warto go przeczytać
Mam zwyczaj nie dowierzać własnym oczom – dlatego zawsze pilnie obserwuję, czy nie oszukują mnie podczas gry w pokera. Lewemu oku jestem winien w tej chwili dwie stówy, a jeszcze mam do spłacenia prawe. A dopiero co spłaciłem swojego chomika, który również ogrywa mnie co i rusz. Trzeba przyznać, w grach karcianych jest dużo lepszy niż w zbijaka, dlatego okrutnie odbija na mnie swoje potłuczone chomicze policzki za każdym razem, gdy siadamy do kart. Jestem jednak pewien, że i on oszukuje – nie mam pewności, czy trzy asy i dwa asy liczą się na pewno jako ful.
I jak tu nie być zgorzkniałym w takim otoczeniu? To znaczy – cały czas odnoszę wrażenie, że otaczają mnie oszuści, manipulanci i złodzieje. Może to efekt życia w takim, a nie innym kraju, ale tak poważnie rzecz ujmując, rzadko kiedy zbiera się komukolwiek na odrobinę ludzkiej dobroci czy też sumienności i to jest raczej smutne. Choć zazwyczaj napotykam się na ludzi bardziej wrednych niż złych, nie zmienia to tego, że czasem po prostu nie potrafię żyć z innym nastawieniem. Widać to nie tylko po tym, co mówię i po tym, co piszę w internecie, ale również po tym, że nie potrafię się jakoś nadziwić ekipie zarządzającej tym przybytkiem, że wciąż lubią zatrudniać, z grubsza szacując trzy czwarte wszystkich podległych im redaktorów w dziale, w którym i tak prace piętrzą się jak podania o pracę składane w przedszkolach przez pedofilów.
Myślicie może, że praca w redakcji portalu takiego jak wpmt to bułka z masłem? Będąc weteranem dwóch i pół zarządu mogę powiedzieć z całą stanowczością, że... w sumie tak. Można leżeć do góry brzuchem i zajadać pyszne ciasteczka, pod warunkiem, że będzie się konsekwentnie udawało znikomą choćby aktywność. W zamian za powyrzucanie z poczekalni kilku prac na tydzień dostaje się prestiżową rangę i dostęp do Loży Masonów na forum (której lektura, słowo daję, lepsza jest czasami od najbardziej zwariowanych skeczów Monty Pythona). Oczywiście kiedyś bywało inaczej: dawniej redaktorzy byli bardziej pracowici, szefowie – bardziej sumienni, a użytkownikom żyło się dostatniej. No i wtedy lepiono też, rzecz jasna, rynny ze złota. Ale tak szczerze powiedziawszy, wciąż z rozrzewnieniem wspominam czasy, gdy kolejka więcej jak dwudziestu prac w poczekalni traktowana była jako ewenement...
Cóż, znowu marudzę. To chyba akurat mam we krwi. Podobnie jak skłonność do grymaszenia przy jedzeniu kaszanki, ale tą akurat cechę posiadam wespół z moim nieszczęsnym chomikiem. Nienawidzi kaszanki najbardziej na świecie i nawet za równowartość dwudziestu gumowych bejsboli nie dałby się namówić do jej przełknięcia. Nie pomagają namowy, że to przecież dobre dla zdrowia – na niego naprawdę nie ma już czasem po prostu sposobu. A morał tej historii jest taki, by szczególnie uważać na gumowe kurczaki. Zupełnie bez sensu, ale przynajmniej się rymuje.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 8
Data dodania: 17.01.2012r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(31): 28 gości i 3 zarejestrowanych:
exother, Fał, pasieczny14