warto go przeczytać
Pseudonim: ulciak
Brzegi kartki wypełnionej czarną kratką, przydeptanej przez pasażerów pociągu, przybrały szarawej barwy wtartego przez podeszwy piasku. Plątała się pod nogami, podróżując w drugim wagonie, wcześniej wypadając najprawdopodobniej komuś z notesu. Rządki zapisanych na niej zdań nie przykuwały uwagi nikogo. Nie wiadomo, jak długo leżała w kącie pociągowego przedziału. Kilka godzin, dni, tygodni? Nie wiadomo, kto był jej wcześniejszym właścicielem, autorem słów na niej zapisanych. Gdy w końcu ktoś podniósł tę kartkę z ziemi, może w celu wyrzucenia do kosza lub zwyczajnie zaciekawiony niezgrabnymi rysunkami kwiatków i serduszek na marginesach, i gdy zaczął czytać, listopad znów zapragnął stać się sierpniem.
Chciałabym opisać Ci wszystkie kolory tej jesieni tak, abyś uwierzył. Pamiętasz kolor naszych ust między pocałunkami? Tak wyglądają liście na czubkach drzew - mają barwę namiętności. Złoto, które zdobi alejki, przypomina mi ciepło Twoich dłoni, gdy trzymałeś mnie za rękę lub gdy głaskałeś po policzkach. Słońce nie świeci już tak sierpniowo jak wtedy, ale od czasu do czasu bawi się kosmykami moich włosów, zmieniając pasma w miedziane refleksy.
Moja jesień pachnie marcepanem.
Wiatr plącze mi się między nogami, ale nie jest złośliwy. Chce mi chyba tylko towarzyszyć. Ta pora roku kojarzy się z przygotowaniem na zakończenie. Wydaje się być symbolem przemijania. Tak wymownie zamyka życiowe rozdziały. Ale wiesz, dla mnie jesień wcale nie jest końcem. Wręcz przeciwnie, czuję, że coś dopiero się zacznie.
Codziennie spotykam wielu studentów. Niską, niepozorną dziewczynę ściskającą podręcznik z potężnym, tak bardzo kontrastującym z jej posturą, napisem "Radiologia". W tramwaju słyszę o zajęciach z psychiatrii od rudowłosej, pulchnej towarzyszki studenta, który opowiada o dzisiejszym kolokwium na kierunku matematyki stosowanej. Nad ranem, gdy próbuję rozbudzić się w wagonie pociągu osobowego, wychwytuję w powietrzu szept biologicznych definicji, które brunetka pod oknem powtarza, raz po raz zerkając do podręcznika dla studentów medycyny pierwszego roku.
Oni wszyscy mają plany, poświęcają się dla przyszłości. Patrzę na nich i marzę o własnych dniach, które na mnie czekają. Pozwalam wyobraźni wędrować w czasie i kreować chwile mające być kiedyś moją codziennością.
Patrzę w przyszłość i wiesz? Nas tam nie ma.
Patrzę w przyszłość i nie czuję Cię przy mnie.
Chciałabym, byś uwierzył w tę jesień, skoro nie potrafisz uwierzyć we mnie.
Uwierz w jej kolory.
Kartka zniknęła, pociąg odjechał. Sierpień nie wróci.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 01.12.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(33): 30 gości i 3 zarejestrowanych:
exother, Fał, pasieczny14