warto go przeczytać
Pseudonim: asiunia12345
-Diabeł nie zasypia. – powiedział przekornie, całując jej szyję. Obściskiwali się, stojąc pod jakimś sklepem całodobowym. Brud z wystawowej szyby wcierał się w jej jasną sukienkę. Nie szkodzi. I tak niedługo miała ją zdjąć.
Z miłosnego amoku wyrwał ich przeraźliwy dźwięk telefonu, dobiegający z pseudo torebki. Wszak mieściła się w niej zaledwie pomadka.
-Odbiorę. – powiedziała, odrywając usta. Mężczyzna kiwnął z aprobatą głową i odszedł na kilka kroków. Nie była to znajomość tak zażyła, by interesowało go, kto do niej dzwoni. Siadł na pobliskiej ławce i przejechał dłonią po spodniach, poprawiając kanty. Spojrzał w stronę kobiety. Perfekcjonistka, zapewne. Silny charakterek, niezłomna wola walki. Przekora. A w oczach, wyrwana z innej bajki ufność. Pewnie całkiem zapomniana, na szczęście. Niech mu nie ufa. Niech zaprosi go na kawę, którą wypije dopiero rano. A jutro... Jutro usuną swoje numery z telefonów. Kolejny Maciek, kolejna Margo.
-Już.- usiadła przy nim. Powietrze gwałtownie stało się cięższe. Nie wiedział dlaczego. Kobieta strzepnęła z jego marynarki niewidzialny pyłek i złapała go za rękę. Spojrzała z wyczekiwaniem. Facet zamyślił się. Ręka to jakieś zaangażowanie. Ręka pod sukienką, to nic zobowiązującego. Ale dwie dłonie? To nawet brzmi tak jakoś... tak obligacyjnie. Notabene "obligacja" – przeraźliwe słowo.
Mimo to fakt pozostał faktem. Trzymała go. Miała go w garści. Objął mocniej jej dłoń i potrząsnął nią we wspólnym uścisku. Tak jakby chciał powiedzieć "Przed nami cała, fantastyczna noc. Nie psuj tego, głuptasku!" Oczywiście głuptasek to była pobłażliwa forma, parafraza, którą mógł przedstawić do opinii publicznej. W głębi myślał "Co za idiotka. Daje mi tą swoją łapkę. Jak na romantycznym spacerze po plaży, tudzież nad jeziorem. Nie w taki sposób miałem zamiar podziwiać jej, bądź co bądź, gładką skórę. Wariatka."
-Diabeł nie zasypia. – powiedział z chorą satysfakcją, leżąc koło niej w łóżku. Miał, co chciał. Nie czekał długo. I bardzo dobrze, w takich związkach nie chodziło o czekanie.
-Przy byle kim. – odpowiedziała.
-Co? – Nie zrozumiał, wszak zapadł w jakże głęboką metafizyczną myśl, w której roztrząsał prymitywne pobudki.
-Nie, nic. – westchnęła, unosząc przy tym szlachetnie ciemną brew i rozchylając lekko czerwone usta. Przeczesała orzechowe włosy śnieżnobiałą wręcz dłonią. Wyglądała tak inteligentnie! Nie takie słowa spodziewał się w swoich myślach. Ale taka była prawda. Naga kobieta, owinięta ponętnie białą pościelą nie powinna kojarzyć się mężczyźnie z inteligencją. Zadziwiająca sprawa! Pokręcił ze zdumieniem głową, szepcząc "Zaskakujące, zaskakujące!" Kobieta nie reagowała na niezrozumiałe w tej sytuacji słowa. Niech sobie mówi, co chce. Pewnie i tak nic więcej od siebie nie będą oczekiwać, a szkoda.
-Maciej, nie ty pierwszy, nie ty ostatni. Wiem, głupi moment wybieram na taką rozmowę. Ale może powiesz mi, dlaczego jestem zawsze zabawką na kilka nocy. Albo inaczej. Dlaczego nikt nie pozwala sobie uwierzyć, że to ja bawię się facetami, a nie oni mną? Może tak naprawdę, zawsze marzyłam o kolekcji ken’ów. I w dupie mam twoje barbie. – O tak! Nie spodziewał się tego w takim momencie. Myślał, że kiedy pozbędzie się tej białej, skąpej sukienki, którą na sobie miała, nie będzie musiał już odpowiadać na dziwne pytania. Taka ładna buźka, chowa taki przebiegły język. No proszę, proszę. Ale rzuciła rękawicę. Trzeba podjąć wyzwanie.
- Moja droga... Jakby ci to wytłumaczyć. Jak chcesz kena, to licz się z tym, że jesteś barbie. Masz swoje ciasteczko, więc musisz wyglądać jak cukiereczek. Taka równowaga gatunku.
- Powiedzmy, że taka odpowiedź mnie satysfakcjonuje. Wiesz co? Poczekaj. – wstała i pobiegła po coś do drugiego pokoju. Była piękna. – Ta dam! Oto moja gitara! Mogę pograć?
- Tak, jasne. – powiedział, choć wcale nie był pewien, czy chce wpadać w atmosferę harcerskiego ogniska. Zaczęła. Grała same miękkie kawałki. Prawie zasypiał, a jednak ciągle był świadomy. Płynęła melodia dusz, rozpływała się. Wyciągnął z leżących na podłodze spodni paczkę papierosów i zapalniczkę. Zapalił. ,,Oto dzisiejszej nocy jestem w niebie.” Powiedział z przekąsem, ale i zadowoleniem, kiedy dostrzegł na szafce brakującą mu do szczęścia butelkę whisky.
-Margo, dziękuję. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.
-Nie kłam. Nienawidzę cię, chociaż jeszcze o tym dobrze nie wiem. Nie robisz nadziei, nie oszukujesz na początku, że będzie wspaniale. Po prostu całujesz i myślisz, że to załatwi sprawę. Wariatek się nie kocha, wiesz? Ile razy pomyślałeś tak o mnie? Robię to samo co ty. Całuję prawie obcych facetów, sypiam z nimi.
-Grasz im na gitarze. – uśmiechnął się na wspomnienie zeszłej nocy.
-Nie gram im. Po pierwsze, gram dla siebie, po drugie, w jakiś sposób grałam tylko dla ciebie. Zaraz usunę z telefonu twój numer, a ty mój. Wrzucę cię do worka, w którym jest pełno facetów o imieniu Maciej.
-Ale istnieje mało kobiet o imieniu Margo. Takich imion się nie zapomina.
-To już twój problem.
I pocałowała go. Teraz to ona rządzi ich czasem. Gra zaczęła się ponownie.
Diabeł nie zasypia.
Ocena: 4.667
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 05.09.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(33): 30 gości i 3 zarejestrowanych:
exother, Fał, pasieczny14