Pseudonim: Fał
Napisanych prac:
- wiersze: 7
- proza: 9
- publicystyka: 3

Średnia ocen: 4.4
Użytkownik uzyskał: 95 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Hidżab - I etap..." 18.05.2012
"Pół metra" 31.01.2010
"Natura gada - cz. 1" 26.10.2010
"Natura gada - cz. 2" 03.11.2010
"Natura gada - cz. 3" 01.05.2011

Inne prace tego autora:
"Bez happy endu" 01.01.2012
"Inne burze - II etap..." 07.06.2012
"Natura gada - cz. 2" 03.11.2010
"Natura gada - cz. 3" 01.05.2011
"Natura gada - cz. 4" 09.05.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Pół metra

Dzień był taki, że można było uznać go za piękny. Wiosenne słońce, pełne sił po pobudce z zimowego snu, przesuwało się leniwie po zasłanym drobnymi cirrocumulusami niebie, a lekki wiatr od morza niósł ze sobą wilgotną obietnicę lepszego życia. Tak, to miał być mój dzień. Wsiadłem, jak zwykle, na stacji na Placu Zwycięstwa. Wagony o tej porze były raczej puste. Fala spieszących do pracy i szkoły na ósmą już przeszła, a tych na dziewiątą jeszcze nie wezbrała. Lubiłem tę porę. Było to takie unikalne pół godziny w życiu miasta, kiedy zstępował na nie stoicki spokój. Wydawało się, że nikt się nie spieszy, że wszyscy są spokojni i prawie że szczęśliwi. Stanąłem koło wejścia, mimo wielu pustych siedzeń. Nie chciałem jednak siadać, wolałem z pozycji opartej o rurę wspierającą konstrukcję wagonu obserwować sytuację w kompartmencie. Na kolejnych stacjach wsiadały i wysiadały starsze kobiety z siatkami zakupów. Jeździły na drugi koniec miasta, żeby kupić cebulę tańszą o dwadzieścia centów za kilo, wydając dwa euro na podróż w obie strony. Nie rozumiałem tego, ale wielu innych osobliwości jesieni życia nie potrafiłem pojąć. I raczej pojąć nie zdołam, przynajmniej nie z własnego doświadczenia. Inną klasą ludzi byli ci z dziećmi. Zawsze lubiłem obserwować dzieci. Uwielbiałem ich umiejętność cieszenia się małymi rzeczami – balonem, patykiem, samą jazdą metrem. Wyjście z ojcem do ZOO było prawdziwą wyprawą na drugi koniec świata, szczególnie że ojciec specjalnie na tę okazję wziął dzień wolny w pracy. Szczęśliwe rodziny. Jak spod ziemi wyrósł przede mną jakiś żebrak. Cichym acz zdecydowanym głosem opowiedział swoją "jedyną w swoim rodzaju” historię. Nie słuchałem nawet. Sięgnąłem do kieszeni i natrafiłem palcami na jakiś banknot. Wręczyłem mu. Okazało się, że to stueurówka. Żebrak najpierw spojrzał oniemiały, a potem zaczął dziękować, łapać mnie za rękę i mało się do stóp nie rzucił. Machnąłem ręką, jakbym się opędzał od złośliwego insekta. Odszedł, kłaniając się. Wysiadł na najbliższej stacji, szczęśliwy. A niech ma... Przy końcu wagonu, pod tablicą ze schematem linii metra w mieście, siedziała młoda dziewczyna i czytała jakąś grubą książkę, której tytułu nie mogłem dostrzec. Ani chybi studentka. Kątem oka dostrzegłem kilka razy, że rzuca ukradkowe spojrzenia w moją stronę. W końcu jej wzrok spotkał się z moim. Miała ładne niebieskie oczy, ślicznie wykrojone usta i ogólnie miłą twarz okoloną blond włosami z pasemkami. Patrzyliśmy na siebie przez jakieś niecałe dwie sekundy. Ani za długo, ani za krótko, jak na dwoje ludzi widzących się w środku komunikacji. Potem ona uśmiechnęła się i wróciła do lektury. Ja również się uśmiechnąłem i spojrzałem na zegarek. Jeszcze dwie minuty. Syknęły drzwi oddzielające wagony od siebie. Kontrolerzy. Rzadko schodzą pod ziemię, zwykle czyhają w górnych częściach stacji, bacząc by ktoś nie przeskoczył przez bramkę. Mam bilet oczywiście, przecież jestem porządnym obywatelem. Pokazuje im go, spojrzeli na niego, spojrzeli na mnie. Poszli. Kogoś najwyraźniej szukają. Spojrzałem na zegarek, spojrzałem na dziewczynę z książką. Ładna była. Czas działać. Wyprostowałem się, przeciągnąłem dłonią po krótko przystrzyżonych włosach i pogładziłem się po starannie wymodelowanej brodzie. Wszystko w jak najlepszym porządku. Kolejny rzut oka na czasomierz, chociaż dokładnie wiem co wskazuje. Głęboki wdech. Wydech. Jestem gotowy. Sięgnąłem pod płaszcz i namacałem plastikowy, prostokątny kształt na mojej piersi... Przerywamy nasz program by nadać wiadomość z ostatniej chwili: trzy minuty temu w metrze zdetonował się zamachowiec-samobójca. W wyniku eksplozji pociąg został rozerwany na pół. Szacuje się, że zginęło trzydzieści osób, a rannych jest sto dwadzieścia, z czego około czterdzieści w stanie krytycznym. Na razie żadna organizacja terrorystyczna nie przyznała się do zamachu. Akcja ratunkowa trwa.



Płeć: nieznana
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 8    
Data dodania: 31.01.2010r.

1     

ranranma Użytkownik wpmt 24 09 2010 (11:38:33)

Użytkownik ocenił pracę na 5

klasyczna prostota języka. wydaje się być zblizony do autorów amerykańskich. wydaje się, że ważniejsze są u ciebie fakty, niż emocje. zastanawiające. analityczny umysł?

Fał Użytkownik 04 02 2010 (14:56:22)

No, taki był zamysł, żeby to narrator był zamachowcem. Ale może faktycznie nie musi być to jasne z opisu. Czy trochę fail...

nietoperz4 Użytkownik wpmt 04 02 2010 (14:28:53)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Mnie opowiadanie zachwyciło. Lekkie i przyjemne w czytaniu, i takie powinny być teksty, nawet miniaturki. Doszłam do wniosku (przynajmniej ja), że tym zamachowcem była osoba opowiadająca, na co nawet (moim zdaniem)wskazuje ostatnie zdanie: "... Sięgnąłem pod płaszcz i namacałem plastikowy, prostokątny kształt na mojej piersi..." Plastikowy kształt... Nie wiem czy bomby albo jakieś detonatory są plastikowe, ale to naprowadziło mnie do tego, że to był właśnie on. Wracając do ogólnego tematu opowiadanie naprawdę świetne i warte oceny pięć z plusem.

patryk00714 Użytkownik wpmt 31 01 2010 (14:57:09)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Naprawdę porządna praca. Rzadko mam tak, że nie przerywam czytania podczas krótkich opowiadań, a tym razem tak właśnie było. Bardzo fajna historia, opis nienaganny. Bardzo fajnie;] pozdrawiam.

Dawied Użytkownik wpmt 31 01 2010 (14:43:23)

Kurcze styl niby w porządku, ale coś było w nim takiego... nie wiem jak to określić, coś co nie pozwoliło mi do końca popłynąć. Błędów nie szukałem więc nie wiem jak z nimi jest. Chyba powtórzenia Ci się wkradły. Niezłe

PookyFan Użytkownik 31 01 2010 (14:26:22)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Napisane lekkim, fajnym stylem, bardzo inteligentnym, że tak powiem. Główny bohater - jednocześnie narrator - jest naprawdę wyrazisty, jego myśli pokazane tak realistycznie i spontanicznie, jakbym czytał nie opowiadanie, a raczej faktycznie czyjeś własne myśli, prawdziwe, rzeczywiste. Mimo że opisywałeś zwyczajną przejażdżkę metrem, opowiadanie bardzo mnie wciągnęło i zaciekawiło - zapowiadało się intrygująco, myślę - świetny wstęp. Jednak potem, jak zbliżałem się do końca, pomyślałem: "eee, tylko tyle? To już ostatni akapit? No cóż, będzie trójczyna za treść, za długość i fabułę, no bo jak można tak zmarnować TAKI wstęp?" - jakże się pomyliłem, ostatni akapit wszystko wyjaśnił i doskonale wszystko podsumował. Powstało świetne, złośliwe niemal opowiadanie, bardzo przewrotne i zaskakujące, jednak w pozytywny sposób. Kontrast pomiędzy ostatnim akapitem a resztą tekstu winien stanowić wzór dla wszystkich miłośników prawdziwych demotywatorów - cyniczne, inteligentne, przewrotne, a przy tym tak kulturalne, poprawne, grzeczne... coś niesamowitego. Stawiam bardzo mocną piątkę.

Zuanshie Użytkownik wpmt 31 01 2010 (14:24:31)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Ach, co za przyjemność czytać bezbłędną pracę, żadnych błędów leksykalnych, gramatycznych, interpunkcyjnych. No nic. Jestem przeszczęśliwa. Po za tym, zaciekawiłeś mnie swoją miniaturką, serio. Nie spodziewałam się takiego obrotu akcji, oczywiście na plus. Piszesz ładnym stylem, język także nie pozostaje w tyle. Ładnie zacząłeś, bajerancko skończyłeś. Nie będę owijać w bawełnę, rozpisywać się, bo cóż mogę więcej rzec? Oby takich prac było więcej. Ocena z plusem, bo i jest za co.

Zerowa Użytkownik 31 01 2010 (13:32:06)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Po kilkakrotnym przeczytaniem frazy "że szczęśliwi", nadal mi nie pasuje jej forma. Jak na mój gust, obeszłoby się bez tego "że". Ewentualnie można by wstawić przed ten spójnik przecinek. Miło mi to przyznać, ale nie mam więcej zastrzeżeń. Ta praca jest dowodem, że można pisać zrozumiałym językiem nie powtarzając w co drugim zdaniu tych samych wyrażeń. Twój styl pisania bardzo mi się spodobał.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(21): 21 gości i 0 zarejestrowanych: