Pseudonim: Dawied
O sobie: ...
Napisanych prac:
- wiersze: 154
- proza: 94
- publicystyka: 11

Średnia ocen: 5.2
Użytkownik uzyskał: 828 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Uwierzcie cz.1" 22.03.2009
"Uwierzcie cz.5" 25.04.2009
"Uwierzcie cz.6" 02.05.2009
"Uwierzcie cz.9" 18.05.2009
"Wieczne miasto odc.2" 20.07.2009

Inne prace tego autora:
"Ściana powiek" 01.02.2014
"Ektoplazma na tropie cz. 2" 22.01.2012
"Uwierzcie cz.2" 09.04.2009
"40 mln dobrych uczynków..." 06.01.2012
"Wyłączyli Internet" 13.01.2012


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Pamiętnik cz. 3

Drogi Pamiętniku Chciałabym choć jedno zdanie napisać za dnia, ale wciąż widzę noc. Budzę się kiedy inni zasypiają. Myślę, kiedy inni śnią i to ma nawet dla mnie pewien urok. Osiągam spokój, którego w pełnym pędzie osiągnąć nie mogłam. O ironio, całą młodość i dorosłość spędziłam za blasku gwiazd, ale wokół był tylko chaos. Chyba przed śmiercią nie pojmę tej tajemnicy. Coś i nic schowane pod jedną postacią, żar i chłód, mrok i dzień, bałagan i porządek i w końcu życie i śmierć – okryte we mnie. Nie chce mi się wracać do chwil, które teraz napawają mnie obrzydzeniem. Mogłam mieć wszystko. Zakochać się i kochać całym sercem, które zostało wyżarte od środka. To okrutne odrzucać potrzeby, które trzepoczą w tobie nieustannie. Ileż ja miałam adoratorów, gdy kończyłam szkołę średnią, a gdy w nocy budził się smutek i samotność, szłam do baru, tańczyłam i dotyk rąk na moim ciele, alkohol buzujący w żyłach, pozwalał zapomnieć. Teraz nie mogę, nie potrafię i nie chcę pamiętać jak mi źle. Gdy gubię swoją jaźń, chciałabym, by ktoś mocno trzymał mnie za rękę i powtarzał: "Karolcia nic się nie bój". Wiatr tylko buczy w tym pustym pokoju. Jakieś cienie śpią, ale cóż może to obchodzić kobietę, u której egoizm wżarł się do samego dna, rdzenia, z którego przez lata uciekała szczerość, tak lekko, prosto, jak podmuch wiatru. Beata umarła z zakochania, a Klara wyszła za mąż i jej mała Madzia stała się dla niej największym szczęściem, a drobny Kubuś dumą. Czy to takie ważne, że mąż alkoholik? Cholera, a ona była zła, gorsza ode mnie, bardziej mroczna, bardziej wyrachowana. Wbijała w serce swoje żale pewniej niż najgorszy zabójca. Mój Marek sprawiał, że budziły się we mnie słabości typowe dla wrażliwej dziewczyny. I odrzuciłam to, a ona pokochała Marcina i wzięła go takim jakim był i chyba wtedy poczucie zdrady zrobiło ranę, której czas nie zasklepił. Gdy dotykam skóry na nogach i rękach, ściska mi się serce i w gardle coś staje. Jaka ona jest okropna, taka sucha, pomarszczona, z plamami, drobnymi sęczkami i ten chłód, który z niej bije. Gdzie się podziała jej jędrność i elastyczność. Jej ciepło grzało wielu mężczyzn, a gdy ich duże, mocne dłonie gładziły ją, bądź mocno ściskały, podniecenie wibrowało i gęsia skórka pokrywała delikatne plecy. Tam teraz jest garb. Obwisłe cycki zastąpiły piękne, równe piersi. Gdy po prysznicu brałam je w dłonie wiedziałam ile są warte, a pieszczoty kochanków podsycały dumę i egocentryzm. Gdy ma się dwa worki przed sobą, przestaje się być pępkiem wymyślonego świata. Chce mi się śmiać. Wiesz drogi pamiętniku o czym zamarzyłam? Chciałabym jeszcze raz kochać się namiętnie całą noc i móc mówić facetowi: kocham Cię. "Marcinek" i "Zosia" dziś nie zastali dziadka. Zobaczą jeszcze jego sino bladą twarz w trumnie. Nie pożegnali się z nim. Dzień wcześniej przecież czuł się tak dobrze, śmiał się, a wieczorem powiedział do mnie: "Wiesz, może zdarzy się cud? Przecież czuję się lepiej niż, gdy miałem dwadzieścia lat". Nie ma go, umarł. Dusza, rozum, jaźń i wielkie kochające serce przepadło i ja też przepadnę, ale mi będzie, nawet w mroku nicości, towarzyszyć przekonanie o własnej samotności. Po śmierci, umarli muszą słyszeć słowa bliskich, a ja padnę na kolana, zdana na ciszę. Dzieci płakały, tak szczerze. Chciałam im współczuć i współczułam, ale gdy odleżyny dokuczają, a pampersa drugi dzień nikt nie zmienia, trudno to okazać i przecież podejścia do dzieci nigdy nie miałam. Chciałam tylko powiedzieć, żeby się nie martwiły, bo ich dziadzio umierał nie będąc sam, a to tak dużo znaczy dla starego człowieka, który przeżył już wszystko i tylko czeka na końcowy egzamin ze swego istnienia.. Czemu pamiętniku ja tak śmierdzę? Nowa pielęgniarka była dla mnie bardzo miła dziś. Drobna blondyneczka, zaraz po studiach, cholernie przypominała mi mnie sprzed kilkunastu lat. Opowiadała mi o swoim chłopaku i dzięki temu nagle nie byłam sama. Wystrzeliwała z siebie słowa, jak karabin maszynowy pociski, a ja słuchałam i z dziwną łatwością widziałam jego piegi i krótkie czarne włosy wycięte na irokeza. Tańczyłam z nim, chroniąc stopy w nieporadnych obrotach. Krzyczałam, kiedy blondyneczka krzyczała, ale jednocześnie smuciłam się, kiedy on się smucił. To dziwne, wiem, ale przecież mój mózg pracuje anormalnie, roztapia się. Jej ojciec chorował przez lata na stwardnienie rozsianie. Leżał w łóżku nie mogąc nawet utrzymać w ręce łyżki, a ona cierpliwie karmiła, wycierała i rozmawiała wieczorami nadając jego istnieniu sens. To co robi, robi też dla niego. Potrzeba pomocy wychodzi spod serca, oplatając dłonie chętne do pracy. Ojca już nie ma, ale chorzy potrafią stać się dla niej rodziną. Obiecała, że będzie mnie odwiedzać, mimo tego, że pracuje na innym wydziale. Chciałam jej dużo powiedzieć, ale ciężko wydusić mi słowa, badałam ją oczyma i spojrzeniami próbowałam wyrazić więcej niż nieporadnymi jękami. Drobna blondyneczka, która o mnie chce pamiętać. Wiem, że już nigdy nie przyjdzie, ale czy to ważne? Mogłam jej powiedzieć, że mi źle, ale język jest czasami poza władzą rozumu. Trudno uwierzyć, że wciąż pisać potrafię. Lekarz przychodzi, bo musi, nie traktuje mnie jak pacjenta, a jak niedoszłego, wciąż jakimś cudem dychającego trupa. I trzymam się kurczowo i piszę, żeby się nie dać, choć z każdym słowem ręka drży coraz bardziej. Na swoje wyszłam po maturze, a właściwie na studiach. Odcięłam się od rodziny i nigdy więcej do niej nie wróciłam. Jak to się wszystko zaczęło? Hm, mgliście to pamiętam, ale poznałam chłopaka – poważnego studenta, z bogatymi rodzicami i perspektywami na przyszłość. Pierwszy był trudny, bo rolę pisałam na bieżąco. Robiłam z siebie słodką idiotkę, ślepo zapatrzoną w niego. Wybrałam mądrze, bo gość miał pełno kompleksów, z którymi ja usilnie walczyłam, oczywiście na niby. Szliśmy po dwóch miesiącach do łóżka, nie mógł myśleć, że jestem łatwa, a potem wizja wspólnego życia mamiła go i zamieszkiwaliśmy razem. Trochę dorobiłam przy ulotkach, trochę prezentów od kochanków dostałam i życie płynęło. Aha, powinnam wspomnieć o tym, że studiowałam filologię polską i nawet pisałam wiersze. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale człowiek to ciągła sprzeczność, chaos uczuć i myśli. Lubiłam to i jak widać pisanie towarzyszy mi nawet w tych ostatnich dniach. Zapomniałam, zapomniałam jak napisać Cię porządnie, drogi pamiętniku. Ileż miast tej pustej wiary we mnie, spaliłam? Ilu nieszczęśliwych ludzi wykorzystałam? Dlatego tak cierpię? Dlatego teraz ból, aż palce wykrzywia? A oni byli ze mną szczęśliwi. Zdradzałam i nie traktowałam poważnie, ale też dawałam chwile euforii, skrytych uśmiechów, delikatnych pocałunków, które znaczą po stokroć więcej, niż dzikie noce rozkoszy. Dawałam to co chcieli, ale nie umiałam i nie chciałam poświęcić wolności i dać się zakuć w kajdany małżeństwa. I jak wiadomo od setek lat, na tym świecie nie ma nic za darmo, no może smutek, którego jest zawsze pod dostatkiem. To było chyba w pierwsze studenckie wakacje, gdy nadarzyła się okazja na prawdziwą sesję modelki. Byłam piękna, bardzo piękna i trudno uwierzyć, że czas umie takie potworne rzeczy z pięknem robić. I może wylądowałabym na okładkach wszystkich kolorowych czasopism, ale miałam zasady, twarde zasady, których nie łamałam. Fotograf chciał się ze mną kochać, kazał mi się rozbierać, całować. Pomylił się co do mnie, bo to ja wybierałam kochanków i nie sprzedawałam się byle komu, nawet gdy stawka była tak wysoka. A teraz błagam i proszę samą sobą o opiekę. Równowaga, równowaga we wszystkim, a te atomy pędzą. Urosłam wraz ze sosną Co zaglądała z ogródka balkonowym oknem Dziś zimozielone pędy oprószył śnieg I słońce już go nie roztopi Dobranoc pamiętniku. Jutro znów napiszę, a teraz sen przygniata powieki, a ręka jest taka sł



Płeć: mężczyzna
Ocena: 5.5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 02.08.2009r.

1     

Lilka Użytkownik 03 08 2009 (19:01:42)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Miałam Ci już wczoraj to skomentować, ale po prostu nie miałam siły. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po przeczytaniu tej części, brzmiała: ,,To jest zarąbiste''. Tak. Zarąbiste. Choć może to nie do końca trafne określenie, ponieważ piszesz to tak dojrzale, że ten młodzieżowy zwrot wydaje się bez sensu. Mam mieszane uczucia, ale to dobrze. Z jednej strony jestem pod wrażeniem, ze udało Ci się coś takiego napisać, tak wczuć się w rolę, na co pozwalasz i czytelnikowi, z drugiej Twoja praca mnie onieśmiela ;D stylowo świetnie, na pisownię nie zwracałam uwagi, nic mi się też nie rzuciło w oczy. Wiersz ładnie wplótł się w fabułę. Rzeczywiście był jeden gorszy fragment, choć teraz nie potrafię go znaleźć -.- i jeszcze coś. cytuję: ,,Nowa pielęgniarka była dla mnie bardzo miła dziś. '' zwykle w tego typu zdaniach widzę inne zestawienie wyrazów, typu: ,,Nowa pielęgniarka była dziś dla mnie bardzo miła''. Nie wiem, czy to błąd, ale szczególnie podoba mi się ten fragment. Ocena? 6

aubrey Użytkownik wpmt 03 08 2009 (01:31:26)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Czekałem na kolejną część i nie zawiodłem się. Tak wielu zaczęło pisać pamiętniki, pamiętniki o życiu, miłościach, smutku, cierpieniu, jednak to Twój do mnie trafił. Nie skupiłeś się tylko na głównej bohaterce, choć to ona jest tłem całej historii. Pokazujesz pewne akty - ludzi, którzy jej towarzyszyli, ludzi, których możemy spotkać na co dzień. Cieszę się, że czerpiesz z tego, co sam już napisałeś, co napisali inni, i co Tobie gdzieś tam w życiu osobistym towarzyszy. Opowieść jest niezwykła. Można się nią delektować, zobaczyć własne lęki, obawy, ujrzeć strach przyszłości. Niewątpliwie uczy mnie czegoś to opowiadanie. Fabuła jak zawsze świetna, pojawiło się kilka błędów interpunkcyjnych, ortograficznych zdaje się, że nie widziałem. Końcówka bardzo dobra, dopiąłeś wszystko na ostatni guzik, choć w którymś momencie treść była dość powtarzalna.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(54): 54 gości i 0 zarejestrowanych: