Pseudonim: Mozzie
Imię: Gosia
Skąd: Kraków
O sobie: "If you want a happy ending, that depends, of course, on where you stop your story" ~ Orson Welles
Napisanych prac:
- nowości: 7
- wiersze: 63
- proza: 15

Średnia ocen: 5.1
Użytkownik uzyskał: 401 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Z wynurzeń huśtawki..." 06.10.2011
"Stres" 31.12.2011
"Ukartowana" 17.01.2012
"Wyznania pralkoholika" 08.10.2011
"Rozwiane popołudnie" 18.12.2011

Inne prace tego autora:
"Pięta antylopy, cz. 2" 31.05.2010
"Z wynurzeń huśtawki..." 06.10.2011
"Wiśnie" 28.04.2012
"Chrząkanie deski klozetowej" 24.09.2011
"Nowo(nie)żeńcy" 17.11.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Pięciolistna koniczynka vol. 1

PROLOG Szczęście nie zawsze jeździ tą samą windą. Czasem po prostu trzeba go szukać w innej klatce, w innym bloku, na innym piętrze. Albo wcale nie szukać. Jeśli będzie chciało, samo do nas przyjdzie, przycupnie u stóp i będzie wesoło merdać ogonem. Bo szczęście to taki kochany piesek, chodzi za tobą wszędzie, a kiedy nagle z jakiegoś powodu przywiązujesz go do drzewa, rozpaczliwie stara się urwać ze smyczy. Nie bój się, że ci ucieknie. Prędzej to ty się od niego oddalisz, przecież zawsze tak robisz. Nikt ci nie każe, a ty i tak na przekór wszystkiemu musisz wypuszczać je z rąk. Mówisz, że jesteś sam. Praktycznie codziennie żałośnie ujadasz i użalasz się nad sobą. Zapominasz, że w każdej chwili możesz poślubić własne szczęście. Nie trzeba wydawać kasy na obrączki i suknię ślubną. Wystarczy tylko się uśmiechnąć. Nie obawiaj się tego zrobić. Ono nie spojrzy na ciebie jak na idiotę. Nie wyśle cię do domu wariatów. W zamian prześle ci jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów, który nigdy nie zniknie z jego twarzy, bo przecież nie w jego interesie go z niej usuwać. I będzie cię kochać. Jak matka dziecko, jak dziewczyna chłopaka, jak nastolatek własny komputer. Wyciągnij po nie rękę. Szybko, nim znajdzie się pod grubą warstwą żalu, goryczy i cierpienia. Zbyt głęboko, by je wydobyć. I SPOTKANIE Było już późno, ale ona nie zamierzała się spieszyć. Pałała się ostatnimi promieniami zachodzącego słońca. W tym mieście nie miała zbyt wielu okazji do podziwiania takiego piękna natury. Wszędzie było brudno i nieprzyjemnie. W powietrzu unosił się naprawdę nieprzyjemny zapach spalin. Życie na Zagłębiu wcale nie było łatwe. Jednak akurat tamtego dnia miała wyjątkowo dobry humor, dlatego zdawała się nie zauważać tego całego syfu i zgiełku wokół siebie. Właśnie wracała z biblioteki, gdzie po raz kolejny wypożyczyła aż sześć książek. Chętnie zabrałaby ze sobą jeszcze ze dwie, nawet już znalazła odpowiednie pozycje, jednak przekroczyłaby limit, co było niemożliwe. Biblioteka była bowiem wyposażona w system elektroniczny. A jak wie większość ludzi – jakbyś nie próbował, komputera nie oszukasz. No chyba, że jesteś Netem Bieleckim i masz pod swoją „opieką” zaprzyjaźniony program AI. Szła przed siebie, kompletnie zasłuchana w „November rain” zespołu Guns N\' Roses, pochłaniając każde pojedyncze słowo i każdy osobny akord. Nie mogła nacieszyć się tak dobrze znaną jej melodią i tak kochanym przez nią głosem Axla Rose\'a. Była już w połowie drogi, kiedy nagle zobaczyła znajomą czarną kurtkę i ciemnogranatowy plecak. Nie była pewna, czy to on. Chciała, żeby tak było. Ale ile osób w mieście ubierało się w taki sposób? Całe mnóstwo. Nic dziwnego – albo uważali, że to w lepszym stylu, albo smęcili, albo po prostu nie chcieli się wyróżniać z tłumu. Z nią było nieco inaczej. Ubierała się raczej kolorowo, ale zawsze starała się tak dobierać ubrania, żeby jej strój nie wyglądał na zbyt ekstrawagancki. Chciała dopasować się do tej szarości miasta. Wszyscy chodzili smutni, to i ona tak robiła. Mina odwiecznej męczennicy utrzymywała się na jej twarzy przez wiele miesięcy. Tego dnia czuła wyraźnie, że pora z tym skończyć. Była tak pogrążona w rozmyślaniach, że dopiero po chwili zorientowała się, że chłopak zniknął, zupełnie jakby zapadł się pod ziemię. Podejrzewała, że poszedł gdzieś na skróty, ale i tego nie była pewna. Przez jej mózg przewinęła się nawet niezwykle dziwna myśl, jakoby widok chłopaka miał być tylko złudzeniem, kolejnym z jej urojeń, bardzo głęboko zakorzenionych w umyśle. Jakie było jej zdziwienie, kiedy tuż pod klatką napotkała jego wzrok. Już wcześniej widywała go pod blokiem, ale dopiero wtedy po raz pierwszy zdobyła się na tę odrobinę odwagi, żeby dokładniej mu się przyjrzeć. Z wyglądu przypominał jej Sama Winchestera, bohatera amerykańskiego serialu „Supernatural”, jednego z łowców demonów. Jego maniery przywodziły na myśl Fitzwilliama Darcy z „Dumy i uprzedzenia”. Zdecydowanie wyglądał na dżentelmena. Wprawdzie mogła to wywnioskować jedynie z nawyku otwierania jej drzwi i przepuszczania w nich jako pierwszej, ale skłonna do nadmiernego romantyzmu natura kazała jej uważać te drobne gesty za niezwykle znaczące. Nie wymienili ani jednego słowa, spojrzenia ani uśmiechu, ale ona i tak w myślach wyszywała wzór swojej przyszłej sukni ślubnej. Podobne zachowanie nie było rozsądne, ale rozsądek znajdował się na samym końcu listy jej nadrzędnych wartości. O wiele bardziej ceniła sobie marzenia i bujną wyobraźnię. Nic dziwnego, skoro w tym danym momencie była zasłuchana w „Born to be my baby” Bon Joviego, piosenkę uważaną przez nią za jedną z najpiękniejszych, jakie ludzie mogli stworzyć, a szczególnie wersję z płyty „This left feels right”. Całkiem możliwe, że bez tego całego tła muzycznego jej życie nie byłoby nawet w połowie tak skomplikowane. Oczywiście z pozoru. Lubiła myśleć o tym, że właśnie takie jest. Była poetką. Czy to czasem nie jest tak, że każdy artysta pragnie mieć piękny i bogaty życiorys? Ona chciała. A skoro jej życie wcale takim nie było, usiłowała na siłę je komplikować. Kiedy tak jechali razem windą, cały czas obawiała się, że zrobi coś niepożądanego - niepotrzebnie się odezwie, zbyt głośno odetchnie albo przypadkiem go dotknie. Jej obawy były irracjonalne, ale, chociaż doskonale zdawała sobie z tego sprawę, nie była w stanie przemówić sobie do rozsądku. Dalej uparcie brnęła przez ponurą i zawiłą krainę swych nerwic i urojeń. Powinna była już wtedy zapytać go o imię. Ale w tamtej chwili nawet nie przeszło jej to przez myśl. Była zbyt bardzo skoncentrowana na każdym pojedynczym skrawku jej ciała i każdej, nawet najcieńszej, warstwie jej duszy, aby wpaść na podobny pomysł. Po kilku minutach krępującego milczenia rozjechali się do swoich mieszkań i zapomnieli o całej sprawie. II SPOTKANIE O ile była w tym jakaś sprawa. Ot tak, kilka zduszonych oddechów i hektolitry ciszy. I o ile oboje o niej zapomnieli, bo dziewczyna jeszcze przez wiele nocy nie mogła spać, za dnia wszędzie go wypatrywała, w chwilach samotności układała różne scenariusze życia, głupie i nierealne, nie mające żadnej racji bytu, a kiedy przebywała w czyimś towarzystwie, zastanawiała się, jakby to było, gdyby i on był przy niej. Okropnie wyolbrzymiała całe to zdarzenie, przywiązywała do niego zbyt dużą wagę, za bardzo się tym przejmowała. Znowu zaczęła łapać doła i nie wiedziała, jak z niego wyjść. Dobrze, że miała wierną przyjaciółkę, która zawsze przy niej była i nie pozwalała jej się załamać. Byłaby o wiele szczęśliwsza, gdyby pokusiła się, aby jej posłuchać. Ale ona była głupia i nierozsądna, owszem – chciała postępować tak, jak Agnieszka radziła, jednak w kluczowych momentach nagle zmieniała zdanie i robiła coś kompletnie innego. Długo czasu musiało upłynąć, nim go ponownie spotkała. Kiedyś wracała ze szkoły, była bardzo zmęczona, najprawdopodobniej był to poniedziałek. Zobaczyła go. Wchodził do klatki. Znowu niepotrzebnie się zdenerwowała. Znowu bała się każdego ruchu. Znowu nie zapytała go o imię. Myślała, że może to on kiedyś wreszcie to zrobi. Lubiła się łudzić, że nie może nic zdziałać, że to od niej całkowicie niezależne, podczas gdy tak naprawdę miała aż pięćdziesięcioprocentowy udział w tej sprawie. Zawsze zastanawiała się, dlaczego widują się tak rzadko. To było dla niej zagadką nie do rozgryzienia. Zawsze jakoś tak się składało, że się mijali. Los bardzo rzadko prowokował ich spotkania. Ale może tak po prostu miało być i akurat na to nie mieli wpływu. Nie znali się, więc póki co mogli liczyć tylko na łaskawość własnego przeznaczenia. Tak jakby zapoznanie się ze sobą było dla nich naprawdę takie trudne.



        Dedykacja: Szaj - za to, że jeszcze ze mną wytrzymuje.

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 05.04.2012r.

1     

Angelika596 Użytkownik WPMT 06 04 2012 (15:22:53)

Użytkownik ocenił pracę na 5

A oto i ta piątka :)

Angelika596 Użytkownik WPMT 06 04 2012 (15:22:39)

Naprawdę rzadko się zdarza, że ktoś pisze tak wiele rzeczy, o których mogę pomyśleć "Przecież to o mnie". Tobie udało się to dzisiaj znakomicie. Zresztą widzę też, że starasz się przekazać jak najwięcej od siebie, ze swojego życia, swoich upodobań, doświadczeń być może. To wspaniałe, że dajesz tak wiele od siebie swojemu opowiadaniu i swojej bohaterce i jeszcze trafiasz w mój gust muzyczny, w moje upodobanie do książek, romantyków i marzeń.

Bohaterka choć wydaje się być oryginalna, bardziej kolorowa, to jednak znalazłaby bardzo wiele osób, które mogłyby się z nią utożsamić, albo znaleźć w swoim otoczeniu kogoś takiego. Kogoś, kto buja w obłokach, kto pragnie być artystą, kto komplikuje sobie życie, bo tak jest ciekawiej, tak jest na kartach książki. To jest takie teatralizowanie swojego życia. U siebie też to obserwuje. To jest szkodliwe z jednej strony, bo po co tak kombinować, szukać dziury w całym, psuć sobie często humor i narażać się na niezrozumienie innych. A czasami można nawet przesadzić i kogoś zranić.

To co charakteryzuje jeszcze bohaterkę to platoniczna miłość to osoby, którą spotka czasami na ulicy i w windzie. Nie zna jej, jednak szuka, wywyższa, upiększa w swojej głowie. Czy coś z tego będzie? A może czar pryśnie, kiedy się poznają? Różnie bywa. Przerobiłam chyba wszystkie możliwe scenariusze.

Zdecydowanie podoba mi się, ciekawi mnie, choć jestem już na innym etapie życia, jednak dziewczyna taka, jak ta jeszcze we mnie siedzi. Dlatego ciekawa jestem jej losów. Jakoś nie przemówiła do mnie początkowa metafora o szczęściu jako o piesku.. Po prostu mam inne wyobrażenie na ten temat. To co w Twoim stylu mnie jeszcze trochę denerwuje to powtórzenia, a błędów nie robisz i za to gratulacje :)
Opowiadanie lekkie, na razie wydające się wręcz naiwne w swojej prostocie i takiej "dziewczyńskości", na minus piątkę.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(27): 27 gości i 0 zarejestrowanych: