Pseudonim: Mozzie
Imię: Gosia
Skąd: Kraków
O sobie: "If you want a happy ending, that depends, of course, on where you stop your story" ~ Orson Welles
Napisanych prac:
- nowości: 7
- wiersze: 63
- proza: 15

Średnia ocen: 5.1
Użytkownik uzyskał: 401 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Z wynurzeń huśtawki..." 06.10.2011
"Stres" 31.12.2011
"Ukartowana" 17.01.2012
"Wyznania pralkoholika" 08.10.2011
"Rozwiane popołudnie" 18.12.2011

Inne prace tego autora:
"Szopka, część I" 07.02.2012
"Amołs" 14.11.2011
"Nowo(nie)żeńcy" 17.11.2011
"Wyznania pralkoholika" 08.10.2011
"Stres" 31.12.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Paranoja (I część)

"Strach musi być uroczy, bo strach ma wielkie oczy". (Sylvia Plath, 1932-1963). I. Powody. Koncentracja. Ludzie mówią, że dlatego się nie pamięta, zbyt małą wagę przywiązujemy do tego, co robimy. Czasem zapomina się, bo się chce zapomnieć, szczególnie złych ludzi. Odejść, będąc niegotowym na spotkanie z nimi. Uchylać się od styczności z lękiem. Zazwyczaj zapomnienie jest tylko narzędziem w naszych zdezelowanych dłoniach - wtedy nie chcemy krzyczeć po nocach, budząc się do życia, chociaż tylko własny nasz upadek mógłby być źródłem powstania. Wszystko – paranoiczny Strach. Ale jest takie miasto, zwane zresztą Paranoją, gdzie Strachu nie ma. Ludziom wydaje się, że bez nękających ich obaw będą w stanie żyć normalnie, w zgodzie ze sobą i otaczającym ich światem. Nic bardziej mylnego. Zdarza mi się czasem przejeżdżać przez to miasto, zatrzymuję się w kawiarni, rozmawiam z ludźmi, obserwuję ich poczynania i widzę, że brak im pewnych zahamowań, przez co tracą rozsądek, zachowują się niewłaściwie, nieadekwatnie do sytuacji, czasem wręcz śmiesznie czy absurdalnie. W tym mieście zamierzam zresztą spędzić najbliższe wakacje. Uciekam od lęku? Nie, raczej zwracam się w jego stronę, bo nie ma rzeczy bardziej zatrważającej niż jego brak. II. Odjazd. Odskocznia – oto czym winniśmy dysponować. Potrzeba nam sprawnych kończyn dolnych, twardo stąpających po niepodatnym na nasze śmiałe wyczyny gruncie. Kiedy człowiek całe życie kuleje, przestaje widzieć to wszystko, co rozgrywa się przed jego oczyma. Nie można wiecznie patrzeć pod nogi, jakby z niecierpliwością wypatrując własnego upadku. Najbardziej słuszne są ludzkie oczy, nic więcej, a one nie leżą na ulicy. Wyjeżdżamy. Przyjaciółka – Noelle. Ja – Evangelina. Niebo zmienia swe odzienie, kiedy pociągiem do Paranoi przemykamy przez nieznane nam tereny Doliny Wschodzącego Świata. Wcześniej płynęłyśmy promem bezpośrednio z naszej rodzinnej miejscowości. Cel? Jedna z europejskich wysp, której nazwy zdecyduję się nie podać, zbyt wiele uśmiechów do sfałszowania, nie ma co się zdradzać. - Śpisz? – słabym, cichym głosem pytam Noelle. Nie odpowiada, po czym wnioskuję, że za daleko odpłynęła w swych sennych marzeniach. Powstaję, z zamiarem zwiedzenia sąsiednich przedziałów, jednocześnie pragnąc rozprostować zdrętwiałe kończyny dolne. Pociąg dosyć nowoczesny, wyjątkowo szybki, może nie jakiś luksusowy, jednak starym gratem, który w każdej chwili mógłby rozpaść się na drobinki, okrzyknąć go nie sposób. Kiedy coraz bardziej oddalam się od miejsca, w którym zostawiłam przyjaciółkę, zżera mnie ciągle we mnie narastająca, o tyle straszliwa, o ile tak potwornie intensywna, że nazwałabym ją raczej wścibskością, ciekawość życia innych pasażerów. Żywię ogromną chęć zagadnięcia ich, dopytania o cel oraz sens wędrówki, jaką rozpoczęli, ale nagle te myśli wydają mi się wyjątkowo głupie i naiwne. Nie każdy człowiek zmierza w szczególnym kierunku, dla niektórych podróż ta jest rutynową czynnością, która nie składa się na wyjątkowo istotne decyzje, wyzwania, doświadczenia. Poza tym wstyd mi okazywać zainteresowanie dla spraw dotyczących osób zupełnie obcych, co mogłoby zostać odebrane jako grubiaństwo. Przedziały niemalże puste, samotne, jak ta nieliczna grupka podróżnych, którzy je zajmują. Pasażerowie ani myślą o przysiadaniu się do obcych im osób, jedynym tożsamym im towarzystwem, jest ich własne, wszakże tylko sobie mogą ufać, w stosunku do każdego żywią podejrzenia, których brak mógłby narazić ich na wszelakie oszustwa – kradzieże… i w sumie tylko kradzieże, wszystko inne nie jest znowu tak powszechne, by było warte wymieniania w tymże sprawozdaniu. Ludzie zawsze muszą mieć wymówkę, która wzbraniać ich będzie od zasmakowania życia w całej krasie. Jeśli nie nieufność, to znowu nieśmiałość, na którą nieco zbyt często nakłada się maskę rozsądku, która może i sama w sobie byłaby rozsądną, gdyby nie ten fałsz, sztuczki, które prowadzą tylko i wyłącznie do ostatecznego wyobcowania, indywidualizmu, który zakrawa o alienację. - Ach, tutaj jesteś. Wszędzie cię szukałam! – słyszę głos przyjaciółki, nieco rozespanej i zdezorientowanej, jak mi się zdaje. – Długo spałam? - Nie, zaledwie godzinę. - Przepraszam, że pozostawiłam cię samej sobie, ale zmorzyło mnie i właściwie nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że usypiam… - Zaczyna się tłumaczyć, jednak mi pozostaje przyjąć to wszystko z szerokim uśmiechem na twarzy. - Ależ nie szkodzi, każdy człowiek potrzebuje snu, sama wiem o tym wystarczająco dużo, żebyś nie potrzebowała się tym przejmować… - odpowiadam beztrosko i ruchem dłoni sugeruję powrót do naszego przedziału, nierozsądnym jest się izolować, jednak pozostawianie bagażu bez opieki to czysta głupota.



        Dedykacja: Człowiekowi, który widział ciemność. Johnny, śpij spokojnie.

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 6    
Data dodania: 20.05.2013r.

1     

Rothie Dell użytkownik 20 05 2013 (18:05:08)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witaj.

Jestem mile zaskoczona Twoim opowiadaniem. Masz ciekawy styl pisania, nie idziesz "na łatwiznę". Widać, że wyrobiłaś sobie niezły warsztat. Piszesz w sposób prosty, ale niepotoczny. Bez problemu przedstawiasz swój wyimaginowany świat. Ponadto koncepcja bardzo interesująca, może czytelnika zaintrygować. Jest to niby zwykła a czarodziejska (w pewnym stopniu) podróż do miasta, któremu nadałaś nazwę Paranoja (jeśli dobrze cię zrozumiałam). Jestem bardzo ciekawa, co będzie dalej.

Teraz troszeczkę na temat strony technicznej. W zasadzie tylko w jednym zdaniu troszeczkę zawiodła składnia. Na szczęście nie jest to na tyle duży błąd, aby wprowadzać większe zmiany (wystarczy zamienić miejscami dwa wyrazy). Ponadto przecinki - chyba nie spotkałam w Poczekalni pracy, która nie miałaby ani jednego błędu. Jestem naprawdę zadowolona.

Co tu wiele mówić? Tylko pozazdrościć i życzyć Ci chęci do pracy oraz tylu dobrych prac, jak ta powyżej. Ode mnie piątka bez wahań. Pracę akceptuję. Mam nadzieję, że ukażą się kolejne części.

Pozdrawiam.

Mozzie Użytkownik wpmt 20 05 2013 (18:08:31)
Oczywiście, zamierzam to ciągnąć. Tak, "Paranoja" to nazwa ironiczna, jakby narrator pochylał się nad tym miastem i mówił "Paranoja! Tam nie ma lęku..." :)


Mozzie Użytkownik wpmt 20 05 2013 (18:10:07)
A, byłabym wdzięczna, gdybyś zacytowała to zdanie, bo wtedy mogłabym się zastosować do sugestii :)

Rothie Dell użytkownik 20 05 2013 (18:10:08)
W porządku. Dzięki za wyjaśnienie :) Pzdr.

Rothie Dell użytkownik 20 05 2013 (18:11:43)
Wybacz, ale w jakim sensie?

Mozzie Użytkownik wpmt 20 05 2013 (18:21:28)
Dobra, już nie szukaj, to nie jest takie istotne ;p


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(30): 30 gości i 0 zarejestrowanych: