warto go przeczytać
Byłam i jak gdybym… umarła. Aczkolwiek moja śmierć była inna. Serce biło a oddech nie był ostatnim. Jednak Ty wiedziałeś, że umieram. Spoglądałeś na mnie spod wachlarzu rzęs i przy każdym mrugnięciu zadawałeś cios. Stałeś i patrzyłeś tylko jak po ramionach spływa mi życie. Stałeś. Obserwowałeś moją śmierć z boku. Nie czułam jednak Twojego zapachu w nozdrzach, nie czułam ciepła Twojego ciała na skórze. Słyszałam tylko pośród ciszy miarowe bicie serca, przez które płynęła gorąca ciemnoczerwona ciecz przepełniona Twoim jadem, którego pragnęłam się napić. Rozkosznie smakowałabym każdą kolejną metaliczną kroplę, ciesząc się tym że mogę Cię poczuć w sobie. Łaknęłam jej smaku od pierwszego spojrzenia, które mi dałeś. To nim pozbyłeś się zasłony mej duszy. Byłeś tym, który nauczył mnie kochać. Byłeś tym, który moją miłość zamienił w przenikający do głębi serca ból. Z czasem każde słowo i każdy gest ranił. Wiedziałeś o tym. Wiedziałeś od początku, że tak się stanie.
A teraz leżę na zimnej posadzce wytężając słuch na kolejne uderzenia Twojej piersi. Na lekko przymkniętych powiekach spoczywa moja dusza, która lada chwila a rozbiła by się niczym kryształ na miliony małych kawałków, wystarczyłoby tylko jedno mrugnięcie...
Ciepły wiatr drażni spowitą zaledwie w zwiewny materiał sukienki bladą skórę. Moja postać, niczym mucha złapana w sieć pająka jest kruchą i bezbronną ofiarą Twojego istnienia. Powiew wiatru muska subtelnie skronie podwiewając kosmyki lekko wyblakłych włosów...
Już niedługo – pomyślałam. – Niedługo umrę... – wyszeptałam przez lekko zsiniałe już wargi. Czuję kompletną bezwładność zżerającą doszczętnie moją nikła już świadomość. Poddaję się, to jedyne, co mogę zrobić. Wytężam słuch i wyczekuję.
Pierwsza łza spłynęła delikatnie, bez pośpiechu w kierunku mojego ucha, wyznaczyła kierunek drogi swojej następczyni. Kolejne łzy płyną tą samą drogą, chociaż czym więcej ich przepływa tym szybciej płyną, tym gwałtowniej, tym mocniej wżerają się w napiętą skórę policzka. Wszystko w moim życiu przypominało ten płacz. Wszystko, czego doświadczyłam z upływem czasu zżerało mnie, stopniowo niszczyło sprowadzając mnie w to miejsce.
Jest mi tu zimno, moje ciało pokrywa gęsia skórka a zęby dźwięczą głośno pośród ciszy. Pusty odgłos, melodia nie mająca żadnego znaczenia.
Przesuwam palcami po posadzce obok mojej twarzy, jest chropowata i sprawia ból zziębniętym palcom. Ból fizyczny. Uczucie, którego pragnę aby zabić cierpienie wewnątrz siebie. To przyjemne pieczenie sprawia, że na chwilę zapominam o tym co tu robię i dlaczego tu jestem. Nie wiem w jaki sposób tu się znalazłam ale wiem po co tu jestem, zbyt bardzo to wiem.
- Jesteś tu aby umrzeć – to zdanie przemknęło mi przez głowę kilka razy sprawiając iż po moich policzkach łzy zaczęły płynąć szybciej. Moczyły skórę, do której włosy przykleiły się drażniąc delikatną cerę, która z zimna stała się jeszcze bardziej wrażliwa. - Jesteś tu aby umrzeć... jestem tutaj aby umrzeć... – Mimo, że to wiem, te słowa nie przestają boleć.
Moje źrenice biegną teraz w dal pomieszczenia w pragnieniu doszukania się w tym miejscu czegoś, przez co zapomnę o chwili, w której jestem. Nie widzę nic, ledwo widoczne zarysy światła wpadającego przez wybite szyby oślepiają moje oczy. Wsłuchuje się w ciszę... niemal słyszę jak oddychasz... tak, wiem że tu jesteś... nie byłbyś w stanie odpuścić sobie tego przedstawienia. Dziękuję. Dziękuję, że mogę umrzeć dla Ciebie w Twojej obecności.
Słyszę kroki. To jednak tylko Ty zapragnąłeś przyjrzeć mi się z bliska, zrobiłeś kilka kroków w przód. Nie bałeś się, że odnajdę Twoją postać wzrokiem, czy też usłyszę dźwięk Twoich stóp kroczących po chropowatym podłożu miejsca mej śmierci, symbolu przeżytego przeze mnie życia. Twoje lśniące oczy w obliczu agonii wędrowały po mojej sylwetce powoli i subtelnie, tak jak gdyby chciały zapamiętać każdy element tej sceny w pamięci. Wyblakła szarość zlewa się z sobą pokrywając ściany i podłogę - wszystko to, pokryte porostami i plamami wylewanej krwi w obliczu starych śmieci pląsających się w porywach wiatru jest moim życiem. Zrobiłeś kolejny krok... a moja dusza roztrysnęła się w powietrzu oślepiając Twoje oczy. Momentalnie straciłeś świadomość i równowagę zarówno ciała jak duszy i opadłeś na ziemię pod siłą błysku, który oświetlił całe wnętrze, w którym byliśmy.
...Moja śmierć. Była piękna. Moja dusza rozświetliła całą przestrzeń wokół nas. Wiedziałeś, że umrę ale nie spodziewałeś się mocy mojego istnienia. Zamarłeś, Twe serce przestało bić a ja wyparowałam, życie uciekło od Ciebie wraz z powiewem wiatru.
Odszedłeś...
Jednak świetlista cząstka mej duszy przylgnęła do zieleni Twoich oczu...
I zabiłeś... zatapiając mnie w zwierciadle tęczówek przepełnionych kwasem kłamstw i poniżania. Kąpałam się w nich, upajając się Twoja bliskością. Dzięki cząstce mej duszy poczułam Cię wszędzie, w każdej pożartej tkance mojego ciała, w każdej łamiącej się kości i chrząstce. Byłam Twoją ofiarą. Zabiłeś mnie swoim jestestwem żeby na końcu mrugnąć tylko, pozbywając się drażniącego twoje spojówki pozostałości mojej duszy.
Umarłam śmiercią idealną.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 26.05.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(33): 29 gości i 4 zarejestrowanych:
exother, Fał, pasieczny14, Maszard Namalowski