Pseudonim: Anima
Imię: Panna A.
O sobie: - Jak mnie scharakteryzujesz John? Pomysłowy, dynamiczny, tajemniczy? - Spóźniony.
Napisanych prac:
- wiersze: 188
- proza: 139
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 3.9
Użytkownik uzyskał: 713 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Na niebie ciemne chmury -..." 19.06.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Pogrzebana w jasności cz. 5" 19.08.2010
"Grudniowa noc niepokoju" 22.12.2010
"Szkarłat niemocy cz. 5" 21.01.2011

Inne prace tego autora:
"Obdarci cz. 1" 08.05.2011
"Obdarci cz. 4" 23.05.2011
"Hamulec w kolorze malinowym" 17.05.2014
"Rubinowe lato cz. 1" 22.09.2010
"Rubinowe lato cz. 10" 09.11.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Obdarci cz. 4

Rankiem Zuza miała wrażenie, że przejechał po niej walec i kombajn zarazem. Powoli, chwiejąc się nieco, wstała z łóżka i spojrzała na zegarek. Dwunasta piętnaście. Ruszyła dzielnie do przodu, zastanawiając się, jak wygląda reszta mieszkania. Jej sypialnia była nietknięta, bowiem przed rozpoczęciem imprezy, zamknęła ją na klucz. Nie lubiła, kiedy wchodzono jej do prywatnego pokoju. Salonik był prawie zrujnowany. Co prawda, nie w takim dosłownym znaczeniu. Był dosłownie zapchany szklanymi butelkami po piwie lub plastikowymi puszkami po napojach energetycznych. W pięciu wystawionych popielniczkach pyszniły się szare, śmierdzące pety. Skórzana kanapa nosiła ślady jakiejś mazi. Po krótkich oględzinach okazało się, że to ciasto, które podała pod koniec imprezy. Zaś na podłodze za fotelem spał w najlepsze Kamil. Chociaż starała się wszystkich szanować, nie czuła do niego sympatii. Bardzo się popisywał, nosił się w stylu lat osiemdziesiątych i chociaż nie był bogaty ani jego osobowość nie była zbytnio interesująca, ciągle był w centrum uwagi. Pysznił się każdym dziwnym łutem szczęścia. I to akurat on musiał tu leżeć! Nieraz już zdarzało się, że ktoś zostawał u niej na noc, ale teraz nawet nie pamiętała, kiedy wyraziła zgodę na jego nocleg. Podeszła bliżej i dojrzała pełną jego sylwetkę. Wcześniej obserwowała tylko zaspaną, rozluźnioną twarz. Przy bliższych oględzinach okazało się, że Kamil ma na sobie tylko bokserki. Nieco zażenowana, zamierzała zawrócić i udać się do kuchni, ale jej wzrok przykuła jego mina. Uśmiechnął się radośnie przez sen. W pierwszym odruchu przestraszyła się, że ją widział, ale zaraz zdołała się uspokoić. Spał bardzo mocno, a poza tym oboje za sobą nie przepadali. Na tą imprezę przyszedł razem ze swoją dziewczyną Baśką. Jeszcze niedawno wszyscy troje studiowali na jednym kierunku. Zuza rozejrzała się ciekawie po pokoju. Nie miała więcej dzikich lokatorów. Jednak było w tym coś dziwnego. O ile pamiętała, Baśka była zawsze bardzo zaborcza i raczej nie pozwoliłaby mu zostać u innej dziewczyny. Dlaczego został? I kiedy ona, Zuza, wyraziła na to zgodę? Pokręciła z niedowierzaniem głową i wycofała się cicho. Zrobiła sobie grzanki z ziołami, jednak zanim zdążyła je ugryźć, do kuchni wszedł Kamil i zwinnie, przez ramię, zabrał jej cały talerz. Następnie zaczął je szybko pałaszować. - Ty popieprzony gnojku! – warknęła natychmiast. Zawsze bez odpowiedniego śniadania była zła jak osa. - O, nasza królewna pokoju zmienia się w primadonnę. Co się stało? – zakpił i ugryzł duży kawał grzanki. Tego było po prostu za wiele. Jak oparzona prądem zerwała się z krzesła i powaliła go na podłogę jednym ciosem. Ciszę przerwała grzanka, która z głośnym plaskiem upadła na podłogę. Zaraz potem talerzyk roztrzaskał się o ścianę. Kamil leżał na czerwonym, plecionym chodniczku i zastanawiał się, co ma zrobić. Pokonała go kobieta, był to wielki cios dla jego męskiej dumy. I to taka kobieta, która jest śliczna i dobra. Nagle okazało się, że dobro i piękno umieją się po swojemu obronić. - Co to było? – spytał mimochodem. - Tajski boks – mruknęła, wyłamując sobie lekko palce i patrząc na niego z pogardą. - Myślałem, że karate – wysyczał z niedowierzaniem i wstał ciężko. - Karate jest nudne i przestarzałe. No cóż, zniszczyłeś moje śniadanie, to teraz robisz dla dwojga. W lodówce jest serek niskotłuszczowy… Ten, co się nazywa „Figura”. Taak, ten! – warczała na mężczyznę, który zupełnie nie znał się na produktach żywnościowych typowych dla kobiety. – I jeszcze Fitellę… A nie, ona jest w szafce, sorka. Tam na parapecie jest pudełko… to blaszane z Liptona… wyjmij dwie torebki owocowe. Nie lubisz owoców leśnych? Jak możesz? To taka dobra herbata! – dziwiła się raz po raz, odkrywając jego straszne nawyki żywieniowe. Wreszcie, po ciężkich dwudziestu minutach komenderowania Zuzy, mogli zasiąść do pożywnego i wartościowego śniadania. - A teraz grzecznie mi opowiesz, o co chodziło wczoraj. Dlaczego tutaj zostałeś… - Zaprosiłaś mnie – odpowiedział z wyzwaniem w głosie. Koniecznie próbował ją wyprowadzić z równowagi, ale ona nie zamierzała się w to wrobić. Jego brązowe oczy zerkały na nią zmieszane, ale usta i twarz ciągle wykazywała pogardę. Nie wiedziała, czemu wierzyć. - Jakoś nie pamiętam. Pij tą herbatę… Nieprzyzwyczajony jesteś, powinieneś się lepiej odżywiać… - Co mi tak matkujesz? – zaciekawił się, przechylając się nieco w jej stronę. - Ależ skąd – zaprzeczyła szybko. - Nie jestem pewny, czy każdemu tak dobrze radzisz… - dalej badał jej reakcje i zachowanie. Znał ją dobre sześć lat. Z uśmiechem kpiny odgarnął złote, proste włosy. - To od dziś możesz być pewny. - Zjadliwa Zuzanna. Chwytliwe – skomentował i ugryzł razówkę. Popił ją herbatą owocową i machinalnie się skrzywił. – Jak możesz to pić? Masz chociaż cukier? - Brązowy. Jest zdrowszy. - O rany, co za mania… - zajęczał. – Dobra, dojem i znikam. - A opłata za nocleg? – spytała z tak niewinną miną, że w pierwszej chwili dał się nabrać. Szybko zaczął grzebać po kieszeniach w poszukiwaniu kasy, aż wreszcie znalazł wymiętą pięćdziesiątkę. - Czuję się, jakbym płacił dziwce – rzekł na odchodnym, popił herbatkę i wyszedł z mieszkania. Pod Zuza załamały się kolana. Zaczęła drżeć i nie mogła nad sobą zapanować. Wreszcie usiadła na krześle i zaczęła płakać. *** Anastazja była wściekła. Gdybyż wiedziała, że na imprezie u Zuzy będzie Wojtek! Teraz nie mogła cofnąć czasu, nie mogła uczynić nic, aby zapobiec tragedii. Z wściekłością włączyła radio i usłyszawszy Fakty, natychmiast je wyłączyła. Nie mogła słuchać o ludzkich kłopotach, o kłótliwych politykach i kryzysie ekonomicznym. Miała dość, marzyła, aby się wyłączyć, ale było to niewykonalne. Wreszcie chwyciła stolnicę i wałek, po czym wyjęła z szafki mąkę, jajka, zaś z lodówki farsz przygotowany dwa dni wcześniej. Już miała zajęcie. Mogła ulepić pierogi i mieć na dobry rok. Rzadko je jadała, ponieważ nienawidziła czegoś odgrzewać. Nieraz, po powrocie z pracy, brała cokolwiek z lodówki i zjadała na zimno. Żywiła się wszelakiego rodzaju jogurtami, kanapkami z sałatą, rzodkiewką lub czekoladą. Popijała to wszystko owocowymi herbatami podłej jakości. Często czuła się bardzo źle. Podejrzewała kiedyś, że to wina odżywiania, ale nawet mimo obaw, nawyków nie zmieniła. Nie miała czasu. Wciąż praca dla szkoły, wciąż tabelki, książki, praca, praca. Ktoś zadzwonił do drzwi. Umączona i zdenerwowana do ostatnich granic możliwości, pobiegła otworzyć. Na progu stała zmartwiona Zuza. Anastazja momentalnie poczuła rozczarowanie. Co ona sobie głupia wyobrażała?! Że Wojtek przyjdzie do niej zaraz po tym spotkaniu? Że będzie ją na kolanach błagał o przebaczenie? Jakże była naiwna, naiwna, naiwna! - Zula, co jest? – spytała cicho. - Ach, nic, nic – westchnęła Zuza i bezceremonialnie weszła do przedpokoju. Zdjęła adidasy i usiadła w kuchni koło stołu wyłożonymi pierogami. - Zulciu… - Anastazja przykucnęła przy smutnej dziewczynie. Delikatnie dotknęła jej głowy. – Nie wiń mnie za to, że rozstałam się z Wojtkiem… - zaczęła łamiącym się głosem. - Co? – zdziwiła się Zuza i szybko podniosła głowę. Była wkurzona. – Uważasz, że mogłabym być na ciebie o to zła?! To przecież wasza sprawa. Nic mi do tego! - Więc nie odwrócisz się ode mnie? – spytała niepewnie Anastazja, nie mogąc w to uwierzyć. - Oj, no pewnie! A ty myślałaś, że tak… - stwierdziła zaraz Zuza spojrzawszy przyjaciółce w twarz. – Nigdy więcej we mnie nie wątp. Nigdy! Wiem wszystko, Wojtek mi powiedział… - Pewnie uważasz, że jestem sprzedajna. Poleciałam za pieniądzem – mruknęła Anastazja, energicznie walcując ciasto. - Nie. To mogło być chwilowe zaślepienie. Pytanie tylko, co czujesz teraz? Anastazja zarumieniła się. - Powiedz szczerze – poprosiła spokojnie Zuza. Spojrzała przyjaciółce w oczy, a spojrzenie to było tak zagubione, że Zuza odwróciła wzrok. - Ja nie wiem, Zuziu… Nic już nie wiem… - usiadła ciężko na stołku. - Zmieniłaś go. Zmieniłaś na takiego dobrego człowieka. - Tak, tak, to fakt… Ale i ciebie coś gryzie. No, ślepa nie jestem, mów! Zuza od razu spochmurniała. Przypomniał się jej poranek z Kamilem i od razu zamarzyła o ponownym ataku łkania. Tak też zrobiła. Zawsze szła za potrzebami, za odruchami. - Znasz Kamila, prawda? Mówiłam ci o nim, jak jeszcze byłam na studiach. - Ten lanser? Rany, dlaczego on się tak poniżał? Dla sławy? – zamruczała Anastazja, przypominając sobie dawne słowa Zuzy. - Taa, pewnie tak. Ale on dziś spał u mnie – poinformowała ją Zuza z wypiekami. - Że co?! – ryknęła Anastazja, upuszczając sobie umączony wałek na stopę. – Ałłł! – warknęła i usiadłszy na stołku, zaczęła rozmasowywać stopę. - Nie razem! Osobno! On spał za fotelem w salonie. Najgorsze jest jednak to, że twierdził, iż go zaprosiłam. A ja go nienawidzę! - To dziwne, rzeczywiście – przyznała zszokowana Anastazja, powracając do swego dzieła. Kolejną partię pierogów przełożyła na czwartą, kolorową tacę. - Tak czy inaczej, chciał zjeść moje śniadanie, ale mu przyłożyłam. - A jednak tajski boks się przydał, co? Mówiłam ci już dawno! - Masz całkowitą rację – warknęła zdenerwowana Zuza i pomogła Anastazji pakować pierogi do foliowych woreczków. Naklejały także etykietki z podpisem: „Pierogi ruskie”. - Ale co dalej? – domagała się Anastazja. - Leżał na podłodze – Zuza parsknęła szybkim chichotem i spoważniała. – Potem kazałam mu zrobić śniadanie… Prawdę mówiąc, on jada chyba tylko chipsy i colę. Straszne! Tak czy inaczej… zjedliśmy, a potem żartowałam, że ma mi zapłacić. Zapłacił, ale… - tu policzki Zuzy zapłonęły czerwienią. - Co powiedział, co powiedział? – Anastazja umierała z ciekawości, ale starała się to miarkować. Na nic. - Że… czuje się jakby płacił dziwce. Zuza zerwała się ze stołka i podbiegła do okna. Nie miała daleko, bowiem kuchnia była bardzo mała i niefunkcjonalna. Zaczęła się trząść od płaczu i załamania. Łzy kaskadami spływały z jej oczu, łaskotały rzęsy i drążyły korytarze w jej bladych policzkach. - Zulcia… Zuleczko… On jest debilem i ty to wiesz. Faceci nie są nam do niczego potrzebni. Ich trzeba omijać… - No tak, ty… to zrobiłaś – westchnęła cicho Zuza. Nadal płynęły jej łzy, ale w uścisku Anastazji już się nie trzęsła. Anastazja wzdrygnęła się nieznacznie i przyznała jej rację. Miała ją przecież. Tak, panna Anastazja była tylko wredną łamaczką serc. Zuzanna przypominała ciastko i taka też była. Niewinna i słodka. - Poradzimy sobie. Ty i ja… Pamiętasz, ty mi to powiedziałaś! - Ale to nie dotyczyło mnie! – załkała ciężko Zuza i zaczęła głośniej płakać. Powoli zapadał zmierzch. Noc zapowiadała się smutno, przeraźliwie gorzko i żałośnie. Samotnie jak księżyc na niebie. Gwiazdy się nie liczą, one tworzą własne gwiazdozbiory, własne konstelacje. A księżyc jest sam, samotny jak palec... Tego wieczoru w jego świetle iskrzyły się dwie załamane dusze wzlatujące do niego. Błagały o pomoc i zemstę. Mieszały swoje uczucia z krwią i marzyły o szczęściu. Cechowała je nuta naiwności, ale wszystkie nieszczęśliwie zakochane tak mają. Czas to najlepsze rozwiązanie.



        Dedykacja: Zosi ;)

Płeć: kobieta
Ocena: 3
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 23.05.2011r.

1     

Kurczak_Alojzy Użytkownik wpmt 24 08 2012 (01:35:52)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Dotarłem do czwartej części i niemal usnąłem z nudów. Daję 3 na zachętę i mam prośbę: pisz o czymś innym :)

Angelika596 Użytkownik WPMT 26 05 2011 (20:48:02)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Kilka razy sprawdzałam, czy to na pewno Twoja praca. Coś mi w niej bardzo nie gra. Jakiś brak profesjonalizmu, który już w sobie wyćwiczyłaś. A jednak mimo wszystko ta praca ma jakiś zaniżony poziom jak dla Ciebie.

Pierwszy akapit tragedia. Taki sam bałagan w słowach, zdaniach, przecinkach, jak w pokoju, który opisujesz. To może mogłoby się sprzedać, ale ja nie kupuję. Parę razy zupełnie niepotrzebne inwersje, zdania jak doklejone, co się zresztą powtarza też w późniejszym tekście, ale rzadziej. Kiedy wprowadzasz dialog już jest lepiej. Coś się dzieje, jakaś fabuła, bohaterowie i ich uczucia, czyli to co wychodzi Ci najlepiej. Nie rozumiem za bardzo niektórych reakcji bohaterów, ale to może czyni ich ciekawymi.

Połączenie pierwszej części też jakoś nie bardzo wyszło. Zostawiamy Zuzę zapłakaną za stołem, a następnie już mamy ją przed drzwiami, gotową nieść pomoc przyjaciółce. Nie czytałam poprzednich części więc to może przez to, ale myliły mi się te imiona i sytuacje...

O, ale podobał mi się motyw zdrowego odżywiania i opis różnych nawyków żywieniowych, które są jakby opisem charakteru postaci. Bardzo ciekawy sposób na zobrazowanie bohaterów.

Ostatni akapit fajny, ale jakby z innej bajki wycięty.

Reasumując jakiś taki szum, potem ciekawie, potem jeszcze fajniej, potem znów nie bardzo czyli ogólnie 3.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(68): 68 gości i 0 zarejestrowanych: