Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt

Niezwykła przyjaźń

Po raz pierwszy spotkałem ją w pobliskim sklepie. Była sobota, a ja znudzony włóczyłem się po okolicy.
Ja, czyli Kamil Korczyk, lat 15, niespecjalnej urody, obrzydliwie bogaty. Nic godnego uwagi. Nie lubiłem swojego życia. Dlaczego? Było takie nudne i monotonne. Szkoła, dom, szkoła, dom, szkoła... Zawsze byłem inny niż wszyscy, a tego nikt nie lubi. Postrzegano we mnie bogatego pyszałka ( no, może byłem nim..ale tylko troszkę), który na wakacje jeździ na Hawaje. Nikt nie potrafił dostrzec mojego wnętrza. Mówiąc szczerze, to ja sam chyba tego nie potrafiłem. Ale nie rozpisujmy się nad moją nic nie znaczącą osobą...
Tego sobotniego popołudnia nudziłem się niemiłosiernie. Wpadłem do spożywczaka i właśnie tam JĄ zobaczyłem. Wysoka dziewczyna z ciemnymi włosami do pasa. Miała ogromne oczy osłonięte najdłuższymi rzęsami jakie kiedykolwiek widziałem. Miała na sobie coś w rodzaju sukni, długiej do kostek. Były na niej misternie wyszyte kolorowe wzory. Miałem nadzieję, że nie zapoczątkuje to nowej mody. Ale wyglądało na to, że dziewczyna czyje się świetnie w tej dziwnej kreacji.
Najbardziej zaciekawił mnie jej wyraz oczu. Krył się w nich dziwny smutek, jakby tęsknota...nie potrafiłem wyjaśnić tego do końca.
A kiedy, na moje szczęście, rozerwała się jej torba z zakupami, zaraz podbiegłem pomóc.
Zebrawszy w sobie całą odwagę. podając dziewczynie pomarańcze, powiedziałem:
- Cześć, jestem Kamil.
Ona podniosła na mnie oczy i zrobiła jakiś gest dłonią. Nie rozumiejąc, o co chodzi, podałem jej resztę rozsypanych owoców. Bez słowa się uśmiechnęła i wyszła ze sklepu. Stałem tam jak idiota i gapiłem się w drzwi. dopiero po chwili oprzytomniałem i wybiegłem na ulicę. Dogoniłem ja. Nietrudno było znaleźć wśród innych przechodniów dziewczynę z pięknymi włosami w kosmicznej sukni.
- Nie powiesz mi jak się nazywasz? - spytałem, idąc obok.
- Chcesz poznać moje prawdziwe imię, czy to jakie noszę w świecie zwierząt?
- Eee... Chyba to prawdziwe..?
- Nadia - powiedziała dziewczyna.
- Ładnie. A jak, w takim razie, jest twoje imię w świecie zwierząt? - zapytałem odrobinę rozbawiony.
- Błękitny Motyl.
- Również ładnie - uśmiechnąłem się. - Jesteś stąd? chyba się przeprowadziłaś, prawda?
- Tak, z mamą.
- A skąd? - nadal drążyłem temat. Jak widać Nadia nie była specjalnie rozmowna.
- Z południowej Afryki - odparła.
- Żartujesz?! - zatkało mnie
- Nie. To prawda.
- Więc jak to się stało, że mówisz tak świetnie po polsku?
- Moja mama pochodzi z Polski - powiedziała Nadia.
- Aha - powiedziałem głupio, ale byłem zupełnie zaskoczony.
Przez chwilę szliśmy w milczeniu.
- Chodzisz do naszej szkoły? - spytałem.
- Tak... Chyba tak - Nadia uśmiechnęła się. - Miło było mi cię poznać. Do zobaczenia - powiedziała i weszła do apteki, obok której przechodziliśmy.
Zatrzymałem się i zacząłem wpatrywać się w aptekę. Do naszej szkoły będzie chodziła Afrykanka, a ja poznałem ja pierwszy! Zawróciłem
i z radością skierowałem się do domu.
***

Kiedy w poniedziałkowy ranek wszedłem do szkoły, zaraz dopadł mnie mój kumpel, Maciek.
- Nie uwierzysz!! Do naszej budy chodzi Dzikuska!!
Nie od razu załapałem, o co mu chodzi. Jednak Maciek widząc moje zdumienie zaczął wszystko pospiesznie wyjaśniać.
- Mówię ci stary, włosy do pasa, jakaś dziwaczna sukieneczka i mówi, że przyjechała z Afryki. Jarzysz?!
Zajarzyłem. chodziło mu o Nadię. Nie miałem pojęcia, z czego się tak cieszy.
- Totalna dzikuska... O co ci chodzi? - spytał naraz Maciek widząc moją minę.
- Nie mów tak o niej.
- Znasz ją?!
- Nawet jeśli?! Nic o niej nie wiesz, a tak gadasz!
- Dobra, dobra. Nie denerwuj się - powiedział szybko Maciek.
Wiedział, że jeśli się wkurzę, mogę być nieprzyjemny. Jak się okazało, wieść o nowej dziewczynie-Afrykance, rozniosła się niczym świeże bułeczki. Każdy dodawał swoją wersję na jej temat, co wywołało parę zupełnie bezsensownych historyjek. Ja sam jeszcze nie miałem okazji zobaczyć Nadii w szkole, ale nie uwierzyłem w żadną z tych plotek. Współczułem jej. Dobrze wiedziałem, jak wredne mogą dzieciaki ze szkoły. Czepiały i wyśmiewały nawet tych, których nie było stać na markowe ubrania. Mnie samego nigdy nie spotkała taka sytuacja, ale nieraz widziałem, jak grupka starszych chłopaków znęca się nad maluchami.
W końcu, gdy była przerwa obiadowa, wszedłem do zapełnionej stołówki. Od razu ja zauważyłem. Siedziała w kącie sali, sama przy stoliku. Wcale nie uważałem, że wyglądała śmiesznie. Wręcz przeciwnie. Czarne włosy uplecione miała w dwa warkocze. Ubrana była
w podobną sukienkę, w której widziałem ją po raz pierwszy. Tym razem w motyw kolorowych bajecznych kwiatów. Nietrudno było spostrzec, że wszyscy obecni na stołówce spoglądają na Nadię i szepcą miedzy sobą. Ona sama bynajmniej tego nie zauważała. Wpatrzona w okno, jadła swój obiad.
z pełnym talerzem natychmiast podszedłem do Nadii. Dosiadłem się, co spowodowało głośniejsze szepty i spojrzenia w naszą stronę.
- Cześć - powiedziałem, zwracając się do Nadii.
W stołówce zapadła cisza, wśród której można było wychwycić latającą muchę.
- A, to ty... Kamil, prawda? - odparła.
- Tak. Jak tam pierwszy dzień w szkole?
Chrząknąłem znacząco i zerknąłem na uczniów, którzy bezwstydnie się nas gapili. Natychmiast wrócili do rozmów miedzy sobą.
- Świetnie. Tu jest zupełnie inaczej niż a Afryce.
No cóż... Albo udawała, albo nie wiedziała o plotkach, które rozniosły się na jej temat.
- To dobrze czy źle? - spytałem, uśmiechając się.
- Sama nie wiem. Niektóre rzeczy są naprawdę ciekawe, a innych nie ma, bo istnieją tylko w moim domu.
- Cieszę się, że ci się podoba. Ile masz lekcji?
- Kończę jakieś pięć godzin przed zachodem słońca
- Słucham? - spytałem nie rozumiejąc.
- Ach.. no tak. Tutaj nie liczy się tak czasu. Lekcje kończę o... - zerknęła szybko na zegarek wiszący na ścianie - o..drugiej.
- To świetnie. Ja też. Jeśli chcesz, to możemy wracać razem - zaproponowałem niepewnie.
- Dobrze - odparła Nadia uśmiechając się do mnie.


***

Moja reputacja (o, ile taką miałem) legła w gruzach. Ale nie przejmowałem się tym. Już nie obchodziło mnie, co myślą inni. Jednego nie rozumiałem: traktowano Nadię jak kogoś odmiennego tylko dlatego, że miała inna urodę, nosiła inne ubrania i pochodziła z innego kraju. Czy takie zachowanie nie jest prymitywne? Z goryczą pomyślałem o swoich kumplach, którzy teraz wyśmiewali się również ze mnie i to dlatego, że nie uważałem za zabawne obgadywanie kogoś.
Kiedy po lekcjach czekałem przed szkołą na Nadię, moi znajomi przechodzili obok mnie bez żadnej reakcji. Tylko kilku machnęło dłońmi. Co z nimi?
- Gdzie ci się bardziej podoba, w Polsce czy w Afryce? - spytałem, gdy szliśmy już razem.
Nadia zastanowiła się przez chwilkę.
- Nie mogę porównać dnia i nocy. Są tak samo piękne, a równocześnie inne - odparła Nadia. - Spójrz! Motyl!
Uśmiechnąłem się.
- No tak... motyl.
- Zawsze chciałem wiedzieć, jak to jest być motylem.
- Chciałaś...? - powtórzyłem ze śmiechem.
- No tak. Nigdy się nad tym nie zastanawiałeś? Latać, gdzie się tylko chce, nie dbać o nic, a gdy się zmęczysz, lądujesz na jakimś pięknym kwiatku i odpoczywasz.
- Wiesz, jakoś nigdy się nad tym nie zastanawiałem - odparłem odrobinę zmieszany.
- To co wy tu robicie w Polsce? - Nadia wybuchnęła śmiechem.
- A co TY robisz w Afryce? - odparłem pytaniem.
- Och! Wiele wspaniałych rzeczy. Najbardziej lubię wschody słońca. Wszystko powoli budzi się do życia! - Nadia rozmarzyła się. - A kiedy bardzo się nudzisz zawsze możesz pójść do lasu pobawić się z szympansami. Choć nie polecam.
- Dlaczego? - spytałem ze śmiechem.
- Zapewniam cię, ze mają nieco inne poczucie humoru. Dla nich jest okropnie zabawne wrzucenie cię do bajora z błotem. Potem obrzucają cie zgniłymi owocami.
Roześmiałem się.
Nadia zaczęła opowiadać o swoim życiu wśród lasów deszczowych i wschodów słońca. Opowiadała o tym z taką radością, że aż się dziwiłem. Czy ta dziewczyna cieszyła się każdym napotkanym szczegółem? Dla mnie, rosnący kwiatek na poboczu był zwykłą roślinką, lecz Nadia przystanęła, wpatrywała się w niego swoimi wielkimi oczami i szeptała jakieś słowa.
- Co robisz? - spytałem.
- Jak to co? Rozmawiam.
- Z kwiatkiem?
- No tak. A konkretnie z jego duszą.
- Duszą? - powtarzałem bez sensu. - Ale przecież kwiatki nie mają duszy...
Teraz z kolei to Nadia zrobiła zdziwioną minę.
- Jak to nie? Wszystko co żyje ma dusze.
Nic nie powiedziałem. Po pewnym czasie, kiedy poznałem Nadię na tyle dobrze, zrozumiałem, że nie jest zwykłą dziewczyną. Podchodziła do wszystkiego z taką radością i entuzjazmem. Nigdy nie widziałem jej smutnej. Może z wyjątkiem, kiedy wspominała swój dom w Afryce. Wtedy na moment jej oczy gasły, a uśmiech znikał z ust. Ale praktycznie natychmiast Nadia potrząsała głową , jakby chciała odgonić tęsknotę i wracała do swojego dawnego humoru.
Moja przyjaźń z Nadią dała mi wiele do myślenia. Zmieniłem się. Zrozumiałem, że nie można wszystkiego kupić. No bo, czy jest wyznaczona cena za wschód słońca, za uśmiech bliskiej osoby, czy po prostu za nowy dzień? Owszem, pieniądze się przydają. Ale Nadia pomogła mi zrozumieć, że w wielu sprawach są zbyteczne. Jednak chyba tylko ja byłem osobą, która rozumiała Nadię. W szkole wszyscy nadal uważali ją za "Dzikuskę", która przyjaźni się z bogatym chłopczykiem. Nie potrafili ja zaakceptować... Dlaczego?
Nadia nie zauważała ich szyderstw lub nie chciała ich zauważać. Podziwiałem ją za to, że nie poddaje się, idzie naprzód, choć większość jest przeciw. Lecz pewnego dnia nie wytrzymała.
- Dlaczego muszę być inna? - spytała, a w jej oczach zaczaił się smutek.
Nagle wydało mi się, że słońce zgasło i cała radość ze mnie wyparowała.
- Jak to? Wcale nie - odparłem niezbyt szczerze zresztą.
- Przecież widzę, nie jestem ślepa. Gdziekolwiek pójdę zostaję odtrącona. Dlaczego? Powiedz, co jest ze mną nie tak?
- Nadiu, oni po prostu... nie lubią, kiedy ktoś odznacza się czymś wyjątkowym. A ty jesteś niesamowitą dziewczyną...
- Ale ja nie chce być wyjątkowa! Chce być taka jak inni! Lubiana! - mówiła Nadia, a ja dostrzegłem w jej oczach ból.
- Wszyscy inni udają... a ty jesteś sobą! I to jest piękne. Wywróciłaś mój świat do góry nogami. Zmieniłaś moje życie. Dzięki tobie zrozumiałem to, co jest najważniejsze. Proszę cię nie zmieniaj się. Wtedy wszystko straci sens. Nie bądź taka jak wszyscy... Jesteś wyjątkowa - powiedziałem cicho.
Nadia spojrzała na mnie i uśmiechnęła się przez łzy, które spływały po jej policzkach.
- Dziękuję - powiedziała.
- Za co?
- Że jesteś - powiedziała podchodząc i przytulając się do mnie.
- A ja dziękuję za twoją przyjaźń - odparłem.




***

To wszystko mogłoby trwać wieki, a mi by się nadal nie znudziło. Jednak Życie zawsze stawia nam płotki na naszej drodze. Naszym zadaniem jest je pokonywać. Taki tez płotek stanął między przyjaźnią moja a Nadii.
Okazało się, ze babcia Nadii, mieszkająca w Afryce, jest bardzo chora. Przed swoją śmiercią chciałaby zobaczyć wnuczką i synową.
Dobrze wiedziałem jak Nadia tęskni za Afryka. To nie była dziewczyna, która żyje w zamkniętym szarym mieście. Jednak obiecała, że wróci. Uwierzyłem. Kiedy wyjechała, straciłem chęć do życia. Naprawdę. Ta dziewczyna buła mi tak samo potrzebna do życia jak kwiatu słońce. Przez kilkanaście dni chodziłem jak otępiały. W końcu pomyślałem, co by powiedziała o tym Nadia i wziąłem się w garść. Tak naprawdę jednak wiedziałem, że się oszukuję. Ona nie wróci, myślałem wieczorami. Jej dom jest wśród zwierząt i roślin. Miałem rację. Kilka tygodni po wyjeździe Nadii przyszedł list od niej samej. Przepraszała, że się nie odzywała, ale nie mogła. Pisała też, ze nie wróci. Jej mama także nie chciała. Obydwie kochały i były kochane w Afryce. Wiedziałem jak trudno było napisać Nadii ten list. zaskoczyły mnie jej ostatnie słowa. W czasie wakacji zapraszała mnie do siebie. Chciała mi pokazać swoją ojczyznę, to o czym mi tak opowiadała. Przyjąłem zaproszenie. Może to nie koniec naszej przyjaźni?


***
Nigdy nie straciłem kontaktu z Nadią. Nasza przyjaźń była na to za silna. Nie raz odwiedzałem ją i dowiedziałem sio, dlaczego była taka, a nie inna. Środowisko, w którym żyła nauczyło ją miłości i szacunku do życia.
Kiedy miałem problemy zawsze mogłem na nią liczyć. Wspieraliśmy się nawzajem z najtrudniejszych chwilach. Do końca życia zapamiętam ten szary dzień, kiedy zaczęła się moja niezwykła przyjaźń z dziewczyną z Afryki, z "Dzikuską".





Ocena: 3
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 13.05.2009r.

1     

Black Lady 14 05 2009 (18:07:42)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Sama historia całkiem ciekawa i dość lekka, jednakże styl niestety nie powala. Tak jak już seska wspomniała błędy w zapisie, dopatrzyłam się też jakiegoś powtórzenia. Na 3 z plusem, moim zdaniem.

seska 14 05 2009 (10:41:32)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Cóż, kilka niewybaczalnych błędów w zapisie, literówki, czasem, źle dobrane słowa. Raz zauważyłam, źle odmieniony czasownik. Opowiadanie byłoby całkiem przyjemne, gdyby nie to, że czytałam już, takie o podobnej tematyce :(.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46543 | Użytkownicy: 3566
Online(35): 30 gości i 5 zarejestrowanych: exother, Fał, pasieczny14, sniadaniedolozka, Maszard Namalowski

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl