Od akordu do symfonii - rozdział 1

Całkiem nowy początek Wypełnia cię od środka, niekiedy sprawiając zawroty głowy. Najpierw jednak słyszysz pierwsze perełki, aż dzięki nim zaczynasz czuć pełzające po plecach Ciarki. Tak, tak, przez duże „C”. Potem otrzymujesz do rozgryzienia niesamowicie smakowity owoc, granat. Nim go zjesz, musisz rozbroić go jednak z twardej, gorzkiej skóry. Aż wreszcie nadchodzi ten wyczekiwany moment; chwila, w której masz prawo popłakać się jak nigdy dotąd; taki trochę punkt kulminacyjny, kiedy wszystko przybiera nowy kierunek. Przepływasz między spiczastymi wierzchołkami nieznanych ci lądów a malowniczo położonymi jaskrawo zielonymi puszczami. I nic już nie jest tak jak dawniej. Twój wyimaginowany świat wcale nie kończy się wraz z ostatnim akordem. Dla ciebie właśnie rozpoczyna się całkiem nowy początek. Rozdział 1 Gwar nowojorskiej ulicy zagłuszały jej gitary, pianino, perkusja… W zasadzie nie wiedziała czego słucha, ale była podekscytowana. Melodyjny baryton wokalisty przyprawiał ją o dreszcze. Była zakochana w jego głębokości i szczerości. Wiał mocny, chłodny wiatr, ale i tak niczego nie czuła. Wyobrażała sobie niemożliwą sytuację własnego życia, jako teledysk do tego nieznanego jej singla. Piosenka miała niby radosny wydźwięk, ale pod piękną szatą, kryło się drugie dno, to smutniejsze. Muzyka już weszła w całe jej ciało; żyła tylko nią. Wydawało jej się, że nie potrzebuje powietrza, żeby oddychać; mogła chłonąć każdy z dźwięków, sekwencji, akordów. Wtem słuchawki zaczęły ją uwierać. Wyjęła je na moment, przegapiając właśnie najbardziej magiczny fragment utworu. Nie było jej szkoda, bo nawet nie miała o nim pojęcia. Coś ją jednak powstrzymało, by znowu zacząć słuchać. Wyłączyła radio i odpięła słuchawki od odtwarzacza mp3. Już miała przejeść na drugą stronę ulicy, już miała postawić pierwszy krok na pasach, gdy nagle usłyszała głośny klakson samochodu. Zatrzymała się w jednym momencie. Zorientowała się, że to jej Anioł Stróż nakazał jej zostawić muzykę w spokoju. Gdyby nie to, mogłaby już żyć na innym świecie. Kiedy auto przejechało, uśmiechnęła się do siebie i przeszła na drugą stronę ulicy. Kilka metrów dalej znajdowało się wejście do ciut przestarzałej, ale odmalowanej kamienicy, w której mieszkała od urodzenia. Była do tego miejsca przywiązana jak pies do swojego kochającego właściciela. Mieszkała tutaj razem z rodzicami i starszym bratem. Była bardzo szczęśliwa, ponieważ tworzyli kochającą się rodzinę, w której nie brak było poświęcenia, miłości i wzajemnej opieki. Miała także psa o imieniu Tony, którego dostała w prezencie na dziesiąte urodziny. Był to kremowy labrador o niezwykle współczujących oczach. Weszła do klatki za pomocą kodu. Rozejrzała się po mlecznych ścianach wyłożonych płytkami i westchnęła. Wjechała luksusową windą na pierwsze piętro. Wyjmowała właśnie klucz do drzwi, kiedy z naprzeciwka, wyszedł jej uroczy sąsiad, dwudziestoletni chłopak o imieniu Aaron. Odkąd się wprowadził, skrycie się w nim podkochiwała, chociaż wiedziała, że nic z tego, bowiem dzieliło ich pięć lat różnicy. Co ten cudowny brunet myślał o ciemnowłosej piętnastolatce? Na pewno nic więcej jak „gówniara” czy „małolata”. Sprawiało jej to przykrość, mimo że nigdy nie odważyła się go o to spytać. - Cześć, Lana. – zagadał. Dziewczyna poczuła, jak na jej policzkach pojawia się rumieniec. Ukradkiem schowała klucz do kieszeni skórzanej czarnej kurtki, aby udać, że dopiero zaczyna go szukać. - Cześć, Aaron. Co u ciebie słychać? Mieszkali przez ścianę już trzy lata, więc w tym czasie zdążyli się dobrze poznać. Teraz byli całkiem dobrymi znajomymi. - W porządku. Zamiast grzebać w kieszeni, wlepiła w niego zakochane oczy. Miał prosty nos, pociągłą twarz i duże brązowe oczy. Włosy zawsze miał w artystycznym nieładzie, co bardzo jej się podobało. Poza tym był bardzo wysoki i wysportowany. - Zazdroszczę ci – westchnął nagle. – Znaczy, że jesteś dopiero w gimnazjum. Bardzo chciałbym być tak młody i niezależny. - Źle ci idzie na studiach? – zmartwiła się nagle. Patrzyła na niego wyczekująco, w nadziei, że nie ma racji. - Nie, nie – zaprzeczył wiarygodnie. – Jest bardzo dobrze. Nie sądziłem, że aż tak dobrze będzie. To dopiero pierwszy rok, ale mam nadzieję, że zrobiłem dobre wrażenie. - Jestem tego pewna! Uśmiechnął się szeroko, patrząc w podłogę. Kochała ten uśmiech. Był taki sympatyczny; sprawiał, że w brzuchu łaskotały ją motylki. - Nie spotykamy się zbyt często – wypaliła nagle, ale od razu pożałowała, że to powiedziała. – Znaczy… chodziło mi o to, że kiedyś częściej się spotykaliśmy, rozmawialiśmy… - Miała mętlik w głowie, jak się wykręcić. – No wiesz, szkoda, że nie utrzymujemy już takich kontaktów jak kiedyś. – Czuła, że czerwieni się ze wstydu jak burak. - Przepraszam – zaczął. – Ostatnio w ogóle mam mniej czasu dla przyjaciół. Moje życie chyba się ukierunkowało. A przynajmniej mam takie wrażenie. – Uśmiechnął się do siebie, nie patrząc na nią. Lana nie wiedziała, o czym mówi Aaron. - Co masz na myśli? – W jej głosie malowała się tajemniczość, podejrzliwość i ogromna niepewność tego, co zaraz usłyszy. - Poznałem dziewczynę – wyznał. W tamtym momencie cały świat Lany zawalił się na wieki wieków. Wreszcie dotarło do niej, że wzdychania do pięć lat starszego chłopaka, zdały się na nic. Nie wiedziała, jak ma zareagować. Pogratulować? Milczeć? Wzruszyć ramionami? - To wspaniale – powiedziała niepewnie, ale chłopak chyba nie usłyszał tonu jej głosu. - Wiem. Wreszcie czuję się stabilnie. Uwierz, że nigdy przy nikim tak się nie czułem. To niesamowite uczucie. Dziewczyna miała ochotę się rozpłakać. Co z tego, że go kochała, skoro on wolał kogoś innego? - Ja w życiu tylko przy jednej osobie tak się czułam. Wiem, o co ci chodzi. – wyznała i spuściła wzrok. - Znam tę osobę? – zagadnął. - Możliwe – odpowiedziała. - No to mam twardy orzech do zgryzienia – zażartował. Uśmiechnął się do niej i na pożegnanie dorzucił: - Muszę lecieć. Czeka na mnie kobieta. - Jasne, nie zatrzymuję cię – Wymusiła uśmiech. Pożegnali się tak jak zawsze: machnęli sobie rękoma. Odprowadziła go wzrokiem, aż zniknął jej z pola widzenia. Wyjęła klucz z kieszeni. Spojrzała na przedmiot lekko rozczarowana. „Chowając cię, myślałam, że pomożesz mi spędzić z nim więcej czasu. Tym razem mnie zawiodłeś.” – pomyślała, a po policzku spłynęła jej wielka, słona łza, niczym ziarenko grochu. Włożyła go do zamka i z bólem przekręciła go w nim. Nie mogła znieść myśli, że Aaron był z kimś innym. Zawsze myślała o nim jak o wymarzonym księciu z bajki. Zawsze go kochała, mimo różnicy wieku. On traktował ją jak przyjaciółkę. Nigdy nie była dla niego kimś więcej. Nie mogła przeboleć, że zawczasu nie wyznała mu uczuć. Gdyby to zrobiła, może wzbudziłaby w nim jakąkolwiek iskrę. Rzuciła torbę na podłogę przy wejściu do mieszkania. Chciała płakać, a jednak nie potrafiła wycisnąć ani jednej łzy. Nie mogła pogodzić się z tym, co właśnie usłyszała, ale zdziwił ją nagły napływ ulgi, kiedy zamknęła drzwi do mieszkania. Nie, to nie przez to, że już nie musiała stać na wycieraczce. Czuła się lżejsza o jeden problem. W tamtej chwili czuła bolesne uczucie i nienawiść. Z jednej strony miłość, ale gniew przewyższył wszystko. „Nigdy więcej nie popatrzę na niego w taki sposób, jak to robiłam dotychczas. To już koniec. Aarona nie ma już w moim życiu”, pomyślała. *** W uszach dzwoniła jej formułka: „Ostatnio w ogóle mam mniej czasu dla przyjaciół. Moje życie chyba się ukierunkowało. A przynajmniej mam takie wrażenie”. Wolała wyrzucić ją z zamglonego już umysłu, jednak żaden sposób nie przychodził jej do głowy. Miała całkowity mętlik w głowie. Chciała koniecznie się oderwać, zabawić, na chwilę zapomnieć. Nie miała na myśli używek, ale muzykę. Pragnęła w tamtym momencie odnaleźć idealny kawałek tylko dla niej. Kiedy potrąciła przez pomyłkę starszą panią, nawet się za nią nie odwróciła, żeby przeprosić. Nie przejęła się za bardzo swoją niegrzecznością. Wtem przypomniała sobie, że zapomniała się pomalować. Nie stanowiło to dużego problemu, ale z reguły chciała „wyglądać jak człowiek”. Pudrem dobrej firmy zawsze przykrywała widoczne niedoskonałości. Tymczasem czuła się, jakby nie założyła ubrania. Doszła do wejścia szkoły, zatrzymując się w ostatnim momencie przed nią. Coś jej nie pasowało. Coś wyglądało inaczej niż zwykle. Albo czegoś brakowało, albo czegoś przybyło. Zastanowiła się, ale nic nie przyszło jej do głowy. Opuściła więc głowę, wbijając w chodnik swoje piękne, zielone oczy. Nagle zderzyła się z jakąś wyższą od siebie osobą. Prędko spojrzała w górę. Jej oczom ukazał się roześmiany blondyn o ślicznych, piwnych oczach. Na jego widok również się uśmiechnęła. - Nie słyszałaś mnie? Wołałem cię, a ty przez ten cały czas kroczyłaś w moją stronę. W zasadzie sunęłaś. Zastanawiałem się czy mnie zobaczysz, czy na mnie wpadniesz. – Poklepał ją delikatnie po ramieniu. - Wybacz, zamyśliłam się. Mam nadzieję, że nie zabolało. – Nie wiadomo dlaczego, na jej twarz wkradł się rumieniec. - Jesteś jakaś blada, źle wyglądasz. Wszystko w porządku, Lano? – spytał niczym troskliwy brat. Czule gładził jej policzek, oczekując na odpowiedź. - Chodzi ci o to, że się nie pomalowałam? Jesteś bezczelny, aby o to pytać, Kurt. – Teraz rumieniec zmienił się w grymas, potem w złość. – Zostaw mnie. – burknęła. Chłopak zaniemówił. Jego przyjaciółka nigdy tak się nie zachowywała. - Lana! – zawołał. Na dźwięk swojego imienia przyspieszyła kroku. Pomimo to, bez większego problemu ją dogonił. - Poczekaj. Przepraszam, jeśli cię to uraziło. Ja zrobiłem to, bo… martwię się o ciebie. Wczoraj byłaś taka promienna, a dzisiaj… jakbyś dopiero co wyszła z kopalni węgla. – powiedział zgodnie z prawdą, ale szybko dodał: - I nie chodzi mi o wygląd. Teraz ona się skruszyła. Było jej głupio. Nie odpowiedziała, bo w gardle urosła jej wielka gula. Mogła tylko się do niego przytulić. Rozłożyła ręce, po czym on zrobił to samo. Kiedy wtuliła się w niego, poczuła męski dezodorant, którego zapachu nie lubiła. Wtedy jednak nawet go nie poczuła. Dziękowała Bogu, że ma się komu wypłakać w ramię. - Chciałem cię o coś spytać, Lano – odezwał się po dłuższej chwili. Podniosła głowę i wlepiła w niego pytający wzrok. - O co? - Jest konkurs muzyczny za miesiąc w naszej szkole. Pomyślałem sobie, że moglibyśmy jakoś razem się zgrać. Wytrzeszczyła szeroko oczy. - Czy ja dobrze usłyszałam? - Jak najlepiej – uśmiechnął się, jak gdyby był nadzwyczaj dumny ze swojej propozycji. Chwilę się zastanowiła. - Naprawdę nie wiem, jak to sobie wyobrażasz, Kurt. A tak poza tym dzięki. Wreszcie wiem, co było innego w naszej szkole, kiedy tutaj wchodziłam. – odparła, oglądając plakat o konkursie. - Lana, wystąpisz ze mną? To nasza szansa. To moje marzenie. - Ty chyba żartujesz – Zaśmiała się. – Co ci na głowę upadło? Przecież ja nie gram na żadnym instrumencie! Nic nie łączy mnie z muzyką! No, może poza tym, że namiętnie jej słucham. - A twój głos? – zapytał smutno. – Pomyślałem, że będę ci grał, że będziesz moją wokalistką. Nie podoba ci się ten pomysł? Zgłoszenia przyjmują do jutra. Proszę, uczyń mi ten zaszczyt. Patrzyła na niego z niedowierzaniem. - Skoro coś słyszysz we mnie… nie, no nie mam pojęcia, czy w ogóle mam odwagę wystąpić przed większą publicznością. - Dasz radę! Bardzo cię proszę… - Spojrzał na nią spode łba, ale ona wcale nie miała ochoty się nad nim litować. - Daj mi czas do jutra. Muszę to przemyśleć. Kiwnął głową trochę z rozczarowaniem, trochę z nadzieją. Ona nie chciała na niego spoglądać. Serce krajało jej się, że nie potrafi się przyznać do tego, że bardzo chciała… że pragnęła z nim wystąpić. Traktowała go jak brata. Był jej najlepszym oparciem, przyjacielem. Nie licząc już faktu, że dźwięki, które wydobywał ze swojej gitary, przyprawiały ją o dreszcze. Do klasy doszli w milczeniu. Każde z nich chciało tego samego, choć dzieliło ich tak wiele.



Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 12.05.2013r.

1     

Marzycielka Szef wierszy, redaktor prowadzący 16 05 2013 (20:30:06)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witaj,

poprawiłam dwa drobne błędy (poza wstawieniem bodajże jednego przecinka). Oba dotyczyły tego samego.

- Ty chyba żartujesz – Zaśmiała się

Niepotrzebnie napisałaś (napisałeś) dopowiedzenie narratora z wielkiej litery, skoro wypowiedź bohatera nie kończy się kropką.

Cóż, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, piszesz lekko, ciekawie, choć wybierasz dosyć popularny temat (nieszczęśliwa miłość, platoniczne uczucie, starszy chłopak itp.), robisz to w odpowiednio ciekawy sposób, by nie znużyć czytelnika. Dodatkowy plus za króciutki prolog, świetnie oddaje sens reszty, jest bardzo metaforyczny, ale nie zdradza fabuły tekstu.
Zakończenie również jest bardzo zgrabne, całość czyta się z wielką przyjemnością.

Ech, niejedna z kobiet (lub dziewcząt) wie, jak to jest podkochiwać się w swoim ,,kumplu", który niczego nie widzi, co więcej, zwierza się ze swoich spraw sercowych. Myślę, że mimo tematyki typowej dla nastolatek, czasami przegadanej i banalnej, Tobie udało się napisać naprawdę dobry tekst. Czekam na więcej, jestem ciekawa losów Lany. Tyle ode mnie, pracę akceptuję, gratulując tak poprawnego użycia interpunkcji.

Pozdrawiam ciepło
Marzycielka :)

Rothie Dell użytkownik 16 05 2013 (20:52:25)
Dzięki, nie sądziłam, że tak dobrze mi poszło :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(66): 66 gości i 0 zarejestrowanych: