\"Don\'t fool yourself
She was heartache from the moment that you met her
My heart feels so still
As I try to find the will to forget her somehow
Oh I think I\'ve forgotten her now...\"
To było na początku lata. Deszczowego i bardzo negatywnie nastawionego do wakacji. Wszyscy czuli się, jakby dostali pstryczka w nos, ale pokornie sunęli chodnikami z parasolami w dłoniach. Skazani na łaskę i niełaskę chimerycznej pory roku. Nieliczni zachowywali optymizm z radością rozpryskując wodę z kałuż. Nieliczni… Dzisiaj jednak dzień wydawał się być pogodny. Choć to chyba za duży komplement, po prostu nie padało. Biegłam na miejsce spotkania. Byłam spóźniona już piętnaście minut. „Kocha to poczeka” – pomyślałam z uśmiechem. Cieszyłam się na to spotkanie. Obiecał opowiedzieć mi o wycieczce do Irlandii. Pewnie jeszcze dzisiaj będzie skacowany, chociaż wrócił trzy dni temu. Nie widziałam go od wieków.
Zastanawiałam się, czy mnie pozna. Od czasu naszego ostatniego widzenia minęło ładnych kilka lat. Tak, był w więzieniu. Podpalenie prywatnej posesji, które rozeszło się wielkim echem z racji tego, że był to dom burmistrza. Nie miałam pojęcia, co mu strzeliło do głowy, ale to było zabawne. Nie, nie to, że trafił za kratki. Nie lubiłam tego zarozumiałego człowieka z zalaną ciągle twarzą, który czerpał satysfakcję z rządzenia innymi. Nie wiem, kto był na tyle głupi, żeby go wybrać. Nie byliśmy już dzieciakami. Ja wybierałam się w tym roku na studia dziennikarskie, on pracował od dwóch lat. Pisał niedawno, że spodobało mu się życie poza więzieniem. Kiedyś go nienawidził.
\"Her love is a rose dead and dying
Dropping her petals and man I know
All full of wine the world before her
But sober with no place to go...\"
Rozejrzałam się ciekawie po parku. Na jednej z ławek siedział młody mężczyzna w ciemnych jeansach i czarnej koszulce. Ciężkie buty wybijały jakiś rytm na ściółce. Gdy mnie zobaczył, wstał. Moje serce zabiło radośnie, gdy zobaczyłam jasne oczy. Podbiegłam do niego i przytuliłam się mocno. Odwzajemnił uścisk z cichym, melodyjnym śmiechem. Niskim… Spojrzałam na niego uśmiechnięta. Zmienił się… Gładkie, dziecięce policzki pokrył dwudniowy zarost. Delikatne rysy twarzy ustąpiły twardym kantom. Jedynie spojrzenie zostało to samo – zadziorne i zasnute mgiełką, jakby był gdzieś daleko. Otworzył usta zabawnie oburzony dotykając moich krótkich włosów. Zachichotałam – uwielbiał moje dawne długie loki, a już szczególnie kochał je ciągnąć. Strasznie zmężniał – stalowe mięśnie onieśmielały mnie. To był jednak dawny Iggy.
- Cieszę się, że jesteś – uśmiechnął się nieprzytomnie.
Zawsze to robił, kiedy ktoś powiedział mu coś, co go zawstydzało. Szykował już pewnie swój kolczasty pancerz w postaci ciętej odpowiedzi. Nie lubił emocji. Przekornie go przytuliłam. Nawet się nie skrzywił. Zapomniałam, co znaczy przeżyć więzienie. Na każdego wpływa to inaczej… Wzięłam go za rękę i zaczęłam wesoło zagadywać o wyjazd. Cierpliwie odpowiadał, wplatając do historii zabawne anegdoty. Śmiałam się jak szalona.
Skręciliśmy na ścieżkę prowadzącą do lasu...
\"Oh my tears fall down as I tried to forget
The love was a joke from the day that we met
All of the words all of her men
All of my pain when I think back to when
Remember her hair as it shone in the sun
It was there on the bed when I knew what she\'d done
Tell yourself over and over you wont ever need her again...\"
Dedykacja: jakoś tak jesiennie się robi to i nowe opowiadanie czas zacząć :) wszak to najlepsza na to pora :) poza tym jestem mocno zainspirowana twórczością Jeffa Buckleya, którego kocham i wielbię :)<br />
<br />
Jeff Buckley - Forget her
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 4
Data dodania: 28.09.2011r.
Przeczytałam Twoje opowiadanie bez akompaniamentu Jeff'a. Kocham jego twórczość. Podałaś go za inspirację. Tworzyłaś przy "Forget her"? To bardzo dramatyczna piosenka, prawda?
Buckley był... jest bardzo dojrzałym artystą, zagrzebującym się w muzyce przed rzeczywistością. W wywiadach mówił, że muzyka to świadomość bycia sobą. W Twoim opowiadaniu tej dojrzałości nie widzę. Próba opisu pogody, stanowiąca wstęp, praktycznie nieudana, chaotyczna. Jak początek lata może być negatywnie nastawiony do wakacji? Nie widzę w tym logiki.
Opis wyglądu nieco lepszy od pierwszego akapitu, jednak dla mnie opisy bezpośrednie, narracje pierwszoosobowe są pójściem na łatwiznę. Mówię to także w odniesieniu do siebie. O ile prościej pisać właśnie w ten sposób. Myślałam, że ujrzę coś nowego w Twoim wykonaniu, a zapowiada się ponownie klimat buntowniczy, ciemne jeansy, więzienia - taki rockowy nastrój.
To jest moje zdanie. Uważam, że w tym fragmencie pokazałaś za mało, by wystawiać jakąś konkretną ocenę lub lepiej się odnieść do pracy. Owszem, jest coś, co chwyci przeciętne nastolatki - przystojny facet, muzyka, dziewczyna, przytulanie.
A! I jeszcze coś! Nie możesz dopuścić do tego, by zwrotki wstawianych piosenek zdominowały cały, krótki fragment opowieści. Kilka wersów ma większy sens od kilku zdań. Rozumiesz?
To takie moje, osobiste uwagi. Zrobisz z nimi, co zechcesz.
Pozdrawiam.
Vår
29 09 2011 (18:01:04)
dziękuję za komentarz :) widzę, że od kiedy tylko stałam się redaktorem, wszyscy tylko czyhają na mój błąd z zębami na wierzchu :D jeff miał być tutaj takim kontrastem, czymś co miało wam dać wskazówkę. to nie będzie opowiadanie całkiem na serio. chce coś wyśmiać, a jednocześnie pokazać coś innego. nie, nie będzie buntowniczo i nie, nie będzie rockowo :D to będzie bardzo krótkie opowiadanie, ledwo kilka części. udało mi się to, co założyłam, czyli kompletne zmylenie :) jeff buckley tak nawiasem mówiąc będzie główną i ogromną inspiracją kolejnego opowiadania, ale o nim potem :) cały prolog miał być dla mnie testem - czy potrafię stworzyć coś, co nie będzie 'Duchem rocka'. coś zakiełkowało, ale nie jestem z tego zadowolona. stąd tak niski poziom.
obiecuje poprawę i cieszę się, że prolog wywołał emocje i potok rad. dziękuję za wszystkie. nie, to nie jest tłumaczenie się, po prostu czułam, że muszę coś wyjaśnić :)
Moja droga, nie patrzyłam na to, że jesteś redaktorem, czy też nie. Szczerze? Dopiero teraz mi to uświadomiłaś. To nie chodzi o czyhanie na błąd. Lubię oceniać prozę bardziej od wierszy, ale z kolei nie chciałam komentować czegoś, co miało swój początek kiedyś tam. To tak jak czytanie książki od połowy. Twoje opowiadanie miało dwie zalety: było prologiem i stanowiło pierwszą, krótką część. Uważam, że jesteś w stanie oderwać się od wszystkiego, co kiedykolwiek stworzyłaś. To, może jedynie sprawiać, że jesteś bardziej doświadczona i zdecydowana. Bo jedną muszę Ci oddać - czuć swobodę w pisaniu, lekkość. Właśnie - zdecydowanie.
PS Wywiady z Jeffem możesz obejrzeć na yt. Jest nawet dokument o nim, anglojęzyczny.
Użytkownik ocenił pracę na 4
Po pierwsze dziękuję za wskazanie mi nowego piosenkarza. Właśnie jestem na etapie poszukiwania muzyki, bo stara mi się przejadła ;)
Co do prologu, to moim zdaniem to nie jest prolog. To już jest jakaś część samej historii, już poznaliśmy bohaterów. Wesołą i moim zdaniem nieco dziecinną dziewczynę i Iggiego, chłopaka z więzienia. Jej byłego chłopaka, przyjaciela, brata? Wiemy już co się z nim działo, i że powrócił oraz jakie stosunek panuje między tym dwojgiem.
Lubię wplatane do opowiadania kawałki piosenek... ale ty zrobiłaś to nieco chaotycznie. Na wstępie, jest ok, bo nadaje jakiś charakter, jest zapowiedzią lub komentarzem. Na końcu to samo, w porządku. Ale na środku? I to w takim miejscu, gdzie po prostu rozprasza, rozbija uwagę i jakoś dekoncentruje.
Reasumując i podsumowując jestem zadowolona i zaciekawiona. Tak.. takie uczucia w sobie odnajduję. To zbyt mało na 5, ale wystarczająco dużo na 4 z plusem.
Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(38): 35 gości i 3 zarejestrowanych:
exother, Fał, pasieczny14
Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook |
Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa |
Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl