Pseudonim: Dawied
O sobie: ...
Napisanych prac:
- wiersze: 154
- proza: 94
- publicystyka: 11

Średnia ocen: 5.2
Użytkownik uzyskał: 828 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Uwierzcie cz.1" 22.03.2009
"Uwierzcie cz.5" 25.04.2009
"Uwierzcie cz.6" 02.05.2009
"Uwierzcie cz.9" 18.05.2009
"Wieczne miasto odc.2" 20.07.2009

Inne prace tego autora:
"40 mln dobrych uczynków cz. 8" 21.04.2010
"Uwierzcie cz.8" 17.05.2009
"Marlen cz. 7" 01.02.2009
"Marlen cz. 2" 04.01.2009
"Obcy nie odchodzi" 24.05.2013


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Pamiętnik cz. 1

Drogi Pamiętniku A może powinnam zacząć... Ty? Ty, który czytasz te kilka wspomnień spisanych nim ducha wyzionęłam w szpitalnym łóżku? Ale kim będzie ten TY, jeżeli nikt nie będzie tego czytał? Jeżeli ktoś kiedyś jednak pozna tych słów kilka, niech wie, że piszę to dla siebie, by nie zwariować, szukając w szarym suficie swojej śmierci. Pamiętniku, nie umiem napisać Cię pięknie. Całe moje życie wyszeptane przez krople deszczu to Ty, a jednak jesteś skazany na szarość i mrok nocy, który był mi milszy niż blask słońca, w którym i ja fałszywie do końca dni błyszczę. Zresztą, co to jest za błysk, skoro ginie tak łatwo w odmętach samotnej starości. Gnije się zawsze matowo, a najgorsza jest ta bezszelestność odleżyn na plecach starca, bo czy ktoś słyszy ten krzyk bólu i żalu Boskiego przemijania? Nie, nie tak, przecież to ja jestem nie pogodzona, z tym co za mną, a czego nie nadrobię i nie zmienię, a nie wszyscy. Jestem tylko jedną z setek tysięcy, którzy za dzień, dwa, a może nawet tydzień, będą płonąć nikłym ogniem lampek na cmentarzach. Przyjdzie następne pokolenie, a potem kolejne i czy ktoś wtedy wyszepta moje imię? Mam na imię Karolina i umieram. Gdy byłam młodsza żyłam jak pożar, trawiąc na swej drodze wszystko, wtedy śmierć miała być podmuchem, który nagle zgasi święcę. Dziś wiem, że było mi przeznaczone dogasać pomału. Nie przez wiatr, szybko i bezboleśnie, ale długo walczyć z końcem starego knota. Kilka iskierek nieszczęśnie i tragicznie zawsze tańczy na pogorzelisku, a całe życie zamienia się w czarny, obcy i wstrętny popiół. Nie boję się śmierci, nie wiem co jest za nią i niech ta ciekawość poprowadzi mnie w odmęt kolejnej przygody. Jeżeli to wszystko to ciemność, to nie straszna jest mi i ona. Nocą czerwona łuna wygląda najpiękniej, tak jak ja. Ciężko jest zauważyć jak szybko się przeminęło, przecież już od dawna jestem tylko tragiczną zbieraniną zmarszczek. Z urody pozostały tylko mocne włosy, które oprószył śnieg. Nie chodzę już od roku, a odkąd usłyszałam wyrok, brakuje mi sił na doczołganie się do wózka. Jak już mówiłam gniję i smród mojego ciała, nocami, gdy słyszę deszcz, przeraża mnie. Nigdy nie przepuszczałem, że człowiek może zamieniać się w coś takiego. A pamiętam czasy, gdy miałam zgrabne, jędrne pośladki, które mężczyźni pożerali wzrokiem, a kobiety zazdrościły. Teraz, kawałkami mięsa, odchodzą z żałosnymi, zrobionymi na odwal się opatrunkami znudzonych pielęgniarek. Tak długo nie dorastałam, że młodzieńcza bezpośredniość i wulgarność została mi do tych dni, mających być niczym kolejny poród – cierpieniem. Chociaż w głowie mi się wszystko miesza, to jedynie poczucie bólu zawsze jest nad wyraz silne, zawsze obecne. Bezczelnie nie pozwala zapomnieć, że wciąż się we mnie dusza tli. Dziś czuję jasność mojego umysłu, leki czasami mi pomagają, ale wczoraj, gdy ocknęłam się w szpitalnym łóżku, nie pamiętając swojego imienia, byłam jak bezbronne, przerażone dziecko, zanoszące się łzami i krzykiem strachu. Czasami się boję drogi pamiętniku, że nawet ty, będziesz tylko sennym majakiem napisanym w mojej głowie. Dzień zlewa się z nocą, a ja tkwię bez ruchu w brudnym łóżku, robiąc pod siebie. Nie wiem już kiedy sikam, a kiedy sram. Pozowałam pamiętniku, przez lata na damę, często zbyt lekkich obyczajów, a teraz jestem jedynie zlepkiem udawanych manier i zmęczonych komórek, przemijających w kale. To ironia życia, kiedyś było mi to obce, a dziś sama jestem tym, czego się brzydziłam. Prześladują mnie zeschnięte wargi i brakuje sił, by sięgnąć nimi po rurkę, brakuje sił w płucach, by słaby oddech zamienić na jedno zassanie wilgoci, a dziś trzymam długopis i drżącymi ruchami kreślę litery i pytam się, dlaczego tak nie jest nieustannie? Stary dziadek obok, wieczorami, zawsze puszcza bąki i choć to obleśne, niczym już mnie to nie obrzydza. Sąsiadka z drugiej strony ssie palec i gdy jej się całkiem w głowie pomiesza, to wyrywa kroplówki i nago chce uciec do córki, która kiedyś zginęła w wypadku. Do niej też nikt nie przychodzi. Jedynie Jurka odwiedza córka z wnukami, a czasami i syn z żoną. Wie, że już nie wyjdzie, ale wciąż mówi o przyszłości. Boi się pewnie tego co nieuniknione. Wieczorami bardzo cicho płacze. Nie wiem tylko po co składa te wszystkie obietnice wnukom. Udaje, że śpię i czasami ich podsłuchuję. Spokojnie Marcinku, będę na twojej komunii” Zosiu nie płacz, dziadziuś nie długo wyjdzie stąd”. Mdli mnie od tych czułości i kłamstw. Ja tak bym swoich wnuków nie oszukiwała. Wiem, że zazdrość przeze mnie przemawia, ale jednocześnie Jurek ma w sobie tyle smutku, że trochę przypomina mnie. Nie umiem z nim rozmawiać. Jest najmłodszy i to może dlatego najbardziej jest mu żal? Ma do kogo tęsknić. Po nocach śnią mi się dziwne rzeczy. Czasami budzę się przekonana, że piekło istnieję i do niego trafiłam, bo czy można pamiętniku myśleć inaczej, gdy widzi się martwe twarze rodziców mówiących, że to moja wina? Wokół pełno jest trupów. Moi przyjaciele, znajomi, ludzie, których już nie ma, szepczącą przegniłymi wargami, że ja też umrę. Moi przyjaciele? Tak napisałam? Przecież ja nigdy nie miałam przyjaciół, musiałabym się tym samym rewanżować, a nie miałam na to czasu. Nie pamiętam już dlaczego... może mi się to myli i byłam otoczona przyjaciółmi, ale ich już nie ma? Jest późno i wszystko znów zaczyna zlewać się w jeden wielki mrok. Ciemność mojego mózgu, który tak długo zamieniał się w wodę, że teraz tonie tak jak gwiazdy, czy księżyc w objęciach nowego świtu, zabiera pamięć. Chciałabym, zawsze chcę, by ta szpitalna sala była tylko takim koszmarem. Jednak wciąż jestem w łóżku, stara i brzydka, nieciekawa, samotna i zła. Bolą mnie stawy, każde słowo to ból, ale też ostatni wyraz mnie, a nie tego kim się staję. Zazdroszczę życia Benjaminowi Butonowi. Umierał i naradzał się w nieświadomości, bo przecież chyba jako niemowlak nie czuł tego bólu zmęczonych kości? Urodził się stary, ale czy dziecko może pojmować czym jest istnienie i strach przemijania? Ktoś nie miał ochoty zmienić mi pampersa i czuję jak tonę w czymś co pewnie jest moczem, a może nie? Może znów wszystko mieni się snem. Benjamin miał matkę, a potem kobietę, nie był sam. Urodziłam się chyba w końcu lat dziewięćdziesiątych, złotą jesienią, w niewielkiej, prowincjonalnej posiadłości. Mój ojciec był dobrym lekarzem, pracował w pobliskim mieście. Wychodził wcześnie, wracał późno, zmęczony kładł się spać. Nocami budziłam go swoim płaczem, nigdy chyba mi tego nie wybaczył. Matka prowadziła dom i była leniwa. Dobrze się rodzinie powodziło, więc najmowaliśmy sprzątaczkę. Gdy się urodziłam matka miała 37 lat. Nie chcieli mieć dzieci, ale moje poczęcie traktowali jako przymus losu. Kochali mnie na swój dziwny sposób, ale jednocześnie od zawsze byli obcy. Pamiętam opowieści mojej babci, o tym jak mama przestraszona, że zrobi mi krzywdę brała mnie na ręce bardzo ostrożnie i mocno tuliła do serca, śpiewając kołysanki. Nie umiała dbać o małe dziecko i szybko sprowadziła swoją mamę, do opieki nad wnuczką. To ona siedziała przy mnie, gdy z zapaleniem płuc gorączkowałam w szpitalu. Czytała mi bajkę o rzepie, pokazując barwne rysunki. W domu zawsze lubiłam jak brała mnie na ręce i wysoko huśtała, a ja krzyczałam ”baba, baba” – pokazując mleczaki. Rodzice jak cienie, patrzyli tylko na to wszystko z boku. Miałam mnóstwo zabawek. Matka miała manię zakupów i do każdej pary nowych butów, brała dla mnie najnowsze kreacje mody dziecięcej. Musiałam wyglądać jak błazen, pokazywana w coraz wymyślniejszych śpioszkach, spodenkach, czy sukienkach, licznym koleżankom mamy. Babcia opowiadała mi, że na takich pokazach zawsze płakałam, a mama była zła, że robię jej wstyd przed znajomymi. Była żoną lekarza, nagła poprawa statusu społecznego po przewracała jej w głowie. Uwielbiałam układać klocki i zawsze byłam dumna z swych osiągnięć, choć nikt nie potrafił zgadnąć czym są te budowle. Gdy przychodziły inne dzieci, chwaliłam się swoimi zabawkami, a potem nie dopuszczałam ich do zabawy. Zawsze kończyło się to płaczem. Mogli przecież wiedzieć jak wygląda moja zabawki, ale czemu chcieli, żebym się nimi dzieliła? To było moje dzieciństwo. Potem, gdy byłam większa, gdy bawiliśmy się z dziećmi z sąsiedztwa w udawanie, a ja zawsze chciałam być królewną, byłam lubiana. Chłopaki szybko chcieli się całować, a wszystkie filmy oglądane ukradkiem żyły w nas. Tak dzieciństwo się odmalowało w mojej pamięci. Może to wynik tylko filmów i marzeń, ale czy jest teraz w tym coś złego? Tak pamiętniku, ty będziesz ostateczną prawdą o mnie samej. Z tego okresu pozostała mała blizna pod lewym okiem. Próby chodzenia zawsze kończą się upadkami, ja upadałam zawsze nie tam gdzie trzeba. Ojciec bał się wtedy, że stracę oko, a mama była na swoim pierwszym wyjeździe do sanatorium. Potem bywała tam coraz częściej, a tata coraz rzadziej wracał do domu. Wtedy nie rozumiałam tego, że rodzice weszli w okres kryzysu wieku średniego i każde miało kochanka. Moje życie biegło kolorowo z babcią. Bawiłam się, śmiałam i cieszyłam życiem. Wszystko runęło z pierwszymi słowami: gdzie mama?”, ale o tym jutro, o ile takie nastanie, a dziś muszę iść się przejść. Dobranoc. Noc jest taka piękna, zawołam siostrę to ona odepnie mnie od łóżka i pójdę. Drogi pamiętniku, czemu leżę w tym łóżku i jest tak ciemno?



Płeć: mężczyzna
Ocena: 5.75
Liczba komentarzy: 5    
Data dodania: 30.05.2009r.

1     

Imbir Użytkownik 19 06 2009 (13:37:19)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Muszę przyznać, że dobrze Ci poszło przemianowanie płci.

Audrey Użytkownik wpmt 18 06 2009 (14:51:23)

Użytkownik ocenił pracę na 6

to jest piękno. do niczego nie idzie się przyczepić, po prostu zrobiłeś to doskonale.

Idan Użytkownik WPMT 01 06 2009 (20:46:31)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Odmalowałaś to tak dobitnie, przejmująco... Trdno było mi się oderwać, wchłonęły mnie Twoje słowa. Jak już napisali poniżej - odmalowałaś życie. Wielkie gratulacje - oceną się chyba nie zdziwisz?

takalama Użytkownik wpmt 31 05 2009 (17:05:26)

Użytkownik ocenił pracę na 6

dobra, dobra od nowa, od początku. autentycznie sprawiłeś, że mam łzy w oczach. sama nie wiem jak to się stało, myślałam, że nie jestem aż tak wyczulona, a jak coś, to na poezję. muszę ci przyznać, ze to najbardziej dobitna, piękna, trafiona, głęboka i prawdziwa proza, jaką czytałam. Uważali, że Hemingway i jego "Stary człowiek i morze" są genialne, jednak, czytając ja czułam tylko nudę. Tutaj czekałam na kolejne wyznania staruszki, które naprawdę mną wstrząsnęły. piszesz naprawdę tak emocjonalnie dojrzale, że ja chylę czoła, i czuję się zaszczycona, że mogłam przeczytać takie dzieło. i tu nie ma żadnej przesady. wszytko czytałam z szeroko otwartymi oczami i niespokojnym oddechem. jestem pod wielkim wrażeniem twojego talentu, w dosyć młodym wieku (co to jest 21 lat?) i czekam na następną część.

aubrey Użytkownik wpmt 30 05 2009 (21:52:19)

Jak już pisałem, ta opowieść jest inna, zbyt dojrzała, by móc coś o niej konkretnego napisać. Przeczytałem i miałem w głowie pustkę, którą później zapełniły pytania, poszukiwanie odpowiedzi. To było najbardziej niesamowite. Uczyniłeś coś, czego nie zrobił nikt na tym portalu. Napisałeś życie - jak to dziwnie brzmi, ale tak jest. Czytałem zahipnotyzowany, oczarowany, zniewolony Twoją opowieścią. Szkoda mi było czytać tak szybko koniec tej części. Wszystko w tej historii jest prawdziwe. Tylko dwie książki wywarły na mnie większe wrażenie. Twoja będzie trzecią.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(55): 55 gości i 0 zarejestrowanych: