Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Dawied
Imię: Dawid
Skąd: Ślepa wiara nie wiadomo w co
O sobie: Skończyła się zabawa!
Napisanych prac:
- wiersze: 131
- recenzje: 3
- wywiady: 3
- proza: 81

Średnia ocen: 5.1
Użytkownik uzyskał: 681 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Brązowy" 22.01.2012
"Wymyśliłam się" 31.12.2011
"Kłamca cz. 6" 04.01.2010
"Kłamca cz. 5" 03.01.2010
"Wieczne miasto odc.5" 19.08.2009

Inne prace tego autora:
"Rezerwat świadomości" 28.04.2010
"Wieczne miasto odc.3" 11.08.2009
"Uwierzcie cz.4" 13.04.2009
"Listy " 21.12.2008
"40 mln dobrych uczynków..." 12.01.2012

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Nudne opowiadanie o końcu świata

Dzień zaczął się tak jak zwykle. Żadnych nowości, zero powiewu świeżości. Obudzili go o szóstej trzydzieści, żeby znów nie zdążył się rozbudzić i umyć zębów. Wciągnął przepoconą koszulę na siebie, zarzucił plecak na ramię i ledwo patrząc na oczy wyszedł z domu. Dziś jechał sam, reszta rodziny miała wolne. Otworzył samochód, ale zdał sobie sprawę, że musi się wysikać. Podszedł za ganek domu i jakby na złość wiatr wiał w zła stronę i się olał. Cóż, zdarza się. Silnik cienkiego zarzęził nie przyjemnie i zerwał się do przodu. Ojciec mówił, żeby nie jeździł po kablu i cofał, ale on miał dziś to w dupie, cztery godziny snu to za mało, żeby z samego rana jeździć do tyłu.
Znów kościół po drodze, znów dziurawa droga, znów tory leniwie ciągnące się po prawej stronie, znów stawy i rybacy, a potem zakręt i miejsce kochanej pracy. Nikogo jeszcze nie było, Ci nadgorliwi mieli urlop, więc nie był specjalnie zdziwiony.
I - diotów nie ma, to może jakoś ten dzień minie - myślał, idąc z niewielkiego parkingu z tyłu szop.
Otworzył wiatę i wypił butelkę wody gazowanej od przechylenia. Po nocy zawsze chciało mu się pić. Drzwi domu się otwarły i szef wciąż zaspany, wyszedł na dwór albo jak to mawiają na południu naszego pięknego kraju, na pole.
- Cześć, pojedziesz swoim na wycinkę? – zapytał.
- Nie ma mowy, hamulca nie ma, za mało mi płacisz i jeszcze wkurzasz ucho – pomyślał sobie, ale jedynie pokręcił głową, zrobił zrezygnowaną minę i rzekł – dobra.
- Poczekaj na panią Natalię, a i zatankuj sobie od razu. - rzucił na odchodne i poszedł do szopy.
Siadł sobie na krawężniku, kostki szef nie zdążył oczywiście położyć i z ponurą miną czekał na ekipę. Przyjechał Andrzej, Ola, Łukasz i jacyś tam jeszcze pracownicy, których miał całkiem w nosie. Natalia, z córka w jego wieku przyjechała ostatnia, oczywiście zresztą ekipy przywitał się serdecznie z uśmiechem na twarzy, bo co miał innego zrobić. O Natalii nie mówiono zbyt dobrze w firmie, ale jego to nie obchodziło, nie zaszła mu jeszcze specjalnie za skórę, a Magda jej córka, nawet mu się podobała.
- Cześć.
- Cześć, koszulki już wziąłem, pojedziemy moim – powiedział i uśmiechnął się w nawyku, którego jeszcze nie wyplenił.
Przejechali koło trzydziestu kilometrów, bo tankować nie pojechał.
- W dupie mam twoją łaskę – pomyślał i dał prosto.
Reszta ekipy od wycinek z partnerskiej firmy już czekała. Ciężarówki gotowe, piły przygotowane, rębak do busa zapięty.
- Niech pan, panie Janku zobaczy, ile dziewczyn panu przysłali – zażartował jeden z robotników.
- O bo już się stęskniłem, myślałem, że mnie zdradzacie tam – siwy dziadek pociesznie się uśmiechnął i jakoś lepiej mu było.
Natalia z Magdą zajęły miejsca w busie, jego odsyłając do starego Opla, którym jeździła zakała firmy. Nie podobało mu się to, ale cóż poradzić. Poszedł bez słowa na swoje miejsce. W aucie pasów zapiąć się nie dało, więc trzymał je, ale zasnął szybko i na nic się to zdało. Policja ich nie zatrzymała na szczęście, bądź pech, jak kto woli i dojechali na największy wypizdów jaki widział w swoim krótkim istnieniu. Usuwali drzewa przy drodze. Pilarz obala, a on zresztą ekipy odciągał gałęzi do rowów, czasami kierował ruchem. Bez słowa, bez dziwnych przypadków, które by ożywiły ten nudny, pochmurny dzień dotarli do śniadania, właściwie już wcześniej zaburczało mu w brzuchu więc mając w nosie zasady zjadł kanapkę.
- Teraz pójdziecie do rębaka, a my będziemy dalej ciąć – rzekł brygadzista i dodał kierując do niego słowa – weźmiesz piłę i będziesz tam przecinał im gałęzie, masz kurs to wiesz co i jak.
- Nie ma sprawy – odpowiedział pokornie, choć wcale mu się to nie podobało.
I ciął, szarpał gałęzie, przegarniał wióry i jak zwykle miał w nawyku słuchał bez szemrania poleceń:
- Weź tutaj to przetnij, przestaw rurę, weź łopatę, pozamiataj.
- Sama se zrób – pomyślał i nie dodał na głos – co ja służący jakiś czy coś.
- Chodź, idziemy na kawę – zakomenderowała Natalia – co ja jakiś robot jestem, żeby cały czas robić?
- Nie ma przerw w pracy – zażartował ironicznie, żałując że i tego nawyku nie zostawił w innej parze spodni.
- Skończ, co ja jestem pojebana jakaś – rzuciła łopatą i ruszyła do pobliskiego domu.
Kobieta zaprosiła do siebie, bo odstąpili jej trochę opału, a on pociął i pomógł jej poznosić.
- Ale z ciebie miły chłopak, wesele ci za to wyszykuje.
- Ta, jasne – pomyślał, ale na głos nic nie wyrzekł, a jedynie uśmiechnął się pusto.
Wysłuchał jej opowieści nie specjalnie poruszony. Córka umarła na raka parę miesięcy wcześniej, zostawiając pod jej opieką dwoje wnuczków, studenta i przyszłą maturzystkę. Kobieta miała jeszcze matkę, którą się zajmowała i syna, który mieszkał kilkanaście kilometrów od niej i nie specjalnie jej pomagał. Zapaliła świeczki w oczach o tym mówiąc, ale on nie chciał myśleć o jej tragedii. Co by dał jego żal?Chciała iść po ciastka, ale ją powstrzymali, mimo tego, że każdy ochotę miał. On siedział cicho, rzadko się odzywał. Po prostu nie miał nic do dodania. Nie smakowała mu kawa, a jak na złość przesłodził ją sobie. Okazywał swoją niechęć do udawanego żalu jedynie uśmiechem i milczeniem. Czuł, że wygląda jak przymuł, niemowa i buc, ale milczał dalej.
Pożegnali się i wrócili do pracy. Otrzymał jeszcze kilka pochwał pod swoim adresem i jedynie nie podobały mu się te spojrzenia. Westchnął i mocnym szarpnięciem odpalił spalinówkę.
- Co Ty jesteś dziś taki zamyślony – zapytała Magda i dodała – Co? Pewnie wciąż myślisz o tej z wesela – zaśmiała się.
- No co Ty – uśmiechnął się maskując zakłopotanie – Wyznałem jej już miłość, to po co mi ona, pff mało to dziewczyn, o których muszę myśleć?
- Ha ha – zaśmiała się życzliwie i dodała – ale wiesz, jak teraz już wyznałeś miłość, to drugi etap.
- Jaki?
- Łóżko.
- O kurcze nie pomyślałem, nie no w takim razie to dziś do niej jadę – zaśmiał się życzliwie
- Tylko nie owijaj w bawełnę – poklepała go po ramieniu.
Sprawiały mu radość takie głupie rozmowy. Nabijał się z siebie i pozwalał czynić to innym, oczywiście do pewnej granicy.
Zjechali wcześnie, a on jak zwykle całą drogę marudził na szefa. Znów wypominał mu obcięcie pensji, znów wypominał błędy, znów czepiał się jego gadki i znów klął jak szewc (lubił tą książkę) wymyślając jego stosunek do pracowników. Eh droga – ta sama, pogoda – ta sama, dzień – ten sam. Minęli po drodze wypadek i co z tego? Na bazie, szef kazał jechać na ogródek. Jechali wolno, przepisowo – stawka na godzinę, auto niesprawne, no i za mandat szef nie zapłaci. Na miejscu taczka rozwalona, szpadli brak i trajkotka wciąż krzycząca:
- Weź miotłę, bo szef przyjedzie, zobaczy, że nic nie robisz i cie opieprzy.
- Jeszcze jedno głupie słowo, a się pożegnamy – powiedział i stanął podpierając się szpadlem, który dziwnym trafem pracownica zamieniła na grabie.
- Ziemia! - krzyknęła pani grabie.
Robił swoje, nie przejmował się krzykami i tylko rytmicznie, na bieżąco, machał szpadlem. Miał głęboko gdzieś ten śmieszny nagły pośpiech. Szefowi też nie miał zamiaru się przypodobać, brał kasę i uczciwie za nią pracował.
- A reszta niech robi co chce – powtarzał sobie w myślach, gdy złość zaczynała kipieć.
Przyszła piąta, a oni zaczynali się pakować. Rzucił nerwowo szpadlem.
- O co Ci chodzi? - zapytała babka od grabi.
- O te czterdzieści minut z mojego życiorysu zmarnowane w tym syfie – burknął i wsiadł na pakę, dla takich jak on miejsca w szoferce nie było.
Znów wypakowywał narzędzia, z których nie korzystał, znów otrzymał parę słów nagany za brak pośpiechu i znów nic nie odpowiedział.
W domu nie czekał na niego obiad, ani kawa, nie było też godzinki na oddech po całym dniu pracy.
- Nie zdążyłam nic uszykować, zrób sobie kawy i weź coś z lodówki i idziemy za chwilę gnój wyrzucić, przywieźć kukurydze... - dalej nie słuchał tyraliery słów, które mało go interesowały.
Wstawił sobie wodę i poszedł do swojego pokoju. Zgonił brata z kompa, zamknął drzwi i włączył jedną z tych popularnych ostatnio stron porno. Nie miał specjalnie wyrzutów sumienie, nie tak daleko przed spowiedzią. Parę minut i kończył w ubikacji, od dawna miał wątpliwości czy masturbacja nie stała się jego uzależnieniem, ale nie bardzo go to obchodziło.
Praca nie przeszkadzała mu. Pot lał się z pleców, a on uśmiechnięty opowiadał rodzicom o dniówce. Normalnie, jak zawsze, bez żadnych ekscesów.
Wieczorem mama zrobiła dobrą kolację, a on gadał przez gg z swoimi koleżankami. Jedna go obrażała, druga słodziła podle, a trzecia była ciągle zirytowana jego postawą. Zeszło mu tak do pierwszej. Pożegnał się z nimi ciepło, życzył wszystkiego naj na noc i mówił:
- Do jutra.
Rankiem przyjechała do domu karetka, ale już go nie odratowała. Popełnił samobójstwo, otruł się. Koniec świata nastąpił.



Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 23.08.2009r.

1     

Sofie 31 08 2009 (20:19:48)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Weszłam na WPMT po to, żeby sobie ściągnąć kilka prac użytkowników, zanalizować je i napisać porządny komentarz. Na wczasach. I co mądra Kamila zrobiła? Poprawnie skopiowała na pen- drive’a tylko opowiadanie Dawieda, bo było jako pierwsze, a resztę, niczego nie świadoma, zapisała na pulpicie (no bo przecież kolejne powinny zapisywać się na F.). Toż to spisek! Ale wróćmy do tego, co tu zrobić powinnam. Opowiadanie niesamowicie płynne, ciepłe wręcz. Raz Ci zabrakło przecinka, raz z przyzwyczajenia zapewne, napisałeś z resztą razem (A on, zresztą ekipy…) a raz pomyliłeś osoby- z pierwszej na trzecią. No ale poza tym, cud miód i cytrynka. Mniam. Fabuła taka zwykła, dzienna. Nawet postanowiłam puścić swoją wyobraźnię dalej i zobaczyłam wieś, w której właśnie się znajduję. Zobaczyłam młodego, harującego jak wół człowieka, który mimo faktu, że mamy XXI wiek, musi tak ciężko zarabiać na życie. Bo bida. I, nie skarżąc się na nic ani na nikogo, robiąc w duszy wyrzuty przełożonemu, jeździ do tej swojej, słabo opłacalnej i nieprzyjemnej pracy. Wraca do domu, wszyscy w polu, siostra krowę doi, a on, wykończony, robi sobie herbatę i zasiada przed komputerem. Nie wiedzieć czemu, przy fragmencie Parę minut i kończył w ubikacji, od dawna miał wątpliwości czy masturbacja nie stała się jego uzależnieniem” dziwnie naszła mnie myśl, że ów młodzieniec… wymiotuje, no ale mniejsza z tym. Ale tak szczerze mówiąc, początek był mistrzostwem. Wprowadzenie w ową atmosferę złości i irytacji. W pewnym momencie się zgubiłam. Kurcze, takie zakończenie trochę mnie wręcz z początku rozpiekliło- był wierzącym i przed śmiercią się nie wyspowiadał, tylko masturbował- ale po chwili dotarło, że popełnił samobójstwo. No cóż, jak widać, dzisiaj wolno rozumuję… Koniec świata nastąpił”. Koniec jego świata nastąpił. To tak jakby bohater czekał na owy koniec świata. Cóż mogę powiedzieć więcej? Dam Ci pięć. Vi ses. 

Lilka 23 08 2009 (15:05:45)

Masz rację, Dawidzie, zanudziłam się na śmierć ;D a tak na poważnie, fabuła interesująca, choć codzienna, ale nie przeszkadzało mi to. Zakończenie mocne, takie... hm... zaskakujące? Udało Ci się zmylić mnie z tym ,,do jutra''. Całość w ogóle wydaje mi się taka naturalna, a to właśnie podoba mi się w Twojej pracy najbardziej :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46543 | Użytkownicy: 3566
Online(32): 28 gości i 4 zarejestrowanych: exother, Fał, pasieczny14, Maszard Namalowski

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl