O tym, jak powstały kamienne mury cz.2

Jasność ogromnego słupa ognia odcinała się na tle panującej wokół ciemności. Nie pozostawało nic innego, niż pokornie podziwiać jego potęgę. Co innego można było robić? Nie da się przywrócić kształtu marnym resztkom konstrukcji. Nie ma ratunku i nie ma rozwiązania. Ludzie, którzy z nim przypłynęli, starali się ugasić pożar. Panowało ogóle zamieszanie, wrzawa i krzyk. Tylko Tsarianie stali w milczeniu. Pary głupio przypatrujących się oczu mieszkańców wyspy wydawały się lordowi tysiąc razy mądrzejsze od bezcelowych poczynań załogi. Teraz on, David Suno, stał się więźniem jednej z nic nieznaczących wysp, bezużytecznym Przybyszem zza Morza. Co więcej, stał bezczynnie i podziwiał piękny, żarzący się, jaskrawy ogień. Po czterech statkach pozostał wreszcie pył, krzyki ucichły, wszystko pogrążyło się w całkowitej ciemności. Wtedy Suno zauważył, że nie jest sam. Tashi stała obok i tak jak on, przyglądała się wszystkiemu. - Spóźniłam się, Przybyszu zza Morza - powiedziała, patrząc w dal. - Jeśli cię tu znajdą, zabiją nas wszystkich. Przyszłaś mi podziękować? Nie mam zamiaru umierać za ciebie. - Za co mam ci dziękować? - spytała, śmiejąc się pogardliwie, głosem pełnym wyższości. Takiej samej, z jaką wypowiadał się jej mąż- Nie mam się gdzie podziać. Z twojego powodu straciłam wszystko, co miałam. - Przepraszam, faktycznie, miałaś piękne życie. Mogę liczyć na wybaczenie? - Nie martw się, nie szukają mnie. Ani ciebie, Przybyszu zza Morza. Jeśli myślisz, że zabiłeś Ojca Tessę, by mnie ratować i uciekłeś piętnastu żołnierzom najpotężniejszej armii, jaka istnieje, nawet nie wiesz w jakim jesteś błędzie. Oszukano cię dziś już drugi raz. Przyszłam tu, by cię ostrzec, ale spóźniłam się - Dlaczego to robisz? Dlaczego wróciłaś? - Jak już mówiłam, nie mam dokąd pójść. Liczę na twoją przychylność. Ja przyszłam wyjaśnić ci co się stało, więc będziesz miał u mnie dług. Opowiem ci wszystko, jeśli tylko zaprosisz mnie do swojego namiotu. David Suno bez słowa wprowadził dziewczynę do rozbitego obozu. Szli w milczeniu, nie patrząc nawet na siebie. Nie spodziewał się po biednej, nękanej przez męża Tashi takiej przebiegłości i wyższości. Nawet nie był pewien, co do jej zamiarów, dlatego cały czas pozostawał czujny. Kiedy dotarli na miejsce, Tashi zdziwiła się wielkością namiotu Suno oraz nowoczesnością znajdujących się wewnątrz przedmiotów i mebli. Wszystko tam było drewniane, skromne, ale zachowywało elegancję i dobry smak. - Kiedy tylko wyprowadzono cię z Palationu, Ojciec Tessa wydał będącym przy nas żołnierzom rozkaz, aby spalili wasze statki - zaczęła opowiadać od razu, bez zbytniego wstępu. Spacerowała przy tym po wnętrzu namiotu, przyglądając się meblom. - Dlaczego to zrobił? Byliśmy ratunkiem dla niego i dla całej wyspy. Byliśmy nadzieją, Tashi. Jeśli nikt nie przypłynie za nami, umrzemy wszyscy. - Wyspa Tsari była odcięta od świata, ale świat zaczął się o nią upominać. Wiedzieliśmy, że kiedyś tak się stanie. Po to właśnie była nam potrzebna armia. Każdy chłopiec tutaj ćwiczy walkę od piątego roku życia. Wy jesteście nowym światem i zapowiedzią złego. Gdybyśmy popłynęli z wami, musielibyśmy poddać się królowi Grankaasar. Może Tessa wydaje wam się schorowanym starcem, ale to uparty, silny człowiek pragnący wyłącznie władzy. Woli oddać wyspę na pastwę morza niż zamorskich królów. Wracając do mojej opowieści, piętnastu żołnierzy armii Wyspy Tsari, którzy byli z nami, poszli podpalić wasze statki. Przyznaj sam, że spisali się świetnie. Statki znajdowały się kilka metrów od pełnego twoich ludzi obozu, a oni wykonali zadanie niezauważeni. Was było mniej więcej dwustu, ich piętnastu. - Kto więc został z tobą i twoim mężem? - Ogłuszono mnie i zastąpiono żołnierzy służącymi ubranymi w zbroje. Zauważyłam to dopiero, kiedy rzucili się w pogoń za tobą. Nasi żołnierze mają wypalony na lewej skroni symbol wyzwolenia, którego służący nie posiadali. Dlatego byłeś w stanie im uciec. - Dlaczego miałbym ci wierzyć? Ojciec Tessa potrzebował ochrony. Miałby zastąpić wojsko przypadkowymi służącymi? - Wcale nie potrzebował ochrony. Nie spodziewał się znikąd ataku, z kolei wy mieliście być zajęci pożarem. To ja miałam myśleć, że pilnują mnie żołnierze i nie dam rady uciec, Przybyszu zza Morza. - Nie noszę tego tytułu, Tashi. Jestem David Suno, namiestnik... - Tak? - przerwała dziewczyna – A mnie powinieneś nazywać Świętą Matką Tashi, władczynią Wyspy Tsari. Jeśli Ojciec Tessa twierdził, że nie ma tu królów, miał rację tylko w kwestii nazewnictwa. - Po wydarzeniach jakie miały miejsce jeszcze dziś, śmiem wątpić w twoją potęgę, Matko Tashi. - Suno ucieszył się, mając pretekst do naśladowania jej tonu. - Nienawidzę tego człowieka. Nie zabiłeś go, Suno. On żyje- szepnęła, jakby bała się, że ktoś ją usłyszy. Może starała się być władcza, może naprawdę chciała posłuchu wśród ludzi, ale po części wciąż pozostawała małą dziewczynką, z której Suno mógłby drwić. Mógłby, gdyby nie dostrzegł blizn szpecących jej twarz, gdyby mimo to nie uważał jej za piękną. W głębi serca nie znosił pięknych ludzi. Mogli być pięknie dobrzy lub pięknie źli. Mieli wybór i przyzwolenie na wszystko, co robili. Wolno im było pięknie żyć i tak samo umierać. Nawet cierpienie nie odbierało im tego przywileju, tego niesamowitego majestatu. Po chwili przemyśleń, Suno posądził Tashi o niezdrowy pociąg do władzy, dla którego poślubiła potwornego Tessę. Nie znał jednak prawdy, nie słyszał wszystkich obietnic pochodzących z jego ust, które straciły ważność w momencie, kiedy w noc poślubną związał Tashi i zaciągnął na dziedziniec Palationu. Wtedy jeszcze wierzyła w Prawdziwego Boga, Zbawcę Niewolników. Patrzyła w niebo, ale miała wrażenie, że spada jej ono na głowę. Starała się słuchać śpiewu ptaków, ale ten stał się krzykiem. Jej własnym. - Jeśli przyjmą cię dziś, do któregoś z namiotów, możesz zostać w obozie - powiedział David. Tashi obdarzyła go spojrzeniem wyrażającym nieme podziękowanie. Ojciec Tessa przechadzał się po rozległych komnatach Palationu. Płomienie, które obserwował z okna dawno już zgasły. Skupienie się na własnych myślach utrudniał mu tylko przeszywający ból pod lewym żebrem, rana, którą pozostawiła wycelowana w niego strzała. Jak można było tak wybitnie nie trafić? Ktokolwiek to zrobił, musiał być bardzo wystraszony, zdezorientowany. Mężczyzna wszedł właśnie do sali sypialnej żony. Kobieta nie przebywała zbyt często w tym pomieszczeniu, a mimo to wydawało się ono przerażone i zdziwione jej brakiem. Dokładnie to samo czuł w tym momencie Ojciec Tessa. Kiedyś lubił Tashi. To było jeszcze zanim się pobrali. Przedstawiono mu ją i opowiadano, że kiedyś wezmą ślub, że razem będą władać wyspą i jednocześnie służyć Prawdziwemu Bogu tak, jak wtedy robiła to jego matka. Tashi kojarzyła mu się właśnie z pokorą i chwałą ku czci Prawdziwego Boga, a więc była idealną towarzyszką życia. Służenie Władcy Nieba Tessa uważał za swój jedyny i niepodważalny obowiązek. Wszystko zmieniło się, kiedy wyszło na jaw, że oczekuje się od nich potomka i stworzenia na Wyspie potężniej dynastii. Prawdziwy z kolei nakazywał duchownym celibat i Jego właśnie Ojciec zamierzał słuchać. Tashi niejednokrotnie próbowała oczarować go swoimi wdziękami i powtarzała, że da mu syna. Wtedy wiedział, że jego żona była uosobieniem zła. Kiedy jest się młodym, czuje się strach przed Wysłannikiem Piekieł, przed jego strasznym, szkaradnym obliczem. Kiedy już się dorasta, ta obawa powoli mija, a my czujemy się najmądrzejsi. Zapominamy, że zło dojrzewa razem z nami i uczy się zmieniać twarze. Potrafi udawać piękno, zachowuje się jak dobro, kusi urodą młodych żon. Tylko Prawdziwy Bóg może pomóc w rozróżnieniu dobra i zła. Ojciec Tessa przypomniał sobie o męczennikach, umartwiających swoje grzeszne ciała. Zabrał więc Tashi na dziedziniec Palationu. Czuł, że nienawidzi jej najbardziej spośród wszystkich rzeczy na świecie. Bicz pozostawiał na jej ciele okropne blizny. Miał nadzieje, że dzięki nim poczuje wstręt do kobiety, ale nigdy tak się nie stało. Dlatego szukał pretekstu, by zrobić to raz jeszcze. Nigdy jednak jej nie dotknął. Wiedział, że się bała, ale w końcu zawsze mogła uciec. Tylko o tym nie wiedziała. Ojciec Tessa dotknął ściany znajdującej się tuż za łóżkiem Tashi. Wyjście. „Najciemniej jest zawsze pod latarnią.” Gdy pierwsi osadnicy przybyli na Wyspę Tsari, ta okazała się pełna kamiennych zabudowań, wież, domów. Dawni mieszkańcy musieli wiedzieć o zmianie klimatu i nadchodzącym zagrożeniu. Na pewno opuścili ją pośpiesznie właśnie z tego powodu. Dla uciekających w popłochu niewolników okazała się jednak upragnioną ostoją, gwarancją niezależności od zamorskich władców. Istniała tylko jedna informacja, o której głośno nie mówiono, jedno zdanie dostępne tylko dla wybranych uszu. Tsari nie była wyspą. Tylna ściana Palationu, ta za łóżkiem Tashi, przedzielała terytorium zbiegłych niewolników od obszaru należącego do dzikich plemion, znajdującego się na stałym lądzie. Dzieliła ich tylko długa mierzeja, dwie cieśniny, niewielka równina i ogromnych rozmiarów, potężna, kamienna ściana świątyni. Dlatego nie potrzeba im było ofert Przybyszów zza Morza i poświęcania armii na mało ważnych wojnach. W razie potrzeby ta armia przeprowadzi ludzi w bezpieczne miejsce, pomoże w znalezieniu i zdobyciu terenu, którym będzie można władać. Tymczasem lepiej nie ryzykować ewentualnej utraty władzy i zostać na „odosobnionej wyspie”. Jedno było pewne – trzeba było zadbać, by wysłannicy z Grankaasar nie mogli wrócić i sprowadzić większej liczby zamorskich gości. Na wszelki wypadek Ojciec Tessa wysłał do ich obozu kilku żołnierzy, by obserwowali ich reakcję na pożar. W miarę upływu czasu ludzie lorda Suno zaczęli powoli godzić się z zaistniałą sytuacją. Wielu z nich znalazło zatrudnienie przy połowie ryb. Niektórzy nawet jego śladem sprowadzali do obozu tsariańskie kobiety. Ich niewielki teren zaczął tętnić życiem, ale Suno wciąż wypatrywał statków z Grankaasar. Co wieczór stał na zgliszczach zostawionych przez ogień i patrzył w stronę morza. Był świetnym wojownikiem, niczego się nie bał. Często powtarzał sobie :”Gdziekolwiek się znajdziesz, drzwi będą dla ciebie zawsze otwarte”. I były, dopóki nie zamknęły się za jego plecami, odcinając drogę powrotną. - Widziałam ich!- usłyszał za sobą znajomy głos Tashi - Widziałam ubranych w skórzane stroje typowe dla mieszkańców obozu. Każdy z nich nad lewą skronią miał wypalony symbol wyzwolenia. - Jesteś pewna? - zapytał, łapiąc ją za ramiona. Miała szeroko otwarte oczy i drżące dłonie. - Przyjdą po nas. - Wydawało ci się - powiedział to tak, jak tłumaczy się małym dzieciom, że ich niepokój jest tylko wynikiem gry wyobraźni. - Zabiją nas. - ...ale najpierw będziemy się bronić - stwierdził Suno w nagłym olśnieniu. - Twoja armia to nie jest armia. Garstka ludzi idących na śmierć. Przegraliśmy bitwę jeszcze zanim się zaczęła. - Nie chodzi o to, żeby wygrać, ale o to, żeby przeżyć. Schowamy się i przeczekamy zanim przypłyną ludzie z Grankaasar. Widzisz tę wieżę? - wskazał skromną, wysoką budowlę o grubych murach, z jednym tylko oknem na szczycie - U nas używa się podobnych, by wypatrzeć niebezpieczeństwo i ostrzec innych. Jeśli zauważysz coś niepokojącego, wejdź tam i zagraj na bębnie. Jest umieszczony na najwyższym poziomie. Wtedy wszyscy mieszkańcy obozu usłyszą ten dźwięk i przyjdą tutaj walczyć o twoje życie, Tashi. Ja będę wiedział, że tam jesteś, więc przyjdę po ciebie. - Jeśli statki przypłyną po nas, chcesz odpłynąć ze mną?- zapytała, choć nie wierzyła w żadną pomoc zza morza. Powiedziała te słowa, jakby chciała okłamać sama siebie i zaufać własnemu kłamstwu. Prawda nigdy nie może być wystarczająco obiecująca, by można było opierać na niej nadzieję. - Tak chciałem zrobić. - Dlaczego? - Wciąż o to pytasz. Zrobiłem w życiu wiele złego. Wiem, że pójdę do piekła, ale piekło jest zbyt niebezpieczne, by chodzić tam samemu, dlatego wybrałem ciebie, żebyś poszła ze mną - zaśmiał się krótko po czym natychmiast wyraźnie się zasmucił - Poza tym, myślę, że wszystko się uda. Sądzę, że tylko ci się wydawało. Na pewno tylko ci się wydawało. Tym sposobem obawa Tashi weszła do grona tych, którym nie wierzy się z niezdrowego optymizmu. Większość lęków ma jednak niezwykłe tendencje do sprawdzania się. Naprawdę niezwykłe. CDN.



Płeć: kobieta
Ocena: 3
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 16.07.2015r.

1     

Terila Redaktor 22 07 2015 (15:23:39)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Witaj, nic,
pozwól, że zacznę od nudnych przecinków.

Ludzie, którzy z nim przypłynęli [,] starali się ugasić pożar
- mamy tu przypadek wtrącenia, które zawsze oddziela się przecinkiem. Zwróć uwagę na wtrącenia, dopowiedzenia, które stosujesz w tekstach, ponieważ przeważnie - o ile nie za każdym razem - rozdziela się je przecinkiem.

- powiedziała [,] patrząc w dal.
- postawiłaś obok siebie dwa czasowniki - w tym jeden kończący się na "ąc" - które zawsze rozdzielamy przecinkiem. Przykład: śmiał się, turlając po podłodze.

uciekłeś piętnastu żołnierzom najpotężniejszej armii [,] jaka istnieje, nawet nie wiesz w jakim jesteś błędzie.
- tu również można postawić przecinek, by podkreślić wtrącenie i znaczenie potęgi armii.

zaśmiał się krótko [,] po czym natychmiast wyraźnie się zasmucił
- ajjajaj, przed "po czym" musi być przecinek.

Polecam Ci zapoznać się również z zasadami stawiania przecinków przed "co, a". Wystarczy, jak wpiszesz w Google "przecinek przed co". No i analogicznie do poznanych zasad postaraj się je stosować już w praktyce.

Momentami popełniasz jeszcze błędy w konstrukcji dialogów. Zasada jest prosta, jeśli komentujesz wypowiedź bohatera jego działaniem, to wypowiedź bohatera kończy kropka, a zdanie komentujące jego wypowiedź zaczynamy z dużej litery. Jeśli komentujesz wypowiedź słowami "powiedział, szepnął, wykrzyczał itd.", to ta kropka:
- Spóźniłam się, Przybyszu zza Morza. - powiedziała, patrząc w dal.
- powinna zniknąć.

przeczekamy czas zanim przypłyną ludzie z Grankaasar.
- zbędne.

Jeśli statki przyjadą po nas
- przypłyną.

Tak chciałem zrobić
- a gdzie kropka na końcu zdania?

Co do historii i pomysłu, podoba mi się. Lubię takie klimaty - miło się w nich rozgaszczam. Masz fajne pomysły, np. z wyspą, która wcale nie jest wyspą. Kreślisz w tym opowiadaniu sytuację polityczną, cechy geograficzne czy nawet zjawiska kulturowe, religijne. Jestem bardzo za.
Przyjemny odbiór Twojego tekstu zakłóca niestety pośpiech. Lubię elementy zaskoczenia i spisku, które wprowadzasz, ale nie można na nich budować rytm opowiadania - znaczy można, bo w gruncie rzeczy to wszystko można, lecz w przypadku tego tekstu i tego świata pośpiech sprowadza całość do formy streszczenia fabuły. Z każdym kolejnym rozdziałem ujawnia się akcja, ale nie rozwija wartość literacka. Twoim celem na pewno nie było pisanie streszczenia, czyż nie?

Inaczej pojawiają się tego typu zgrzyty:
Tashi stała obok i, tak jak on, przyglądała się wszystkiemu.
- jakim cudem zdołała przybiec tak prędko, skoro uprzednio była bita na dziedzińcu? Nierealne, a jeśli realne - udowodnij, proszę. ;)

Jak Ci tu pomóc? Jedyne co mogę doradzić, to dłuższe obcowanie ze swoim tekstem, poświęcenie mu więcej uwagi albo całej swojej uwagi, poprawa koncentracji i skupienia. Jeżeli poświęcamy czemuś całą swoja uwagę, owoce naszej pracy są większe, choć wiąże się to z naturalnie przychodzącym zmęczeniem.

Pozdrawiam skromnie.

nic Użytkownik wpmt 05 08 2015 (10:18:04)
Witaj, Terila,
dziękuję za sprawdzenie mojego tekstu. Twoja wypowiedź ma bardzo przyjazny ton. Służysz radą jak dobra przyjaciółka, przez co nie czuję się "jakaś gorsza" i nie żałuję, że zamieściłam tu tekst. Oprócz tego, że podkreślasz co jest nie tak, to jeszcze wyjaśniasz jak to poprawić. To jest świetne, dzięki!
Co do tego
akim cudem zdołała przybiec tak prędko, skoro uprzednio była bita na dziedzińcu? Nierealne, a jeśli realne - udowodnij, proszę. ;)

to chciałabym się wytłumaczyć :) W poprzednim fragmencie zostawiliśmy Tashi na dziedzińcu Palationu trochę oszołomioną całym zdarzeniem. Ojciec Tessa został trafiony strzałą, żołnierze są podstawieni. To idealna okazja do ucieczki, ale trzeba uciekać natychmiast i bez zastanowienia. Obóz jest jedynym miejscem, w którym może być w miarę bezpieczna. Następna scena to gaszenie pożaru czterech dość dużych statków, które na pewno trwa sporo czasu. Dokładnie tyle, ile potrzeba na dojście z Palationu do obozu. Nie zaznaczyłam tego w tekście, bo chciałam, żeby jej pojawienie się było niespodziewane i, żeby całej reszty czytelnik się domyślił. Gdybym o tym napisała, musiałabym już wcześniej wyjaśnić, że żołnierze są nieprawdziwi, a to miało wyjść na jaw dopiero w rozmowie Tashi i Suno.

Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam.

Terila Redaktor 05 08 2015 (23:04:55)
Jej, ale mnie zaskoczyłaś. Oceniłaś mój sposób oceniania. Dziękuję za miłe słowa!

Co do sytuacji tłumaczonej, rozumiem Twoje tłumaczenie. Ma to sens, lecz przez pośpiech przedstawianych zdarzeń odniosłam wrażenie, że to wszystko zbyt szybko nastąpiło, a opis zdarzeń na dziedzińcu sprawił, że Tashi wydała mi się czuć gorzej niż gdyby miało to być tylko oszołomienie. Muszę się temu przyjrzeć jeszcze raz...


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(28): 28 gości i 0 zarejestrowanych: