warto go przeczytać
Pseudonim: Sirabe
Pracę napisałam ponad rok temu na jakiś konkurs, miała być tematycznie związana z hasłem \\"podróżować znaczy żyć\\". wygrzebałam ją w głębi mojej twórczości i jestem ciekawa co możecie o niej powiedzieć ;)
Ból. Tylko tyle. Ale nie fizyczny. To było gdzieś we mnie, głęboko. Czułem tylko ból. Zupełnie jakbym przebudził się z jakiegoś wyjątkowego koszmaru i cały czas wierzył, że to była rzeczywistość.
I Strach. Przed nieznanym.
Powiecie, że powinienem być już przyzwyczajony. Przecież to nic wielkiego, tylko kolejna podróż, kolejni przyjaciele, których miałem zostawić daleko za sobą i już nigdy ich nie zobaczyć. I po co mi to było? W jakim celu znów zawierać nowe znajomości, gdy wiadomo, że trzeba będzie je na zawsze zerwać, nie wyjaśniając niczego?
Strach. I Ból. Czymże on był? Tylko informacjami przekazanymi do mózgu. Może nawet iluzją? Nic wielkiego.
A jednak był. Niczym tysiące sztyletów przebijał moje serce, na wieki pozostawiając w nim ranę.
Ach, przeklęta niech będzie! Ukradła mi to, co najważniejsze. Nieświadomie. Nawet nie zamierzała oddać.
I cóż to jest miłość? Czy to możliwe?... W dwa miesiące zakochać się tak, żeby już nie wyobrażać sobie bez niej życia… choć ona nawet o tym nie wie? A potem wyjechać. Bez pożegnania. I zranić ją, prawie tak samo, jak siebie samego.
To właśnie cena. Cena, jaka zapłaciłem za życie córki.
Klątwa.
Podróżować, czyli żyć. Niczego tutaj nie utajam. Moją własną klątwą jest potrzeba podróżowania, tak silna, że może ją zatrzymać tylko śmierć. W żadnym miejscu nie mogę przebywać dłużej niż dwa miesiące – jestem w stanie jedynie wyobrażać sobie, co by się stało, gdybym przeciągnął czas pobytu w danej miejscowości chociażby o minutę. I do żadnego miejsca nie mogę powrócić. Nigdy.
Jednak teraz to się zmieni. Byłem tego pewien. Bo co może przełamać zły czar, jeśli nie miłość?
Nie wyjadę. Nie wyjadę, dopóki nie wytłumaczę wszystkiego tej, którą kocham.
Trzymałem w dłoni skrawek papieru z wykaligrafowaną godziną. Pierwsza po południu. O pierwszej po południu miałem przekroczyć granice miasta i zatrzeć wspomnienia z minionych dwóch miesięcy. Jak zawsze.
Ale nie tym razem. Nie tym razem.
Dziesięć sekund do pierwszej. Pięć. Trzy…
Wybiła pierwsza. Zaparłem się nogami. Poczułem ból, prawie tak silny, jak poprzedni. Krzyczałem, że chcę zostać, wołałem o pomoc. Wszystko na nic.
Znalazłem ją wzrokiem. Zawołałem tylko „Kocham cię!”, po czym odwróciłem się, wychodząc z miasta, bezsilny z walce z klątwą.
Ale to był już koniec. Czułem to.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 21.04.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(33): 30 gości i 3 zarejestrowanych:
exother, Fał, pasieczny14