warto go przeczytać
Z okazji przyjęcia mnie i skandalistki do redakcji - w nagłym przypływie świetnego humoru - napisałem taką skromną pracę. Wszelkie podobieństwa są (hehe) przypadkowe i tak dalej. xD
Posłuchajcie, ludkowie, podania o serwisie WPMT, i o tym, co się dnia siódmego lutego roku pańskiego 2009 wydarzyło. A było to tak:
Był sobie serwis internetowy, na którym młodzież wszelaka swą twórczość tudzież rozmyślania w formie wierszy spisane publikować mogła. Dobry był on a popularny, a mężni Redaktorzy dzielnie odsiewali ziarna od plew, dobre prace publikując, a złe w ogień otchłani Prac Odrzuconych bezlitośnie wrzucając. (Było jeszcze jedno, straszne miejsce Prac Usuniętych, ale o nim szeptem się jeno opowiada i tylko za dnia, bowiem za straszna to historyja, coby ją przy świetle miesiąca opowiadać.) Serwis rósł w siłę, a użytkownikom żyło się dostatnio. Harmonia panowała a spokój, i prace regularnie były poprawiane oraz publikowane, jeśli się do tego nadały.
Jednak w końcu mrok spowił cudne to miejsce, kiedy przybyło nowych młodych twórców tylu, iż prac przezeń nadsyłanych było za dużo, zważywszy na ilość i możliwości Redaktorów. Bywało wówczas i tak, iż praca dwa dni i więcej na swą publikację czekała, bowiem mnogość twórczości była taka, iż gdy Redaktor na panel admina skierował spojrzenie, strach blady nań padał a zwątpienie w siły własne i kolegów. Jednak użytkowników przybywało, a wraz z nimi zalewana była twórczością strona coraz bardziej i bardziej. Nadzieja wszelka na możliwość publikacji prac w terminie opuściła nawet najbardziej portalowi oddanych, to jest Dyrektora Twórczości - Ginger - oraz jej zastępców - Gacka i Pchełę, a byli to ludzie mężni, których nie byle co przestraszyć czy w zwątpienie wpędzić mogło. Tak oto popularność serwisu - jak się wówczas zdawało - miała przesądzić o jego klęsce, albowiem i userzy zwykli w niepokój wpadali, gdy praca ich tydzień niekomentowana i niepublikowana leżała. Redakcja jęła się modlić o ratowanie wydajności portalu, tak coby rąk do pracy było więcej alibo prac trochę mniej, dla Redaktorów odpoczynku i wydajności zwiększenia.
Natenczas właśnie pojawił się młodzieniec mądry a cnotliwy - mr.Radkiem go zwano. Nikt wówczas nie przypuszczał, kim stanie się dla społeczności WPMT, i choć korne było jego lico, a mądrością i błyskotliwością w pisaniu komentarzy oraz stawianiu pracom ocen zaskakiwała każdego śmiertelnika, nie został wówczas zauważony przez portalu władze. A wspomnieć trzeba, iż mądrości spod jego rąk zacnych wychodziły, inteligentne a łatwe w czytaniu, i każdy, kto jego prace poznał, kręcił ze zdumieniem głową, iż żaden przecie śmiertelnik taką mądrością się na portalu nigdy dotąd nie wykazał.
Później nieco i druga wybitna postać się pojawiła - zwana była Skandalistką, a nick ten znajdował w jej twórczości odbicie w ten sposób, że skandalicznie wręcz dobrze pisała piękne opowiadania - aż nieprzyzwoicie czuł się człek, gdy spojrzał na dzieło owej dziewicy, bowiem wzruszające zawsze było a ciekawe. Wielu widziało w obu tych młodzianach wysłanników bożych, albowiem mądrość ich oraz talent do pisania niespotykany był do tej pory nigdzie na ziemi, nie mówiąc już o stronie WPMT.
Nikt zatem nie wyraził zdziwienia ni sprzeciwu, gdy dwoje tych osobistości śmiało podania złożyło o stanowisko wielebnego Redaktora. Ginger - Dyrektor Twórczości - rozpatrzywszy prośby młodzieńców o możliwość wstąpienia do tego zacnego grona, postanowiła ich na okres próbny przyjąć, i tak im wówczas rzekła:
- Sprawdźcie się dobrze, prac jeszcze edytować i publikować nie możecie, ale zadanie wasze na komentowaniu i ocenianiu ich na razie polega, spiszcie się więc dobrze, a dostąpicie zaszczytu objęcia wymarzonego stanowiska.
Jął więc przyjęty wraz ze Skandalistką na okres próbny mr.Radek obowiązki im powierzone wypełniać, a czynili to oboje żwawo i z wielką mądrością. Redaktorzy, którzy czytali komentowane przezeń a nieopublikowane jeszcze prace, dziwowali się bezbłędności ich ocen oraz celności komentarzy przez dwójcę wystawianych. Wtedy nawet wiele pracy im ubyło, nie musieli bowiem już każdej pracy skomentować, gdy wyręczyli ich w tym próbni Redaktorzy. Radość wielka a zdziwienie takim obrotem spraw spowodowane zapanowało w Zarządzie, i nie było Admina ni Redaktora, który w duchu nie błogosławił tego zacnego młodzieńca i wspaniałej dziewicy za ich trud i pracę w wypełnianie powierzonych im obowiązków włożone.
Pojawiły się natenczas głosy, wpierw nieśmiałe, a potem i coraz głośniejsze, coby dwoje tych ludzi od razu do pracy Redaktora dopuścić i wolną rękę w publikowaniu prac im dać. Jednak Ginger wskazała wówczas kartę Regulaminu, na którym surowo napisane było czarno na białym: "Gdy użytkownik o stanowisko Redaktora się ubiega, pomyślnie okres próbny przejść najpierw musi, który trwać ma tyle czasu, ile dziewicy zachowanie cnoty po poznaniu cudnego chłopaka zajmuje. Złamanie tego prawa śmiercią winno być karane, a wymierzone zostać ma w tego, kto tego uczynku się dopuścił, okres próbny niecnie skracając". Posmutnieli więc Redaktorzy, i z niecierpliwością wielką dnia oczekiwali, w którym Redakcja ich dostąpi zaszczytu dołączenia doń uwielbianych powszechnie dwóch osobistości.
Tymczasem Skandalistka i mr.Radek z zapałem wypełniali swe obowiązki, mądre komentarze pisząc i sprawiedliwe oceny stawiając oczekującym pracom. Gdy twórczość z mądrością i wyczuciem napisana była, z pochwałami się u próbnych Redaktorów spotykała, a gdy natrafiła się praca publikacji niegodna, zaraz słuszny gniew wzbudzała w owych młodzianach, co przejawiało się komentarzem negatywnym i niską oceną. Autorzy zmieszanych sprawiedliwie z błotem tak zwanych twórczości wstyd naraz ogarniał, iż swoje wypociny śmieli w ogóle wysyłać i tym samym średni potencjalny poziom merytoryczny prac obniżać.
Szybko jasne się stało dla każdego, iż wielką nadzieją dla owego portalu są ci Redaktorzy na okresie próbnym, albowiem wydajność ich pracy tudzież szybkość w czytaniu, a potem i w komentarzy i ocen wystawianiu pomocna być mogła niesamowicie dla WPMT, bo wzbogacona o nowych członków Redakcja miałaby w końcu szansę na publikowaniu wszystkich prac w czasie jak najkrótszym, co - z powodu małej liczebności zacnego tego grona - do tej pory snem się wszystkim ino wydawało.
I nastał sławetny dzień siódmy lutego. Nic nie wskazywało na to, iż będzie on zupełnie inny od poprzednich, ale tuż po południu wielka światłość wprawiła wszystkich w zdumienie i zachwyt, tak że nawet userzy przerwali na chwilę swój potok twórczości podtrzymywać. Bo oto poznali wszyscy przyczynę owej jasności, której źródłem były dwie postacie w białych szatach i jaśniejących licach, wstępujących na wysokości. Zaraz też trąby obwieścił wesołą nowinę, której już każdy w sercu się domyślić zdążył. A oto rozległ się głos Pawlaka:
- Oto koniec waszego okresu próbnego. Od dnia dzisiejszego i na zawsze jesteście już Redaktorami. Nieście światło oświecenia i publikujcie prace z rozwagą, a te z błędami dokładnie poprawiajcie.
Wszyscy przyklasnęli wypowiedzi Prezesa. A oto Ginger łzę wzruszenia uroniła i wyszeptała z namaszczeniem:
- Zaiste, będą oni kiedyś Dyrektorami Twórczości.
EPILOG
Zapadał zmrok. W knajpie siedzieli już tylko najwięksi zapaleńcy. Był tam jeszcze jakiś niczym nie wyróżniający się chłopak w towarzystwie równie zwyczajnej nastolatki. Wznosili właśnie toast.
- Za redakcję - rzekł mr.Radek.
- Za redakcję - uśmiechnęła się Skandalistka. Wypił duszkiem, przysparzając tym samym szczęścia ekipie WPMT. W końcu toastów nie robi się tak sobie, muszą czemuś przecież służyć.
- No to zaczęło się - westchnęła dziewczyna.
- Taaa... - mruknął nastolatkek. - Zastanawiam się, jak my sobie tam poradzimy.
- Coś tym, przecież ludzie piszą jeden artykuł na tydzień i niewiele więcej opowiadań - odrzekła Skandalistka. - Najbardziej współczuję tym, co wiersze publikują.
- Ja tak samo - odparł w zadumie mr.Radek. - Nie zazdroszczę im. Co jak co, ale wierszy to na portalu nigdy nie zabraknie. Szkoda, wolę czytać opowiadania.
- A ja artykuły - odparła towarzyszka z uśmiechem.
Tłusty barman podszedł do nich nagle i zamierzał spytać się nastolatków, czy nie powinni być już w domu, ale dziesięć złotych napiwku i prośba chłopaka "jeszcze raz to samo" spowodowały u niego chwilową amnezję i za Chiny Ludowe nie mógł sobie przypomnieć, co takiego chciał im powiedzieć. Natomiast po chwili napełnił im szklanki smakowitym płynem i dziwna para kontynuowała rozmowę.
- Oby tylko byli zadowoleni z naszej pracy - zmartwił się chłopak. - Nie chciałbym, żeby te dwa tygodnie próby poszły na marne.
- Nie martw się, będzie dobrze, jestem tego pewna - odparła dziewczyna. Oboje napili się jeszcze.
Lemoniada tego wieczoru była wyjątkowo dobra.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 07.02.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46543 | Użytkownicy: 3566
Online(32): 28 gości i 4 zarejestrowanych:
exother, Fał, pasieczny14, Maszard Namalowski