Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: jeannovaque
Skąd: Poznań
O sobie: "...umieram, by obyć się ze śmiercią, by nie dopadł mnie strach gdy się nie obudzę.."
Napisanych prac:
- proza: 1

Średnia ocen: 4.0
Użytkownik uzyskał: 2 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
""Pokolenie..." 05.12.2010

Inne prace tego autora:
""Pokolenie..." 05.12.2010

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

"Pokolenie niepogodzonych"

16.08.2010

Nie jestem w stanie powiedzieć, jak dawno nie pisałem dziennika w sposób bezduszny, ale jak najbardziej w duchu czasów. Jest coś takiego w papierze, że długopis momentami po prostu płynie, kreśląc linie i tak płynie, i płynie. I czas się nawet od czasu do czasu zatrzyma, znieruchomieje, może zastanowi nad sobą.
Na ekranie nie widać pracy jaką wykonuje autor. Widzisz błędy, choć i te korygowane są automatycznie, ale nie ma jasno zarysowanego, zagryzanego, nieraz przekreślonego procesu twórczego. Jest, zazwyczaj, czarno na białym. Nawet vizir wymięka.
Nazywamy dzienniki pisanymi duszą, ale jest jej tutaj jakby mniej.
Jest pomysł! Pisać książki odręcznie! Napisać, zaanonsować, oddać krytyce (najlepiej czytelników – pierdolić krytyków) i na zamówienie przepisywać, własnoręcznie…jak domino – jedna kostka przewraca drugą i tak dalej…a więc tutaj w tej idei bez wątpienia genialnej, kto wie, czy już nie zrealizowanej, przelewać duszę z papieru na papier i tak dalej, bez rozlewania.
Najpierw trzeba być kimś, napisać coś, puścić coś w eter i czekać na przychylność i otwartość świata. Stary malarz może, a młody majtek nie? Gówno prawda!
Jedno jest pewne, pisanie czarnym na białym idzie szybko i szybciej. Kiedy piszę na papierze, podziwiam jego zapach, fakturę, kształt i format linii. Podziwiam kształtowanie się liter, wyrazów, zdań… Zaduma nad czymkolwiek wymaga czasu. Tutaj, na białym jeszcze bez czarnego nie ma nic do podziwiania. To tak jak z prostytutką – nie idziesz z nią rozmawiać, nie kupujesz kwiatów… walisz… prosto z mostu, z wieżowca, czy czego tam chcesz.
Muszę odnaleźć pewien adres, muszę napisać, bo inaczej do końca życia będzie mi nie tak, jak powinno być. Tak, czy tak będzie nie tak jak powinno być, a może i tak właśnie powinno być, ale jak nie napiszę, to może być gorzej niż tak jak będzie jeśli nie napiszę. Hehe… w poszukiwaniu zagubionego sensu.
Tak, macie racje, gdyby było to kilkanaście lat temu inaczej bym do tego podchodził. O ile więcej szacunku i podziwu miałbym dla tego kroku w dorosłość? Nie wiem, ale jestem wstanie wyobrazić sobie, że dużo więcej. Łatwość zabija piękno. A ja kocham piękno. Mimo tej miłości zdarza mi się, a obecnie i w rzeczywistości i przenośni, pojechać obwodnicą piękna. Nawet jak się to czyta, nie brzmi to pięknie. Coś jest na rzeczy.
Dzień w którym pękło niebo jest nadal bardzo dzisiejszy choć zagubił się w którymś z kalendarzy już dobre lata temu. Mało jest jednak dni w których pęka niebo, tak więc trudno jest wepchnąć je w szufladę ogółów. Czasami by się to przydało.
Nigdy tego nie zapomnę! Dlaczego? Bo nie chcę! Bo są chwile, które wiodą nas ku wieczności! Zawierają w sobie ludzi, słowa, dotyk, pocałunki, łzy…wszystko to bez czego piękno nie poszczyci się tak równomierną i doskonałą opalenizną.

18.08.2010

Wczoraj nie napisałem ani słowa. Zdarzało mi się już nie pisać nawet miesiącami. Nigdy jednak nie czułem takiej pustki. To tak jakby kolejna szansa pozostała niewykorzystaną. Dziś nie dam jej uciec, nie jestem masochistą.

A może i jestem. Dziś, przez zamierzone działanie, którego finał przypadkowo pchnął mnie w stronę gigantycznej podróży wspomnień, zadałem sobie ból. Jakże cudowny, niekończący się ból. Po części też zęba. Jakże cudowny, niekończący się ból. Po części też zęba.

Ten sam dzień widziany czarnym rankiem i ten sam widziany południem nie są tym samym dniem. Inaczej przemawiają inaczej interpretują te same rzeczy. Tak więc już na tak krótkiej przestrzeni czasu możemy stwierdzić, że ruchy naszego bycia i niebycia są obecne, zmienne i nie zawsze idą do przodu.

Nie da się ukryć, że jest w tym coś pociągającego. Z jednej strony nieczuła biel i wszechobecna sztuczność, a z jedenastej strony obraz pisarza siedzącego przed komputerem lub – jeszcze lepsze – maszyną do pisania, wystukującego swoje myśli, uczucia. Klawiatura też stuka, nieco delikatniej – może dla poetów? Maszyna lepiej spisuje się w powieści, zdecydowanie. Na czym więc pisać teatr? Jakiego potrzebuje wydźwięku, by być, płynąć.

Powinno się wykupić ubezpieczenie na wspomnienia. Bo tak naprawdę tracimy ich codziennie tysiące. Tak przynajmniej mielibyśmy kasę na ratowanie tych, które zostały. Jakie jednak warto zatrzymywać? Tylko dobre? Jaki jest skład procentowy idealnych wspomnień? 80% dobrych, bo te są najlepsze i 20% złych dla przestrogi? A może 70 do 30? A gdzie miejsce na te neutralne? Bo w sumie i takie bywają, dlaczego by pozbawiać je godności bycia zapamiętanym? Może z powodu ich nijakości? Złe czy dobre są zawsze jakimiś… mają coś do powiedzenia. Zaraz, zaraz… przecież milczenie jest… kurcze, coś mi się tu miesza…

Nie ma najmniejszej wątpliwości, że z odrobiną samodyscypliny byłbym już dziś gdzieś w okolicach nowego roku, po świętach, z prezentami w kieszeni i wizją wielkiej noworocznej imprezy.


20.08.2010

Słucham radia złote przeboje. Strasznie tandetna piosenka sączy się z malutkiego głośnika odtwarzacza mp3. Ale w tym tandetnym opakowaniu muzyki i słów odnajduję ślady przeszłości i narastającej pod ich wpływem nostalgii.
Śmiesznym jest, ale na nowo zaczynam śnić, budzić się w nocy, czy nad ranem, nie w pełni świadomy, marzący o tym, że wspomnienia, które stanowiły tło snu przeleją się przez uszy i nos na poduszkę i jak tsunami okrążą glob mojej rzeczywistości, ubierając ją w hawajską koszulę bez guzików.
Najgorsze, a może i najlepsze, nie wiem, jest to, że w owych snach pojawia się na nowo ta przez którą pewnego dnia pękło niebo. Prawdę mówiąc pękło przeze mnie, ale słowa – niebo łamacze padły z jej cudownych ust.
Od tego też dnia nienawidzę lekkich podmuchów wiatru, smagających twarze pogrążone w rozmyślaniu. Takie właśnie podmuchy niosą słowa, których usłyszeć nie chcemy. I gdyby nie te pieprzone wiatry, bolesne słowa, słowa końca i początku padałyby gdzieś po kilku metrach, na ryj, rozbijały się o bruk, nigdy nie dochodziły do uszu. W momentach zwanych trudnymi, gorzkie słowa przychodzą bardzo łatwo, są dość lekkie by uciec zza bariery zaciśniętych w złości zębów i wystarczająco bólem uskrzydlone by na tych pieprzonych podmuchach wiatru dosięgnąć uszu, duszy, serca. Jak szczęśliwymi byliby ludzie gdyby nie było wiatru! Ale jest to kolejne marzenie ściętej głowy.
Żyjmy marzeniami! Nic innego tak jak one nie napędza naszej chęci życia. Powiecie miłość! Nieprawda! Miłość niczym jest innym jak marzeniem! Nieraz największym, ale tylko marzeniem! Iluzorycznie spełnianym co 4 lata! Co druga noc, nieraz co trzeci piątek miesiąca! Miłość jest tylko marzeniem! Nie zawsze największym, zazwyczaj przy pomocy genitaliów wpychana w nas i nierzadko tam, w nieumyślnej, aczkolwiek złej intencji pozostawiana.
Dlatego nigdy nie pozwólmy jednemu marzeniu przysłonić innych! Dopuszczalna niech będzie hierarchizacja marzeń, ale nie ich rywalizacja! Na litość czasu! Wyzbądźmy się realizacji wśród marzeń!

Marnotrawstwo czasu, życia, okazji przejawia się najlepiej w naszym rozporządzaniu pieniędzmi. Patrząc na to jak nimi dysponujemy możemy w łatwy sposób rozliczyć sens kroków stawianych na drodze życia, ich użyteczność, długość i uzasadnienie.



Ocena: 4
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 05.12.2010r.

1     

RedCherry 28 01 2012 (20:17:20)

Użytkownik ocenił pracę na 4

W ciekawy i lekki sposób wyrażasz swoje zdanie a to duży plus.Błędy są, ale treść bardzo ciekawa i zachęcająca do czytania.

Groszek 07 12 2010 (19:36:59)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Ta praca nie jest idealna, ale ma wiele plusów. Po pierwsze muszę powiedzieć, że masz świetny styl pisania, którym zachęcasz czytelnika do czytania. Wyrażanie własnego zdania często staje się podręcznikowe, kojarzy się z nudą i przymusem (szkoła). Natomiast u Ciebie jest to żywe i ciekawe. Najbardziej podobał mi się fragment opowiadający o "ubezpieczeniu na wspomnienia". To jest bardzo odkrywcze stwierdzenie i gdy zacząłeś rozważać wszystkie dodatkowe możliwości, związane z tym rozwiązaniem, Twoje rozważania bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły bo z jednej strony były niezwykle trafne, ale jednocześnie nowatorskie.
Minusem są błędy, czasem techniczne, czasem językowe, chyba że to drugie jest celowe ze względu na treść, żeby dostosować poglądy autora dziennik, a także jego charakter do tego, jak się wyraża.
Trafiłeś do mnie tą pracą, może nie całkowicie, ale większej części. Czwórka z małym plusem.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(36): 33 gości i 3 zarejestrowanych: exother, Fał, pasieczny14

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl