów, które mają w sobie siłę. Są jasne. Zmierzające we właściwym kierunku..."
Napisanych prac:
- wiersze: 163
- artykuły: 1
- proza: 137

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 582 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Nieumarły kwiat - I etap..." 20.05.2012
"Cztery dobre wróżby - epilog" 06.02.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 03.02.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 17.01.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 03.01.2012

Inne prace tego autora:
"Cztery dobre wróżby -..." 31.12.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 01.12.2011
"Na niebie ciemne chmury -..." 21.06.2010
"Cztery dobre wróżby -..." 27.09.2011
"Obdarci cz. 6" 01.06.2011

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Połączymy się na drodze między piekłem, a niebem cz. 4

Nie zwariowałam. Teraz, kiedy siedzę w swoim pokoju i myślę o tym, co się wydarzyło, nie mogę w nic uwierzyć. To wygląda i brzmi jak sen.
Stałam i patrzyłam na mój obraz. Zastanawiałam się, jakie koleje losu przeszedł. I wtedy usłyszałam głos, który wzięłam za zwidy.
- Wiedziałem...
- Jest tu kto? - spytałam po chwili.
- Tak - odparł nieznajomy, wychodząc z ciemności, w olbrzymi krąg światła nakreślony witrażami.
Poznałam, że to mężczyzna. Miał długą, kręcona brodę i włosy podobnej długości. Sprawiał wrażenie starego, ale po chwili uważnej obserwacji przekonałam się, że to nieprawda. Mógł być w moim wieku, ewentualnie dwa, trzy lata starszy. Chyba kreował się na tajemniczego intryganta, gdyż ubrał się w czarną togę i niósł w rękach harfę. Momentalnie skojarzyłam go sobie z ''Aniołem Śmierci''.
- Nie przyglądaj się tak. Nie trzeba już spojrzeń, lecz słów.
- Kim jesteś? Nigdy cię tu nie widziałam... Pracujesz tutaj?
- Jam jest Russell Sullivan.
- Pan tego zamku! Najmocniej przepraszam! Nie zamierzałam...
- Uspokój się. Nie mogłabyś mnie urazić. Dziękuję, że przebyłaś tak długą drogę...
- To drobiazg. Dla sztuki uczynię wszystko.
- Doprawdy? A dla miłości?
- Zależy kiedy... Namiętności są ważne, ale tylko te wybrane poprzez przeznaczenie.
- Jesteś nieufna.
- Od dawna. Kiedy miałam dwanaście lat, musiałam wyjechać z miejsca, które kochałam. To było najgorsze wydarzenie w moim życiu.
- Najgorsze?
- Tak, bo straciłam szansę namalowania swojego życia w tamtych perspektywach. To nie było takie jak oczekiwałam...
- Podobno wyrzekłaś się swojego imienia... Byłaś Clara, tak?
- Tak. Miałam dość tego udawania, zawirowania i ogólnego kretynizmu cechującego moich rodziców. Jestem Lorena, odrodzona z popiołów.
- Odrodzona?
- Tak. Wreszcie czuję się w pełni sobą! Pracuję, tworząc to, co lubię. Maluję, opowiadam o sztuce... Mogę o coś zapytać?
- Tak.
- Dlaczego akurat pan i dlaczego tu? Chodzi mi o festiwal sztuki malarskiej. Służba twierdzi, że lubi pan samotność. Artyści będą chcieli pana poznać. Tak jak chciałam.
- Zorganizowałem, bo... Zresztą, to nieważne!
- Nie będę wypytywać, przepraszam.
- Pytaj, pytaj.
- Słyszałam o dziwnych legendach krążących wokoło. Wszystkie mówią o klątwie... ściągniętej przez Sullivanów.
Obrócił się w ciemność i warknął coś cicho. Potem ponownie stanął obok mnie, tak, że mogłam obserwować niespokojne fale jego kruczoczarnych włosów.
- Klątwa to wymysł, niemniej rodzina była niespokojnymi duchami. Ten zamek był kiedyś wielką atrakcją. Wszelacy władcy zjeżdżali się, aby choćby zerknąć na nasz rozkwitający zamek. Wszystko się skończyło, gdy jeden z Sullivanów, porozmawiał z Shelią, topielicą z pobliskiego jeziora i nie wydał w jej posiadanie tego zamku. Co prawda, mieszkaliśmy tutaj, lecz Shelia wciąż oczekiwała, aż podwinie nam się noga. Odtąd mieszkańcom żyło się gorzej, to prawda...
- Za co zaprzedano zamek? Cóż wam było droższe, niż to miejsce?
- Nasza tajemnica i pieniądze. Tajemnica, bo Riley Sullivan był ojcem trójki nieślubnych dzieci wieśniaczek. Pieniądze na nowe uciechy. Sullivanowie kochali sztukę i namiętności. Młodych chłopców uczono troskliwości o swoje damy.
- Pana też?
- Nie, nie. Ja przybyłem tu później...
- Jak?
- To nieistotne - uciął złowrogo. - Los Sullivanów, mniej więcej od dziewiętnastego wieku był przesądzony. Pieniędzy bardzo wiele, lecz samotność, tajemnice i strach rozszerzały swoje kręgi. Sullivanowie mieli coraz więcej nieślubnych dzieci, gdyż żadna namiętność nie chciała się żenić. Oznaczaliśmy mrok, żar i przekleństwo życiowe! Postrzegali nas i postrzegają jako potwory.
- A pan? Dlaczego jest pan sam?
- Mam kodeks moralny. Nie chciałem popełniać błędów moich przodków.
- Więc jest pan samotny. Ja bym umarła. Chyba mam charakter Sullivanów...
- Masz więcej, o wiele więcej! - szepnął cicho.
Wychodząc z sali, zauważyłam jego minę napełnioną po brzegi cierpieniem i jeszcze jakąś skrywaną cząstkę.

***

Artyści nie przybyli. Wytłumaczono mi, że rzeka jest zbyt porywista i w trakcie przejazdu krótszą drogą, zerwał się most. Wszyscy się utopili, gdyż to miejsce okalane kniejami i niezwykle odludne. Cały dom zatopił się w jeszcze większej ciszy. Zorganizowano więcej sztalug i wystawiono ogromną ilość prac. Niedługo mieli przyjechać ludzie kultury, aby je oglądnąć. Ja zamierzałam wyjechać najszybciej, jak tylko się da. Lecz zanim bym to uczyniła, musiałam odwiedzić pierwszą napotkaną kobietę. To ona wspominała o klątwie. Musiała mi opowiedzieć. Wydawała się dość poinformowana, a moja ciekawość domagała się zaspokojenia.
- Więc chcesz poznać pełną historię Sullivanów? No cóż, nie wiem wiele, ale powiem ci wszystko. W 1766 roku przybył tutaj dość bogaty człowiek, Shelley Sullivan wraz z małżonką Glorią i czwórką dzieci. W 1789 Shelley umarł, a dom przejęła jego najstarsza córka Moneza. Zaledwie dwa lata potem potraktowano ją trucizną. W kolejce do zamku stanęli trzej bracia, trojaczki: Steven, Brandley i Crowley. Ostatecznie Steven jako realista i człowiek zaradny, objął rządy nad domostwem. Brandley bardzo się zdenerwował i porzucił zupełnie Irlandię. Ponoć spokój odnalazł we Francji, gdzie poślubił piękną szlachciankę, Charlotte de Vouparte. Crowley poszedł do zakonu, z niewielkim mająteczkiem, zaś Steven pławił się w majątku i pojął za żonę Catarinę, Hiszpankę, z którą spłodził trzy córki. Zamek zaczął się rozwijać, tętnił życiem i radością. Minęło wiele lat. Dopiero w 1825 roku wszystkie córki były już dorosłe do małżeństwa. Niemiły ojciec uczynił stary jak świat manewr. Wydał je za senatorów po pięćdziesiątce. Ich jedynym atutem był dom wypełniony pieniędzmi. Dopiero potem wyszło na jaw, że przyszli mężowie zapłacili ojcu narzeczonych za możliwość poślubienia ich. Był z tego straszny skandal... Jednakże ród Sullivanów nie wyginął, gdyż Brandley miał jednego syna ze swą Francuzką. Owy syn, bodajże w 1842 roku, mając pięćdziesiąt lat, objął majątek i zaczął go modyfikować. Organizował tańce, modernizował style, spraszał bogaczy oraz króla Irlandii. Zamek był wspaniały i tętnił życiem. Potem, aż do 1938 jest spokojnie. Wtedy Riley Sullivan ma już osiemnaście lat. Od razu spłodził nieślubne dziecko. Ród zaczął coraz bardziej podupadać, bowiem ojciec Riley'a, a wnuk Brandleya, w 1859 roku sprzedał się Shelii w zamian za pieniądze. Zamek w każdej chwili mógł znaleźć się w rękach topielicy, o której krążyło tak wiele legend. Ale wróćmy do 1938 roku. Riley musiał się trudzić, aby utrzymać dom rodzinny. Sprzedał kawał pola Sullivanów w środkowej Walii, letnią rezydencję w Anglii... Może nawet więcej, ale ja wiem tylko to. W końcu zamknął zamek i wyjechał. Dopiero w 1970 roku zdecydował się powrócić. Miał ponoć troje nieślubnych dzieci. Niedawno, zaledwie pięć lat temu, umarł na zawał serca. Potem, chyba po roku, przybył tutaj jego nieślubny syn...
- Mówiła pani, że matki i dzieci były z wioski. Więc jak mógł przybyć? - wtrąciłam.
- Ach, zaokrągliłam. Tylko dwie dziewczyny z wioski miały z nim dziecko. Trzecią kochanką była jakaś inna, spoza Irlandii, możliwe, iż z Londynu czy innego miejsca.
- Więc pan Russell Sullivan nie pochodzi stąd?
- Nie, nie... Ale on zna całą tą historię. Nie dość, że parę osób coś mu powiedziało, to ma jeszcze rysy historyczne, prawnika, który wiele mu wyjaśnił oraz wrodzony spryt. Nie znam go dobrze, ale niegdyś, gdy jeszcze wychodził z zamku, widywałam go, obserwowałam, a czasem nawet trochę rozmawiałam.
- O czym?
- Zapytywał o historię jego rodu. Wiedział, że jestem jedną z dobrze poinformowanych osób. Mam już ponad osiemdziesiąt lat. Ach, jak te lata lecą...
- Niech mi pani powie jak najwięcej o obecnym Sullivanie.
- Ale ja wiem tylko tyle... Cóż jeszcze?
- Brenda, która pracuje w Zamku, twierdziła, że wygląda jakby coś ukrywał. Chodzi po nocach, mówi w innym języku, na pewno nie po angielsku. Brenda nie umiała tego rozpoznać...
- Skoro Brenda coś mówi, to należy jej wierzyć. To mądra dziewczyna. Znam ją już długo.
- Ale ja jej wierzę! Niepokoi mnie tylko ta nagła śmierć tylu ludzi i to podejrzane zachowanie tego człowieka! To nie jest normalne!
- Więc idź i zapytaj - rzuciła beztrosko kobieta, zapewne uważając, że nie skorzystam z jej rady. Postanowiłam pokazać, że się do czegoś nadaję, a może tylko na przekór.
Wybiegłam z jej domu i wpadłam w pola. Musiałam biec, coraz szybciej i szybciej, aby dowieść swoich racji...
Zatraciłam się.



        Dedykacja: Prymulce, za odwagę, którą codziennie szafuje i zaraża oraz mojej kochanej polonistce w stanie błogosławionym...

Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 28.05.2010r.

1     

Dawied 12 01 2012 (19:40:08)

Ten dialog z tym Sulivanem wybitnie Ci nie wyszedł. Taka chwila, a oni rozmawiają strasznie sztucznie. Dopiero się poznali, a ona mu opowiada o wyjeździe z Polski? Kto zwierza się z w ten sposób dopiero co poznanemu mężczyźnie?

Groszek 30 05 2010 (18:13:34)

Użytkownik ocenił pracę na 5

No cóż, widzę że rozwijasz to opowiadanie. Jest coraz bogatsze o słownictwo, powiedziałabym nawet, że wyrafinowane, wyraźnie wyrabiasz sobie swój odrębny styl. Z każdą częścią jest lepiej, tylko moim zdaniem trochę za szybko przedstawiłaś historię domu, mogłaś trzymać nas, czytelników trochę dłużej w niepewności. Aczkolwiek sposób, w jaki kobieta opowiada Lorenie o historii rodziny Sullivanów jest naprawdę imponujący. To brzmi naprawdę realistycznie, zresztą tak jak i reszta dialogów. Z uśmiechem czytam treść, nie denerwując się z powodu błędów językowych, ortograficznych, bo rzeczywiście ich nie ma. Czasem zdarzają się błędy interpunkcyjne, ale to przecież nie jest takie ważne. Fabuła jest strasznie ciekawa, właściwie to już się wciągnęłam, gdy oceniałam drugą część, tutaj bynajmniej nie zawiodłaś mnie. Mam już pewne predykcje co do pochodzenia bohaterki, jednak to tylko czyste domysły. Ogromnie podoba mi się ten panujący pomiędzy linijkami nastrój tajemnicy. Dałaś radę, pięć. :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(37): 34 gości i 3 zarejestrowanych: exother, Fał, pasieczny14

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl