warto go przeczytać
Tamten czerwcowy, sobotni dzień zapowiadał się bardzo nudno. Anastazja zerwała się już o ósmej rano, doprawdy sama nie wiedziała dlaczego. Leniwym ruchem wydobyła z zamrażarki musli, zastanawiając się, po cóż właśnie tam je włożyła. Od czterech lat była niezwykle roztargniona i zapominała o szczegółach. Cztery lata od rozstania z Wojtkiem… Westchnęła ciężko i wyjęła podmrożoną paczuszkę. Z odmętów starej szafki kupionej na targu staroci wyjęła glinianą miseczkę wykonaną na zajęciach rękodzieła. Otworzyła paczkę, przesypała jej zawartość do miseczki, po czym zalała jogurtem, który grzał się na blacie już od wczoraj. Zaczęła szybko jeść, nawet nie czując smaku śniadania. Uwielbiała musli, dawało jej dużo energii i było zdrowe. Dziwiła się, jak niektórzy ludzie mogą nienawidzić zdrowego jedzenia. Ona od dziecka uwielbiała szpinak, rzodkiewki, sałatę, marchewkę i wszelakie zboża. Słodycze także lubiła, ale starała się je eliminować ze swojej diety, bowiem panicznie bała się dentystów. Tylko dzięki temu jadała ich mało. Zresztą, dysponowała niewielkimi funduszami, bowiem ileż może się dorobić skromna bibliotekarka w szkole? Ledwo starczało jej na życie, był to kolejny powód, który odpowiednio tłumaczył rzadką konsumpcję słodyczy.
Wreszcie skończyła, umyła miseczkę tanim, uczulającym jej ręce płynem pod strumieniem ciepłej wody i odłożyła ją na suszarkę. W tym momencie rozdzwoniła się jej stara, sześcioletnia komórka. Solidny model Nokii, skromna bryłeczka z 2003 roku. Szybko złapała ścierkę i nieco niedokładnie wytarła ręce. Następnie zerknęła na wyświetlacz i ujrzawszy imię swojej ukochanej przyjaciółki, natychmiast rzuciła się odbierać. Z Zuzą znały się dobre trzy lata. Zuza niedawno skończyła studia i zaraz potem znalazła świetną pracę. Z wykształcenia informatyk, była kopalnią informacji o komputerach i bardzo często naprawiała wysłużony sprzęt Anastazji. Anastazja ją uwielbiała, bowiem Zuza była radosna, wesoła i wiecznie niezwykle dobra. Jednocześnie miała odpowiednie wyczucie w poważnych sprawach.
- Halo, Zuzka?
- Na wyświetlaczu przecież pisze, co się pytasz, Nastuś! – roześmiała się Zuza prosto w mikrofon.
Miała taką dziwną manierę, zupełnie jak Wojtek. Mianowicie nazywanie jej Nastką lub Nastusiem. Wzdrygała się, gdy nachodziły ją porównania Wojtka i Zuzy. Byli zupełnie inni i nie wiadomo właściwie, dlaczego miewała takie pomysły.
- Oj, wolę i tak spytać – zamruczała Anastazja ciskając ścierkę na krzesło, zaś głową podtrzymując telefon przy uchu.
- Okej, słuchaj, jest impreza. U mnie… Pamiętasz, mówiłam ci dwa tygodnie temu, że jeszcze nie wiem, czy na pewno… No, ale już wczoraj podzwoniłam do masy osób i dzisiaj też. Przychodź, dziewczyno, wyrwij się wreszcie z tego domu. Zresztą, co to za dom, tak tam cicho i samotnie! – prychnęła Zuza do telefonu. Bardzo martwiła się o unikającą ludzi Anastazję.
- Ale ja lubię moje mieszkanko…
- Tak, tak, ty lubisz… - roześmiała się przyjaźnie Zuza. – Ale ono odstrasza ludzi, kochanie…
- Przecież nie każę ci do mnie przychodzić – warknęła wściekła Anastazja, nalewając do wazoniku z niezapominajkami wody.
- Natomiast ja chcę do ciebie przychodzić. Ale to mój wybór, moja opinia… Tylko ci mówię, jak to może wyglądać w oczach potencjalnego…
- Naczytałaś się za dużo tych psychologicznych bredni, Zuza – wypomniała jej Anastazja.
- E tam, ostatnio czytam tylko kodeksy prawne - sprostowała automatycznie Zuza. Już tak ma. Wszystko musi być prawdziwe, dopięte na ostatni guzik. Jest idealistką, ale idealistką na luzie.
- A co, zamierzasz się przekwalifikować? – zaśmiała się Anastazja.
- Zastanawiałam się trochę nad kolejnymi studiami. Och… nie zrozum mnie źle, ja kocham komputery! No, ale… prawo jest takie ciekawe.
- Tylko nie mów, że żałujesz – mruknęła przejęta Anastazja, chociaż doskonale wie, co powie przyjaciółka.
- Ach, nie, nie… To był dobry wybór, a poza tym nie zaszkodzi wiedzieć więcej.
- Święta racja – przytaknęła nieco nieuważnie Anastazja, bo już wyciągała garnki z szafki i ustawiała je na stole. Zamierzała rozpocząć gotowanie rosołu na niedzielę.
- Tyle gadam, a przecież nie po to dzwonię! – zreflektowała się wreszcie Zuza. – Mówiłam ci już, że wreszcie robię imprezę, no nie? Mówiłam, mówiłam… Wybacz, sklerozę mam… Cholerstwo się człowieka trzyma jak rzep psiego ogona. No, w każdym razie masz przyjść! Dzisiaj o dwudziestej…
Jej głos docierał do Anastazji jak przez mgłę. Właśnie szperała w lodówce. Poszukiwała pakieciku włoszczyzny, z którego miał powstać ukochany bulion. Była nieco rozbita, potrzebowała czegoś ożywczego i zdrowego.
- Tak, tak… - zamruczała niewyraźnie, pochłonięta własnymi myślami. Jednocześnie nie chciała być niegrzeczna i zaraz zaczęła z powrotem słuchać potoku słów Zuzy.
- O, jak szybko się zgodziłaś! A byłam pewna, że to potrwa wieki. No, widzisz, mija ci ta twoja dziwność, mała…
- Hej, spokojnie! Ja mam prawie trzydzieści lat, mała bynajmniej nie jestem.
- Wiem, wiem… - Zuza uspokoiła rozłoszczoną Anastazję. – Czyli o dwudziestej u mnie, będziesz pamiętać? – upewniła się jeszcze szybciutko.
- Zuza, ale o czym ty mówisz?
- No, jak to o czym, o imprezie! Nie słuchałaś, tak? – spytała, śmiejąc się lekko. – Ja wiem, że za dużo gadam, przepraszam…
- Nie, nie, ja tylko będę gotować i trochę się zamyśliłam – tłumaczyła zakłopotana Anastazja.
- Spoko, Nastulka… Ale przyjdziesz, prawda? No, zgódź się, kochana…
Zuza nie zna umiaru. Zawsze prosi tak słodko, tak błagalnie, tak się zniża i żebrze o swój cel z niewinnością. Oczywiście Anastazja zdaje sobie sprawę, że przecież za tą powłoczką kryje się myśląca, inteligentna osóbka, ale chyba jeszcze nikt na świecie nie sprzeciwił się Zuzce.
- Dobra, przyjdę. Ale ostatni raz – zawarczała Anastazja.
- Dziękuję ci, jestem twoją stokrotną dłużniczką! – krzyknęła radośnie Zuza i wyłączyła się.
Anastazja odłożyła telefon i zaczęła się śmiać. No cóż, może nie będzie tak źle…
***
Przybyła mocno spóźniona, bowiem po przeszukaniu szafy stwierdziła pewien niedosyt ubrań. Większość jej ciuszków pochodziła z lumpeksu i chociaż miała wiele ciekawych, ślicznych ubrań, nie potrafiła znaleźć czegoś, co pasowałoby do imprez w stylu Zuzy. U Zuzy przesiadywały dziwne mieszanki. Trochę artystów, trochę ludzi typowo ścisłych i straszliwie dokładnych. Anastazja była na takiej imprezie tylko raz i to dwa lata temu. Królowały tam miniówki lub sukienki. Ludzie brali Zuzę za ekscentryczkę i przychodząc do niej, starali się kopiować niektóre jej ciuchy. Rzeczywiście, Zuza ubierała się niezwykle dziwnie. W lecie potrafiła paradować w cienkich rajtkach i krótkich spodenkach. Zimą ubierała grube, ciemne rajtki i sukienkę poniżej kolan. Szokowała na każdym kroku.
Ponieważ było już lato, Anastazja zdecydowała się wreszcie na zielony podkoszulek, dżinsowe ogrodniczki do kolan i kabaretki wystające od kolan. Do tego czerwone balerinki, a w rękę czarna jak kabaretki torebeczka z naszywkami rockowych zespołów. Dziwnie, oryginalnie, ale jakże intrygująco! Dumna z siebie pośpieszyła na imprezę. Spóźniła się pół godziny, ale Zuza nie miała jej tego za złe, bowiem goście nadal jeszcze spływali do trzypokojowego mieszkania. Zuza miała szczęście. Kiedy zaczęła studia, szybko znalazła pracę, w wakacje wyjeżdżała za granicę do zbierania truskawek, a gdy ukończyła studia, otrzymała stały etat. Następnie za zgromadzone oszczędności, z niewielką pomocą rodziców i tajemniczego brata, o którym wspomniała może trzy razy, zakupiła na własność mieszkanko. Było dość duże, przestronne, ale tanio urządzone. Zuzie nie zostało wiele po zakupie. Zamiast sprzętów królowała tu przestrzeń. Jasne ściany, na parapetach cała oranżeria, gdzieniegdzie wysokie, potężne półki mieszące najróżniejsze drobiazgi. U Zuzy każdy czuł się dobrze i jak w domu.
- Nastka! – zawołała radośnie Zuza, natychmiast rzucając się Anastazji w ramiona. Jej delikatne dłonie pobrzękujące pierścionkami zacisnęły jak kajdany na bladych przegubach Anastazji. Pociągnęła ją na środek i ściszywszy muzykę, zaczęła mówić. To już był zwyczaj. Gdy większość gości była już na imprezie, Zuza przedstawiała towarzystwu wszystkich naokoło. Każdy spóźniony, tak samo, jak każdy punktualny, był wywlekany na środek i dokładnie opisany przez Zuzę. Robiła to żartobliwie, z wyczuciem. Nikt się nie obrażał. Chodziło o wytworzenie większej zażyłości między gośćmi. Zuza wyznawała rodzinną atmosferę przy zabawie. Rodzinę i przyjaźń.
- Kochani, to jest Nasteczka! Ach, to znaczy Anastazja. Ciągle ją tak, biedaczkę, nazywam. Ale chyba się przyzwyczaiłaś, co, kochana?
- Tak, tak – zaśmiała się lekko Anastazja. Przy Zuzie nic jej się nie mogło stać. Z zaciekawieniem zerknęła na twarze otaczających ją ludzi. Weseli, zaciekawieni nią, intrygujący. Poubierani jak na bal maskowy, ale ze smakiem. Żadnego lustrowania okiem prokuratora, spokój i szacunek. Aż dziw w dzisiejszym świecie. To była kolejna rzecz, którą Anastazja uwielbiała w specyfice tych Zuzowych imprez.
Nagle wzrok Anastazji zatrzymał się na mężczyźnie stojącym na samym końcu pokoju. W pierwszej chwili wydał się jej znajomy, jednak już kilka sekund wystarczyło, aby go zupełnie poznała. Ale to było takie dziwne! Mężczyzna miał znajome niebieskie oczy, a brązowe włosy zupełnie krótkie. Ubrany był w dżinsy i czerwony podkoszulek, podczas gdy dawniej nosił się raczej w stylu harley’ owca. Zbladła, ale zaraz się opanowała. Odwróciła wzrok, razem z Zuzą wyszła ze środka, poczekała, aż przyjaciółka pogłośni muzykę i szybko zadała jej ważne pytanie.
- Kto to jest?
- Kto? – spytała Zuza, wyciągając szyję w kierunku, w którym ukradkowo patrzyła Anastazja.
- Nie patrz, będzie wiedział, że to ja pytam! – zlękła się Anastazja i obciągnęła nerwowo ogrodniczki.
- Chodzi ci o tego… - zaśmiała się Zuza i ukradkiem wskazała faceta, który nadal tam stał z niewzruszoną miną. Udawał, że przygląda się jakiejś dziewczynie.
- Tak, o tego.
- A co, wpadł ci w oko? – spytała zadowolona Zuza, najwyraźniej powstrzymując się od śmiechu.
- Ależ skąd – skłamała natychmiast Anastazja. Ale co innego może powiedzieć? Ma powiedzieć, że to był kiedyś jej narzeczony?
- Chodź, poznam cię z nim. Dobrze go znam.
Zuza jest nieubłagana. Zacisnęła te swoje drobne, ale mocne ręce na rękach Anastazji. Ciągnęła ją jak bydło na sprzedaż w kierunku faceta. Anastazja próbowała się bronić, ukradkiem próbowała się jej wyrwać, ale wszystko było na nic. Po czterech latach musiała znowu otwierać swoje rany. Była pewna, że już jej nie kocha. Przestał ją pewnie kochać z tamtym feralnym dniem. Tak, to pewne. Przywitają się uprzejmie, jak przyjaciele. Tak będzie.
Wreszcie, po chwili, która wydała się wiecznością, podeszły do byłego.
- Wojtuś, pewnie nie znasz jeszcze Nastuli? Sorki, ciągle zapominam. To Anastazja.
- My się znamy – odpowiedział uprzejmie Wojtek, ale Zuza zauważyła w nim dziwną oschłość. Zazwyczaj był bardziej otwarty.
- Tak, on ma rację, Zuza. Mówiłam ci, wariatko! – zawarczała zdenerwowana Anastazja.
- Oj, przepraszam. Nie wiedziałam, że znasz mojego brata – zaśmiała się nerwowo Zuza.
- Brata? – spytała Anastazja, nagle bardzo blada.
- A tak, nie wiedziałaś? Chyba ci wspominałam, że będzie tu mój brat, prawda? Ach, ty pewnie nie wiedziałaś, bo nie podałam ci nazwiska. On ma inne, bo jest moim bratem przyrodnim! – wytłumaczyła Zuza. – No, ale skoro się znacie, to może sobie chwilkę pogadacie… Wojtuś wydaje mi się ostatnio bardzo samotny – dodała jeszcze Zuza posyłając obojgu zawadiacki uśmieszek i odeszła do grupki innych osób. Jest dobrą gospodynią, kontroluje przebieg zabawy i nastroje gości.
Wojtek popatrzył na nią zimnym wzrokiem, ale zachował wszystkie zasady dobrego wychowania. Siedli na krzesłach i przez chwilę milczeli. Wreszcie to Wojtek rozpoczął rozmowę.
- Pewnie niedawno wróciłaś z Kostaryki, co? – spytał, teraz już milszym tonem.
- Nnie… - mruknęła Anastazja.
- Ach tak – rzekł, niepewny jej cichej odpowiedzi.
- Co ty tu robisz? – spytała wreszcie, nie mogąc się już powstrzymać.
- Wróciłem z powrotem do Polski. Nie mogłaś wiedzieć, że wyjechałem, bo przecież byłaś gdzie indziej… - przygryzł wargę. – Byłem w Austrii i w Niemczech. Mam firmę, która rozwija się w obu krajach. W Polsce nic nie wychodziło – rozgoryczony, zapalił papierosa. Nie skomentowała tego ani słowem.
- Tak, pamiętam – odpowiedziała grzecznie, gotowa go słuchać.
- Ale teraz, kiedy firma ma poparcie zagraniczne, wszystko pójdzie lepiej. Główny punkt przenoszę do Polski, tu będzie siedziba. Zamierzam tam jeździć od czasu do czasu, do filii.
- Cieszę się, że ci wyszło.
- A tobie? – spytał z lekkim niepokojem. Za wszelką cenę starał się ukrywać swoją troskę, ale nie bardzo mu to wychodziło.
- Mnie się nic nie udało z dawnych planów – westchnęła i wzruszyła ramionami. – No, nic, muszę już iść… - podniosła się z krzesła.
- Tak szybko? Dopiero przyszłaś… Zuzie będzie przykro – rzekł, udając, że zależy mu tylko na dobrze siostry.
- Nie wiedziałam, że ona jest twoją siostrą… - rzuciła oskarżycielsko.
- Długo się znacie? – spytał, zmieniając zwinnie temat.
- Trzy lata.
- Niejednokrotnie mówiła mi o jakiejś Nastce… Nie skojarzyłem jej z tobą. Tamta była ponoć samotniczką… - zawiesił na niej wzrok.
- Bo taka jestem – warknęła.- Miło cię było znowu zobaczyć – mruknęła i podeszła do Zuzy.
Wyciągnęła do niej ręce, przytuliła mocno i bliska łez, zaczęła się tłumaczyć.
- Muszę iść, kochana. Wybacz mi…
- Jesteś pewna? O czym gadaliście? Wyglądasz jak cień!
- Nic mi nie jest – zapewniła Anastazja i wyszła z mieszkania.
Zegar wybił dwudziestą pierwszą dwadzieścia. Zuza zerknęła na niego, westchnęła i podeszła do brata.
- Na litość Boską, o czym wyście rozmawiali? Nigdy nie widziałam jej w takim stanie! Skąd wy się w ogóle znacie? – chciała natychmiast wiedzieć.
- Pamiętasz, jak cztery lata temu, zadzwoniłem do ciebie do Gdańska i powiedziałem, że niedługo się żenię?
- Pamiętam. A dwa miesiące potem mówiłeś, że dawnego już nie ma… Ale tamta dziewczyna cię tak zmieniła… Podobno była dobra i wesoła – przypominała sobie Zuza w zadumaniu. Nagle ściągnęła brwi i zmarszczyła czoło. – O rany, masz na myśli Nastulę? Moja Nastka?! – wykrzyknęła w przerażeniu.
- Tak – odparł cicho. – Kiedyś była bardzo wesoła, wszystkim pomagała. Znałem ją, kiedy była na studiach… Zmieniła mnie w dobrego człowieka. Kiedy skończyła studia, oświadczyłem się jej i od razu się zgodziła. Chyba mnie kochała… Po dwóch miesiącach dostała od wuja ofertę pracy w bibliotece na Kostaryce… Kiedy wróciła? Ponoć znacie się trzy lata! – wypomniał oskarżycielsko.
- Wojtuś… - Zuza załamała ręce, a z prawego oka spłynęła jej łza. Przecięła pewną kreską bladziutki policzek. – Ona nigdy nie wyjeżdżała!
- Jak to? – zdziwił się.
- A tak… Kiedy ją poznałam, rok po tym waszym cholernym rozstaniu… była taka krucha. Siedziała w szkolnej bibliotece blisko jej domu… Miałam tam krótką pracę jako sekretarka. Poznałam ją, ona polecała mi ciekawe książki… I zawsze była taka smutna.
- Chwila, to ona… Jak w tej chwili żyje? – spytał.
- Ubiera się ciągle na czarno, zasuwa zasłony w dzień i jest w mrocznym humorze. Rzadko się rozchmurza. Dzisiaj było inaczej… Udało mi się ją rano rozweselić przez telefon – Zuza spochmurniała. – To moja jedyna przyjaciółka. Próbuje mi pomagać, ja ją wspieram, chociaż kiedyś udawała, że nie chce. Unika ludzi, tylko ze mną chce rozmawiać, a tak, to tylko z tymi, z którymi musi.
- Mówiła ci coś kiedyś o… o nas?
- Nie. Kiedyś wspomniała tylko o pracy… Była załamana, bo uważała to za wielką życiową szansę. Ale okazało się, że etat przyznano komuś innemu. Nie zdążyła wyjechać, zmarnowała pieniądze na bilet… To wyglądało tak, jakby obnosiła żałobę po straconych marzeniach i nadziejach… A teraz… teraz nie wiem, co o tym sądzić.
- Po mnie na pewno nie – zgadł od razu jej myśli i zaprzeczył im.
- Skąd wiesz? To możliwe – zaprotestowała łagodnie Zuza. – Zawsze wydawała się taka zimna, a wcale taka nie jest. Ilekroć próbowałam ją z kimś swatać, uciekała, gdzie pieprz rośnie.
- Przytyła trochę – mruknął, usilnie pragnąć zmienić temat.
- A co, kiedyś była chuda? – spytała Zuza domyślnie i ścisnęła mocno jego rękę. Oddał uścisk.
- Miała niedowagę. Ciągle w ruchu, ciągle zapracowana.
- Teraz też tak jest, tyle, że nieco więcej czasu spędza w domu.
- No cóż, nie rozmawiajmy o starych dziejach – mruknął Wojtek. – To impreza. Bawmy się! Masz piwo, Zula?
- Naturlich – odparła ponuro i przyniosła mu butelkę. Łyknęła z niej sporą część, po czym podała bratu. Przedstawienie musiało się toczyć.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 18.05.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46543 | Użytkownicy: 3566
Online(33): 29 gości i 4 zarejestrowanych:
exother, Fał, pasieczny14, Maszard Namalowski