Pseudonim: Anima
Imię: Panna A.
O sobie: - Jak mnie scharakteryzujesz John? Pomysłowy, dynamiczny, tajemniczy? - Spóźniony.
Napisanych prac:
- wiersze: 188
- proza: 139
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 3.9
Użytkownik uzyskał: 713 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Na niebie ciemne chmury -..." 19.06.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Pogrzebana w jasności cz. 5" 19.08.2010
"Grudniowa noc niepokoju" 22.12.2010
"Szkarłat niemocy cz. 5" 21.01.2011

Inne prace tego autora:
"Cztery dobre wróżby -..." 17.11.2011
"Depresyjni - Zrzucona..." 02.02.2011
"Zebra - akt pierwszy" 17.04.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 26.11.2011
"Wrzeciono na polu makowym..." 01.01.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Połączymy się na drodze między piekłem, a niebem cz. 1

- Kupiłam jeszcze wino... - wyszeptałam, podchodząc do mojego ukochanego od tyłu i całując delikatnie jego szyję. Siatka z wykwintnymi specjałami i winem leżała już beztrosko pod drzwiami. Nigdy nie żyłam pożywieniem, lecz sztuką. Od dziecka uwielbiałam malować. Nigdy nie przepuściłam okazji, aby wyjąć mały notesik i naprędce naszkicować jakiś pejzażyk czy intrygującą twarz. Czułam, że jestem wysłannikiem jakiś wielkich, lecz powoli wypartych przez epokę elektroniki artystów. Uważałam, że muszę podtrzymywać tradycję ważnych ludzi epok piękna. Poprzez wycieczki na wystawy, do bibliotek, a nawet poprzez ten okropny internet, mogłam poznać ich niezwykle wielu. Wciąż odkrywałam i potrafiłam tygodniami rozmyślać o znaczeniu owych płócien pokrytych mieszaniną elektryzujących czy mrocznych barw. Zawsze potrafiłam wyczuć, co jest wielkie. Bezbłędnie podchodziłam do jakiegoś obrazu zepchniętego w róg muzeum i stawałam przed nim z wyrazem oniemienia na twarzy. To, co wystawiano jako największe i najpiękniejsze nie zawsze takie było. Bardzo często przeczyło tym zasadom, które uznawałam. Podczas mojej przygody ze sztuką nierzadko mnie krytykowano, ale wcale się nie zniechęcałam, gdyż za młodu przeczytałam pamiętnik wspaniałej, łamiącej konwenanse, Isadory Duncan. To ona otworzyła mi oczy na to, co najważniejsze w życiu. Własne przekonania, własna, czasem bardzo odludna droga. Jednak kiedy do czegoś dojdziemy, będziemy mogli dopomóc innym. Otworzyć ich oczy na piękno świata. To chciałam osiągnąć. Isadora była wspaniałą tancerką, niekonwencjonalną, barwną rewolucjonistką tamtej epoki. Ja mogłam stać się cudowną malarką, która poprzez najdziwniejsze kombinacje przekazuje filozofię świata. O tym marzyłam. Oklaski były niczym w porównaniu z perspektywą pomocy odkrywania piękna. Oklaski i ciepłe słówka mogły być jedynie dodatkiem, ot co. Taka byłam aż do tamtego popołudnia. Mój ukochany, jeden z wielu, których kochałam, nie oddał pocałunku. Kiedy się odwrócił, przyjrzałam się jego twarzy. Wyrażała jakąś niezrozumiałą mieszaninę przerażenia i ekstazy. Zupełnie jakby nie mógł się zorientować, co czuje. Opuściłam dłonie i niespokojnie przyglądałam się jego przemianie. Nigdy nie spotkałam się z tak silnymi odczuciami targającymi tym człowiekiem. Nie wiedziałam, co o tym sądzić. Takie zachowanie musiało mieć swoją przyczynę już od jakiegoś czasu. Może jakaś wiadomość, telefon, list... Zanim zdążyłam zareagować, ukochany zadrżał niespokojnie, niczym w malignie i wreszcie spojrzał na mnie bardziej przytomnie. - Clara... Momentalnie wpadłam w wściekłość. Już wiele razy wspominałam mu, że przybrałam artystyczny przydomek. Mianowicie: Lorena. Ot, znalazłam to kiedyś na jakimś forum i zakochałam się w tym imieniu miłością ciężką i trwałą. Ten mężczyzna przybliżył mi znowu tamten czas poszukiwań swojego nowego ja. Chciałam o tym zapomnieć. Mając dwanaście lat wyrwano mnie brutalnie z dzieciństwa za pomocą prostego sposobu. Mianowicie - emigracji. Ojciec dostał "wspaniałą" ofertę absolutnie nie do odrzucenia. Matka wpadła w szał radości, którego doświadczała niezwykle rzadko. Przez całe dwa tygodnie gruchali do siebie tak efektowanie, że miałam serdecznie dość. Nigdy nie byłam zbyt rodzinna, trzymałam się swoich poglądów i swoich ścieżek. Kiedy doszłam do siebie, zaczęłam protestować. Niestety, nie zdało się to na nic. Zdanie moich rodziców było święte. Musiałam porzucić to, co tak pokochałam. Ładne, przestronne mieszkanie odziedziczone po dziadkach. Widok na Wawel zza okna kamienicy. Wiele swoich książek, których nie mogłam zabrać. Nawet moje pseudo przyjaciółki i wreszcie... pierwszą i wspaniałą miłość - Szymona. Potem widziałam już chmury i nowe, maleńkie mieszkanko w Londynie. Ojciec codziennie wstawał o świcie i brnął autobusem do pracy. Na szczęście dobrze znał angielski i dzięki temu nie wiodło nam się źle. Cóż z tego, kiedy ja nie znałam języka i kiedy chciałam pójść na zakupy, musiałam prosić jego. To było okropnie deprymujące. Matka całymi dniami biegała po sklepach ze słownikiem w ręku i kupowała to, co potrzebowała. Najczęściej były to jakieś buty czy ubrania. Ja marzyłam tylko i wyłącznie o przyborach malarskich. To o nie męczyłam rodzinę. Niesprawiedliwość losu polegała na tym, iż moja matka mogła skupować ubrania na tony, a ja nie otrzymałam prawa na zakup nawet małego pędzelka. Ewentualnie czasem, kiedy wybłagałam, otrzymywałam to, co chciałam. Z czasem zdenerwowało mnie takie życie. Wzięłam się porządnie do języka i od szesnastego roku życia, w wakacje, zaczęłam podejmować się różnych prac w sklepikach. Rodzice niezbyt zwracali na mnie uwagę, nawet nie wiedzieli, że pracuję. Miałam tylko zniknąć im z oczu. W taki sposób szybko nauczyłam się życia. Jednak na moją sztukę zwrócono uwagę dopiero, kiedy miałam osiemnaście lat. Na wystawie w college'u umieszczono moją pracę przedstawiającą wielką burzę w pełni niszczącą przyrodę. Dominowały tu ciemne kolory i jasne, nagłe przebłyski piorunów. Któregoś dnia w szkole pojawił się jakiś znany profesor i malarz. Oglądał wystawę naszej szkoły i tak się złożyło, że zwrócił uwagę na moją pracę. Nakazał mnie zawołać, porozmawiał i zagrzmiał swym doniosłym głosem, iż natychmiastowo muszę wysłać tą pracę na pewien konkurs, którego nazwę zapisał mi na karteczce. Wysłałam. Po dwóch miesiącach niecierpliwego oczekiwania na wyniki, dowiedziałam się, iż otrzymałam drugie miejsce. Dopiero wtedy moi rodzice zwrócili uwagę na moje zamiłowanie do sztuki i zgodzili się kupić mi lepszą sztalugę niż wtedy miałam... Sztuka stała się moją jedyną miłością. Zamyślona, spojrzałam wreszcie na zamyślonego ukochanego i pod wpływem jego zimnych, przenikających oczu powróciłam do świata żywych. - Nie mów do mnie Clara...- szepnęłam słabo. - Dzwonił tu pewien mężczyzna... - Kto? - zerwałam się nagle, zastanawiając się czy to Conrad albo Steven. - Nie znam jego prawdziwego imienia. Mówił, że jest ''Skrzypkiem''. - Może na dachu? - zakpiłam. - What? - zdumiał się, iście po angielsku. Wiedziałam, że nie zrozumie. Zwykle uważałam anglików za ograniczonych. Może to były moje własne uprzedzenia spowodowane nagłą zmianą otoczenia, ale niezbyt ich lubiłam. - Nic, nic. Bądźmy poważni... Eeech, Greg. - Znowu zapomniałaś, prawda? - westchnął ciężko. - Nie, wcale nie. - Tak. Wiem, że tak. Jestem Alex. - Dobra, dobra. Czego chciał ''Skrzypek''? - Podał adres i prosił o natychmiastowy przyjazd. Ponoć jest tam jakaś ważna wystawa malarska i bardzo byś się przydała. On wiedział, że jesteś dobra w tym, co robisz... Ja tylko pracowałam w galerii, opowiadałam klientom i zwiedzającym o obrazach oraz malowałam na różne konkursy. Nigdy nie miałam własnej wystawy. Czy byłam znana? Odpowiedź była tylko jedna. Nie! Lecz skoro Alex, ten niezawodny mądrala, twierdzi, że to jakiś ważny konkurs, może warto jechać? Tak myślałam wtedy, nie przypuszczając, co mnie spotka. Jak wiele bólu, zawirowań życiowych i cierpień każdego dnia. - Więc pojadę. Pokręcił niespokojnie głową. - Uczciwość nakazała mi przekazać ci wszystko, ale nie sądzę, aby to było dla ciebie dobre... - Bo co? Zabronisz mi? Znał mój porywczy charakter i zawsze starał się go poskromić długimi i okropnie nudnymi mowami. - Nie, nie zabronię. Rzecz w tym, że my tego ''Skrzypka'' nie znamy. Powinnaś być rozsądna. Masz już dwadzieścia pięć lat. To porządny wiek na ustatkowanie się. - Chyba śnisz! - Nie, nie mówię o małżeństwie, niemniej kiedyś... - Alex, ja jestem wolnym ptakiem, dociera? Nigdy nie wyjdę za mąż! A teraz nie kadź mi więcej i daj adres tego miejsca. - To aż w Irlandii. Nogi mi się ugięły, co ten drań skrzętnie wykorzystał. - Wahasz się. Zostań... Szybko i nagle podniosłam głowę. Już podjęłam decyzję i byłam pewna swego. Chcę tam jechać, tak bardzo tego chcę...



Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 25.05.2010r.

1     

Mozzie Użytkownik wpmt 31 05 2010 (14:20:43)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie powinnam była czytać opowiadania, zaczynając od drugiej części i wybacz mi to niedopatrzenie. Jednak nie było wiele aspektów z pierwszej części poruszanych w tych następnych. Teraz już się biorę za sam początek. Bardzo skrupulatnie opisujesz dawne życie bohaterki, od dzieciństwa, aż do teraźniejszości, nie oszczędzając czytelnikowi niczego, co jest tutaj istotne. Może trochę za dużo tych wprowadzeń, za dużo informacji, bo zbyt bardzo się narzucasz czytelnikowi na samym początku, może znudzić go zbyt duża ilość opisów. Co prawda są dialogi, ale przydałoby się ich trochę więcej. Ale to tylko moje drobne sugestie. Podoba mi się Twój styl, taki lekki, świeży, chociaż nie zawsze do końca płynny. Fabuła ciekawa, nie mam nic do zarzucenia, aczkolwiek trochę za dużo jej na pierwszy raz. Na pewno następne części są lepsze, jednak to chyba kwestia praktyki. Im więcej piszesz, tym lepiej Ci to wychodzi. Bohaterka to rzeczywiście prawdziwa artystka, jej zamiłowanie do sztuki jest naprawdę imponujące, widać wyraźnie, że ma swoje odrębne spojrzenie na świat i nie pozwala ludziom narzucać się jej swoimi radami. Właśnie tak niezależność malarki mi strasznie zaimponowała, zresztą już na samym początku świetnie nakreśliłaś jej osobowość i to się chwali. Z minusem. :)

Zapomniana-światu Użytkownik 27 05 2010 (13:58:39)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Hmmm.. myślę że Kredka napisała już wszystko czego potrzebujesz w zakresie swojej pracy, niemniej ja się na dodatek zbytnio na tym nie znam ale potrafię sklasyfikować swoje uczucia.. opowiadanie jak najbardziej mi się podobało więc wystawiam ładną 5 ;) Pozdrawiam ;)

Idan Użytkownik WPMT 25 05 2010 (21:51:22)

Użytkownik ocenił pracę na 5

O, tak. Świetnie. Wciągnęło i dotąd nie puściło. Zainteresował mnie już tytuł, dodaje tekstowi jakiegoś takiego ludowego uroku, dzięki czemu zaczęłam czytać z chęcią. Od razu mimowolnie zaczęłam identyfikować się z bohaterką. Obie kochamy sztukę, obie nie jesteśmy do końca akceptowane przez innych, obie posiadamy niezłomną determinację. Jednocześnie wiele nas różni, i myślę, że w miarę poznawania kolejnych wydarzeń - bo oczywiście staję się stałą czytelniczką serii - będę mogła się czegoś od niej nauczyć. Jej postać jest barwna, zdecydowana, a jednocześnie taka... ludzka. Realna. Marzenia o stopniowym odkrywaniu piękna dla ludzi przedstawiłaś w taki sposób, że niemal chciałoby się wyjść na ulicę i robić to, co ona. Nieco mniej podoba mi się ukochany Loreny, wykreowałaś go tak, że wyszedł sztywno; a wydawałoby się, że główna postać otacza się ciekawszymi osobami. Niewiele mogę na razie powiedzieć o tematyce, mam wrażenie, że będzie to coś z miłością, sensem życia i jakąś ekstrawagancką przyprawą, którą dorzucisz nam do całości (: Patrząc na stronę techniczną, chyba najbardziej podoba mi się to, jak pewnie czujesz się w tym, co piszesz. Twój język jest nienaganny, o stylu pisania - prócz nielicznych fragmentów, które lekko zgrzytały - można powiedzieć, że staje się idealnym przewodnikiem przez opisywane wydarzenia. Bardzo wyraźnie widać to, jak starasz się, by praca wyszła jak najlepiej, dopracowujesz szczegóły, po prostu... pieścisz to opowiadanie - przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Był jeden niepotrzebny przecinek, poza tym nie znalazłam błędów, za co należą Ci się wielkie brawa. Myślę, że zasługujesz na piątkę. Czekam na kolejną część, aż mnie zaintrygowałaś, no! (:


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(54): 54 gości i 0 zarejestrowanych: