Oni

Biegnij. Biegnij. Słyszę tylko swój przyspieszony, urywany oddech. Mam wrażenie, że zaraz pośliznę się i wpadnę do jednego z tutejszych bagien. Nie słyszę już ich krzyków. Głosów przepełnionych nienawiścią, odrazą i strachem. Serce podchodzi mi do gardła; moja stopa grzęźnie w wilgotnej ziemi, upadam na twarz. Przez chwilę leżę w bezruchu, jednak wkrótce potem, zaciskając zęby, podnoszę się bez siły. Słone łzy spływają po moich brudnych od błota policzkach. Próbuję wstać, ale ziemia osuwa się spod moich stóp. Kąciki moich ust unoszą się w gorzkim uśmiechu. Łudziłam się, że dam radę, że gdy pokażę im całą siebie, zaakceptują mnie taką, jaką jestem. Właśnie: łudziłam. Unoszę wzrok. Ta noc. Gdy uświadamiam sobie, co to za dzień, po karku przebiega mi lodowaty dreszcz. Noc Kupały. Klękam i wpatruję się w zachmurzone niebo. Drżącymi dłońmi łapię grubą gałąź powalonego dębu i niespokojnie rozglądam się wokoło. Cienie drzew sięgają niemalże czarnej powierzchni wody. Ich gałęzie wydają się być łapami zakończonymi długimi, zaostrzonymi pazurami. Powietrze jest ciężkie i parne. Jezioro wzywa, zachęca swoją kojącą wilgocią i tajemniczością... Mam wrażenie, że gdy moja stopa zanurzyłaby się w nim, przyniosłoby mi ono natychmiastowe ukojenie. Otwieram usta. Chcę. Pragnę... Moje posiniaczone nogi mimowolnie przesuwają się w jego kierunku. Ono mnie wzywa. Jak zahipnotyzowana idę, zauroczona taflą wody. Do moich uszu dobiega jakiś głos. W jednym momencie księżyc wyłania się zza ciemnych chmur, a białe światło pada na brzeg. Ktoś tam jest. Ktoś siedzi na wilgotnym piasku. Zamieram. Nieznajomy odwraca się. Czarne włosy opadają mu na dziecięcą twarz. Wpatruje się we mnie intensywnie; mam wrażenie, że jego spojrzenie przewierca mnie na wylot. Serce bije mi jak oszalałe. Błyskawicznie otwieram usta, chcę, żeby wydobyło się z nich jakieś wytłumaczenie. - Nic nie mów. Otwieram szerzej oczy. Dziecko wstaje i w tym momencie orientuję się, że jego stopy przykrywa woda płytkiej kałuży. On... - Wynoś się. Nie mam ochoty na zabawę - syczy, jednak nie ruszam się z miejsca. Robię krok w stronę chłopca. Widzę zaniepokojenie na jego twarzy. I następny. Jest na wyciągnięcie ręki. Mój beznamiętny wzrok zatrzymuje się na jeziorze. Przez chwilę stoimy w milczeniu, jednak przez cały czas czuję na sobie jego badawcze spojrzenie. Wiem, kim jest. - Utop mnie. Moja stopa zanurza się w lodowatej wodzie. Nikt nie będzie mnie szukał. Myślisz, że się nad sobą użalam? Może i tak, może masz rację... Ale taka jest prawda. Jestem... Nie, byłam dziewczyną - teraz bestią. Mam dziwne sny, które potem się sprawdzają. Wieśniacy nie zrozumieli. Chyba mogłabym im pomóc. Chociaż spróbować zapobiec tym okropnym wydarzeniom... Ale ich wódz oskarżył mnie o zaprzedanie duszy diabłu, a w tej osadzie, każe się to śmiercią. Nie będę z nimi walczyć... A z resztą, o co bym walczyła? Może i jestem arogancka, ale nie na tyle, by naiwnie twierdzić, że jestem w stanie kogokolwiek ocalić. A poza tym... Lodowata woda sięga mi niemalże do szyi. Mój wzrok napotyka jego oczy. To jedyne wyjście. Niczego nie będę żałować. Jest coraz bliżej. Jego czerwony płaszcz unosi się na wodzie, gdy płynie w moją stronę. Przecież dobrze wiem, że to pan wszystkich wodnych zwierząt w tym jeziorze - Wodnik. Ma lekko zazielenione uszy, na jego policzkach można dostrzec skrzela, ale przypominają one bardziej zabliźnione szramy niż ów narząd. Czarne, mokre, pozlepiane wodą włosy opadają mu na czoło. Nie mówi nic, ale podpływa odrobinę bliżej. - Pospiesz się - warczę, jest mi coraz zimniej. - Nie chcę tutaj sterczeć do rana, aż się zdecydujesz. Czuję, że coś oślizłego dotyka mojego ramienia. - Nie wiem, kim jesteś, ale jesteś przerażona. Drżę. Moje źrenice kurczą się. O czym on mówi...? Wiele razy przychodziłam nad jezioro, gdy uciekałam z wioski. Byłam spokojna. Wiedziałam, że mnie tu nie znajdą. A mimo to...to miejsce budziło we mnie pewien niepokój. Pewnie przez niego. Kilka razy widziałam, jak sprytnie zaczaja się na nieostrożnych ludzi i... topi ich. Wyobrażałam sobie, jak desperacki krzyk wydobywa się z ich gardła, jednak nie zostają usłyszani. Woda tłumi hałas. Patrzę na Wodnika. Pewnie chcesz mnie zwieść, mam rację? - pytam się go w duchu. - Zabij - łamie mi się głos, ale on ani drgnie. - Już dłużej tego nie zniosę! - krzyczę. - Nie mam po co i dla kogo żyć! Jestem potworem!!! - zasłaniam dłońmi umorusaną twarz i szepczę: - Proszę. Zapada cisza. - Jesteś głupia - czuję, że odgarnia z twarzy moje mokre włosy. Myślę, że jest zły, ale chłopczyk przytula się do mnie. Wzdrygam się. Szczerze mówiąc, jestem przerażona. Jego oślizła, niemal rybia skóra... Przypominam sobie spotkanie z czarnym, tuż przed wypędzeniem mnie z osady. "Masz jedną szansę. Pomyśl: chcesz, by zabijał dalej, czy wolisz uwolnić swój mały świat od jego ciężaru? Będziesz mogła udowodnić, że nie jesteś z nim na równi, że nie jesteś potworem." Więc co mam zrobić? "Albo ty, albo on" - szepcze ochrypły głos. Po karku przebiega mi nieprzyjemny dreszcz. Zabić... człowieka...? Przed chwilą prosiłam go, by mnie utopił. Przed momentem przeszło mi przez myśl, że jest miły, że mogę mu zaufać. Nawet... że w przyszłości może stać się moim prawdziwym przyjacielem, którego nigdy nie miałam... A teraz... Chłopiec odrywa się ode mnie i znika pod wodą, jakby wyczuł, że coś jest ze mną nie tak. Zostaję sama. Oszołomiona rozglądam się wokoło. - Czego tu szukasz? - dobiega do mnie jego rozgniewany głos. Ze zdumieniem stwierdzam, że dziecko zaciska paluszki na rękojeści krótkiego miecza i wpatruje się we mnie z napięciem. Z wody wynurzają się trzy górne rogi ciemnozielonej tarczy pokrytej mułem. Nie odpowiadam. Stoję w bezruchu, nie mogąc uwierzyć w to, co się stało. Kątem oka dostrzegam moje sine dłonie. Drżą mi palce. Nie wiem już, czy z przeraźliwego zimna... Może ze strachu...? Tępo wpatruję się w czarne oczy Wodnika. Jestem rozdarta. Zrobię wszystko, by wrócić do wioski – by było tak jak dawniej. Żebym nie była potworem... Ale co z tego? Nie zdołam wrócić do domu, jeżeli będę martwa. Serce kołacze mi w piersi. Instynkt? Wola przetrwania? Zrobimy wszystko, by przeżyć. Przyjaciel... Tak, naprawdę chciałam, by Wodnik został moim przyjacielem, moją podporą... Ale gdy okazało się, że wszystko może być takie jak dawniej... Byłam gotowa go zabić. Ktoś powie: prawo dżungli. Może i ma rację, ale taka jest ludzka natura. Ale ja... Jestem obrzydliwa... Moją twarz wykrzywia rozpaczliwy grymas. Unoszę wzrok, by powiedzieć mu prawdę. “Żałuję... Uwierz mi... Ja naprawdę bardzo żałuję...!” – myślę gorączkowo, jednak jest już za późno. Wodnik kieruje miecz w moją stronę. Zdeterminowany zaciska usta, gdy ostrze miecza czerwienieje i rozświetla mrok. Głos więźnie mi w gardle, nie mogę wydobyć z siebie najlichszego dźwięku. Szkarłatna poświata rośnie, tym samym zbliżając się w moją stronę. Mój urywany oddech przyspiesza, otwieram szerzej oczy. Rubinowe światło otacza moje ciało. Tacy właśnie są ludzie – myślę, wciąż wpatrując się w oczy dziecka. Po moim policzku spływa samotna łza. Z przerażeniem wpatruję się w boga jeziora, a spierzchnięte usta zdają się układać nieme słowa. Nie chcę umierać. Walczymy z taką desperacją, by osiągnąć swój cel kosztem innych... Kradniemy i jesteśmy okradani, w kółko powtarzając te same wymówki... A mimo to, wciąż uparcie pragniemy pochwycić horyzont za szczytami gór.



        Dedykacja: Tym, którzy wiedzą.

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 5    
Data dodania: 04.06.2014r.

1     

moriaty h.ayne Redaktor próbny 17 06 2014 (19:50:57)


Co do pierwszego, wytłuszczonego przrz Ciebie fragmentu. Już tłumaczę:
Na samym początku dziewczyna leży
Potem podnosi się( ale nie wstaje) chodziło mi bardziej o podnoszenie się na łokciach lub coś podobnego. Mój błąd, że tego nie podkreśliłam, więc rozumiem Twoje zastrzeżenie:)


moriaty h.ayne Redaktor próbny 14 06 2014 (20:23:17)

powietrze zdaje się być ciężkie i parne. Jezioro wzywa, zachęca swoją kojącą wilgocią, pewnym rodzajem tajemniczości...

Zgadzam się... Ale w końcu nie wiedziałam, czy ktoś się nie przyczepi, a tu okazuje się, że to, co napisałam przed edycją tekstu, było lepsze i bardziej poprawne niż wersja końcowa:)
Trudno:) Doceniam, że "nie wchodziłaś z butami w moją pracę", ale nie miałabym pretensji, gdybyś to zrobiła:)
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam.



Amy Sol Redaktor 18 06 2014 (17:49:12)
Poprawiłam :)

Amy Sol Redaktor 13 06 2014 (21:25:30)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Cześć, Moriaty :)

Bardzo dobre opowiadanie, ogromny punkt w moich oczach uzyskujesz pomysłem i oryginalnością.

Zacznę od strony technicznej. Od razu uprzedzam, że nie wszystkie propozycje poprawek wprowadziłam do tekstu. Jeśli chodzi o przecinki - praktycznie nie mam zastrzeżeń (zbrakło jedynie dwóch, przed "kim" oraz "jak"). Mam jednakże zastrzeżenia, co do stosowania przez Ciebie zaimka "moje". Jest go ZA DUŻO. Moja stopa, moich uszu, moją podporą... itd. Uwierz mi, że po pewnym czasie męczy to czytelnika. Ogranicz zaimki do minimum, taka jest moja rada. Czasami mniej znaczy więcej :)

Przez chwilę leżę w bezruchu, jednak wkrótce potem, zaciskając zęby, podnoszę się bez siły. Słone łzy spływają po moich brudnych od błota policzkach. Próbuję wstać, ale ziemia osuwa się spod moich stóp.

Dlaczego wytłuściłam akurat te fragmenty? Już Ci tłumaczę. Zdaje mi się, że popełniłaś błąd logiczny. Z pierwszego przywołanego zdania wynika, że dziewczyna się podniosła, a chwilę później serwujesz mi informację, że ona dopiero próbuje wstać. Kapujesz? ;D (tego nie poprawiłam - nie chcę "wchodzić z butami" w Twoją pracę).

Powietrze zdaje się być ciężkie i parne. Jezioro wzywa, zachęca swoją kojącą wilgocią, pewnym rodzajem tajemniczości...

Dlaczego "zdaje się"? Po prostu jest :) Po drugie: co to za zwrot "pewien rodzaj tajemniczości"? Po prostu "tajemniczością". Podsumowując, ten fragment zmieniłabym w ten sposób: Powietrze jest ciężkie i parne. Jezioro wzywa, zachęca swoją kojącą wilgocią i tajemniczością. Tak jak w poprzednim przypadku, tylko sugeruję poprawę, nic nie zmieniałam.

Robię krok w stronę chłopca.
Widzę zaniepokojenie na jego twarzy.
I następny.

Kolejna sugestia ode mnie - nie podoba mi się rozdzielenie pierwszego zdania od trzeciego (czy to w ogóle jest zdanie? ;D ech, nieważne ;D). Czytając ten fragment, miałam wrażenie, że "I następny" trafiło tutaj omyłkowo. Musiałam zawrócić, żeby zakapować, o co chodziło. Na Twoim miejscu zamieniłabym drugie zdanie z trzecim.

Teraz przejdę do błędów:

jednak nie zostają usłyszeni.

usłyszani

jakby wyczuł, że coś ze mną nie tak.

Zjadłaś czasownik "jest".

Serce kołacze mi się w piersi.

Bez "się".

To by było na tyle :) Trzy ostatnie przykłady pozwoliłam sobie poprawić. Jeżeli masz jakieś uwagi - pisz.

Fabuła zaciekawiła mnie... jak nie mnie :) Jestem zauroczona i podziwiam Cię za pomysł, naprawdę. Najbardziej przypadła mi do gustu postać Wodnika. Taki... nieodkryty ;) Ciekawe postaci, tak, tak. Szkoda, że to tylko opowiadanie. A może pokusisz się, by napisać ciąg dalszy? Z chęcią przeczytałabym (nie żebym się podlizywała, nie, nie ;D). Ponadto wielkie brawa za końcówkę - urzekła mnie chyba jeszcze bardziej niż Wodnik.

Ocena.
Chciałam wystawić 4+, i zrobiłabym to, gdyby nie pomysł. Otrzymujesz ode mnie 5= i liczę, że zminimalizujesz zaimek "moje".

Ty wiesz, że ja uwielbiam Twoje opisy - za to też brawa :)

Pozdrawiam i z chęcią akceptuję
sufrażystka

moriaty h.ayne Redaktor próbny 13 06 2014 (21:37:17)
Dziękuję :)
Z miejsca chciałabym Ci naprawdę bardzo podziękować. Bardzo podniosłaś mnie na duchu.
Wezmę Twoje uwagi pod uwagę.



Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(55): 55 gości i 0 zarejestrowanych: